Tadeusz Hollender — biografia, wiersze, twórczość

Tadeusz Hollender (urodzony 30 maja 1910 w Leżajsku, zmarły 31 maja 1943 w Warszawie) był poetą, redaktorem, tłumaczem i satyrykiem. Posługiwał się pseudonimami Tomasz Wiatraczny, Turkuć Podjadek, Dyonizy Aczkolwiek, Katapulta oraz kryptonimami t.h., th, tholl. Urodził się w Leżajsku, zginął z rąk Niemców w Warszawie, rozstrzelany w ruinach Getta. 

Tadeusz Hollender - biografia skrócona

Tadeusz Hollender studiował prawo i filologię polską na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, aktywnie uczestniczył w życiu kulturalnym, zwłaszcza literackim, Lwowa. Debiutował w r. 1929 w krakowskim „Ilustrowanym Kurierze Codziennym” (wiersz Święty Mikołaj). W r. 1933 Hollender był redaktorem pisma młodych literatów „Wczoraj – dziś – jutro”. Należał do grona założycieli (1933), następnie był redaktorem (do kwietnia r. 1934) oraz współredaktorem wraz z Karolem Kurylukiem (do lipca r. 1934) a także stałym współpracownikiem czasopisma „Sygnały”. W r. 1934 rozpoczął także współpracę z ukazującym się w stolicy Polski pismem satyrycznym „Szpilki”. Publikował też w innych powstałych z myślą o wykształconych odbiorcach periodykach o profilu lewicowo-liberalnym. W r. 1936 Tadeusz Hollender współorganizował odbywający się we Lwowie Zjazd Pracowników Kultury. W r. 1937 przeprowadził się do Warszawy by objąć redakcję działu literackiego radykalnego lewicowego pisma „Głos powszechny”.

Wybuch wojny zastał Tadeusza Hollendera we Lwowie. Pisarz pozostał w tym mieście po wkroczeniu do Polski wojsk radzieckich, sprzeciwiał się jednak, i to zdecydowanie, ugodowym postawom i współpracy pisarzy i intelektualistów z reżimem stalinowskim. Po ataku Rzeszy na ZSRR, w sierpniu r. 1941 Hollender przeniósł się z zajętego przez Wehrmacht Lwowa do Warszawy. Zaangażował się w konspiracyjne życie literackie, uczestniczył też będącej elementem wojny psychologicznej z Niemcami Akcji N. Publikował w ukazujących się w podziemiu antologiach (m.in. Anegdota i dowcip wojenny z r. 1943) oraz pismach satyrycznych (np. „Moskit” i „Lipa”). Posługiwał się wówczas pseudonimem Tomasz Wiatraczny.

Pod tym samym pseudonimem w kwietniu albo na początku maja 1943 r. Hollender przemawiał na konspiracyjnym wiecu w hali fabrycznej na Pradze lub Grochowie. Słuchało go ok. 2 000 ludzi. Wśród nich znajdował się informator Gestapo. Niebawem nastąpiło aresztowanie. Pisarz trafił na Pawiak. W celi starał się podtrzymywać na duchu współwięźniów, zachowywał pogodę ducha i dobry humor. Został rozstrzelany 31 V 1943 r. w ruinach Getta podczas jednej z masowych egzekucji. Ciało spalono.

Początkowo Tadeusz Hollender pozostawał pod znacznym wpływem Leopolda Staffa i Skamandrytów, zwłaszcza Tuwima i Wierzyńskiego. Szybko zdobył uznanie jako liryk i satyryk (tomy Czas, który minął z r. 1936 oraz Ludzie i pomniki z r. 1938). Jak zaznacza Jan Wojnowski, w dojrzałych utworach Hollendera przeważa refleksja osobista i społeczna. Protest i bunt wobec krzywdy i nędzy najbiedniejszych i najsłabszych ekonomicznie (Wiersz o czarnej wodzie, Rzeka mego miasta, Czerwony wiersz) łączą się z próbami rozrachunku z narodową przeszłością. Towarzyszy temu dojmujące poczucie tragicznego osamotnienia i świadomość śmierci (Do Allana Gerbault). Wiersze krajobrazowe świadczą o potrzebie bezpośredniego kontaktu z naturą, ze światem roślin i zwierząt.

Wyrazem przekonań politycznych Hollendera były przede wszystkim doskonałe satyry, wyśmiewające, czy to wprost, czy to z pomocą aluzji, mocarstwowe pozy i frazesy obozu sanacji, konserwatyzm, ignorancję i bierność drobnomieszczaństwa i burżuazji, antysemityzm (por. powieść satyryczną Polska bez Żydów). W okresie okupacji satyra skierowana została przeciwko okupantom, tak ze Wschodu, jak i z Zachodu (cenzurowane w PRL utwory z broszury Anegdota i dowcip wojenny oraz Satyry i fraszki wydane w r. 1943, już post mortem, pod ps. Tomasz Wiatraczny).

Jan Wojnowski podkreśla, że Tadeusz Hollender doskonale władał tradycyjnymi formami poetyckimi (np. parafraza fragmentów Pana Tadeusza w wierszach Stulecie oraz Arcyserwis). Oprócz tego, trawestował i uwspółcześniał różnego rodzaju gatunki satyry i poezji lirycznej (epigramat, fraszka, ballada). Autor Warszawy 1942 chętnie sięgał po kalambury, parodię i stylizację fantastyczną i groteskową zarazem. Przekładał poetów niemieckich, rumuńskich i ukraińskich (antologia Pięćdziesięciu z tej i z tamtej strony Zbrucza, rękopis z r. 1939, wydany w r. 1972 jako Z poezji ukraińskiej).

Tadeusz Hollender: „Gdzieś na brzegu szumnołuskiej rzeki w zielonym, bystrym utonąć rozumie”

Wczesne lata

Tadeusz Hollender urodził się 30 maja 1910 r. w leżącym nieopodal Łańcuta i Rzeszowa Leżajsku. Ojciec, Antoni Hollender, był inżynierem geometrą (mierniczym), matka, Ida de domo Pisarska, pracowała jako nauczycielka. Praca Antoniego sprawiała, że rodzina często przeprowadzała się.

Chłopiec uczył się w szkołach podstawowych w Starym Sączu i Tyśmienicy, następnie uczęszczał do gimnazjów w Stanisławowie i Tłumaczu. Należał do Związku Harcerstwa Polskiego (stąd późniejsze publikacje w piśmie „Skaut”, oprócz tego już w czasie okupacji na zlecenie Komendy Głównej Armii Krajowej Hollender napisał broszurę poświęconą harcerstwu). Jak pisze Stefania Swarczyńska, juwenilia Pisarza powstawały już w latach nauki gimnazjalnej.

Jak przypomina Paweł Bem, wielki wpływ na niemałą część przyszłego dorobku Hollendera miało – choć miał wtedy kilka lat - doświadczenie I wojny światowej, bezpośrednie oglądanie przejścia frontu (P. Bem, „Bo ten zwycięża, który się śmieje”. Wygrana Tadeusza Hollendera, por. wiersz Z wczesnego dzieciństwa).

Egzamin dojrzałości Tadeusz Hollender zdał w r. 1928. Jesienią tego samego roku zapisał się na studia na Wydziale Prawniczym lwowskiego Uniwersytetu Jana Kazimierza. Po dwóch latach porzucił prawo dla filologii polskiej, którą studiował pod kierunkiem prof. Juliusza Kleinera przez kolejne dwa lata. Ostatecznie nie ukończył żadnego z kierunków, jednak, jak podkreślała np. Stefania Skwarczyńska, bardzo szybko stał się duszą środowiska literatów- studentów. Należeli doń m.in. Tadeusz Banaś, Aleksander Baumgardten, W. Frantz, Andrzej Kruczkowski, Teodor Parnicki i Stanisław Rogowski. Z inicjatywy Tadeusza Hollendera doszło do połączenia tego kręgu literackiego z wydającym efemeryczne pismo „Tydzień” Klubem Pracowników Kultury Współczesnej. Do Klubu należeli m.in. Janina Garbaczowska, Stefan Kawyn, Bolesław W. Lewicki oraz Tymon Terlecki). Wkrótce środowisko to zbliżyło się dzięki pośrednictwu Karola Kuryluka do grupy Błękitnych (Związku Błękitnych), na czele której stała lewicowa pisarka i działaczka społeczna Halina Górska. Błękitni byli zespołem młodej inteligencji, prowadzącej m.in. filantropijną akcję pomocy najbiedniejszym dzieciom poprzez pracę wychowawczą w świetlicy dla pozbawionych opieki dzieci ulicy.

Wśród młodych twórców

Ignacy Szenfeld podkreślał, że to właśnie Tadeuszowi Hollenderowi przypisywano odnowę życia literackiego we Lwowie u zarania lat 30. XX wieku. Z miasta wyjechali już m.in. Jan Kasprowicz i Leopold Staff a także Jan Parandowski, Marian Hemar i Kornel Makuszyński. Hollender miał talent i intuicję organizatora, szybko skupił wokół siebie środowisko młodych, cyganerii poetyckiej spotykającej się w restauracji „U Atlasa” w Rynku nr 45. Ignacy Szenfeld za szczególnie interesujący uznawał zespół poetycki „Rybałtów”, wspominając ich pierwszy wspólny występ wobec szerszej publiczności. Zorganizowano go jesienią r. 1933, w sali Towarzystwa Szkoły Ludowej przy ul. Czarnieckiego (J. Chwastyk-Kowalczyk, Tadeusz Hollender – enfant terrible de Leopol, Respectus Philologicus, nr 12 (17) /2007, s. 69). Wpierw na scenę wszedł teoretyk Rybałtów, Leon (Lew) Kaltenberg, deklarując, że poeci grupy nie sytuują się ani na lewicy, ani na prawicy, nie zajmują też tak czy inaczej rozumianego „złotego środka” ideowego, nie są ani endecją, ani sanacją, ani masonerią. Chcą być ludźmi i szukają jedynie tego, co jest napisane z talentem. Następnie wiersze recytowali Stanisław Rogowski, Maciej Freudman, Aleksander Baumgarten, na końcu Tadeusz Hollender. Już pierwszy jego wiersz, Przedwiośnie we Lwowie urzekał urokiem wiosny i klimatem Lwowa (Ignacy Szenfeld, Tadeusz Hollender – l’enfant terrible de Léopol, Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza, [Londyn], nr 257, 1987, s. 8-9 za: J. Chwastyk-Kowalczyk. op.cit., s. 69).

Od r. 1929 utwory Poety ukazywały się na łamach wydawanego w Krakowie „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” oraz w gazetach lwowskich. Publikacje biograficzne wskazują, że debiut prasowy miał miejsce w r. 1929. Był nim wiersz Święty Mikołaj opublikowany na łamach „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” (nr 335). Paweł Bem pisze jednak, że wcześniej, w r. 1928 ukazał się utwór Hollendera w wydanej we Lwowie jednodniówce studenckiej (P. Bem, „Bo ten zwycięża…, op. cit., ab initio). Rozgłos przyniosło jednak przede wszystkim wyróżnienie w zorganizowanym przez Polskie Radio konkursie wiersza Płyta Nieznanego Żołnierza oraz uzyskanie pierwszej nagrody ex aequo z Anną Świrszczyńska w „Turnieju młodych poetów” zorganizowanym w r. 1934 przez cieszące się szczególną estymą „Wiadomości Literackie” (wiersz Stulecie). Te dwa sukcesy sprawiły, że przed Tadeuszem Hollenderem stanęły otworem łamy pism literackich o zasięgu ogólnopolskim. Jeszcze w r. 1933, zatem przed zwycięstwem w turnieju „Wiadomości Literackich”, zaczął publikować. Jego teksty ukazywały się w „Sygnałach”, „Skaucie”, „Kulturze Lwowa”, „Kamenie”, „Tygodniku Ilustrowanym” oraz w najbardziej chyba prestiżowym pismem literackim II RP czyli „Skamandrze”. Utwory Hollendera pojawiały się także w „Nowych Czasach”, „Buncie Młodych”, „Czarno na Białym”, „Albo-Albo” i „Lewarze” oraz chętnie czytanych w całym kraju satyrycznych „Szpilkach”. W roku 1934 ukazało się Osiem opowieści anatomicznych.

Wolny głos na własnych łamach

Stefania Skwarczyńska zaznacza, że wspomniane nieco wyżej „światoburcze” środowisko młodych lwowskich literatów zdobyło dzięki Tadeuszowi Hollenderowi, swój organ. Był to miesięcznik literacki i społeczno-kulturalny „Wczoraj-Dziś-Jutro”. Co ciekawe, był on przekształconym pismem reklamowo-ogłoszeniowym „Małopolanin”. Stanowisko redaktora naczelnego objął Pisarz. "Wczoraj -Dziś-Jutro" ukazywało się zaledwie przez kilka miesięcy, od lutego do sierpnia roku 1933.

Jesienią r. 1933 udało się powołać do istnienia pismo literackie i społeczno-kulturalne „Sygnały”. Ukazywało się ono od r. 1933 aż do 1939, z wywołaną problemami finansowymi przerwą w l. 1934-1936. Do zespołu redakcyjnego oprócz Tadeusza Hollendera należeli wspomniani wyżej lwowscy twórcy: Tadeusz Banaś, Aleksander Baumgarten, Halina Górska, Stefan Kawyn, Andrzej Kruczkowski, Karol Kuryluk, Bolesław W. Lewicki, Marian Promiński, Stanisław Rogowski. Do lipca r. 1934 Sygnały redagował Hollender, od kwietnia 1934 r. wraz z Karolem Kurylukiem. Można w tym miejscu zaznaczyć, że Kuryluk stał się ważną postacią życia politycznego i kulturalnego PRL. Od r. 1944 do 1948 redagował pismo „Odrodzenie”, w l. 1956-58 był ministrem kultury, w l. 1954-67 ambasadorem PRL w Austrii. Zmarł nagle w r. 1967 w stolicy Węgier. Był najstarszym synem przedsiębiorcy budowlanego Franciszka Kuryluka, w r. 1930 ukończył państwowe Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza w Zbarażu. Niewielkie stypendium pozwoliło Kurylukowi na rozpoczęcie jesienią r. 1930 studiów polonistycznych na Uniwersytecie Jana Kazimierza. Zatem jego droga życiowa była – w okresie młodości - w dużej mierze podobna do losów Hollendera.

„Sygnały” były pismem o orientacji lewicowej, celem ich redaktorów było m.in. zapoznawanie polskich czytelników z twórczością mniejszości narodowych żyjących w Polsce, zwłaszcza na Kresach (rubryka żydowska, ukraińska, białoruska). Niejako w kontrze do wymierzonej przeciwko ukraińskiemu nacjonalizmowi i dążeniom niepodległościowym polityki obozu piłsudczykowskiego i asymilacyjnych postulatów endecji, numer z marca 1934 r. poświęcono ukraińskiej kulturze i twórczości literackiej. Znalazły się w nim przekłady poezji dokonane przez Tadeusza Hollendera. „Sygnały” ukazywały się aż do wybuchu wojny, jednak Hollender zakończył współpracę z pismem ze względu na przyjęcie prokomunistycznej orientacji przez część zespołu redakcyjnego, w tym Karola Kuryluka (J. Chwastyk-Kowalczyk, op.cit., s. 65).

W pierwszym numerze pisma znalazła się deklaracja, głosząca, że jego twórcy „wchodzą na świat bez programu! Nie [chcą] wypowiadać szumnych haseł i słów ani stawiać papierowych granic, tężejących w mur, o który [musieliby] kiedyś tłuc bezradnie głowami. (…)” Podkreślali, że „[r]azem nie [stanowią] ani prawicy, ani lewicy. Nie reprezentują też złotego środka społecznie czy literacko.” Deklarowali: „Chcemy być po prostu ludźmi i to nam wystarcza”. (za: W. Wójcik, Karol Kuryluk: redaktor „Sygnałów” i „Odrodzenia”, Rocznik Prasoznawczy 5 (2011), s. 70-71).

W „Sygnałach” publikowali m.in. Erwin Axer, Czesław Miłosz i Jerzy Lec. O poziomie periodyku świadczy to, że jego redaktorzy szybko pozyskali pisarzy tej miary co Leopold Staff, Andrzej Strug, Bruno Schulz i Maria Dąbrowska. W „Sygnałach” ukazywały się także teksty Tuwima i Józefa Wittlina. Duże znaczenie miało ponadto publikowanie przekładów cieszących się w Polsce, zwłaszcza w kręgach lewicowych, autorytetem pisarzy obcych (np. Henri Barbusse, André Malraux, Carl von Ossietzky, Bertrand Russel, Upton Sinclair, Paul Valery). W r. 1938 na redakcję pisma napadła „wyposażona” m.in. w łom bojówka Obozu Narodowo-Radykalnego.

Poglądy skupionej wokół „Sygnałów” grupy młodych twórców mogły zaskakiwać współczesnych swym radykalizmem społecznym. Zwracała uwagę – tak aktualna w latach ciężkiego kryzysu trwającego od r. 1929 - walka o prawa ludzi żyjących ze swej pracy, domaganiem się poprawy pozycji prawnej i społecznej mniejszości narodowych żyjących w II Rzeczypospolitej, zwłaszcza na Kresach Wschodnich. Podobnie jak w innych pismach lewicowych i liberalnych, postulowano walkę z faszyzmem, nacjonalizmem i grozą wybuchu wojny.

Jako redaktor, Tadeusz Hollender nie baczył na argumenty m.in. lewicowego pisarza Jana Brzozy, wskazującego, że prowadzenie pisma takiego jak „Sygnały” to wręcz gwarantowane poważne problemy z cenzurą i policją, kłopoty finansowe oraz nagonki ze strony „mieszczańskiego kołtuństwa” (J. Chwastyk-Kowalczyk, op.cit., s. 65). Mimo to, nawiązano współpracę, a sam Brzoza oceniał „Sygnały” jako pismo „nad wyraz żywe i ciekawe, przewyższające [swą] wartością wszelkie efemerydalne i snobistyczne pisma [ukazujące się] w ówczesnej Polsce, z osławionymi „Wiadomościami Literackimi” na czele [!]” (wypowiedź Brzozy cytowana za: J. Chwastyk-Kowalczyk, op.cit., s. 65). „Sygnały” nie bały się pisać o bolączkach ówczesnego życia społecznego, drukowano w nich utwory nie tylko Polaków, lecz także pisarzy białoruskich, ukraińskich i żydowskich (Brzoza oceniał to jako „nowość szokującą, bowiem młodzi nie mieli przedtem możliwości wypowiadania się (…). Pismo chwyciło od razu. Następne numery osiągnęły nakład, jak na owe czasy [miejmy na uwadze biedę, pogłębioną dodatkowo globalnym kryzysem gospodarczym z r. 1929 - RM], około 5 000 [albo, jak podają inne źródła nawet 6 000 – RM] egzemplarzy (Jan Brzoza, Ze wspomnień o Tadeuszu Hollendrze, „Współczesność” 25 (1969), s. 6, cyt. za: J. Chwastyk-Kowalczyk, op.cit.)). Sukces i popularność „Sygnałów” sprawiły, że pismem zainteresowały się władze sanacyjne. Narastały represje administracyjne i kary finansowe. Cenzura sprawiała, że kolejne numery ukazywały się z opóźnieniami i tzw. białymi plamami (teksty wycięte przez cenzorów).

Grupa skupiona wokół „Sygnałów” dość szybko rozpadła się. Wyłoniła się z niej przeciwstawna grupa Rybałtów, nad którą opiekę roztoczył „Kurier Lwowski”, Hollender odszedł z redakcji, stanowisko redaktora naczelnego Sygnałów objął Karol Kuryluk. Tadeusz Hollender zamierzał stworzyć jeszcze bardziej radykalne pismo „Czarno na białem”. Jan Brzoza, któremu Pisarz proponował funkcję redaktora odpowiedzialnego nowego tytułu, wspominał go jako człowieka „zawsze zabieganego, z plikiem gazet pod pachą, ujadającego się i z cenzurą i z członkami [swej] grupy [literackiej” (J. Brzoza, op.cit.). Co ciekawe, zdaniem Brzozy, rozpad grupy „Sygnałów” był spowodowany nie tyle rozbieżnościami ideowymi i programowymi, co aktywnością agenta policyjnego.

Lewicowy poeta

Od r. 1936 daje się dostrzec radykalizacja postawy Tadeusza Hollendera. Jej wyrazem był przede wszystkim stosunek Pisarza do tzw. zajść lwowskich z r. 1936 czyli kilkudniowych zamieszek antyrządowych wywołanych głownie sytuacją gospodarczą oraz uczestnictwo w odbywającym się we Lwowie Zjeździe Pracowników Kultury. Do prezydium honorowego Zjazdu zaproszono Maksyma Gorkiego, Romaina Rollanda i Henryka Manna. W Zjeździe wzięli udział m.in. Władysław Broniewski, Stefan Czarnowski i Tadeusz Kotarbiński. Lewicowo-liberalne poglądy Pisarza, w publikacjach za czasów PRL określane mianem „postępowych”, znajdywały wyraz również w przekładach z poezji rumuńskiej, ukraińskiej i niemieckiej (m.in. Bertolt Brecht i Emil Erich Kästner).

Wspomnieliśmy nieco wyżej, iż „Sygnały” dążyły do zapoznania polskiego czytelnika z kulturą żyjących w granicach II Rzeczypospolitej mniejszości narodowych. M.in. z tego powodu Hollender przekładał liczne wiersze z ukraińskiego. Tłumaczenia zebrał w przygotowanym w r. 1938 dla działającego w Warszawie wydawnictwa Rój, lecz nieopublikowanym aż do r. 1972 tomie Pięćdziesięciu z tej i z tamtej strony Zbrucza. Przybliżeniu Polakom kultury Ukraińców miał służyć także przekład powieści Ułasa Samczuka Wołyń, wydany przez Rój z przedmową Ksawerego Pruszyńskiego w r. 1938. Dwa lata wcześniej, w r. 1936, Hollender wydał we Lwowie swój pierwszy zbiór poezji Czas, który minął i inne wiersze. W r. 1938 w Warszawie ukazał się uznawany za dojrzały zarówno pod względem ideowym, jak i artystycznym zbiór Ludzie i pomniki. Książka wierszem. Tomasz Szarota – pisząc swój artykuł w r. 2023, już po mającej postać wojny na pełną skalę napaści Rosji na Ukrainę – podkreślał, że w l. 30. XX wieku Hollender był jednym z nielicznych Polaków, którym zależało na przybliżeniu swym rodakom dorobku twórców ukraińskich (T. Szarota, Konspiracyjna broszura „Anegdota i dowcip wojenny” (1943) oraz jej twórcy, Dzieje Najnowsze, rocznik LV – 2023 r., nr 2, s. 134-135).

W drugiej połowie l. 30 powstają także utwory satyryczne i publicystyka skierowane przeciwko antysemityzmowi zwolenników Narodowej Demokracji i środowisk radykalnych nacjonalistów oraz przeciw pochwale faszyzmu włoskiego i zapatrzonego weń rodzimego autorytaryzmu. Poeta stał się szybko jednym z najważniejszych współpracowników „Szpilek”, przygotował także satyryczny zbiór 8 opowiadań anatomicznych (w czasopismach udało się ogłosić trzy wchodzące w skład tego zbioru poematy) a także komedię Zamach w Monte Stulto.

W r. 1938, najpierw na łamach dziennika mniejszości żydowskiej w Polsce „Nasz Przegląd” (odcinki w nr od 9 do 101 z r. 1938), następnie jako samodzielna książka, ukazała się satyryczna powieść Polska bez Żydów. Była ona kolejnym głosem protestu wobec antysemityzmu. Warto zwrócić uwagę, iż w r. 1939 pod takim samym tytułem ukazała się w Warszawie niewielkich rozmiarów książeczka księdza Stanisława Tworkowskiego opatrzona wstępem jednego z najważniejszych przywódców Narodowej Demokracji Jędrzeja Giertycha (T. Szarota, op.cit., s. 135).

Jeszcze w r. 1937 Tadeusz Hollender przeprowadził się do Warszawy by objąć stanowisko redaktora działu literackiego radykalnego pisma lewicowego „Głos Powszechny”. Funkcję redaktora pełnił jednak krótko, zaledwie przez kilka miesięcy (luty-maj 1937 r.). Stale współpracował z żydowskim dziennikiem „Nasz Przegląd”. W r. 1938 wyruszył w podróż do Palestyny, odwiedzając po drodze Grecję, Rumunię i Turcję. W prasie ukazywały się jego reportaże, przygotował także odrębny tom, na który składało się dwanaście tzw. reportaży-zagadnień z Palestyny (m.in. Żydzi emigrują z Europy z r. 1939).

Lata okupacji

W czasie ataku III Rzeszy na Polskę we wrześniu 1939 r. Tadeusz Hollender przebywał we Lwowie. Pozostał tam po wkroczeniu wojsk ZSRR. Pod koniec listopada 1939 r., w jedynym wydawanym w okupowanym przez ZSRR Lwowie dzienniku w języku polskim – „Czerwonym Sztandarze”, ukazało się ogłoszenie władz. Wzywało ono wszystkich literatów polskich do rejestracji w siedzibie Związku Pisarzy Polskich we Lwowie.

19 listopada 1939 r. urządzono specjalny wiec, na którym uchwalono deklarację „radosnego powitania zjednoczenia Ukrainy” przez polskich pisarzy. Hollender z pasją przemawiał przeciw jej podpisaniu, deklarując śmiało, że nie wierzy w obietnice komunistów o zagwarantowaniu wolności słowa i nauki oraz prowadzeniu walki z antysemityzmem, dyskryminacją narodowościową itp. (zob. J. Chwastyk-Kowalczyk, op.cit., s. 67). Początkowo z Hollenderem spierał się Boy-Żeleński, jednak z czasem i on stwierdził, że „[p]omyliliśmy się wszyscy. Oszukali nas. (…) [W] tym systemie [tzn. komunizmie radzieckim] nie może żyć człowiek, który chciałby (…) wyrazić jakiś pogląd krytyczny. To najstraszniejsza niewola myśli, jaką znają dzieje (cyt. za ibidem s. 67). Gdy Leon Pasternak żądał od Hollendera by zapisał się do Związku Pisarzy Polskich, ten bardzo przejęty odmówił, krzycząc: „Dusze mu dać, moje pióro, moją pieśń!” (cyt. za: ibidem, s. 68).

Twórczość satyryczna sprowadziła na Pisarza nieoczekiwane, lecz w realiach stalinizmu poważne, kłopoty. W r. 1939, już pod okupacją radziecką, groził mu areszt ze względu na opublikowanie na łamach „Sygnałów” satyry Dziś właśnie dzwonił do mnie Stalin, której pierwsze słowa brzmiały: „Dziś rano dzwonił do mnie Stalin – ten facet wielbi mnie tajemnie – strasznie mnie lubi i hołubi – nie może obejść się beze mnie” (zob. J. Chwastyk-Kowalczyk, op.cit., s. 68). Za wydrukowanie tego utworu w „Sygnałach” z redakcji „Czerwonego Sztandaru” Sowieci wyrzucili Karola Kuryluka (W. Wójcik, Karol Kuryluk..., op.cit. s. 72).

Miał zatem Hollender szansę pojechania na białe niedźwiedzie, ale postępował tak [sabotując tak samo jak np. Ostap Ortwin sowieckie porządki w świecie polskich literatów Lwowa] ale postępował tak wg. logiki wesołka [czyli mądrego błazna – Stańczyka – RM], który robi to, co mu się podoba, bo nie lubi kłamać. Udało mu się jednak uniknąć wywózki (…)” (Cz. Miłosz, Cnota zapomniana, „Tygodnik Powszechny” 4.01. 2004).

W Generalnym Gubernatorstwie

Hollender opuścił Lwów w sierpniu r. 1941, wkrótce po wkroczeniu do miasta oddziałów niemieckich. Szybko przeprowadził się do Warszawy, angażując się w pracę konspiracyjną. Współpracował m.in. z referatem literackim Działu B Podwydziału „Rój” w Biurze Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK. Uczestniczył też w Akcji N. Polegała ona na prowadzeniu walki psychologicznej z Niemcami, m.in. poprzez druk publikacji (numery fikcyjnych czasopism, broszury, ulotki), które miały pochodzić od zakonspirowanych niemieckich i austriackich organizacji opozycyjnych wobec NSDAP i Hitlera. W trwającą aż od kwietnia r. 1941 aż do kwietnia r. 1944 akcję było zaangażowanych ok. 700- 900 osób (literaci, badacze ideologii nazistowskiej, drukarze, rysownicy, osoby biegle władające niemieckim itd.). Wyjeżdżając ze Lwowa, Pisarz powierzył Stefanii Skwarczyńskiej rękopis zawierający siedemnaście wierszy. W czasie okupacji publikował anonimowo i pod pseudonimem Tomasz Wiatraczny. Właśnie jako Tomasz Wiatraczny przemawiał w r. 1943 do ok. dwóch tysięcy ludzi w hali fabrycznej na Pradze lub na Grochowie (zob. niżej).

Walka o kulturę

Wymierzone przeciwko nazizmowi i hitlerowskiemu terrorowi wiersze i utwory satyryczne Hollendera ukazywały się m.in. w „Kulturze Jutra”, „Demokracie” oraz „Moskicie” a także w antologiach Słowo prawdziwe (dwa wydania) i Anegdota i dowcip wojenny z r. 1943. Utwory Pisarza były przedrukowywane także w Satyrze w konspiracji Załęskiego (T. Szarota, op.cit., s. 135).

Antologia Anegdota i dowcip wojenny ukazała się w Warszawie w lutym w r. 1943. Przygotowali ją do druku Anna Jachina i Marian Ruth-Buczkowski, redakcją zajął się Tadeusz Hollender. Wśród fraszek i wierszy znalazły się utwory nie tylko Poety, lecz także Aleksandra Maliszewskiego. Co ciekawe, Anna Jachina była autorką pierwotnego tekstu słynnej piosenki zaczynającej się od słów „Siekiera, motyka…” (T. Szarota, op.cit., s. 125-126). Już pod koniec wojny, w piśmie konspiracyjnym „Nowy Dzień”, nr 539 z r. 1945 ukazała się recenzja Anegdoty… pióra zmarłej w r. 1944 Aurelii Wyleżyńskiej (zob. z obszerną bibliografią: T. Szarota, op.cit., s. 114-115).

Można w tym miejscu zauważyć, że w spisanej 17 maja 1958 r. relacji Aleksandra Kamińskiego dotyczącej zorganizowanej w drugiej połowie 1941 r. w ramach Biura Informacji i Propagandy (BIP) Warszawa komórki „Sztuka” brak informacji o współautorstwie Mariana Ruth-Buczkowskiego i o Tadeuszu Hollendrze jako redaktorze Anegdoty i dowcipu… (T. Szarota, op.cit., s. 116). Mimo to, jako redaktora Anegdoty… wskazywał go Marian Ruth-Buczkowski w posłowiu do drugiego powojennego wydania tomiku Warszawski dowcip w walce 1939-1944 (zob. ibidem, s. 120-121).

Warto wiedzieć, że w Przedmowie do wojennego wydania Anegdoty… pisano nie tylko o „kuli i pałce gestapo”, lecz także o terrorze NKWD i „słoneczku malinowym – Stalinie”, wspomnianym obok Führera i włoskiego Duce. Działająca w „nowej Polsce” cenzura nie pozwalała na druk takich treści, zatem w kolejnych wydaniach brak Przedmowy oraz większości drwiących z sowieckiego okupanta Anegdot i dowcipów lwowskich (T. Szarota, op.cit., s. 121-122, przedmowa do Antologii przedrukowana na s. 139, zakazane przez cenzurę PRL lwowskie dowcipy z czasów „pierwszego Sowieta”: s. 141-143). Anegdotę… zamykał wiersz Hollendera O Niemcach z obrazującym charakterystyczne dla okresu okupacji poczucie humoru fragmentem: „To uwydatnia się tylko w tym żarcie, / Bo to przechodzi ludzkie pojęcie, / My kochamy Szkopów za-wzięcie/ I oni nas – za-żarcie” (za: T. Szarota, op.cit., s. 137).

Być może z inicjatywy właśnie Tadeusza Hollendera ostatnia część Anegdoty… otrzymała tytuł Wiersze i fraszki. Trzy ostatnie utwory, które wydrukowano w tej części są z pewnością jego autorstwa. Pod wrażeniem klęski Rzeszy pod Stalingradem i kolejnych przegranych powstał krótki, ironiczny wiersz O drogach bitych („Na brak dróg bitych w Rosji narzekają Niemcy, / Że dróg brakiem się broni ta Rosja zdradziecka, / Sądzę, że Rosji bitych dróg nie trzeba więcej, / Bo zamiast dróg jest bita wciąż armia niemiecka”. (za: T. Szarota, op.cit., s. 137)).

Mimo terroru, starano się kontynuować przedwojenne życie literackie również w obszarach innych niż podziemne publikacje. W konspiracyjnym konkursie poetyckim im. Józefa Czechowicza Tadeusz Hollender otrzymał (tak samo jak w r. 1934 al pari ze Świrszczyńską) pierwszą nagrodę za wiersz Wspomnienie z Grecji. Drugą nagrodę otrzymał natomiast w konkursie pisma „Kultura Jutra” za utwór Warszawa. Konkurs ów został ogłoszony w styczniu r. 1943, termin nadsyłania prac wyznaczono na 15 lutego 1943 r. W zbiorach bibliotek i innych instytucji publicznych nie zachowały się numery 4 i 5 „Kultury Jutra” z r. 1943. Zapewne w jednym z nich opublikowano Warszawę (T. Szarota, op.cit., s. 135). Wspomnienie z Grecji badacze i krytycy uznają za najwybitniejszy w całej twórczości wiersz Hollendera. Powstał on po zwiedzeniu Hellady w r. 1938, w drodze powrotnej z wyprawy do Palestyny. Znalazł się w antologii okupacyjnej Słowo prawdziwe i jej reedycji przygotowanej przez Aleksandra Maliszewskiego (ibidem). 

Dodajmy w tym miejscu, iż w latach okupacji Tadeusz Hollender zaczął pisać utwory dla najmłodszych czytelników (m.in. Historia śmiesznej małpki Koko i jej córeczki Kiki oraz Śpiewy dla Ewy [Wiersze dla dzieci], powstały w r. 1942 cykl 12 wierszy dedykowanych córce przyjaciół, m.in. Kołysanka, Lekcja angielskiego, Ojczyzna, O chłopczyku z bardzo długą ręką). Ok. r. 1942 Hollender napisał także O kotku Albinie (Bajka dla dzieci), prapremiera miała miejsce w na konspiracyjnej scenie teatralnej w warszawskim Zespole Domowym na ul. Ikara.

W r. 1943 Pisarz przygotował do druku wydany już post mortem tom Satyry i fraszki. W r. 1944 ukazało się w formie dwóch stronic luzem anonimowe wydanie podziemne wiersza Wizja przyszłości. Poetyckim świadectwem ludobójstwa na narodzie żydowskim jest wiersz Warszawa 1942.

Utwory Hollendera znalazły się też w wydanym w podziemiu we Lwowie Katechizmie wojennym z r. 1942 (wiersze Obrazek więzienny, Chleb oraz Bursztyn) a także antologiach poetów lwowskich wydanych dzięki AK. Były to zbiory Wierne płomienie z r. 1943 (z wierszem Elegia o 60-ciu kapitanach, druk w tłoczni dr. Apaka we Lwowie) oraz Śpiew wojny z r. 1944 (wiersze Hellada mówi do Germanii, Na Krecie (liryczne intermezzo)). Śpiew wojny miał formę luksusowej edycji na papierze kredowym, odbitej w tajnej lwowskiej drukarni wojskowej w dużym jak na warunki konspiracji nakładzie 1100 egzemplarzy (J. Chwastyk-Kowalczyk, op.cit., s. 71).

Zbrodnia w ruinach

W końcu kwietnia albo w pierwszych dniach maja roku 1943 Tadeusz Hollender przemawiał i recytował poezje do wielkiego tłumu zgromadzonego w hali fabryki na warszawskiej Pradze albo na Grochowie na zakonspirowanym wiecu politycznym (P. Bem, „Bo ten zwycięża…, op.cit.). Wśród słuchaczy był też przynajmniej jeden donosiciel, który zadenuncjował Pisarza niemieckiej policji. Gestapo śledziło Hollendera przez kilkanaście dni. 19 maja 1943 r. nastąpiło aresztowanie. Co gorsza, w mieszkaniu, w którym Autora zatrzymali gestapowcy znajdowały się liczne dowody konspiracyjnej działalności (T. Szarota, op.cit., s. 135, o wiecu: A. Maliszewski, Na przekór nocy, Warszawa 1967, s. 244-245; zob. także tekst Jerzego Zagórskiego Zabito człowieka z wydanej po wojnie reedycji twórczości Tadeusza Hollendera, s. 11-15 oraz cytowane przez P. Bema świadectwo należącej do AK Haliny Martin).

Przez kilkanaście dni Poeta był więziony na owianym złą sławą Pawiaku. Towarzysze z celi podkreślali, że zachowywał pogodę, chętnie żartował, układał kalambury, recytował wiersze i rozmaite opowieści. „Prostym, twardym robotnikom opowiadał o mitologii greckiej. Jak prawdziwy humanista do ostatniego dnia walczył o piękno i barwę świata, każąc barwie i pięknu przenikać do (…) celi skazańców (J. Zagórski, Zabito człowieka, „Nowiny Literackie” 23 (1948), s. 4 za: J. Chwastyk-Kowalczyk, op.cit., s. 69).

Okupanci rozstrzelali Tadeusza Hollendera w ostatnich dniach maja 1943 r. w ruinach warszawskiego Getta.

Władysław Bartoszewski pisał, że 29 i 30 maja r. 1943 Niemcy przeprowadzili „największy mord jednorazowy dokonany w mieście [tj. Warszawie] w ciągu lat okupacji” (W. Bartoszewski, 1859 dni Warszawy, Kraków 2008, s. 502, cyt. za: T. Szarota, op.cit., s. 136). W ruinach „żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej” zginęło wtedy ponad 500 więźniów Pawiaka. Podobnie jak w obozach koncentracyjnych, ich zwłoki w celu zatarcia śladów zbrodni spalono. Obok Pisarza, od kul zginęli m.in. prezes podziemnego Stronnictwa Narodowego Stefan Sacha, być może ojciec filozofa Leszka Kołakowskiego, publicysta i pedagog Jerzy Julian Kołakowski, a także jeden z dowódców podporządkowanej ZSRR Gwardii Ludowej Stanisław Skrypij (W. Bartoszewski, Warszawski pierścień śmierci, Warszawa 2008, s. 266-270, cyt. za: T. Szarota, op.cit., s. 136).

Hollender nie dożył publikacji swego chyba najbardziej znanego i przypominanego liryku, Uśmiechu Warszawy. Rozpoczynający się od słów „Patrz, to jest dumne miasto – Warszawa…” wiersz ukazał się 10 sierpnia 1943 r. w stworzonym przez podporucznika AK Grzegorza Załęskiego „Kulę” piśmie „Demokrata”. Towarzyszył mu rysunek Henryka Chmielewskiego (zmarłego w r. 2021 Papcia Chmiela”, powstańca warszawskiego odznaczonego Orderem Orła Białego), przedstawiający chłopaka kreślącego znak Polski Walczącej i napis „Polska zwycięży” tuż przy charakterystycznej budce niemieckiego wartownika (T. Szarota, op.cit., s. 136).

Wiersz ten otwierał także wydany przez przyjaciół Poety pod pseudonimem Tomasz Wiatraczny zbiór Satyry i fraszki z listopada 1943 r. Była to cynkograficznie pomniejszona odbitka z maszynopisu. Jeden egzemplarz znajduj się w Wojskowym Biurze Badań Historycznych w Warszawie, drugi miał – jak można sądzić – w ręku Władysław Bartoszewski, który pisał, że znalazło się w zbiorze sześć dużych utworów i dziesięć fraszek (W. Bartoszewski, 1859 dni…, s. 601, za: T. Szarota, op.cit., s. 136).

Wędrówki wolnego ducha

W swym krótkim życiu Tadeusz Hollender doświadczył kilku głębokich, radykalnych zmian światopoglądowych. Przeszedł od poglądów, które można określić jako skrajnie prawicowe, poprzez lewicę, aż po walkę konspiracyjną w strukturach Armii Krajowej. Szczególnie cenił sobie należną każdemu człowiekowi wolność i prawa, był wrogiem wszelkich ideologii totalistycznych i totalitaryzmów, z którymi miał okazję zetknąć się w najbardziej bezpośredni sposób. Czesław Miłosz w jednym ze swych felietonów pisał, że Hollender „łączył fikanie koziołków wierszem i prozą z miłością do prawdy” (Cz. Miłosz, Cnota…, op.cit.).

Na studiach działał m.in. w Kole Polonistów i „Bratnej Pomocy”. Z początku poglądy połączyły go z szowinistycznymi, antyżydowskimi bojówkami, jednak był to tylko epizod (por. wiersz Młodość z charakterystycznymi wersami: „Jakże mi tych lat dwadzieścia i kilka pomieścić (…) Jakże młodość mą górną a durną przeczekam (…) gdym z młodością i laską [do bicia – RM] za Żydami latał, / zaczadzony jak wszyscy okrzykami głupców (…)”).

Zaangażowanie się w organizację Zjazdu Pracowników Kultury, który miał odbył się we Lwowie w r. 1936 oznaczało wyraźne opowiedzenie się po stronie inteligencji lewicowej (J. Chwastyk-Kowalczyk, op.cit., s. 67, z zaznaczeniem, że przyjaciółka Pisarza Halina Martinowa wspominała, że Tadeusz Hollender „chodził zawsze jak dziki kot, własnymi drogami (…) Często pisał wśród gwaru, skrobiąc ułamkiem ołówka na byle skrawku papieru. Gdy gadał wierszem, trzeba było błagać, by pozwolił zapisać. (…) A raz, runął na trawnik przed domem i otoczony różami, rzucał słowami w wierzchołki świerków” (H. Martinowa, Jeden egzemplarz na papierze wyczerpanym, Wiadomości” [Londyn], 40 (1971), s. 4, za: J. Chwastyk-Kowalczyk, op.cit. s. 67, por. także Stary wiersz – W Lasach Serdecznowa z r. 1936).

Przyjaciele określali Pisarza jako optymistę o beztroskim – przynajmniej z pozoru – usposobieniu, a przy tym człowieka o wielkim poczuciu humoru i komizmu. Jak wspomniał współorganizator lwowskiego oddziału stołecznej grupy literackiej Przedmieście, Hollender był „szczupłym, niskim młodzieńcem, o pociągłej, ciekawej twarzy i nerwowych ruchach” (J. Brzoza, op.cit. za: J. Chwastyk-Kowalczyk, op.cit., s. 65). Oprócz fotografii, zachował się portret olejny Poety pędzla Leona Chwistka.

Spojrzenie na dorobek pisarski Tadeusza Hollendera

Autor Uśmiechu Warszawy był twórcą wszechstronnym, o dużych możliwościach i szerokich zainteresowaniach. Jak zauważał Zbigniew Andres (Poezja Tadeusza Hollendera, Ruch Literacki 5 (1977), s. 366, cyt. za: J. Chwastyk Kowalczyk, op.cit., s. 70 i n.) młodzieńcze poezje powstawały przede wszystkim pod wpływem Leopolda Staffa, wkrótce nastąpiło jednak zbliżenie do kręgu „Skamandra”, szczególnie do Juliana Tuwima i Kazimierza Wierzyńskiego. Widać także inspiracje i powiązania z twórczością Bolesława Leśmiana. Tomik Czas, który minął z r. 1936 Hollender dedykował „Julianowi Tuwimowi i Kazimierzowi Wierzyńskiemu: największym poetom, jakich znałem, mistrzom mojej młodości”. Mimo to, już Pomnik Jana III wskazywał na własna, samodzielną drogę twórczą. Gdy wiersz ten ukazał się, obchodzono 250-lecie zwycięstwa Sobieskiego pod Wiedniem, można w nim dostrzec obraz tzw. odbrązawiania (J. Chwastyk-Kowalczyk, op.cit., s. 70).

W kolejnych latach, stosunek Poety do realiów społecznych i politycznych wyrażała przede wszystkim satyra. Zbigniew Andres wskazywał na związki z satyrą polityczną Edwarda Szymańskiego, Leona Pasternaka, Tuwima, Kamila Weintrauba, Teodora Bujnickiego, Franciszka Pareckiego i Zuzanny Ginczanki. Formy, których w swej twórczości satyrycznej używał Tadeusz Hollender są zróżnicowane (epigram, fraszka, kpiarskie dialogi ujęte w formę wierszy, oda, satyryczne nagrobki i zagadki itp.). Novum stanowi ballada satyryczna, nasuwająca na myśl znaną romantykom balladę upiorną oraz kunsztowne w swej wersyfikacji ballady prowansalskie (Z. Andres, op.cit., s. 378).

Analizując twórczość Tadeusza Hollendera, Zbigniew Andres akcentował jego ogromną afirmację życia połączoną ze swobodą w operowaniu słowem poetyckim. Towarzyszyła jej łatwość wykorzystywania prozy codzienności jako tworzywa ujmowanego w formy języka satyry. Wszystko to stanowiło o oryginalności niemal każdego utworu, który wychodził spod pióra Poety. Satyrę polityczną poprzedzała krytyka życia obyczajowego, zwłaszcza drwiny z charakterystycznego dla wielu przedstawicieli mieszczaństwa marazmu połączonego nieraz z kołtunerią. Hollender śmiał się także z małostkowości, bierności społecznej i duchowej tępoty współczesnych.

Przedziwne miasto spowite mrokiem

Jak zaznacza Joanna Chwastyk-Kowalczyk, w wyobraźni poetyckiej Hollendera wielką i specyficzną rolę (np. symbolu nędzy) odgrywała przepływająca przez Lwów rzeka Pełtew (ukr. Połtwa). Rozwój miasta zepchnął ją w podziemia, czyniąc ściekiem. Rzeka – lejtmotyw pojawia się w kolejnych poezjach o Lwowie (np. Rzeka mojego miasta z charakterystycznymi wersami: „(…) I jest rzeka głęboko pod ziemią / w rzece zmarłe odpadki, szkło, papiery drzemią / i biją w czarne kraty (…) / Rzeczkę wiercą głęboko rurami kanały / spływają w tańcu nocy oszalałe szczury. / Rzeczkę mocno ujęto w betonowe mury. / (…) Tu żyje moje miasto wielkie i – prawdziwe. / Aż wytoczysz się wolna, srebrzysta i biała (…) rzeko, prawdziwa rzeko, prawdziwego Lwowa. (…)”.

Charakterystycznym, wyróżnionym przez Zbigniewa Andresa (Z. Andres, op.cit., s. 370), motywem twórczości Tadeusza Hollendera była „noc straszliwa” Twórca deformował w sposób satyryczny rzeczywistość, do utworów opowiadających o mieszczańskim świecie wprowadzał elementy humoru graniczącego z nonsensem oraz groteskę (oderwane skojarzenia, przedziwne sytuacje, nieprawdopodobne rekwizyty, por. wiersze ze zbioru Ludzie i pomniki: Jedna noc, Noce straszliwe oraz Do Kali list o nocy straszliwej). W ten sposób Pisarz kreuje atmosferę grozy i lęku przepojonej pustką duchową, otępieniem i marazmem. Zacierają się granice pamięci, pojawia się dojmujące poczucie bezsilności woli (ibidem).

Ważnym motywem poezji Hollendera jest też turpistyczne zamiłowanie do scenerii miejskiej brzydoty. Udziwnione zwierzęta i rośliny, widziadła, irracjonalne skojarzenia tworzą obraz świata, który rozkłada się, pogrąża się w obumieraniu (por. np. Jedna noc ze zbioru Liryka i satyra, w którym kominy „rzucają w noc z płuc pieców zatrute płomienie”, zaś „nad spłoszonym stadem żyjących kamienic” idzie „swąd ludzkiej padliny”, podobną poetyką widać w wierszach o Pełtwi Rzeka mojego miasta oraz Wiersz o czarnej wodzie (J. Chwastyk-Kowalczyk, op.cit., s. 73)).

Wspomnianą nieco wyżej krytykę obyczajowości i satyrę na gnuśną, ospałą a przy tym snobistyczną inteligencję wyraża motyw kawiarni. Toczą się w niej niekończące się, lecz bezowocne dyskusje (Kawiarnia Blagierów, W kawiarni, Znajome z kawiarenki). Inaczej niż np. obrazy z Balu w Operze Tuwima, satyra Hollendera jest bardziej realistyczna i konkretna, zwraca uwagę na bezsens konwenansów, nieprzydatność społeczną poszczególnych postaci, jałowość ich egzystencji (por. np. Z. Andres, op.cit., s. 374).

Satyra polityczna Twórcy kierowała swe ostrze przeciw sanacyjnemu autorytaryzmowi i narastającej, zwłaszcza po rozpoczynającym Wielki Kryzys „czarnym czwartku” 24 X 1929 r., nędzy najbiedniejszych, najsłabszych ekonomicznie warstw społeczeństwa II Rzeczypospolitej (np. Ojczyzna). W swej demaskatorskiej twórczości Hollender posługiwał się tonem żartobliwym, pozwalając sobie na drwiny z dziejowych tradycji i okalającego je nimbu świętości i legendy narodowej. Atakował zarówno narodową demokrację i nacjonalistów – radykałów spod znaku ONR i Falangi, jak i sanację, obóz legionowy i Akademię Literatury. Wyśmiewał feudalną mentalność oraz mocarstwową retoryką (Polskie kolonie, fraszka Od morza do morza). Sprzeciwiał się hipokryzji, ignorancji i zaniedbywaniu przez administrację państwową życia kulturalnego na prowincji. Drwił sobie także z generała Franco, Mussoliniego i Hitlera. Sprzeciwiał się również biurokracji, donosicielstwu i krzywdzącemu traktowaniu mniejszości narodowych.

W latach okupacji niemieckiej ukazujące się w podziemiu poezje Hollendera krzepiły cierpiących i walczących, wyczekujących dnia wyzwolenia mieszkańców Warszawy (np. słynny Uśmiech Warszawy ze swoistym nakazem śmiania się, choć wkoło tyle nieszczęść, bólu i śmierci). Poeta przynosił optymizm, na nowo rozpalał nadzieję i ducha walki. Kpił przy tym umiejętnie z Niemców i kolaborantów. Poezję okupacyjną Twórcy przenika humor tragiczny, można powiedzieć że wręcz wisielczy. Poszczególne utwory to ujęte w prostą, nawiązującą do folkloru przedmieść pieśni ulicznej i anegdoty, formę relacje o klęskach i martyrologii narodu. Fraszki zachęcały także do wyrzeczeń dla dobra kraju (J. Chwastyk-Kowalczyk, op.cit., s. 74).

dr Rafał Marek, 27.05.2024

Literatura:

Zbigniew Andres, Poezja Tadeusza Hollendera, Ruch Literacki 5 (1977), s. 365-380.
Paweł Bem, „Bo ten zwycięża, który się śmieje.” Wygrana Tadeusza Hollendera, 18.03.2022, https://wydawnictwoproby.pl/bo-ten-zwycieza-ktory-sie-smieje-wygrana-tadeusza-hollendera/ (dostęp: 27.05.2024).
Joanna Chwastyk-Kowalczyk, Tadeusz Hollender – enfant terrible de Leopol, Respectus Philologicus, nr 12 (17) /2007, s. 64-76, https://www.ceeol.com/search/article-detail?id=61457 (dostęp: 30.04.2024).
Tadeusz Lubelski, Hollender tułacz, Universitas, Kraków 2023.
Cz. Miłosz, Cnota zapomniana, „Tygodnik Powszechny” 4.01. 2004, https://www.tygodnikpowszechny.pl/cnota-zapomniana-124205 (dostęp: 27.05.2024)
Czesław Miłosz, Spiżarnia literacka, Wydawnictwo Literackie, https://archive.org/details/spizarnialiterac0000mios/page/n1/mode/2up?view=theater (dostęp: 27.05.2024).
Stefania Skwarczyńska s.v. Tadeusz Hollender [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. IX, 1960-1961, s. 584-585.
Tomasz Szarota, Konspiracyjna broszura „Anegdota i dowcip wojenny” (1943) oraz jej twórcy, Dzieje Najnowsze, rocznik LV – 2023 r., nr 2, s. 113-146.
Jan Wojnowski s.v. Tadeusz Hollender [w:] Literatura Polska. Przewodnik encyklopedyczny, PWN, Warszawa 1984, t. I, s. 360-361.
Włodzimierz Wójcik, Karol Kuryluk: redaktor „Sygnałów” i „Odrodzenia”, Rocznik Prasoznawczy 5 (2011), s. 69-75, https://bazhum.muzhp.pl/media/files/Rocznik_Prasoznawczy/Rocznik_Prasoznawczy-r2011-t5/Rocznik_Prasoznawczy-r2011-t5-s69-75/Rocznik_Prasoznawczy-r2011-t5-s69-75.pdf (dostęp: 1.05.2024).

Tadeusz Hollender — wiersze, utwory, twórczość

Epoka literacka: XX-lecie międzywojenne