Ballada o zasranym pomniku

Autorem wiersza jest Jacek Kaczmarski

W jakimś dużym mieście tysięcznymi dłońmi
Postawiono wielki i wspaniały pomnik.
Z wyciągniętą ręką, w kroku nieprzerwanym,
Stanął wielki człowiek z metalu odlany.
Jego twarz i gesty reprezentowały
Głoszone za życia szczytne ideały.
Każdy więc przechodzień mógł je w lot odczytać
I wprowadzić w życie i o nic nie pytać.

To zagadka wielka i dla przyrodnika -
Dlaczego gołębie srają na pomnikach.
Ludzie przez czas pewien figurę czyścili,
Lecz że bezskutecznie - wnet się zniechęcili.
Z biegiem czasu smugi białawe odchodów
Zdobywszy figurę sięgnęły jej schodów;
Znikły całkowicie wszystkie rysy twarzy
I przestała ona cokolwiek wyrażać.

Gówna po pomniku wciąż się pięły w górę.
Wkrótce otoczyły calutką figurę.
I już gestu nie ma i nie ma już kroku
Znikł już całkowicie błysk geniuszu w oku.
Wszystko znikło w gównach! Zniknął pomnik cały,
Nikt zeń nie odczyta żadnych ideałów!
Jest na placu miasta, wielkością mu równa,
Wielka i wspaniała piramida gówna!


Czytaj dalej: Przechadzka z Orfeuszem