Maria Bartusówna (urodzona we Lwowie 10 stycznia 1854 r., zmarła tamże 2 października 1885 r.) była polską poetką, dramatopisarką i nauczycielką zaliczaną do epigonów romantyzmu. Jej liryki ukazywały się w czasopismach wydawanych w Warszawie i Galicji, głównie we Lwowie. W roku 1876 ukazał się tom wierszy Poezje. W r. 1884 opublikowano V akt dramatu Wanda oraz poemat epicki Czarodziejska fujarka.
Maria Bartusówna – biogram skrócony
Maria Miłosława Bartusówna przyszła na świat 10 stycznia 1854 r. we Lwowie. Była córką malarza Stanisława Bartusa i Henryki ze Szczepańskich.
Początkowo kształciła się głównie w domu, chętnie czytając książki ze zbiorów dziadka ze strony matki. Mieszkała w Kołomyi, w Roztokach nad rzeką Czeremosz, w Utoropach, a potem znów w Kołomyi. Tam związała się z lokalnym środowiskiem inteligenckim. Pod jego wpływem zaczęła pisać, zajęła się także pracą oświatową. Debiut poetycki Bartusówny nastąpił, gdy miała 16 lat, w r. 1870. Wówczas w ukazującej się w Kołomyi Jutrzence (nr 13/1870) opublikowano patriotyczny, nawiązujący do tradycji powstańczej poemat – objaśnienie dzieła malarza Władysława Tepy Trzy obrazy Sybiru. Wkrótce pisarka rozpoczęła współpracę z szeregiem czasopism. Od r. 1872 jej teksty ukazywały się w Dzienniku Mód, od r. 1874 w Tygodniku Literackim, Artystycznym, Naukowym i Społecznym, zaś od r. 1876 w Kronice Rodzinnej, a także w innych pismach warszawskich i galicyjskich.
W r. 1874 Bartusówna przeprowadziła się do Lwowa. Nie udało jej się zostać aktorką tamtejszej sceny. W r. 1876 ukończyła kurs dla nauczycielek-kierowniczek tzw. ogródków freblowskich. Ze względów finansowych była zmuszona do podjęcia pracy w ochronce. Dwa lata później, w r. 1878, zdała w Krakowie egzamin, dzięki któremu zyskała uprawnienia do pracy jako nauczycielka w szkołach ludowych.
W latach 1879–1881 pracowała w szkole ludowej w leżących pod Lwowem Sokolnikach, potem w Nienadowej pod Przemyślem oraz w położonych w pobliżu Wieliczki Łazanach. Szczególnym utrudnieniem okazały się prymitywne warunki pracy oraz brak środków pozwalających na samodzielne utrzymanie się na względnie dobrym poziomie. Pogarszał się także stan zdrowia pisarki, chorującej na gruźlicę, a jednocześnie niemającej możliwości sfinansowania leczenia, polegającego wówczas głównie na wyjazdach do uzdrowisk.
Ostatecznie Maria Bartusówna powróciła do Lwowa, gdzie bez powodzenia próbowała zdobyć dyplom dający prawo do nauczania w szkołach miejskich. W r. 1885 za sprawą Józefa Ignacego Kraszewskiego i Jana Lama otrzymała zapomogę z funduszu galicyjskiego Wydziału Krajowego. Dzięki temu mogła wyjechać na leczenie do położonego w historycznej ziemi sanockiej Szczawnego-Kulasznego. Kuracja była jednak spóźniona. Postępy gruźlicy połączone z niedostatkiem i latami pracy ponad siły doprowadziły do śmierci poetki 2 października 1885 r.
W r. 1876 we Lwowie wydano tomik Bartusówny Poezje. Drugie, poszerzone wydanie ukazało się w r. 1880, również we Lwowie. W roku śmierci pisarki ukazało się jej opowiadanie Duch ruin, natomiast w lwowskiej Gazecie Narodowej, w numerach 96–130 z 1885 r., opublikowano Wiązankę konwalii. Obrazek z życia. W r. 1905, dwadzieścia lat po śmierci poetki, wydano Dziennik nauczycielki wiejskiej (w dodatku do Kuriera Lwowskiego pt. Tydzień, nr 40–45/1905). W r. 1913 we Lwowie ukazały się utwory powstałe jeszcze w latach 1873 i 1883, wydane jako W jubileuszową rocznicę powstania styczniowego. Część 1: W 20. rocznicę powstania styczniowego oraz Część 2: Sen powstańca. Niewiele później do księgarń trafiły dwa tomy Dzieł (1914). Rękopisy korespondencji i utworów znajdują się m.in. w zbiorach Ossolineum przewiezionych po II wojnie światowej do Wrocławia.
Wiesława Albrecht-Szymanowska zalicza poezję Bartusówny do epigońskiego nurtu romantyzmu, zaznaczając przy tym, że uczucia patriotyczne są tu wyrażane w sposób konwencjonalny. Szczególnie wartościowe są z pewnością liryki osobiste, nieraz bardzo melodyjne, łączące prostotę ze smutkiem i rozgoryczeniem wywołanymi trudną egzystencją „siłaczki” i niespełnionymi aspiracjami, zwłaszcza aktorskimi. Wysoko oceniane przez współczesnych były ogłoszone w Tygodniku Ilustrowanym w r. 1884 fragmenty sztuki Wanda. W r. 1884 w Gazecie Polskiej ukazał się patriotyczny, wzywający do zgody narodowej poemat alegoryczny Czarodziejska fujarka. Adam Bar pisał w Polskim Słowniku Biograficznym, iż „talent [Bartusówny] był wybitnie liryczny”, jednak dodawał, że jej poezjom brakowało „kunsztownej formy” i oryginalności. Za pewnik uznawał wpływy Syrokomli i Zaleskiego. Zdaniem Bara przychylność czytelników i krytyków zjednała pisarce przede wszystkim prostota wierszy połączona z głęboką, szczerą uczuciowością.
Maria Bartusówna: „dla mnie i wiosna ma barwę jesieni”
Na wstępie warto zauważyć, że piszący na początku XX wieku Adam Stodor wskazywał, iż podstawowymi źródłami do biografii autorki Szarej godziny są korespondencja i rękopisy utworów, a także szczególnie ważne dla odtworzenia kolei jej życia zapiski wuja, Marcelego Sławińskiego, zatytułowane „Przyczynki przez naocznego świadka do życiorysu Maryi Bartusówny” (A. Stodor, Marya Bartusówna. Szkic biograficzno-literacki [w:] Maria Bartusówna, Dzieła, t. I–II, nakładem Macierzy Polskiej, Lwów 1914, t. I, s. 12).
Parę słów o przodku
Zapiski rodzinne sięgały czasów dziadka pisarki ze strony matki, Jana Juliana Szczepańskiego (1796–1869). Odgrywający ważną rolę w życiu swej wnuczki Szczepański pochodził z Rozdołu, leżącego nieopodal Stryja. Nie miał sprzyjających warunków materialnych, jednak udał się do Lwowa, by kształcić się w gimnazjum (wówczas, kilkanaście lat po ostatnim rozbiorze, Galicja była poddana silnej germanizacji, zatem szkoła realizowała austriacki program nauczania z niemieckim jako językiem głównym). Wkrótce pojął za żonę córkę austriackiego urzędnika, Wincentynę Henig. Przez pewien czas pracował jako szeregowy urzędnik celny na rogatce miejskiej we Lwowie. Spotkał go tam nauczyciel gimnazjalny dr Maus, który pomógł Szczepańskiemu w uzyskaniu posady nauczyciela języka polskiego w lwowskiej szkole realnej i handlowej (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 13–14). W r. 1848 dziadek Bartusówny zaczął współpracować z Gazetą Lwowską, m.in. jako tłumacz (ibidem). Do redakcji Gazety należał do r. 1863.
Wiemy, że Szczepański miał na utrzymaniu sporą, szybko powiększającą się rodzinę. W związku z tym podejmował się dla zarobku rozmaitych przedsięwzięć wydawniczych, np. publikacji w r. 1822 książki Co gotować? Większe znaczenie dla kultury polskiej w Galicji miała drukowana w r. 1828, licząca kilka tomów antologia poezji Polihymnia, w której znalazły się utwory Mickiewicza (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 14–15). Gdy austriacka polityka germanizacyjna dobiegła kresu, Julian Szczepański zajął się wydawaniem książek dla najmłodszych, a także przekładał niemiecką literaturę szkolną. Miał czternaścioro dzieci, jednak po r. 1860 żyło tylko pięcioro z nich. Przyszła matka Bartusówny, Henryka, chętnie improwizowała rozmaite wierszyki; syn Jan oraz córki Matylda i Wanda mieli zdolności muzyczne i wokalne. Jan Szczepański został nawet cenionym nauczycielem śpiewu i muzyki w Charkowie (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 15).
Najwcześniejsze lata
Pisarka urodziła się w kamienicy Zarzyckich przy ul. Halickiej we Lwowie 10 stycznia 1854 r. Na chrzcie otrzymała imiona Maria Miłosława. Chrzestnymi rodzicami dziewczynki byli powieściopisarz Jan Zachariasiewicz i Letycja Wielopolska (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 16).
Zaznaczmy już w tym miejscu, iż biografia Bartusówny przywodzi na myśl wiersz Marii Konopnickiej Z wiejskiej szkółki, może kojarzyć się również z Siłaczką Stefana Żeromskiego (T. Budrewicz [w:] A. Skoczek (red.), Historia literatury polskiej, t. VI, Pozytywizm, Wyd. SMS, Kraków–Bochnia 2004, s. 244). Skojarzenia te z pewnością nie są pozbawione podstaw.
Ojciec pisarki, Stanisław Bartus, urodził się w roku 1821 pod Rzeszowem. Był malarzem, chętnie tworzącym zwłaszcza miniatury. W r. 1844 studiował na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Lwowskiego. Następnie, dzięki pomocy finansowej marszałka powiatowego Wasilewskiego (sytuacja rodziny pisarki ze strony ojca już wtedy nie była zbyt dobra), rozpoczął studia malarskie w stolicy Austrii. Nie ukończył ich, ponieważ już po roku, ze względu na brak środków na utrzymanie się i pokrycie kosztów edukacji, musiał wrócić do Lwowa (1845). Pracował tam głównie jako portrecista, posługując się akwarelą, stąd niewielkie rozmiary większości obrazów. Stanisław Świerz-Zaleski (Polski Słownik Biograficzny, t. I, s. 332–333) do najlepszych prac ojca Bartusówny zalicza autoportret w stroju ówczesnej cyganerii, portret malarza Władysława Tepy, ubranego w białą koszulę i czerwony szal, z r. 1846 oraz portret Rozalii z Dzieduszyckich, hrabiny Dunin-Borkowskiej. W r. 1912 na wystawie miniatur we Lwowie znajdowały się portret nieznanego mężczyzny i portret córki (ibidem; zob. J. Mycielski, Sto lat dziejów malarstwa w Polsce, Kraków 1896, s. 562–563, oraz W. Bachowski, M. Treter, Wystawa miniatur i sylwetek, Lwów 1912, s. 52).
Stanisław Bartus musiał porzucić swobodną twórczość i rozwój talentu ze względu na ciężką sytuację materialną rodziny. Przyczyniać się do tego mogła, i to w znacznej mierze, niegospodarność żony, Henryki ze Szczepańskich, jak podaje A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 15–16. Skupił się na malowaniu na zamówienie miniaturowych portretów akwarelowych i portretów na porcelanie (ibidem). Miał dwie córki: Marię i Jadwigę, zmarłą w r. 1859, tuż po śmierci ojca. Zachorował – zapewne z przepracowania i z powodu trudnych warunków bytowych połączonych z ciągłym stresem – na „chorobę piersiową”, czyli dusznicę bolesną. Zmarł 6 stycznia 1856 r., w wieku zaledwie 35 lat. Zachował się jego autoportret (reprodukcja: A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 17; zob. też wiersz Z życia artysty). Już jako kilkuletnie dziecko przyszła poetka chętnie przebywała z ojcem w jego pracowni, uczyła się też czytać, składając wycięte przezeń kartonowe litery (ibidem). Postać ojca pozostała żywa w pamięci autorki Marzenia przez całe życie.
Początki wyboistej drogi
Po śmierci Stanisława Bartusa wdowa po nim i córka nie miały środków do życia. Wobec tego przeniosły się do wspomnianego już dziadka, Jana Juliana Szczepańskiego, będącego wówczas na niewielkiej emeryturze. Świadczenie to nie pozwalało na utrzymanie się, dochody z działalności wydawniczej malały, a co gorsza, dziadek podupadł na zdrowiu (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 18; Stodor dodaje, iż „Szczepański [odsunął się] od rodziny, [prowadząc] w oddzielnym pokoju, do którego nikt nie [miał] przystępu, życie zgnębionego przeciwnościami losu, zgorzkniałego samotnika”; mimo to Maria garnęła się do dziadka, unikając jednocześnie towarzystwa ciotek i babki, a nawet swej matki; korzystała także z bogatego księgozbioru Szczepańskiego).
Jak wynika ze wspomnianych wyżej zapisków Marcelego Sławińskiego, autorka zaczęła sięgać po pióro bardzo wcześnie, jako ośmioletnia dziewczynka. Powstały wówczas wierszyki budzące zainteresowanie otoczenia, jednak Maria, uchodząca nawet za „cudowne dziecko”, nie przywiązywała do nich większej wagi. Zapisane kartki często służyły do skręcania papilotów (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 19). Zachowały się jednak w rękopisach wiersze powstające, gdy Bartusówna miała jedenaście lat (A. Stodor, ibidem, s. 20, który pisze, że utwory te „mimo naiwności, zupełnie zrozumiałej, dziwnie są pod względem myślowym oraz pod względem formy zewnętrznej dojrzałe, a pod względem rytmiki [zatem ważnego elementu warsztatu poetyckiego – RM] niemal zupełnie czyste”). Co prawda przyszła autorka została zapisana do pensji dla panien prowadzonej przez Felicję z Wasilewskich Boberską, jednak prawie nie uczęszczała na lekcje ze względu na słabe zdrowie (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 20). Niebawem dziadek wraz z rodziną przeprowadził się do Kołomyi.
W lipcu 1868 r. Henryka Bartusowa wyszła za mąż za leśniczego rządowego Józefa Preyera. W intercyzie, czyli majątkowej umowie małżeńskiej, czytamy, że matka pisarki otrzymała od swego ojca wyprawę oraz 1 500 złotych reńskich. W przyszłości pieniądze te miały stać się posagiem Marii Bartusówny. Od Preyera Henryka otrzymała posiadłość w Roztokach nad Czeremoszem, 300 zł reńskich kaucji służbowej nowego męża, a także inwentarz gospodarski. We wspomnianej posiadłości nowożeńcy niebawem zamieszkali wraz z młodą pisarką (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 21).
Sytuacja materialna pogarszała się ze względu na duże wydatki i niegospodarność Henryki, często wyjeżdżającej z domu, m.in. do Lwowa i Kołomyi. Ostatecznie Preyer musiał sprzedać ziemię w Roztokach. W efekcie rodzina przeprowadziła się do Kut, potem do Kossowa, Pistynia i Utoropów. Co gorsza, gdy skończyły się pieniądze męża, Henryka zaczęła wydawać środki przeznaczone w intercyzie na posag córki (A. Stodor, ibidem, s. 22, który dodaje, że matka – odmiennie niż ojczym – nie interesowała się także wychowaniem córki i przygotowaniem jej do dorosłego życia, zwłaszcza poprzez systematyczną, przemyślaną naukę; pewien wpływ na mentalność dziewczyny mogły mieć także narzekania Henryki na pobyt w Roztokach i nostalgiczne powracanie myślami do Kołomyi; por. np. cytowany przez Stodora wiersz Tęsknota z 1868 r.: „Ach! tam inaczej – Zielenią się drzewa, / Piękniej kwiat płonie, / Dźwięczniej słowik śpiewa”; por. też młodzieńcze próby ujmowania tematów typowo romantycznych, znanych głównie z lektur: Srebrna lutnia, Zemsta Ondyny, Talizman Angieliny, Egle).
Niewykluczone, że w okresie, gdy Bartusówna przebywała w Pistyniu, podczas wycieczki w górach doszło do spotkania z wójtem huculskim, który w imieniu syna prosił ją o rękę. Potem tenże wójt powtórzył swe oświadczyny przed Preyerem, który, widząc natarczywość ojca i syna, dał im wymijającą odpowiedź. Dziewczyna była przerażona i nocą uciekła z Pistynia, by zamieszkać w Kołomyi u Sławińskich (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 24, wskazujący, że wydarzenia te – znane z zapisków Sławińskiego – nasuwają na myśl osnowę poematu o sensacyjnej i tajemniczej fabule Opryszek).
Trudne realia i nowe plany
12 lipca 1869 r. zmarł nagle w Kołomyi Julian Szczepański, nie pozostawiając – zapewne ze względu na nierzetelność administratorów i wydawców – większego majątku. Wobec braku spadku po swym ojcu Henryka Bartus-Preyerowa postanowiła znaleźć córce jakiś praktyczny zawód pozwalający na zarobkowanie. Z początku Maria uczyła się krawiectwa, z czasem pomyślano o zawodzie nauczycielki. Miało się jednak okazać, że dziewczyna ma spore braki w nauce, na co z pewnością wpłynęły jej stan zdrowia i dość chaotyczne oczytanie. Trzeba było zatem wrócić do programu szkolnego i uzupełniać luki, w czym chętnie pomagał dyrektor szkoły ludowej w Kołomyi, Dwernicki (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 25).
W tym samym okresie autorka pokochała i zaczęła idealizować w swej poezji jednego z przedstawicieli kołomyjskiej inteligencji, Mieczysława Wąsowicza. Wąsowicz pracował w aptece, należał do miejscowego Towarzystwa ku Szerzeniu Oświaty, a przy tym był wydawcą ukazującego się w latach 1870–1871 lokalnego pisma literacko-społecznego Jutrzenka (por. zwłaszcza powstały w r. 1871 wiersz Do ***, zaczynający się od wersów: „Czy to ty jesteś? Mogęż zapytać? / Ty! – Ideale mych jasnych snów!”; A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 27–28, który uznaje, że uczucie do Wąsowicza było pierwszą i jedyną, choć niespełnioną miłością pisarki; zachowało się kilkanaście listów wskazujących, że Wąsowicz za priorytet uznawał studia i usamodzielnienie się pod względem finansowym, a osobiste szczęście – młoda poetka nie była mu obojętna – odsuwał na bok; ibidem; por. wiersz Pożegnanie).
W latach 1870–1871 Bartusówna zaczęła angażować się w życie kulturalne i społeczne Kołomyi. Zapewne pod wpływem Mieczysława Wąsowicza zabrała się też za bardziej usystematyzowane, celowe lektury (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 30). Dokształcanie się ułatwiała bogata, jak na ówczesne warunki w Galicji, biblioteka wspomnianego już Towarzystwa ku Popieraniu Oświaty, licząca ok. 1 500 woluminów. Poetka chętnie występowała w teatrze amatorskim, a jej wiersze drukowała kołomyjska Jutrzenka (ibidem, s. 30–31).
W r. 1871, już po wyjeździe Wąsowicza na studia, pisarka przeniosła się do ojczyma i matki do Utoropów. Planowała karierę aktorską. W związku z tym wyprawiła się w sekrecie do Lwowa, jednak dyrektor tamtejszego teatru, Adam Miłaszewski, poradził jej, by porzuciła myśl o karierze scenicznej ze względu na „zewnętrzną nikłość swej postaci” (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 31). Bartusówna nadal pisała i przesyłała swe utwory do rozmaitych pism galicyjskich, licząc, że będzie w stanie samodzielnie utrzymać się z pióra i zamieszkać we Lwowie. Bodźcem do przeprowadzki było doprowadzenie przez matkę do zaręczyn z urzędnikiem pocztowym, niejakim Franciszkiem O., wbrew woli córki i przy jej oporze. Jak wskazuje zachowana korespondencja, sam Franciszek O. był szczerze i głęboko zakochany w pisarce (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 32; tego właśnie nieszczęsnego narzeczeństwa dotyczyć może analizowany m.in. przez Grażynę Borkowską poemat Myśli przedślubne).
Świat literatów
Tymczasem redaktorzy wspomnianych pism zorientowali się, że przesyłane przez Marię Bartusównę utwory są owocem pracy osoby autentycznie utalentowanej (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 33). Pierwszym z nich był Władysław Sabowski, kierujący ukazującym się w Krakowie Dziennikiem Mód. W r. 1872 Sabowski wysłał do poetki listy z wyrazami uznania i pochwałami dla jej talentu. Zaproponował jej przy tym współpracę i pomoc. Przyjechał nawet do Kołomyi, by osobiście spotkać się z Bartusówną. Jej utwory drukowano w Dzienniku Mód przez kilka lat (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 32–33). Talent autorki Opryszka dostrzegł także Władysław Ordon, poświęcając mu uwagę w listach. Właśnie on wprowadził liryki Bartusówny do ukazującego się we Lwowie Tygodnia, próbując znaleźć młodej kobiecie jakąś posadę lub inne zajęcie pozwalające na utrzymanie się w stolicy Galicji.
O ile wiemy, sama pisarka przyjmowała pochwały, także te szczere, krytycznie, może nawet sceptycznie; wciąż dawało się jej we znaki zniechęcenie (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 33–34, cytujący list pisany w kwietniu 1874 r. z Utorop do Mieczysława Wąsowicza: „wszystkie pochlebne i czcze słówka, któremi karmią mnie P.P. Redaktorowie i nasza publiczność czytająca (…) nie cieszą mnie wcale. Znam się na wartości tych pochwał (…) [Redaktorzy] (…) mają inne a ważne powody, tyczące się najwięcej ich osobistego interesu, hojnie palą kadzidła, bo tego rodzaju zapłata… najmniej kosztuje ich (…) sumienia… i kieszeń”, cyt. za ibidem, s. 34; Stodor dodaje, że Sabowski rzeczywiście płacił Bartusównie śmiesznie niskie honoraria, w związku z czym poetka ironicznie pisała w liście do matki, że nie zaproponowano jej nawet takiej zapłaty, by „mogła kupić sobie tasiemkę do bucika”, za: ibidem). Na szczęście Ordonowi udało się przekonać redaktora Tygodnia, Józefa Rogosza, by zaczął wypłacać młodej literatce co miesiąc 25 złotych reńskich jako współpracowniczce pisma. Płatną współpracę zaproponowało także ukazujące się w stolicy Królestwa Polskiego Ognisko Domowe. Dzięki tym pierwszym zarobkom autorka Szarej godziny mogła wreszcie zamieszkać we Lwowie. Zamierzała pracować jako literatka, a przy tym przygotowywać się do zdobycia uprawnień nauczycielskich.
Można w tym miejscu dodać, że na ziemiach zaboru rosyjskiego, a tym bardziej w jeszcze biedniejszym zaborze austriackim, wynagrodzenia za pracę pisarską były niezadowalające. Jak podawał w r. 1872 Warszawski Rocznik Literacki, by mieć środki na „przyzwoite utrzymanie”, twórca musiałby opublikować rocznie trzy książki sporych rozmiarów (H. Markiewicz, Literatura pozytywizmu, PWN, Warszawa 1989, s. 19). Pod koniec lat 70. XIX w. na utrzymanie i wyżywienie dwojga ludzi w stolicy Królestwa potrzebne było ok. 1 000 rubli rocznie. Orzeszkowa zarabiała wówczas piórem 1 000 rubli rocznie, natomiast Maria Konopnicka w r. 1889 otrzymywała 200 rubli za tom wierszy i 150 rubli za tom opowiadań. W Tygodniku Ilustrowanym za jeden wers poezji dostawała 15 kopiejek, za tłumaczenie wiersza – 7,5 kopiejki, a wers prozy był jeszcze tańszy – kosztował 5 kopiejek (H. Markiewicz, loc. cit., który dodaje, iż zupełnym wyjątkiem były niektóre honoraria Sienkiewicza, np. za Ogniem i mieczem otrzymał 800 rubli, a za Pana Wołodyjowskiego aż 8 000 rubli). Szczególnie marne były stawki dla pisarzy początkujących, bez renomy i wyrobionego nazwiska. Takie warunki sprawiały, że pisarz niemający innych źródeł dochodu, np. kapitału, folwarku czy względnie dobrej posady, stawał się wciąż spieszącym się, zestresowanym wyrobnikiem. Nie powinno zatem dziwić, iż publicystyka – choć bez szczególnych rezultatów – alarmowała, że ludzie pióra, zwłaszcza starsi, a zatem mający mniej sił, żyją w biedzie, czasem nawet w skrajnej nędzy (ibidem). Dopiero w r. 1899 powstała Warszawska Kasa Przezorności i Pomocy dla Literatów i Dziennikarzy. W zaborze austriackim i rosyjskim ok. 50% pisarzy było jednocześnie zawodowymi dziennikarzami, ok. 25% pracowało jako nauczyciele, urzędnicy, adwokaci bądź profesorowie uczelni, a właścicielami ziemskimi było już tylko ok. 15% twórców (H. Markiewicz, op. cit., s. 15–16). Spory był także udział kobiet w pracy literackiej, zwłaszcza w zaborze rosyjskim, gdzie stanowiły one ok. 15% grona wybitniejszych twórców (ibidem). Pisarka nie była zatem odosobniona.
W stolicy Galicji
Po przybyciu do Lwowa perspektywy Marii Bartusówny rysowały się bardzo dobrze. Do dyspozycji miała odsetki od kilkuset złotych reńskich pozostałych z wypłaconego przez zmarłego dziadka posagu. Oprócz tego księgarnia Władysława Bełzy wydała zbiór jej wierszy, wypłacając jej w r. 1876 honorarium. Dodatkowym dochodem było 200 zł zapomogi przyznanej 30 maja 1876 r. przez galicyjski Wydział Krajowy. Jak czytamy w uzasadnieniu decyzji, udzielenie tej „jednorazowej subwencji” było uzasadnione dążeniem do ułatwienia Bartusównie kształcenia się na nauczycielkę, a także stanowiło wyraz uznania dla jej zasług literackich (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 36). Mogła także liczyć na 25 zł reńskich comiesięcznego wynagrodzenia z redakcji Tygodnia.
Z początku Bartusówna mieszkała w kamienicy aptekarza Łazowskiego. Szybko zaangażowała się w życie artystyczne, literackie i towarzyskie miasta, bywała m.in. u Bełzów i Horoszkiewiczów. Wspomniany tomik poezji wzbudził zainteresowanie zarówno w Galicji, jak i w Królestwie. Świadczyły o tym przychylne recenzje. Pisarka stale myślała o zawodzie nauczycielki. Gdy tylko w r. 1876 przy seminarium nauczycielskim dla kobiet we Lwowie zaczęto prowadzić kursy dla kierowniczek tzw. ogródków freblowskich, zapisała się na nie, by otrzymać patent kierowniczki. Był to pierwszy, a zarazem pionierski, kurs tego typu we Lwowie; jego program był znacznie szerszy niż program kolejnych kursów freblowskich (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 37). Uczestniczką zajęć była także serdeczna przyjaciółka Marii Bartusówny, Józefa Jaroszyńska. Pisarka ukończyła kurs z powodzeniem, zdała egzamin i uzyskała patent.
Dodać w tym miejscu trzeba, że utworami autorki, przesłanymi do warszawskiego Ogniska Domowego, zainteresował się i zachwycił Antoni Edward Odyniec, który 16 stycznia 1876 r., goszcząc u hrabiego Kossakowskiego, deklamował jej Wiosnę przed kilkuset osobami. Odyniec zaczął również korespondować z młodą autorką, przesyłając jej pozdrowienia od Deotymy i zaproszenie do współpracy z Kroniką Rodzinną (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 39). A. E. Odyniec pomagał Bartusównie aż do swej śmierci w r. 1885.
Między piórem a szkolną klasą
Lato po zdaniu egzaminu poetka poświęciła na odbycie praktyk nauczycielskich. W tym celu została pomocnicą w prywatnej szkółce freblowskiej należącej do Łukasiewiczowej, o ile wiemy, na korzystnych warunkach finansowych (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 40). 9 listopada 1876 r. zaczęła pracę w założonym we Lwowie przez Józefę Jaroszyńską ogródku freblowskim, otrzymując od przyjaciółki, dotowanej przez rodziców ziemian, pełne utrzymanie i 10 zł reńskich miesięcznej pensji (por. poemacik – pamiątkę bożonarodzeniowej gościny u Jaroszyńskich w Hnidawie – Wilija szlachecka). Wielkanoc 1877 r. spędziła u Sławińskiego w Kołomyi oraz u matki w Utoropach.
Pisarka wróciła do Lwowa w lipcu 1877 r. po wyjazdach z J. Jaroszyńską (por. zwłaszcza wiersz W wiejskim poranku, napisany dla ociemniałej staruszki). Otrzymała posadę kierowniczki ochronki Towarzystwa Ochronek Chrześcijańskich. Pracowała tam od 20 lipca 1877 r. do 13 lutego 1878 r. W tym czasie zrodził się pomysł wyjazdu do Warszawy, niemający zbyt wielkiego uzasadnienia, zwłaszcza z perspektywy zawodowej i finansowej. Powróciła także myśl o zostaniu aktorką, tym razem na scenach stolicy. Przeciwny takim zamierzeniom był Odyniec, realistycznie oceniający sytuację finansową i perspektywy w Warszawie, jednak pod wpływem próśb Bartusówny ostatecznie zaczął szukać dla niej jakiegoś wsparcia finansowego. W końcu uzyskał obietnicę opieki i pomocy materialnej od hrabiny Róży Krasińskiej. 10 lutego 1878 r. napisał do autorki Powitania gór list, w którym zaprosił ją do przyjazdu do Królestwa (A. Stodor, Marya…, s. 42, z zaznaczeniem, że stricte osobistą motywacją do wyjazdu było przybycie na pewien czas do Lwowa w styczniu 1878 r. Wąsowicza, wówczas już doktora chemii po studiach w Szwajcarii i Niemczech, który zwierzył się Bartusównie, iż planuje ożenek z zamożną Niemką; w efekcie jego wyidealizowany obraz się rozpadł; w pamiętniku poetka zapisała: „(…) szał, odurzenie, niepamięć są mi potrzebne po tem nowem doświadczeniu. (…) Potrzebuję szału, oklasków, zapomnienia, a potem zmęczenia i długiego, długiego snu”, cyt. za: A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 43).
W Królestwie Polskim
Na dworcu kolejowym w stolicy na pisarkę czekał sam Odyniec. W ręku trzymał znak rozpoznawczy – białą kopertę (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 46). W Warszawie, oprócz Krasińskiej, młoda autorka poznała także redaktorkę Kroniki Rodzinnej Aleksandrę Borkowską oraz pisarkę i tłumaczkę, a jednocześnie redaktorkę tygodnika Bluszcz, Marię Ilnicką.
Niebawem Bartusówna spotkała się z krytyką pozytywistów i Bolesława Prusa (Kronika z grudnia 1876 r.). Przysporzyło jej to popularności, czyniąc jej nazwisko bardziej rozpoznawalnym, jednak złośliwy tekst Prusa wzbudził oburzenie A. E. Odyńca, broniącego pisarki w liście do redakcji Biblioteki Warszawskiej, opublikowanym tam w lutym 1877 r. Prus przypuścił jednak kolejny atak (Niwa 1877, s. 229), krytykując wiersz Mówią mi, opublikowany przez poetkę w Kronice Rodzinnej. Autor Placówki – chyba zbyt pochopnie – uznał, że „trudno o piękniejszą formę, a bardziej oklepaną treść nad tę, jaką spotykamy w [tym] wierszu”.
Odyniec, choć przeciwny pomysłom Bartusówny dotyczącym kariery teatralnej, umówił ją na spotkanie z Janem Walerym Królikowskim. Pisarka wyrecytowała przed nim wiersz Wieniec sztuki. Królikowski – podobnie jak przed laty dyrektor teatru lwowskiego – dostrzegł zapał młodej kobiety, jednak wskazał, że ma ona jedynie „oczy sceniczne”, a drobna budowa ciała nie pozwala jej na karierę teatralną. Ostatecznie odmówił zatrudnienia jej jako aktorki (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 47–48). Taka decyzja Królikowskiego doprowadziła poetkę do głębokiego zniechęcenia, a może nawet rozpaczy. Wstydząc się powrotu do Lwowa, zdecydowała się, z pomocą Róży Krasińskiej, wyjechać do Krakowa, by tam przygotować się do egzaminu na nauczycielkę szkoły ludowej. Miała go zdać we wrześniu 1878 r. Ułatwieniem było wsparcie materialne hrabiny Krasińskiej, pozwalające na naukę bez konieczności podejmowania pracy zarobkowej. Mimo to autorka Marzenia podchodziła do pomocy finansowej ambicjonalnie, miała skrupuły i wstydziła się, że nie ma własnych dochodów. Odyniec konsekwentnie przekonywał ją, by patrzyła na sprawę racjonalnie i pragmatycznie, cieszyła się ze wsparcia Krasińskiej i nie odmawiała spełnienia np. jej życzenia wspólnego spędzenia wakacji (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 48–50; co ciekawe, poglądy podobne do poglądów pisarki miał – jak wskazuje korespondencja – jej ojciec chrzestny, Jan Zachariasiewicz, zachęcający ją do zdobycia w dalszej perspektywie zawodu, jednak bez odrzucania bieżącej pomocy Krasińskiej, ibidem).
Powrót na południe
Egzamin nauczycielski Maria Bartusówna zdała we wrześniu 1878 r. 21 października otrzymała patent nauczycielki szkół ludowych. Zaangażowała się w życie towarzyskie Lwowa, chętnie chodziła na bale i do teatru oraz spotykała się z Józefą Jaroszyńską. Otrzymała pracę jako nauczycielka w Sokolnikach pod Lwowem. Zaczęła uczyć w maju 1879 r., podchodząc do nowej pracy z bardzo pozytywnym, zapewne idealizującym nastawieniem (por. wiersz Modlitwa majowa, powstały pod wrażeniem nabożeństwa do Matki Bożej w Sokolnikach). Z czasem pisarka dostrzegła spór między proboszczem a kierownikiem szkoły ludowej dotyczący celów edukacji ludności wiejskiej. Zaczęła też tęsknić za życiem umysłowym i towarzyskim Lwowa. Zrodził się pomysł przeprowadzki i podjęcia pracy szkolnej w Zakopanem, a potem pod Tarnowem albo Krakowem. Już 20 lipca 1880 r. Bartusówna zwolniła się z posady w Sokolnikach. Bezpośrednim powodem rezygnacji, a być może jedynie pretekstem, była odmowa udzielenia urlopu dla poratowania zdrowia (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 54).
1 września 1880 r. poetka została nauczycielką, a zarazem kierowniczką w szkole w Nienadowej pod Dubieckiem w Przemyskiem. Praca okazała się ciężka, zwłaszcza że poprzedni nauczyciel zaniedbał wiele spraw szkolnych. Daleko było także do ośrodków kultury umysłowej i życia towarzyskiego. Co gorsza, miejscowi nie byli zbyt dobrze nastawieni. Pisarka bardzo szybko zaczęła myśleć o kolejnej zmianie miejsca pracy (por. opis Nienadowej w wierszu Naśladowanie Mickiewicza oraz cytaty z listów do Jaroszyńskiej w: A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 55–56; Adam Stodor zaznacza ponadto, iż w okresie pracy szkolnej malała liczba wierszy, a te, które Bartusówna pisała, były pełne zniechęcenia i żalu; chwilami pisarka pracowała także nad sztuką Wanda, jednak udało się ją ukończyć dopiero w r. 1882). Ucząc w Nienadowej, autorka Wspomnienia chętnie korespondowała z przyjaźnie do niej nastawionym, żyjącym wówczas we Florencji Teofilem Lenartowiczem. Dzięki Odyńcowi poznała też hrabinę Marię Konarską z Dubiecka. Zaprzyjaźniły się, a Konarska wkrótce okazała się orędowniczką i opiekunką pisarki w szczególnie ciężkim okresie jej życia.
Spiętrzenie trudności
18 sierpnia 1881 r. Maria Bartusówna zakończyła pracę w Nienadowej. Wakacje spędziła w Dubiecku u hrabiny Konarskiej. Pogorszył się stan zdrowia pisarki. Gruźlica płuc i gardła poważnie utrudniała pracę literacką (T. Budrewicz [w:] Historia…, op. cit., s. 245). Pogorszyły się także warunki życia. Równocześnie malały dochody, przede wszystkim ze względu na spadek jakości nowych utworów, wywołany m.in. brakiem sił i nadmiarem pracy. Co gorsza, pisarka musiała utrzymywać także owdowiałą matkę.
Po wakacjach 1881 r. poetka zaczęła pracę jako nauczycielka w Łazanach pod Wieliczką. Zatrudnienie zakończyło się jednak po kilku dniach. Przy szkole nie było kwatery dla nauczycielki, dlatego musiała mieszkać u organisty. Oprócz tego pisarka już w pierwszych dniach pobytu w Łazanach poważnie zachorowała, prawdopodobnie z powodu gruźlicy. Szybko przyjechała do Lwowa, do Jaroszyńskich. Poprawa stanu zdrowia pozwoliła jej na wyjazd do Dubiecka, by poradzić się hrabiny Konarskiej, która roztropnie doradziła przygotowanie się do egzaminu wydziałowego. Zdanie go pozwoliłoby Bartusównie na podjęcie pracy nauczycielskiej we Lwowie, a zatem w dobrych warunkach (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 58–59). Bartusówna zdecydowała się zamieszkać u Jaroszyńskich, nadal zarabiała pisaniem, a także otrzymywała co miesiąc 20 złotych reńskich od Marii Konarskiej. Pomoc ta trwała do końca życia poetki. Wakacje 1882 r. spędziła na wsi, w Podemszczyźnie, pracując nad Wandą.
Jak już wspomnieliśmy, na początku 1883 r. zmarł Józef Preyer, ojczym poetki. Jej matka otrzymała po mężu emeryturę wynoszącą 200 zł reńskich rocznie. Wprowadziła się do córki, którą swoją niegospodarnością zmuszała do jeszcze cięższej pracy. Bartusówna nie miała możliwości przygotowania się do egzaminu wydziałowego, a ponieważ musiała utrzymywać siebie i matkę, zaczęła szukać jakiegokolwiek zatrudnienia. Przez pewien czas po śmierci ojczyma obie mieszkały w Kołomyi, a potem w Winnikach pod Lwowem. Latem 1883 r. Bartusówna odbyła praktyki zawodowe na poczcie. Ostatecznie osiadła wraz z matką we Lwowie (A. Stodor, Marya…, s. 59). Mimo gwałtownego pogarszania się stanu zdrowia wiele pisała. W maju 1884 r. w Czerniowcach ukazała się Czarodziejska fujarka. Był to ostatni, uznawany za najbardziej ambitny, poemat twórczyni. Mamy w nim do czynienia z postromantyczną alegorią poszczególnych warstw narodu polskiego, walczących ze sobą bądź tkwiących w niemocy. Natchniony śpiewak ludowy, a zarazem sierota, przywodzący na myśl postacie z utworów Lenartowicza, melodią swej fujarki zwycięża Ducha Burzy, mającego szatańskie cechy. Obwieszcza także niosącą zbawienie tajemnicę: zmartwychwstanie narodu stanie się możliwe dopiero, gdy „wszyscy zbrataniem wpadną sobie w objęcia” (H. Markiewicz, Literatura…, s. 180). Niewiele później Bartusówna przystąpiła do pisania, głównie dla zarobku, utworów prozą: noweli Po śmierci oraz opowieści Duch ruin i Gałązka konwalii, publikowanych w wychodzącej we Lwowie Gazecie Narodowej.
U kresu wędrówki
Również w 1884 r. w Tygodniku Ilustrowanym ukazał się piąty akt Wandy. Docenił go szczególnie Kraszewski. Pisarz zaczął nawoływać do zapewnienia młodej pisarce pomocy finansowej. W jednej ze swych „kronik” Jan Lam wzywał do organizowania składek na jej rzecz. Starania tych dwóch pisarzy sprawiły, że Bartusówna otrzymała zapomogę od Wydziału Krajowego. Pozwoliło to na wyjazd wraz z matką na kurację do Szczawnego-Kulasznego, leżącego w Bieszczadach pod Sanokiem, latem 1885 r. Leczenie okazało się spóźnione. Gruźlica czyniła tak szybkie postępy, że już w sierpniu 1885 r. poetka pisała w liście do Józefy Jaroszyńskiej: „nie kazano mi wiele pisać [chodzi o zakaz lekarski – RM], więc kilka słów tymczasem” (cyt. za: A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 60).
Niebawem autorka Powitania gór wróciła do Lwowa. Była już bardzo ciężko chora, choć zachowała przytomność do śmierci. Zajmowały się nią matka i Józefa Jaroszyńska. Zmarła na rękach Henryki Bartusowej-Preyer 2 października 1885 r., w mieszkaniu przy ulicy Garncarskiej, której nazwę w 1914 r. zmieniono na Mochnackiego; dom znajdował się pod numerem 13. Miała zaledwie 31 lat.
Pisarka miała wspaniały pogrzeb. Za trumną na Cmentarz Łyczakowski szło kilka tysięcy osób. Mowy nad mogiłą wygłosili: Teofil Szumski, w imieniu uniwersyteckiego Koła Artystyczno-Literackiego, Alfons Stwiertnia, w imieniu młodzieży kształcącej się w technikach, oraz dziennikarz Illasiewicz. Pochwalne nekrologi opublikowały niemal wszystkie dzienniki i pisma literackie. Potem w gazetach zaczęły pojawiać się wzajemne wyrzuty. Pisano m.in., że Bartusówna zmarła z głodu, co nie było prawdą (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 61).
Wkrótce utworzono komitet, który planował drogą prenumeraty zgromadzić środki na wydanie pism zmarłej. Należeli do niego Karol Brzozowski, Teofil Ciesielski, Wacław Koszczyc oraz redaktor Ogniska Domowego Bronisław Zamorski (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 10). W r. 1885 Agaton Giller pisał ze Stanisławowa do Józefy Jaroszyńskiej, proponując, by „pod wspólną firmą” wydać prace Bartusówny i zarys jej biografii. Obie inicjatywy nie doszły do skutku, pozostając jedynie projektami (ibidem).
„Jedynem pośmiertnem, spełnionem uczczeniem poetki było pomieszczenie [czyli umieszczenie, zamontowanie – RM] tablicy marmurowej w kościele Dominikanów we Lwowie” (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 10, który dodaje, że tablica ta, z wyrzeźbioną podobizną Bartusówny, została ufundowana przez „komitet pań”, na którego czele stała Antonina Machczyńska). Dwadzieścia lat po śmierci autorki Czarodziejskiej fujarki powstał Komitet Budowy Pomnika. Dzięki składkom udało mu się doprowadzić do postawienia pomnika, czyli nagrobka, na opuszczonym wówczas grobie pisarki na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. Po wzniesieniu nagrobka komitet ów przekształcił się w „Komitet wydawnictwa zbiorowego pism Maryi Bartusówny” (ibidem, s. 11).
Kilka słów o dorobku literackim Marii Bartusówny
W dobie pozytywizmu poezja niejako żyła „w cieniu” prozy, odwrotnie niż w czasach Byrona i Mickiewicza, gdy proza ustępowała przed dramatem, liryką i poezją epicką (T. Budrewicz [w:] Historia…, op. cit., s. 237). Poezja po 1863 r. przegrywała w konkurencji z prozą, jednak pozostała dogodnym terenem wyrażania postaw opozycyjnych wobec dominującego światopoglądu. Literackie ujście znajdowały tu m.in. relikty romantyzmu. Zwłaszcza w liryce manifestowały się postawy eskapistyczne, łączące się ze sprzeciwem wobec status quo oraz realiów społecznych i kulturowych, w tym pesymistyczny protest postromantyków (H. Markiewicz, Literatura…, op. cit., s. 154–155). W pierwszej dekadzie po 1863 r. pojawiły się też nowe nazwiska: oprócz Asnyka, Bogumiła Aspisa, Aleksandra Michaux, posługującego się pseudonimem Miron, i Władysława Ordona, czyli Szancera, należała do nich Maria Bartusówna. Głosy tych twórców, a także m.in. przedstawicieli drugiego pokolenia romantyków, takich jak Karol Brzozowski, złączył na krótki czas temat powstania (ibidem, s. 156).
Maria Bartusówna miała duży potencjał intelektualny, liryczną wrażliwość i zdolności poetyckie, jednak jej talent nie zdołał – głównie ze względu na nieuleczalną aż do pojawienia się antybiotyków gruźlicę – rozwinąć się w pełni. Cechowała się dużą odwagą i samoświadomością (G. Borkowska, Pozytywiści i inni, PWN, Warszawa 1996, s. 187; można dopatrywać się w niej nawet prekursorki modernizmu, zob. L. Magnone, Sad Girls as Precursors of Modernism. Maria Bartusówna, Irma Geisslová, Ludmila Podjavorinská, „Die Welt der Slaven”, nr 1 (2025), s. 20–42). Nie zajmowała się jedynie poezją liryczną. Jeszcze jako nastolatka próbowała sił jako dramatopisarka. Powstały wówczas dwie próbki w formie dramatycznej: Egle. Księżniczka Nowogrodzka z r. 1868 oraz Talizman Angeliny z r. 1869. We Lwowie w r. 1877 powstała przynajmniej część jednej komedii, zapewne pt. Kręte drogi (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 91, który dodaje, że w r. 1884 powstała jednoaktowa humoreska Wieczór u pana burmistrza).
Czytelnicy i krytycy szybko dostrzegli, że wiersze autorki Szarej godziny wyróżniają się niebanalną urodą słowa, autentyzmem wzruszenia lirycznego, czystym rymem i melodyjnością frazy. Zdaniem Henryka Markiewicza Bartusówna „[z]aczęła od bardzo konwencjonalnych wprawek, lecz jej wiersze późniejsze, przypadające na lata 80., choć wtórne wobec wielkiego romantyzmu, zwłaszcza Słowackiego, odznaczają się jednak melodyjnością i swobodą wersyfikacyjną [oraz] rozmachem retorycznym, który pozwala traktować je jako ogniwo wyprzedzające bezpośrednio poezję Marii Konopnickiej” (H. Markiewicz, Literatura…, op. cit., s. 163–164; podobnie wypowiadał się dużo wcześniej m.in. Adam Stodor, Marya…, op. cit., s. 8–9). Warto wskazać, że pisarka była zafascynowana twórczością Słowackiego. Świadectwem tego są dwa sonety składające się na wiersz Pamięci Juliusza Słowackiego. Pod jego wpływem pozostawały np. poematy Biały narcyz oraz Ostatni z Herburtów. Krasińskiemu poświęcony był wiersz Cieniom Zygmunta. Warto wiedzieć, że poetka nie była – mimo przyjaźni z Edwardem Odyńcem – wielbicielką Mickiewicza (A. Stodor, Marya…, op. cit., s. 75).
Autonomiczny świat
W utworach Bartusówny odbiły się co prawda postawy i idee czasów, w których żyła, jednak poetka pozostała indywidualnością. Nie związała się ściśle z żadną szkołą ani ideologią (T. Budrewicz [w:] Historia…, op. cit., s. 248). Można ją w związku z tym uznać za reprezentantkę poezji przede wszystkim osobistej. Wiersze autorki Szarej godziny pozwalają na zrekonstruowanie sui generis lirycznego pamiętnika młodej duszy, rozdartej między marzeniami o sukcesie i satysfakcji życiowej a rzeczywistością kobiety. Rzeczywistość ta obejmowała sprawy materialne, trudy życia zawodowego, zawiedzioną miłość i wielkie rozczarowanie ukochanym mężczyzną. Widać także konflikt między humanistycznymi w swej istocie ideałami powszechnego szczęścia i panowania dobra a obrazami biedy, znanej pisarce od najwcześniejszych lat, najpierw głównie z obserwacji, a potem także z własnych doświadczeń, łączącej się z krzywdą i bólem (ibidem). Daje się również dostrzec autoperfekcjonizm, kreację postawy męstwa wobec przeciwności losu oraz krytyczne, niepokorne podejście do panującej obyczajowości i konwenansów związanych zwłaszcza z obowiązkami społecznymi kobiety jako matki i żony. Pisarka kreuje także postawę pełną odporności na burze uczuć, właściwą osobie dumnej ze swej niezależności.
W poszczególnych utworach zapisały się ponadto zwątpienia i rozmaite nastroje, w tym religijne uniesienie czy wręcz ekstaza przeżywana pośród karpackiej przyrody, będącej świadectwem myśli Boga Stwórcy, oraz smutek, a nawet rozpacz, wywołane rozdźwiękiem między marzeniami a realiami społecznymi i obyczajowymi (ibidem). Stale obecne u Bartusówny są smutek, żal i cierpienie. Łączy się z tym pesymizm, wyrażający się w tematyce egzystencjalnej i osobistej. Wątpienie w realną możliwość poprawy doli ludzkiej przejawia się w obrazkach zawierających treść społeczną oraz w utworach filozoficznych i refleksyjnych (por. zwłaszcza Aktorka, Sierota, Zwątpienie oraz W zimie). Można sądzić, że pisarce bliski był – znany już z młodzieńczych lektur – pesymizm filozoficzny (T. Budrewicz [w:] Historia…, op. cit., s. 249, który dodaje, że w ten sposób wyrażał się bunt wobec pozytywistycznego optymizmu bazującego na aksjomacie postępu społecznego; por. też Przy kominku).
Swe artystyczne credo autorka nakreśliła głównie w wierszu Do poety salonów, mającym charakter polemiczny. Zaznacza w nim, że twórczość nie jest towarem i nie jest na sprzedaż. Nie może być uznana – jak chcieli pozytywiści – jedynie za źródło zarobku zawodowego literata; jest tworem boskim. Nie może powstawać z myślą o rozrywce odbiorcy, nie może także być „naukowa”, pisana racjonalistycznym językiem, oderwanym od uczuć i duszy ludzkiej (T. Budrewicz [w:] Historia…, op. cit., s. 249). Poeta powinien zarówno kontynuować tradycję narodową, jak i zwracać uwagę na niziny społeczne, najsłabszych i najbiedniejszych oraz z goryczą i miłością kreślić obrazy nieszczęścia i nędzy (ibidem).
Odmienne wizje
Uwaga polskiej „czytającej publiczności” skupiła się na twórczości Bartusówny przynajmniej dwukrotnie. Po raz pierwszy w r. 1876, gdy Bolesław Prus, być może poirytowany pochwałami, którymi młodą pisarkę obsypywał Władysław Sabowski we wciąż kultywującym idee romantyczne i narodowe Ognisku Domowym, opublikował swą parodystyczną trawestację dwóch wierszy autorki Marzenia. Były to Wiosna oraz On mnie nie kocha (T. Budrewicz [w:] Historia…, op. cit., s. 245, który zwraca uwagę, iż twórczość poetki była wówczas przedstawiana jako twórczość nastolatki).
We Wiośnie Bartusówna pisała: „Wiosna! Wiosna się budzi!... Ja ją widzę i słyszę / W tym przeczystym niebiosów błękicie, / W niezrównanej harmonii, co napełnia tę ciszę, / We własnej duszy nieziemskim zachwycie, / W dźwiękach, które drżą nade mną gdzieś w sferach powietrznych, / W woniach, co się dokoła unoszą, / I w płynących z mej piersi modłach cichych, serdecznych, / I w łzach moich, co biegną z rozkoszą” (Wiosna, wersy 9–16).
Prus przerobił cytowany fragment następująco: (…) „W tym przeczystym niebiosów błękicie, / W komorniku, co latem na pewno mnie straduje, / W tym bydełku, co chodzi po życie… / W dźwiękach, które drżą nade mną gdzieś w sferach powietrznych, / W koniach chudych jak szczapy… Ach! Och!... / W pustym spichrzu… w westchnieniach ekonoma serdecznych / I w łzach moich, co płyną jak groch!” (Kroniki, t. II, oprac. Z. Szweykowski, Warszawa 1953, s. 207, cyt. za: T. Budrewicz [w:] Historia…, op. cit., s. 245).
Tym samym Prus przeciwstawił idealistycznej, emocjonalnej estetyce Bartusówny realizm, a wręcz brutalizm codzienności w zaborze rosyjskim i austriackim, zwłaszcza obraz nędznej sytuacji wsi na przednówku („pusty spichrz”), czyli okresie, gdy brakuje paszy i nadchodzi czas rozliczeń z wierzycielami. Stąd „konie chude jak szczapy” i „komornik, co latem (…) straduje”.
Chyba dość nieoczekiwanie parodia stała się sprawą angażującą wielu literatów. W obronie pisarki pospieszył przychylny jej Odyniec – nestor romantyzmu, który wręcz wyłajał autora Faraona (T. Budrewicz [w:] Historia…, op. cit., s. 246). Prusa krytykowali nie tylko dziennikarze związani ze „starą”, tradycjonalistyczną i odwołującą się do romantyzmu prasą (ibidem). Autor Kronik udzielił ciętej odpowiedzi Odyńcowi, jednak wobec poetki przyjął postawę pojednawczą. W Niwie ukazała się merytoryczna analiza jej wiersza Mówią mi, że ideały. Bartusówna deklarowała w nim dystans wobec popieranego przez Prusa programu pozytywistycznego. Odnosząc się do nowych postulatów i ich propagatorów, pytała: „Gdzie ich przyszłość? – w jakie progi / Ten szalony dąży ruch? / Co u kresu czeka drogi? / Gdzie nie czeka Bóg i duch?”. Bolesław Prus doradzał pisarce, by nie szła za „radzącymi oblec się we włosienicę ascetami”, lecz przystała „do nas”, „do naszego orszaku”, bez uciekania od „tego, co jest”. Deklarował też: „kształcimy się ciągle, pracujemy nad poprawą naszych wad i niedostatków, czujemy się młodymi, wiernymi synami swego wieku i… przyszłość do nas należy!” (Kroniki, oprac. Z. Szweykowski, t. I, cz. 2, Warszawa 1956, s. 286, cyt. za: T. Budrewicz [w:] Historia…, op. cit., s. 246).
Polemiki nie skończyły się, lecz jedynie przeniosły na łamy Ogniska Domowego i pism humorystycznych. Bartusówna stała się sławna, a debata dotycząca jej wierszy zbiegła się w czasie ze sporami wywołanymi przez inicjujący krytykę romantyzmu artykuł Franciszka Krupińskiego Romantyzm i jego skutki. Oprócz tego pamiętać trzeba, że lwowscy protektorzy literaccy poetki wywodzili się z dawnej lewicy powstańczej, czyli stronnictwa „czerwonych”. Spodziewali się zatem, że jej wiersze dadzą impuls do odnowy ideałów właściwych romantyzmowi (T. Budrewicz [w:] Historia…, op. cit., t. VI, s. 247, który zaznacza, że Bartusówna w pewnej mierze oczekiwania te spełniła, pisząc utwory patriotyczne: Trzy obrazy Sybiru, Sen powstańca, W dwudziestą rocznicę powstania styczniowego oraz Czarodziejską fujarkę). Dodajmy w tym miejscu, że na wyobraźnię poetki mocno oddziaływał motyw śmierci poety-powstańca, takiego jak Mieczysław Romanowski, który poległ pod Józefowem w r. 1863. Dowodem są zwłaszcza dwa utwory: napisany w r. 1873 poemat Sen powstańca oraz Sen czerwony z r. 1884.
Dwie pisarki
Zarówno biografia Marii Bartusówny, jak i wymowa wielu utworów poetyckich jej autorstwa nasuwają podobieństwa do życiorysu i dorobku aktywnej w okresie międzypowstaniowym Narcyzy Żmichowskiej (G. Borkowska, Pozytywiści…, op. cit., s. 187). I Bartusówna, i Żmichowska walczyły z nędzą i chorobami, choć Żmichowska z lepszym rezultatem. Obie zajmowały się pisarstwem w sposób nie w pełni mieszczący się w dominującym w ich czasach stereotypie ubogiej i skromnej panny. Obie nie chciały podejmować tradycyjnych obowiązków i ról społecznych kobiety lub się ich bały, zwłaszcza roli żony i matki. Były także zmuszone do szukania pomocy finansowej u przedstawicielek arystokracji: Bartusówna u Róży Krasińskiej i Marii Konarskiej, a Żmichowska u Zamoyskich (ibidem). Obie pracowały jako nauczycielki, skarżąc się na biedę i brak upragnionej niezależności finansowej, w ówczesnych polskich realiach niemal niemożliwej do osiągnięcia dla kobiet próbujących żyć z pisarstwa. Zarówno Żmichowską, jak i Bartusówną zżerały ambicja i duma (G. Borkowska, ibidem, która dodaje, że Żmichowska była autorką wybitną, mającą znaczny dorobek, natomiast Bartusówna dopiero zaczynała pracę twórczą i nie zawsze była poetką w pełni oryginalną).
Czytając Marię Bartusównę, można jednak „mieć w oczach ów antypatriarchalny, emancypacyjny wzór zachowań stworzony przez Żmichowską” (G. Borkowska, Pozytywiści…, op. cit., s. 187). Wzór ten widać dobrze w cyklu sonetów Myśli przedślubne (w tomie Poezje z r. 1876). Łatwo dostrzec tam lęk przed małżeństwem, zarówno w związku z konkretną, aktualną sytuacją życiową Bartusówny (zob. w części biograficznej informacje o Franciszku O.), jak i lęk przed wyjściem za mąż jako takim. Nie chodzi w żadnym razie o często pojawiającą się w literaturze, wręcz zbanalizowaną niechęć do małżeństwa z rozsądku czy też małżeństwa zawieranego pod presją rodziców albo opiekunów. Pisarka nie odnosi się zatem jedynie czy przede wszystkim do związku z niekochanym mężczyzną, lecz do małżeństwa jako takiego (G. Borkowska, Pozytywiści…, op. cit., s. 188, która zaznacza, iż „[ż]adna inna poetka (…) [przynajmniej polska – RM] nie miała dość odwagi, by mówić w tak zdecydowany sposób o swoim antypatriarchalizmie, poczuciu zagrożenia w świecie, który narzucał kobietom określone reguły zachowań; [w] końcu nawet Narcyza Żmichowska liczne wątki zamknęła w prywatnej korespondencji”. Można dopatrzeć się tu pewnych analogii do pozytywistycznego postulatu wolności jednostek i równości ich praw, także gdy chodzi o prawo rodzinne i małżeńskie; zob. np. H. Markiewicz, Literatura…, op. cit., s. 11).
Dodajmy, że właśnie w czasach autorki Czarodziejskiej fujarki coraz otwarciej mówiono o biologicznym, edukacyjnym i społecznym przygotowaniu do życia w małżeństwie. Powstawały „listy do przyszłej żony” oraz literatura poradnikowa, pisano także o pierwszych miesiącach po ślubie i o adaptacji do nowej rzeczywistości. Wskazywano przy tym, że młode kobiety (to samo dotyczyło zresztą – przynajmniej implicite – młodych mężczyzn) nie powinny oczekiwać spełnienia marzeń o sielance czy „małżeńskim raju”. Przyjęcie nowej roli społecznej wiązało się z rozczarowaniami, konfliktami, dobrze, gdy jedynie przejściowymi, oraz rozmaitymi nieporozumieniami, nie tylko gdy chodziło o sprawy finansowe. Bartusówna nie pisała jednak o potrzebie adaptacji czy kompromisu. W swych sonetach deklarowała bunt wobec przymusu, a jej język był bliski pojęciom Johna Stuarta Milla z jego eseju z r. 1869 Poddaństwo kobiet (T. Budrewicz [w:] Historia…, op. cit., s. 249–250, cytujący sonet V Myśli przedślubnych). Również inne liryki pisarki mogą zawierać antypatriarchalny, kontestacyjny trop. W konsekwencji nie zasługują na miano poezji w pełni epigońskiej, niewiele wnoszącej nowego do literatury (G. Borkowska, Pozytywiści…, op. cit., s. 188, wskazująca, że np. w utworze Dlaczego? z tomu Poezje, przedstawiającym marzenie o wyrwaniu się z więzów ciała i wyruszeniu w swobodną wędrówkę ducha, motyw jest romantyczny, jednak można dopatrzyć się jego innej, nowej wykładni, nasuwającej na myśl emancypację kobiet, może nawet feminizm albo „protofeminizm”). Bartusówna zaznaczała także, że bycie „autorką”, żyjącą z pióra literatką, jest – przynajmniej w niektórych środowiskach – źle widziane. Jest też męczące i kłopotliwe wewnętrznie (ibidem).
Kontrowersje wokół kilku wersów
Drugi głośny spór o pisarkę, po sporze wywołanym przez Bolesława Prusa, zrodził się już po jej śmierci. Wówczas wśród ostatnich opublikowanych utworów zmarłej znalazł się krótki wiersz Do śmierci. Uwagę przyciągały zwłaszcza wersy 5–8, w których podmiot liryczny zwraca się do Śmierci, deklarując: „Chociaż nie wierzę, by twoja ręka / Do złotych niebios wiodła podwoi, / Wierzę, że w grobie ból już nie nęka… / … Ciszą się koi!”. Pisma takie jak Ognisko Domowe bądź Gazeta Narodowa interpretowały wiersz jako świadectwo hartu ducha zmarłej, jej odwagi i mężnej postawy wobec nieuchronnej i tak bliskiej śmierci (T. Budrewicz [w:] Historia…, op. cit., s. 247). Ukazała się jednak także krytyczna broszura Kilka uwag nad utworem śp. Maryi Bartus pt. „Do śmierci”. Jej autor atakował poetkę, twierdząc, że wbrew podstawowym prawdom wiary katolickiej szerzy w swym wierszu materializm, zwątpienie, niewiarę i liberalizm (!). Tym samym przypisano jej cudze poglądy (T. Budrewicz, loc. cit., zwracający uwagę, iż Bartusówna była autorką utrzymanych w duchu chrześcijańskiej ortodoksji liryków religijnych). Odnoszące się do końca trudów życiowych słowa „Do walk daremnych tam już nie zbudzi, / I żem cieplejsza – ziemia mogilna / Od – serca ludzi” uznano dość nieoczekiwanie i bezpodstawnie – zwłaszcza gdy mieć na uwadze patriotyczne utwory zmarłej – za świadectwo kapitulanctwa wobec idei wyzwolenia narodu.
Głosy podnoszone w dyskusjach toczących się w prasie Lwowa i Warszawy po r. 1885 nie wniosły wielu nowych informacji, gdy chodzi o życie i dorobek autorki Czarodziejskiej fujarki, jednak sporo mówiły o lękach inteligencji, mieszczaństwa i ziemiaństwa polskiego tego okresu (T. Budrewicz [w:] Historia…, op. cit., s. 247). Krytyka formalnie dotyczyła wiersza, jednak de facto kierowała się przeciwko zyskującej coraz większe znaczenie ideologii socjalistycznej (pamiętajmy, że w r. 1882 powstała pierwsza polska partia odwołująca się do założeń marksizmu i anarchizmu, czyli Proletaryat; już wcześniej działały kółka socjalistyczne). Krytyka była także próbą polemiki z pesymizmem filozoficznym, budzącym wówczas znaczne zainteresowanie literatów i publicystów. W takiej perspektywie należy patrzeć np. na zarzuty Józefa K. Potockiego, dopatrującego się u Marii Bartusówny bierności i lęku przed rewolucją społeczną (Wędrowiec, nr 34/1884). Okazało się, że gdy już nie żyła, została zaliczona zarówno do obozu Prusa, jak i do socjalizujących młodych twórców (T. Budrewicz [w:] Historia…, op. cit., s. 247, który pisze, że spór o duszę zmarłej jako poetki toczyło kilka obozów: tradycjonaliści z kultem rodziny i postawą pokory, a może nawet cierpiętnictwa, wobec woli Opatrzności; epigoni i pogrobowcy romantyzmu, deklarujący wiarę w religię patriotycznej ofiary; a także pozytywiści, kładący nacisk na utylitaryzm; w spór włączyli się nawet radykalni demokraci; próbom „sterowania” poglądami autorki Szarej godziny sprzyjał żywotny przez dłuższy czas mit cudownego dziecka, nastolatki publikującej wiersze w uznanych pismach).
dr Rafał Marek, 15.06.2026
Literatura:
Wiesława Albrecht-Szymanowska, s.v. Maria Bartusówna [w:] Roman Loth (red.), Dawni pisarze polscy od początków piśmiennictwa do Młodej Polski , t. I, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 2000, s. 39-40.
Taż s.v. Maria Bartusówna [w:] Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny, PWN, Warszawa 1984-1985, t. I, s. 56.
Adam Bar s.v. Maria Miłosława Bartusówna [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. I, nakł. PAU, Kraków 1935, s. 333-334.
Grażyna Borkowska, Pozytywiści i inni, PWN, Warszawa 1996.
Lena Magnone, Sad girls as precursors of modernism. Maria Bartusówna, Irma Geisslová, Ludmila Podjavorinská, “Die Welt der Slaven”, nr 1 (2025), s. 20-42; https://doi.org/10.13173/WS.70.1.020 (dostęp: 11.06.2026).
Henryk Markiewicz, Literatura pozytywizmu, PWN, Warszawa 1989.
Anna Skoczek (red.), Historia literatury polskiej, t. VI Pozytywizm, Wyd. SMS, Kraków-Bochnia 2004.
Adam Stodor, Marya Bartusówna. Szkic biograficzno-literacki [w:] Maria Bartusówna, Dzieła, t. I-II, nakładem Macierzy Polskiej, Lwów 1914, t. I, s. 5 i n.
Stanisław Świerz-Zaleski s.v. Stanisław Bartus [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. I, nakł. PAU, Kraków 1935, s. 332-333.