Telefon i ja

Autorem utworu jest Jan Brzechwa

Postęp techniczny to rzecz nader osobliwa. Zdawałoby się, że ma on służyć wygodzie człowieka. A tymczasem coraz częściej staje się przyczyną jego udręki. Jeździło się niegdyś tramwajamni konnymi, funkcjonowały one regularnie. Teraz mamy tramwaje elektryczne, które raz po raz długim sznurem stoją unieruchomione wskutek ustawicznych awarii w elektrowni. Elektryczność - to wielka rzecz, a przecież nieszczęśni ludzie czekają na przystankach, marzną i klną. W dawnych czasach żaden koń tramwajowy nie zasłaniał się brakiem prądu. Człapał i wiózł wolniej, ale pewniej.
Ostatnio kupowałem koperty. Okazało się, że koperty są bez kleju. Na wyrażone przeze mnie zastrzeżenie ekspedientka oświadczyła rezolutnie:
- Jeźeli może być telegraf bez drutu, to i koperty mogą być bez kleju.
Oto skutki postępu technicznego.
Ludzie wymyślili nie tylko telegraf bez drutu, ale i telefon bez drutu. U nas jak dotąd działa telefon z drutem. A raczej nie działa. Anglik Bell wynalazł go w tym celu, żeby ludzie mogli porozumiewać się na odległość, ale nie przewidział dalszego postępu technicznego. Nie przewidział stacji automatycznych.
W każdym mieszkaniu znajdują się pewne przedmioty zupełnie bezużyteczne, jak np. szklane kule z kolorową spiralą w środku. Służą one do ozdoby. Mój aparat w bakelitowej obudowie ze słuchawką służy także wyłącznie do ozdoby, gdyż nie mam z niego żadnego pożytku.
Po nakręceniu pierwszej, drugiej, a najdalej trzeciej cyfry rozlega się sygnał. No i jak tu połączyć się z numerem sześciocyfrowym.
Ostatnio, bez względu na to, jaki numer nakręcam, łączę się stale z tą samą panią. Naprzód próbowaliśmy różnych chwytów, żeby się od siebie oderwać. Po jakimś czasie z konieczności zaczęliśmy prowadzić rozmowy. Opowiedzieliśmy sobie wzajemnie nasze życiorysy. Wymieniliśmy między sobą przepisy kulinarne. Trudno przewidzieć, co z tego wyniknie, bo pani jest bardzo miła i pobrafi prowadzić zajmującą konwersację. Ale mnie przecież chodziło nie o nową znajomaść, tylko o ważną rozmowę z wydawnictwem.
Ja natomiast od wczesnego świtu odbieram telefony z zapytaniem, czy to szpital? Dzwonią zdenerwowani, często zrozpaczeni ludzie. Słyszę w słuchawce zbolałe głosy. I serce mi się kraje, że nie jestem szpitalem. Powodowany współczuciem udzieliłem kilkunastu porad lekarskich, aczkolwiek medycynę znam raczej tylko z widzenia. Przecież nie mogę odmawiać ludziom pomocy.
Innym razem połączyła się ze mną młoda osoba żądając kategorycznie Wacka, który z nią się umówił. I musiałem być Wackiem, bo młoda osoba nie chciała ustąpić.
Zacząłem rozumieć, jak powstaje znaczna część zatargów małżeńskich i konfliktów męsko-damskich.
Dzwoni powiedzmy jakiś pan Ignacy do swojej ukochanej Heli.
- Hela, to ty? Kochana... Nie poznajesz? To ja, twój Ignacy...
Ale w odpowiedzi dowiaduje się od niej, że jest ostatnim łobuzem i chłystkiem i żeby jej się nie pokazywał na oczy, bo dostanie wałkiem po głowie.
Koniec idylli!
Bo to była całkiem inna Hela i nie jej Ignacy do niej dzwonił.
Po prostu telefon źle łączył.
A zresztą - co tu ukrywać. Ignacy nie jest postacią fikcyjną. Ignacy to ja.

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności.
ROZUMIEM