Julian Ejsmond (urodzony 26 lutego 1892 w Warszawie - zmarły 29 czerwca 1930 w Zakopanem) to polski bajkopisarz, poeta, prozaik i tłumacz, pasjonat łowiectwa a także oficer Wojska Polskiego i pracownik Ministerstwa Rolnictwa II Rzeczypospolitej.
Julian Ejsmond – biografia skrócona
Przyszły literat urodził się w Warszawie. Ojciec, Franciszek Teodor Ejsmond, był wysokiej klasy malarzem. autorem m.in. realistycznych obrazów rodzajowych z życia polskiej wsi oraz scen z dziećmi (np. Miłość macierzyńska) oraz scen polowań. Matka, Maria, była córką uczestnika Powstania r. 1863, dramaturga, autora powieści i publicysty Juliana Wieniawskiego ps. Jordan.
Ejsmond debiutował jeszcze jako dziecko. Gdy miał jedenaście lat, napisana przezeń bajka została anonimowo wkomponowana w wierszowany felieton redaktora Kuriera Warszawskiego Edwarda Laskowskiego zatytułowany Bańki mydlane. W r. 1909 z pomocą rodziców Pisarz wydał w warszawskiej oficynie K. Kowalewskiego swój debiutancki, liczący 32 stronice, tomik Wiersze. W r. 1911 ukończył naukę w Gimnazjum generała Pawła Chrzanowskiego. Egzamin dojrzałości zdał natomiast w V Gimnazjum Rządowym w Warszawie. Rok później rozpoczął studia polonistyczne na UJ. Po wybuchu wojny przeniósł się na działający w zajętej przez wojska niemieckie stolicy Uniwersytet Warszawski. Ejsmond łączył naukę z działalnością publicystyczną i literacką. Ukazywały się drukiem nie tylko felietony i drobne poezje, lecz także pierwsze przekłady wierszy łacińskich (m.in. na łamach Tygodnika Ilustrowanego (lata 1911-1913, zatem jeszcze przed wybuchem wojny), Kuriera Warszawskiego (1913-1916), Bluszczu (od 1915 do 1918), Kuriera Lwowskiego (1914-1917)). W latach 1919-1918 Ejsmond publikował także w związanym z przyszłymi Skamandrytami piśmie Pro arte et studio.
Jeszcze w r. 1916 przerwał naukę. Niebawem zaciągnął się do 3. Pułku Legionów. Otrzymał tam wkrótce stopień oficerski. Już po I wojnie światowej, w r. 1919, pojął za żonę pielęgniarkę Janinę Scheinkönig. Również w r. 1919 władze odradzającej się Polski wysłały Pisarza do francuskiej szkoły wojskowej w Saint-Cyr. Ejsmond powrócił do kraju w r. 1920. Początkowo służył w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego, potem w pułku piechoty w Sejnach. Został odznaczony Krzyżem Walecznych.
W r. 1923 przeszedł do administracji cywilnej, obejmując kierownictwo Wydziału Prasowego Prezydium Rady Ministrów. W r. 1924 przeniesiono go do rezerwy. Dwa lata później, w r. 1925, objął referat łowiectwa w Ministerstwie Rolnictwa. Zajmował się redagowaniem wydawnictw, czasopism i kalendarzy dla myśliwych (Przegląd Myśliwski, od r. 1924 wychodzący jako Przegląd Myśliwski i Łowiectwo Polskie, w l. 1926-30 Łowca Polski, ponadto Ilustrowany Kalendarzyk na t. 1926 a także Biblioteka Przygód Myśliwego i Kalendarze Myśliwskie na 1928, 1929 i 1930 r.). Oprócz tego, Ejsmond wraz ze Stanisławem Błonarowiczem opracował Prawo łowieckie z komentarzami (1928). Był to zwięzły, przejrzysty i praktyczny komentarz do rozporządzenia Prezydenta RP o prawie łowieckim z 3 XII 1927 r. W r. 1930, nakładem Ministerstwa Komunikacji wydano broszurę reklamową i propagandową zarazem, mającą propagować turystykę łowiecką pt. Polska – raj myśliwski (w j. polskim, angielskim, francuskim i niemieckim).
Julian Ejsmond był entuzjastą łowiectwa i zapalonym myśliwym, uczestnikiem m.in. polowań rządowych w Puszczy Białowieskiej. We wspomnianych wyżej wydawnictwach zamieszczał odwołujące się stale do autentycznych zdarzeń i realiów polowań gawędy i wspomnienia z łowów. Wiersze, teksty satyryczne oraz opowiadania publikował także w innych czasopismach i tytułach prasowych, np. w Świecie (w latach 1919-1930), Kurierze Porannym (1922-29), Kurierze Warszawskim (okres od 1922 do 1930 r.). Przez pięć lat, począwszy od r. 1925 Ejsmond drukował także swe utwory w stałym, wychodzącym co miesiąc dodatku dla najmłodszych Kurier Warszawski – Dzieciom (był zarazem jego redaktorem). Utwory Pisarza ukazywały się ponadto w Tygodniku Ilustrowanym (1922-1930), Gazecie Porannej (od 1924 do 1930 r.) oraz w Wiadomościach Literackich (lata 1924-1930).
Należał do Polskiego PEN Clubu oraz do Związku Zawodowego Literatów Polskich (ZZLP). Od r. 1923 zasiadał w mającym siedzibę w Warszawie Zarządzie ZZLP oraz jego Komisji Propagandy Zagranicznej. W r. 1929 za dorobek przekładowy został uhonorowany Nagrodą Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich.
Julian Ejsmond zmarł 26 czerwca 1930 r. w Zakopanem. Przyczyną śmierci były obrażenia doznane w wypadku samochodu, którym kilka dni wcześniej odbywał wycieczkę nad Morskie Oko w Tatrach. Była ona zorganizowana na zakończenie odbywającego się w Warszawie międzynarodowego kongresu PEN Clubów.
Poeta był bliski środowisku Skamandra (stąd np. publikacje we wspomnianym już piśmie Pro arte et studio). Tworzył liryczno-nastrojowe tomiki poetyckie a także pomysłowe, wesołe bajki (Bajki i prawdy z r. 1912, Miłość wieczna z r. 1922, Bajki opublikowane w r. 1927, W słońcu z r. 1931, Psia dola z r. 1932 oraz zbiór Stół i nożyce wydany w r. 1935).
W prozie Ejsmonda przeważała tematyka łowiecka. Zajmował się nią z wielką pasją i zamiłowaniem zarówno jako publicysta, jak i jako pisarz. Świadectwem tego są wspomnienia i opowiadania myśliwskie, np. opowieść Wielkie łowy królów polskich z r. 1926, wydane w r. 1927, przełożone trzy lata później na j. francuski W puszczy a także Żywoty drzew z r. 1929 i wydane również w r. 1929 Moje przygody łowieckie.
Spośród utworów dla najmłodszych popularne stały się Baśń o ziemnych ludkach z r. 1914, W zbożu oraz Opowieść o Janku Kominiarczyku i o dymiącym piecu Króla Stasia (obie z r. 1925) a także Patrząc na moich synków. Dziecięcy światek (wydane już post mortem, w r. 1931). W r. 1915 Oprócz tego, Poeta zredagował i opatrzył wstępem wydaną przez Gebethnera i Wolffa Antologię bajki polskiej.
Ejsmond przekładał ponadto klasyków poezji antycznego Rzymu: Owidiusza (Sztuka kochania z r. 1922), Swetoniusza, (Żywot Nerona z 1925 r.) Propercjusza i Petroniusza a także wiersze łacińskie Jana Kochanowskiego oraz Macieja Kazimierza Sarbiewskiego (Sarbieviusa), najwybitniejszego poety XVII w. piszącego po łacinie. Za tłumaczenia z języka łacińskiego otrzymał już w r. 1919 nagrodę Ministra Kultury i Sztuki. Przygotował tłumaczenia opowiadań Gabriela D’Annunzio (Dziewicza ziemia, 1914) oraz tom Polska w pieśniach cudzoziemskich (1915, znalazły się tam przekład wierszy o Polsce poetów łacińskich a także np. włoskich, francuskich czy rumuńskich).
Julian Ejsmond: „jest coś słoneczniejszego ponad samo słońce”
Najwcześniejsze lata
Przyszły tłumacz Sarbiewskiego i nowelista myśliwski przyszedł na świat 26 lutego roku 1892 w Warszawie. Ojciec, Franciszek Teodor Ejsmond, herbu Korab (1859-1931) był malarzem. Matka, Maria Pia (1870-1957) była córką Juliana Wieniawskiego (1834-1912), ekonomisty, powstańca styczniowego, rolnika a jednocześnie pisarza i dramaturga posługującego się pseudonimem Jordan.
Ojciec i brat
Jak zwraca uwagę Witold Ziembicki (Polski Słownik Biograficzny, t. VI, Kraków 1948, s. 215), Julian Ejsmond urodził się i wychowywał w środowisku wysokiej kultury artystycznej, literackiej i w ogóle intelektualnej. W domu rodziców pojawiał się m.in. Sienkiewicz oraz krytyk literacki i teatralny, potem poseł na Sejm, Władysław Rabski.
Doskonałe wzory Julian znajdywał i to od najwcześniejszych lat w kręgu najbliższej rodziny: ojciec był bardzo dobrym i cenionym malarzem. Kształcił się w Szkole Rysunku i Malarstwa Wojciech Gersona, odbywał także studia w Monachium, gdzie jako absolwent Akademii pracował przez piętnaście lat, zyskując rozgłos i uznanie. Nabywców znajdywał nie tylko w Wiedniu i Berlinie, lecz także w Londynie, stolicy Rosji czy w Stanach Zjednoczonych. W r. 1894 otrzymał brązowy medal na galicyjskiej Wystawie Krajowej we Lwowie. Do Warszawy wrócił na stałe w r. 1897, angażując się w prace Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Był jej dyrektorem, potem prezesem i honorowym członkiem.
Malarzem był również młodszy brat Poety, Stanisław Ejsmond (1894-1939). I tym razem artystyczna atmosfera domu przyczyniła się do wczesnego rozbudzenia i rozwinięcia się talentu a wraz z nim zainteresowań kolekcjonerskich (motyle, znaczki polskie). Stanisław Ejsmond już jako dziecko był zaciekawiony sztuką. Kształcił się w warszawskim Gimnazjum generała Pawła Chrzanowskiego. Studia artystyczne odbywał głównie pod kierunkiem ojca. Formą uzupełnienia wiedzy były podróże po kraju oraz do Francji (Paryż, Riwiera Francuska). Swój pierwszy obraz, akwarelę „Sowa” wystawił w r. 1910 w galerii Zachęty w Warszawie. Zginął w czasie Kampanii Wrześniowej. Zajmował się wówczas zabezpieczeniem zbiorów galerii Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Szóstego bądź siódmego września 1939 r. wywiózł ze stolicy Grunwald i Kazanie Skargi Jana Matejki. 9 września, w trakcie przewozu tych płócien, został trafiony bombą niemiecką. Miało to miejsce w Lublinie.
Szkoły, wojsko i łacina
Podobnie jak brat, Julian Ejsmond uczęszczał do stołecznych szkół początkowych i średnich. Wcześnie, w postaci bajeczek, dał znać o sobie talent poetycki. W wieku jedenastu lat chłopiec napisał wierszowany list do Kuriera Warszawskiego. Dołączył doń jedną ze swych bajeczek. Redaktor Edward Laskowski (El) włączył i list, i wierszyk w publikowane wówczas przez siebie Bańki mydlane. Na życzenie rodziców Pisarza zachował tożsamość autora w tajemnicy.
Egzamin dojrzałości Twórca zdał w r. 1911. W pamiątkowej księdze zbiorowej swego rocznika maturzystów umieścił wiersz U wrót życia, opublikowany następnie w Bajkach i prawdach z r. 1912. Studia wyższe Ejsmond podjął na Uniwersytecie Jagiellońskim, zapisując się na polonistykę, wówczas wykładaną na Wydziale Filozoficznym uczelni. Studiował tam tylko do wybuchu pierwszej wojny światowej (lata akademickie 1912/1913 oraz 1913/1914). Słuchał m.in. wykładów Ignacego Chrzanowskiego a także zwanego „ozdobą Uniwersytetu” i „legendą Krakowa” księdza Stefana Zachariasza Pawlickiego CR. Po przerwie spowodowanej koncentrującymi się na ziemiach polskich działaniami wojennymi, skończył studia na Uniwersytecie Warszawskim. Wkrótce zgłosił się na ochotnika do odradzającego się Wojska Polskiego. Już w r. 1919 przełożeni zdecydowali, by wysłać go do słynnej, założonej jeszcze w czasach Napoleona Szkoły Wojskowej w Saint-Cyr (fr. École spéciale militaire de Saint-Cyr).
Po ukończeniu tej prestiżowej szkoły Poeta został zatwierdzony w stopniu podporucznika. Pierwszego czerwca 1921 r. służył już w Departamencie I Ministerstwa Spraw Wojskowych. Oddziałem macierzystym Ejsmonda był 79 pułk piechoty Strzelców Słonimskich imienia Hetmana Lwa Sapiehy. 3 V 1922 Pisarza zweryfikowano w stopniu porucznika (lokata 346 w korpusie oficerów piechoty, starszeństwo od początku czerwca 1919 r.). W r. 1923 odbywał służbę w Słonimie, w swej jednostce macierzystej, jednak w r. 1924 znalazł się już w rezerwie.
Jeszcze w r. 1919 pojął za żonę Janinę Scheinkönig, córkę Michała i Zofii de domo Pociej. Uzyskał też pierwszą przyznaną mu w odrodzonej ojczyźnie nagrodę literacką. Otrzymał ją od Ministra Kultury i Sztuki za przekłady poezji łacińskich Jana Kochanowskiego.
Bajki, łowy i wiersze
Po powrocie z Francji i zwolnieniu ze służby w wojsku w stopniu kapitana (Wikipedia podaje jednak, że miał tylko stopień porucznika), Julian Ejsmond zajął się przede wszystkim zawodową pracą pisarską. Duży wpływ nań wywierał krąg Skamandra. Był autorem bardzo wszechstronnym: pozostawił po sobie poezje, utwory dla dzieci i bajki. Wspomniane już przekłady z autorów antycznych i nowołacińskich należały do szerszego prądu klasycznego i humanistycznego (w tradycyjnym sensie) literatury epoki. Obok Ejsmonda, na tym polu aktywni byli m.in. byli np. Jan Kasprowicz, Ludwik Morstin, Józef Wittlin i Józef Birkenmajer. Powstały także wybitne, do dziś wysoko cenione i wykorzystywane np. przez naukowców, przekłady Platona autorstwa Władysława Witwickiego (zob. K. Czachowski, Obraz współczesnej literatury polskiej, 1884-1933, nakł. Państwowego Wydawnictwa Książek Szkolnych, Warszawa-Lwów 1934, t. III. s. 9, Czachowski zwie Ejsmonda „wytwornym tłumaczem poezji łacińskich” (Obraz…, t. I, s. 274)).
Autor Bajek i prawd skierował swą uwagę również na dziedzinę ciekawiącą go od dłuższego czasu a przy tym kryjącą niewykorzystany jeszcze przezeń potencjał jako źródło inspiracji i tematyki utworów. Chodziło rzecz jasna o łowiectwo. Zainteresowania Ejsmonda na tym polu rozwinęły się mocno, zataczając, jak pisze Witold Ziembicki, „szeroki krąg.” Przyniosły wiele materiału do twórczej pracy, sprawiły także, że Poeta zainteresował się publicystyką myśliwską. Wszystko to przyczyniło się także do zatrudnienia Pisarza w Ministerstwie Rolnictwa i Dóbr Państwowych (pamiętajmy, że ówczesna Polska była krajem przede wszystkim rolniczym, z ogromnymi lasami, w tym należącymi do znanych z dziejów Rzeczypospolitej przedrozbiorowej, wciąż wpływowych magnackich rodów takich jak np. Radziwiłłowie, Potoccy czy Zamoyscy). W ministerstwie Ejsmond zajmował stanowisko referenta do spraw łowieckich.
Praca w resorcie ułatwiła Pisarzowi wydanie propagandowej (dziś pewnie powiedzielibyśmy marketingowej) broszury adresowanej do zagranicznych odbiorców. Wydano ją po francusku (wówczas jeszcze język dominujący np. w dyplomacji), angielsku i niemiecku. Dotyczyła myśliwskich atrakcji II Rzeczypospolitej. Po polsku ukazała się w r. 1930 jako Polska – raj myśliwski. Co ciekawe, koła łowieckie przyjęły publikację z rezerwą. Pojawiły się głosy krytyczne, bowiem cele broszury (zw. sprzedaż cudzoziemcom tzw. „odstrzałów”) nie odpowiadały w pełni oczekiwaniom i polityce polskich organizacji łowieckich. Tym samym dążenie do pozyskania środków, tym dewiz z zagranicy, kolidowało – nie po raz pierwszy w dziejach Polski XX w. – z założeniami polityki wewnętrznej.
Niezależnie od kontrowersji i krytyki wywołanej treścią Raju myśliwskiego, pamiętajmy, że Julian Ejsmond był ważną postacią publicystyki łowieckiej. Już w r. 1923, zatem zaledwie dwa lata po zakończeniu wojny z Rosją bolszewicką, podjął się kierowania redakcją połączonych pism Łowiectwo polskie i Przegląd Myśliwski. Równolegle, w serii Biblioteka Łowiecka wychodziły monografie uznanych autorów. Sam pomysł wydawania Biblioteki zrodził się pod wpływem opowieści o krzyżowaniu się cietrzewi i głuszców i specyficznym zachowaniu takiego potomstwa. Celem było „objęcie [serią książek] życia wszystkich mieszkańców naszych borów i mszarów [czyli terenów zabagnionych, torfowisk - RM] , błot i pól” (J. Ejsmond, Wspomnienia myśliwskie, s. 109).
W r. 1924, gdy wznowiono publikowanie Łowca Polskiego jako organu Centralnego Związku Stowarzyszeń Łowieckich, Pisarz nawiązał współpracę z zoologiem i ornitologiem a zarazem myśliwym i podróżnikiem Janem Sztolcmanem. Redagowali razem Łowca…. Gdy Sztolcman zmarł w r. 1928, jego miejsce zajął prawnik i publicysta Walenty Włodzimierz Garczyński. Ejsmond współpracował z nim do 13 marca 1930 r. Jak zauważa np. Witold Ziembicki, czas gdy współredaktorem Łowca… był Poeta to okres ożywienia tytułu, zwiększenia ruchliwości oraz otrzymania ozdobniejszej szaty edytorskiej (PSB, op.cit., s. 215). W tych latach Pisarz wydawał również kalendarze myśliwskie: Ilustrowany Kalendarzyk na r. 1926 (znalazły się tam Bajki), następnie trzy roczniki Kalendarza Myśliwskiego (lata 1928, 1929, 1930). W roku 1929 autor Serca myśliwego został wiceprezesem Ligii Ochrony Przyrody.
Dystans i wspólnota
Spoglądając na życie i dorobek pisarski Juliusza Ejsmonda pamiętajmy, że tworzone w okresie międzywojennym dobra kultury, w tym literatury pięknej, docierały do różnych środowisk w różnym stopniu. Były też – czasem bezrefleksyjnie - kierowane do zróżnicowanych adresatów. Uczestnictwo w kulturze i jego formy (np. lektura pism dotyczących polowań, branie udziału w łowach lub ekskluzywnych grach typu tenis czy golf) zależało m.in. od miejsca w hierarchii społecznej i możliwości finansowych. Ze światem inteligencji i artystów, często szlacheckiego pochodzenia, sąsiadował, kokietowany np. przez elity władzy Sanacji, świat arystokratów, od wieków mocno związanych z także z łowiectwem (niegdyś swoistym przysposobieniem do wojny). Komunikacja między tymi środowiskami była specyficzna, poniekąd ograniczona, np. ze względu na odmienny sposób życia, mentalność, zainteresowania i funkcje w społeczeństwie. Ostatni ambasador Francji w II Rzeczypospolitej, Leon Noël, wspominał: „rezydencje jak Nieśwież księcia Leona Radziwiłła (…) lub sławny Łańcut, (…) posiadłość hrabiego Alfreda Potockiego, świadczyły o świetnej przeszłości. Sztandar w barwach rodu powiewał nad zamkiem gdy właściciel był [w nim obecny]. Armaty zdobiły podwórzec zamku nieświeskiego. W tej ogromnej posiadłości (…) znajdowały się tartaki, gorzelnie, szkoła łowczych (…). W Łańcucie, olbrzymim jak Wersal (…) ogromne stajnie [także z końmi do polowań – RM], wspaniałe pojazdy [w do dziś zachowanej powozowni z porożami i innymi trofeami na ścianach- RM] (L. Noël, Agresja niemiecka na Polskę, Warszawa 1966, s. 30 i n., cyt. za: Daria Nałęcz, Kultura Drugiej Rzeczypospolitej, KAW, Warszawa 1991, s. 69).
Łowiectwo – podobnie jak np. malarstwo czy muzyka - potrafi łączyć nawet dalekie kraje i odległe kultury. Nieoczywistym świadectwem takich powiązań mogą być np. niedawno odrestaurowane malowidła w pustynnym zamku z czasów Umajjadów, leżącym w Jordanii Qasr Amra. Wśród nasuwających na myśl malarstwo rzymskie i hellenistyczne scen z życia dworskiego znajdziemy fresk przedstawiający sześciu władców składających hołd czy też pozdrawiających kalifa lub innego członka rodu panującego. Wśród tych „królów Ziemi” znajduje się Roderyk - ostatni władca wizygockiej Hiszpanii, zatem kraju na peryferiach Kalifatu. Oczywiście, znaczenie ma podbój jego państwa przez armię arabską, jednak pamiętajmy też o sławie króla wizygockiego jako myśliwego, który m.in. był mistrzem polowania z sokołami. Nie bez przyczyny na sąsiadujących z przedstawieniem królów ścianach zachowały się sceny tak miłych kalifom łowów. Niejeden z nich miał „serce myśliwego, [które] drży z rozkoszy miłosnej, a dusza rwie się do wiosennego lasu, gdzie brzmi pieśń głuszca, do złotych pól. (…) Człowiek obcy nigdy nie rozumie tego serca. (…) [Serca] które ma w sobie czasem słodycz dziecięcą, a czasami drapieżność dzikiego zwierzęcia” (J. Ejsmond, Serce myśliwego, op.cit.). „Każdy (…) myśliwy jest poetą” (idem, Wspomnienia myśliwskie, s. 110, por. także zamieszczoną tam, napisaną podczas powrotu pociągiem z wyprawy pieśń rozpoczynającą się od słów „Myśliwska ochoto,/ dniu łowów szczęśliwy!”). Można w tym miejscu przypomnieć, ze Pisarz kontynuował, podobnie jak np. Melchior Wańkowicz w Szczenięcych latach, łączącą pokolenia, zakorzeniającą w tradycji gawędę szlachecką, uwiecznioną mistrzowsko w Panu Tadeuszu. Nie bez przyczyny wątki łowieckie były obecne również w powstających jeszcze przed rokiem 1918 powieściach ziemiańskich, np. Sobolu i Pannie Józefa Weyssenhoffa.
Legislacyjny kłopot
Dużym, chyba zbyt dużym, wyzwaniem dla nie mającego ani specjalistycznego wykształcenia, ani praktyki prawniczej Twórcy okazało się przygotowanie projektu Prawa łowieckiego. Uchwalenie go było bardzo potrzebne nie tylko ze względu na utrudniającą racjonalne gospodarowanie lasami i zasobami przyrodniczymi niejednolitość przepisów zaborczych. Obowiązujące w byłym Królestwie Kongresowym i na ziemiach dawnego III rozbioru regulacje rosyjskie były przestarzałe. Ustawa pruska (Wielkopolska i Pomorze były aż do 1918 r. częścią Królestwa Prus) nie odpowiadała potrzebom odrodzonego państwa. Tylko Galicja miała własną, autonomiczną ustawę łowiecką z r. 1876, uzupełnioną i ulepszoną w r. 1896 przy udziale nie tylko b. dobrych prawników, lecz także doskonałych myśliwych (W. Ziembicki, PSB, op.cit., s. 216).
Tak samo jak w prawie cywilnym czy handlowym, stworzenie jednolitego, spójnego aktu prawnego dla podzielonego przez ponad 100 lat kraju było zadaniem trudnym. Należało umiejętnie uwzględnić w przepisach różnice klimatyczne i geograficzne między poszczególnymi obszarami państwa (np. Polesie a Pomorze czy np. Bieszczady). Niezbędna była wiedza ekspercka z zakresu biologii zwierząt, ekosystemów itp. (pamiętajmy o coraz szybszych w XX wieku postępach nauk empirycznych, w tym np. biochemii). Oczywiście Pisarz nie miał takich kwalifikacji. Mógł zwrócić uwagę na szatę językową, sposób redakcji przepisów, mógł też z powodzeniem koordynować prace. Jednak specjalistą z zakresu techniki prawodawczej, tym bardziej zoologii, nie był. Mimo to, podjął się prac nad ustawą łowiecką wychodząc z założenia, że lepszym posunięciem jest wprowadzenie niedoskonałych, ale jednolitych, nowych przepisów niż czekanie na lepszy, choć potrzebujący czasu, akt prawny. Zwiększałoby to bez potrzeby i tak znaczne trudności gospodarcze i społeczne kraju, którego środowisko naturalne było osłabione np. rabunkowym wyrębem drewna przez obce wojska w czasie I wojny i kłusownictwem (zwykle z biedy).
Rozporządzenie Prezydenta wprowadzające nowe Prawo łowieckie z 3 grudnia 1927 r. ogłoszono w Dzienniku Ustaw nr 110, poz. 934. Krytyka była dość nasilona, zwłaszcza ze strony Małopolskiego Towarzystwa Łowieckiego. Przygotowano zatem projekt nowelizacji, jednak napaść niemiecka we wrześniu 1939 r. przeszkodziła jego uchwaleniu i wejściu w życie.
Nieszczęsna wyprawa
Autor Bajek zginął nagle, mając zaledwie 38 lat, a przy tym będąc w pełni sił twórczych. Zjeżdżając znad Morskiego Oka szosą na Zakopane wypadł na ostrym zakręcie z auta (pamiętajmy o ówczesnych standardach bezpieczeństwa pojazdów a raczej ich braku, pasy bezpieczeństwa pojawiły się dopiero w połowie XX w. i to jako nieobowiązkowe). Skutkiem uderzenia w grunt było pęknięcie podstawy czaszki. Co prawda Pisarz wypadek przeżył, jednak zmarł po kilku dniach, 29 czerwca 1930 roku.
Został pochowany na warszawskim Cmentarzu Powązkowskim. Znajdujące się na wysokości 1359 m n.p.m. miejsce wypadku upamiętniono, nazywając je Zakrętem Ejsmonda. Dziś stanowi ono część Drogi Oswalda Balzera prowadzącej z ku Morskiemu Oku z Palenicy Białczańskiej. Ze względów bezpieczeństwa zakręt przebudowano.
Pozostawił dwóch synów: urodzonego w Saint-Cyr w r. 1920, zatem mającego zaledwie 10 lat w momencie śmierci ojca, Juliana oraz dwa lata młodszego ,urodzonego już w Polsce w r. 1922 Stanisława (zm. w 2009 r.). Po II w.ś. Julian zamieszkał w Szwajcarii. Został odznaczony francuskim krzyżem wojennym 1939-1945, zmienił nazwisko na D’Eysmond. Potomkowie obu synów żyją we Francji i w Szwajcarii. Imieniem Pisarza nazwano ulice w Gdyni i w Warszawie.
Spojrzenie na dorobek twórczy Juliana Ejsmonda
Jak zaznaczyliśmy w części biograficznej, autor Wspomnień myśliwskich, pozostając pod wpływem Skamandra, pisał utwory, które zaliczyć można do kilku kategorii. Są one gatunkowo zróżnicowane, obejmują bowiem wiersze miłosne, ballady, romanse, satyry i bajki a także felietony i opowiadania.
Za szczególnie cenne uznać trzeba wiersze takie jak choćby Moja poezja poranna. Ejsmond pozostawił po sobie również utwory mocno liryczne, np. z tomiku Miłość wieczna z r. 1922. Jak zauważa Witold Ziembicki, choć skłonny do smutku czy wręcz melancholii, w ostatnich napisanych i ogłoszonych przed nagłą śmiercią poezjach, Autor zdaje się osiągać pogodę ducha (PSB, op.cit., s. 215 ze wskazaniem na wybór poezji W słońcu wydany w r. 1930, już po śmierci poety).
Odnosząc się do liryki Pisarza, Kazimierz Czachowski zaznaczał, że jego talent poetycki jest „rzetelny, choć niekiedy grzeszy brakiem autokrytycyzmu (…). [Mimo to] był Ejsmond lirykiem, [lirykiem] szczerym, subtelnym, o duszy bardzo wyczulonej, czasami [nawet] naiwnie sentymentalnej, lecz w idealizmie swym głębokiej i wyjątkowo prawej”. Obcując z naturą, nie tylko jako myśliwy, „przeżywał serdeczne wzruszenia człowieka miłującego życie, ale o naturze skłaniającej się do melancholijnego smutku. (…) [Śmierć w wypadku] przecięła dalszy rozwój skromnego i cichego, lecz wybitnie zdolnego [!] poety” (K. Czachowski, Obraz…, op.cit., III, s. 330).
Do dorobku poetyckiego zaliczyć trzeba także tłumaczenia wierszy łacińskich Kochanowskiego (1919, kolejne wydanie, skrócone, zatytułowane Pod lipą Czarnoleską miało miejsce w r. 1930, zatem w 400-setną rocznicę urodzin autora Trenów) oraz innych polskich poetów tworzących po łacinie, zw. Macieja Kazimierza Sarbiewskiego (np. Tęsknota do ojczyzny błękitnej z r. 1924). W r. 1921 ukazało się tłumaczenie Sztuki Kochania Owidiusza, zaś trzy lata później Pieśni miłosne Petroniusza. Część przekładów drukowano w Skamandrze. Tam też ukazał się tekst Inwentarz kultury narodowej (nr 36/1925).
Bajki wychodzące spod pióra Ejsmonda pozwalają na zaliczenie do jednego z najlepszych jeśli nie uznania za najzdolniejszego następcę Jana Lemańskiego (W. Ziembicki, PSB, op.cit., s. 215). Zdaniem Kazimierza Czachowskiego, Bajki ze zbiorów wydanych w r. 1912 i 1927 odznaczają się „świeżą pomysłowością i szczerą poezją” (Obraz…, op.cit., I, s. 274).
W Bajkach i prawdach z r. 1912, tak samo jak w Bajkach wydanych w r. 1927 oryginalne pomysły łączą się humorem, nieraz wręcz ciętym, zwłaszcza gdy chodzi o utwory satyryczne. Wbrew wskazówce Ignacego Krasickiego by natrząsać się ‘z przywar, nie z osób”, humor ponosił niekiedy Ejsmonda za daleko. Wówczas satyra mogła łatwo, czasem może i niepostrzeżenie, przekształcić się w uszczypliwą ironię. Efektem takiej „transformacji” były spory i sprzeciwy, m.in. sprawa z myśliwym i ziemianinem Aleksandrem Przedrzymirskim. Pisarza spotkało nawet chwilowe zwolnienie z resortu rolnictwa.
Jako nowelista, Ejsmond koncentrował się na łowiectwie. Może zatem zaskakiwać, że choć tak wielką część jego dorobku literackiego stanowią utwory związane właśnie z łowami, nie należał do zawodowej elity myśliwych. Chodzi tu o strzelców zwanych po francusku «grands fusils», „wielkie strzelby” (W. Ziembicki, PSB, op.cit., s. 215). Podkreślmy, że miał wykształcenie stricte humanistyczne, począwszy od gimnazjum. Brakowało zatem usystematyzowanych, odwołujących się np. do zoologii, wiadomości o przyrodzie. Taka wiedza była bardzo użyteczna zarówno w teorii, jak i praktyce łowieckiej, tym bardziej w pracy wyższego urzędnika resortu rolnictwa. Braki w wykształceniu Poeta w praktyce wyrównywał i to całkiem skutecznie, posiłkując się przy tym zwłaszcza – przynajmniej gdy sięgał po pióro – intuicją i fantazją. Na tym właśnie opierał się np. gdy pisał o rysicy, która wraz z młodymi próbowała wydostać się z obławy łowieckiej. Czynił to tak przekonująco i autentycznie, jak gdyby urodził się i wychował w puszczy (ibidem). Ejsmond stale sięgał po nowe tematy, wciąż pojawiały się przecież świeże wrażenia i przygody związane z polowaniami. Inni myśliwi mogli traktować poszczególne epizody jako zwykłą codzienność, jednak talent Pisarza potrafił uczynić z nich tworzywo prawdziwych dzieł sztuki.
Jak pisał Kazimierz Czachowski, na tle twórców opisujących swe przygody i wrażenia łowieckie (np. Rok myśliwego Włodzimierza Korsaka czy O świcie Aleksandra Janty-Połczyńskiego), „[g]łęboką miłością przyrody, szczerością wzruszenia poetyckiego, barwnym humorem i dobrym polotem poetyckim wyróżnia się (…) Julian Ejsmond (…). Jak każdy rzetelny myśliwy jest w [swych] książkach Ejsmond odkrywcą nowych światów, choćby znajdowały się one w pobliskich ostępach leśnych, (…) na łąkach i polach. Cóż dopiero gdy myśliwym tym jest poeta, mający zdolność świeżego widzenia swiata a duszę wyjątkowo czułą i wrażliwą. (K. Czachowski, Obraz…, op.cit., t. III, s. 235-236). W literaturze myśliwskiej Ejsmonda i dziś może przyciągać uwagę „rzetelne umiłowanie przyrody i głębokie odczucie życia zwierząt i lasu” (K. Czachowski, Obraz…, t. I, s. 274).
Na polu opisu i kompozycji przewyższali go zapewne jedynie Józef Weyssenhoff (gdy chodzi o powieść) oraz pisarz-myśliwy Stanisław Zaborowski (W. Ziembicki, PSB, op.cit., s. 215-216, z zaznaczaniem, że Ejsmond jako poeta i nowelista stworzył jednak samodzielnie dział zdecydowanie oryginalny). Mimo to, w poszczególnych opisach wychodzących spod ręki Autora bardzo doświadczony myśliwy lub specjalista faunistyki dopatrzy się tu i ówdzie nieścisłości. Można jednak uznać je za dopuszczalne jako rodzaj licentia poetica. W żadnym razie nie umniejszają one walorów artystycznych poszczególnych utworów (ibidem).
Opowiadania myśliwskie ukazały się w książkach Wspomnienia myśliwskie oraz Moje przygody łowieckie z r. 1929 jak również w drobniejszych zbiorach (Nosił wilk razy kilka… z 1926 r., Zabobony myśliwskie z tego samego roku). Po nich pojawiły się bardziej złożone kompozycje. Początkiem zaplanowanego przez Ejsmonda cyklu było opatrzone przedmową Weyssenhoffa W puszczy. Opowieści o sercu zwierzęcym z r. 1927. W r. 1930 ukazał się jego francuski przekład zatytułowany En forêt. Przedmowę doń napisał Pierre Leheude. Druga cześć cyklu, Żywoty drzew. Druga księga „W puszczy” została opublikowana w r. 1929. Trzecia część, Księga wód, pozostała niedokończonym rękopisem.
Trzeba również zwrócić uwagę na widoczną w utworach dla dzieci Juliana Ejsmonda znajomość ich psychologii. Na wszechstronność talentu wskazuje umiejętność przemawiania do wyobraźni najmłodszych czytelników. Bardzo wcześnie, jeszcze gdy jej autor był studentem, ukazała się Baśń o ziemnych ludkach z r. 1914, wznowiona w r. 1929. W r. 1925 wydano w Płocku Opowieść o Janku kominiarczyku i dymiącym piecu Króla Stasia, rok wcześniej W zbożu. Opowieść o polnych szczurkach. W roku 1929 ukazały się we Lwowie chętnie nabywane przez rodziców Przygody wiewióreczki. Po śmierci Ejsmonda. w r. 1931 wydano staraniem wdowy po nim Patrząc na moich synków. Dziecięcy światek, zbiory wierszy Janek w puszczy oraz Mali myśliwi a także Bajkę o roześmianym Staśku.
Pisarz pozostawił po sobie m.in. wykończony rękopis Skarbiec myśliwego oraz rozmaite materiały i rozpoczęte utwory (np. drugi tom Bajek, zbiór felietonów wierszem i prozą, Poezje lityczne, monografie o bobrze i o słonce a nawet dzieje łowiectwa na ziemiach naszego kraju). Ze spuścizny tej jeszcze w r. 1935 udało się wydać zbiór bajek Stół i Nożyce. W r. 1939 ukazały się jako druk bibliofilski Perły liryczne (Kraków, F. Czerski).
dr Rafał Marek, 09.08.2025
Literatura:
Artykuł biograficzny w Wikipedii „Julian Ejsmond”, https://pl.wikipedia.org/wiki/Julian_Ejsmond (dostęp: 6.08.2025, stamtąd dane o służbie wojskowej).
Piotr Bajko, Ejsmond Julian (artykuł informacyjny), https://www.encyklopedia.puszcza-bialowieska.eu/index.php?dzial=haslo&id=653 (dostęp: 6.08.2025).
Kazimierz Czachowski, Obraz współczesnej literatury polskiej, 1884-1933, nakł. Państwowego Wydawnictwa Książek Szkolnych, Warszawa-Lwów 1934, t. I: https://sbc.org.pl/dlibra/publication/354409 (dostęp: 6.08.2025).
Kazimierz Czachowski, Obraz współczesnej literatury polskiej, 1884-1933, nakł. Państwowego Wydawnictwa Książek Szkolnych, Warszawa-Lwów 1934, t. III.; https://sbc.org.pl/dlibra/publication/351081 (dostęp: 6.08.2025).
Julian Ejsmond, Wspomnienia myśliwskie, Biblioteka Dzieł Wyborowych, Warszawa 1925, https://sbc.org.pl/dlibra/publication/24801/edition/34222/wspomnienia-mysliwskie-ejsmond-julian-1892-1930 (dostęp: 6.08.2025).
Jerzy Gos s.v. Ejsmond Julian [w:]: Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny, PWN, Warszawa 1984-85, t. I, s. 234.
Daria Nałęcz, Kultura Drugiej Rzeczypospolitej, KAW, Warszawa 1991.
Jadwiga Puciata-Pawłowska s.v. Ejsmond Franciszek [w:] Polski Słownik Biograficzny, tom VI, Polska Akademia Umiejętności, Kraków 1948, s. 214.
Barbara Tyszkiewicz s.v. Ejsmond Julian [w:] Współcześni polscy pisarze i badacze literatury. Słownik biobibliograficzny, t. II, Wyd. Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1994, s. 253-255.
Witold Ziembicki s.v. Ejsmond Julian [w:] Polski Słownik Biograficzny, tom VI, Polska Akademia Umiejętności, Kraków 1948, s. 214-216 (podstawowe źródło niniejszego tekstu).