Joseph Conrad — biografia, wiersze, twórczość

Joseph Conrad (Józef Teodor Konrad Korzeniowski, 1857-1924) był pisarzem angielskim polskiego pochodzenia, znany jest głównie z powieści Jądro ciemności i Lord Jim.

Joseph Conrad - biografia skrócona

Przyszedł na świat w rodzinie szlacheckiej, jego ojciec – Apollo Korzeniowski – zaangażował się w działalność konspiracyjną stronnictwa czerwonych. Z tego powodu cała rodzina znalazła się na zesłaniu w głębi Rosji, przebywając w l. 1862-1867 w Wołogdzie. Po śmierci rodziców Józef Korzeniowski mieszkał we Lwowie i Krakowie, pozostając pod opieką wuja, Tadeusza Bobrowskiego. W roku 1874 zdecydował się na emigrację z Polski, przez cztery lata żył w Marsylii i pływał pod francuską banderą, zaś od roku 1878 do 1894 służył w brytyjskiej flocie handlowej. Pływał do Australii, Indii Zachodnich oraz po morzach Archipelagu Malajskiego. W roku 1886 został kapitanem. Doświadczenia z czasów służby na statkach stały się tworzywem licznych utworów, tym cenniejszych, że Conrad ubogacał kanon przygodowo-egzotyczny literatury marynistycznej o liczne złożone znaczenia uniwersalne, zarówno filozoficzne jak i etyczne, symboliczne i mityczne. Przyczynił się też znacząco do wzrostu prestiżu społecznego zawodu marynarza.

W roku 1894 zamieszkał na stałe na południowym wschodzie Anglii. Odtąd zajmował się zawodowo wyłącznie pisarstwem. Współpracował i przyjaźnił się z pisarzami i krytykami literackimi Ford Madox Fordem i Edwardem Garnettem oraz szkockim politykiem, pisarzem i dziennikarzem Robertem Bontine Cunninghame Grahamem. Zmarł w położonym w okolicach Canterbury Bishopsbourne w hrabstwie Kent.

W dorobku literackim Conrada stale obecne jest przekonanie, że świat jest absurdalny, zaś słaby, zagubionym w nim człowiek podlega alienacji i izolacji, tak zewnętrznej jak i wewnętrznej (psychicznej). Można zatem powiedzieć, że Pisarz „wyprzedził” egzystencjalistów XX stulecia. Bohaterowie poszczególnych utworów próbują swą sytuację zmienić, z lepszym lub gorszym skutkiem, przez zaangażowanie się w służbę dla dobra wspólnego – dobra określonej społeczności i realizowanie jej wartości. Same wspólnoty są zróżnicowane, mamy do czynienia ze środowiskiem marynarzy, kolonizatorów nastawionych na budowanie imperium oraz polityków. Pisarz skupił się na wartościach etycznych, uznając je za mające najwyższą rangę w porządku aksjologicznym każdego człowieka. W związku z tym zajmował się dylematami moralnymi bohaterów w kontekście konfliktów ras i kultur oraz dysonansu między realiami a kreowanymi przez ludzi pozorami i fasadami. Daleki od ferowania jednoznacznych i kategorycznych ocen i wyroków, korzystał chętnie z ironii, stosował również zabieg literacki wielości punktów widzenia. Bohaterowie zwracają uwagę przede wszystkim swą bogatą i złożoną psychiką. We wczesnych utworach Conrad-Korzeniowski inspirował się dziedzictwem romantyzmu polskiego oraz prozą realistyczną Guy de Maupassanta, G. Flauberta, H. Jamesa i Iwana Turgieniewa. Jego twórczość ma charakter modernistyczny, Pisarz stosuje w niej konwencje literackie symbolizmu i impresjonizmu, nie stroni też od eksperymentów narracyjnych, wprowadzając mnogość narratorów, narrację pośrednią, skupioną wokół centralnego wydarzenia akcji oraz wielość punktów widzenia prowadzącą do pluralizmu ocen postępowania głównych bohaterów. Eksperymentalny charakter ma mnogość stosowanych technik narracji, achronologia i dygresje.

Szczególne miejsce w dorobku pisarskim Conrada - Korzeniowskiego zajmuje kreśląca romantyczną wizję honoru jako wartości najwyższej powieść Lord Jim (1900, przekł. pol. 1904). Jej fabuła obraca się wokół hańby, zaufania, wierności oraz budowania wewnętrznej odwagi i niezłomności przez tytułowego bohatera, który jako młody oficer marynarki handlowej nie zdołał pomóc pasażerom, a następnie zbiegł wraz z resztą załogi statku, pozostawiając rozbitków na pastwę losu.

Do najważniejszych utworów o tematyce morskiej można zaliczyć powieść Murzyn z załogi Narcyza (1897, wyd. pol. ukazało się w r. 1923) oraz opowiadania Tajfun z r. 1902 (przekład polski w r. 1926), Młodość (1902, wyd. pol. 1930) i Ukryty sojusznik (1912, wyd. pol. 1925). Podobna tematyka pojawia się również w opowieści autobiograficznej Smuga cienia z r. 1917, wydanej po polsku w r. 1925, zaś w 1976 zekranizowanej przez Andrzeja Wajdę.

Kolonizacji i imperialnym podbojom mocarstw europejskich w Afryce i Azji południowo-wschodniej poświęcone są powieści Szaleństwo Almayera z r. 1895 (wyd. pol. 1923 jako Fantazja Almayera), Wykolejeniec (1869, po polsku ukazał się w r. 1936), Placówka postępu z r. 1898 (przekład pol. w 1939), a przede wszystkim Jądro ciemności z r. 1902, wydane w naszym kraju w roku 1925. Conrad eksponował w nim całkowitą absurdalność działań kolonizatorów, którzy z pozoru realizując europejską misję cywilizacyjną („brzemię białego człowieka” Kiplinga) w istocie przynosili jej ujmę, brutalnie wykorzystując „kolorowych” tubylców. W Jądrze ciemności Pisarz przedstawił również upadek moralny rzekomo wyższego rasowo i cywilizacyjnie białego człowieka, w rzeczywistości owładniętego pierwotnymi, barbarzyńskimi instynktami, prowadzącymi do przemocy i krzywdy (pseudo-Prometeusz ujawnia zło swego serca, stając się prawdziwym „dzikim”, niszczącym życie społeczne innych).

Powieści i opowiadania polityczne Josepha Conrada krytykowały rozmaite patologie życia publicznego i środowisk władzy. W uznawanym za arcydzieło prozy powieściowej Nostromo (1904, wyd. pol. 1926) znalazła się nie tylko krytyka puczów militarnych i władzy sprawowanej w sposób tyrański, lecz również wszelkich działań politycznych będących wypaczeniem idei, które były lub miały stanowić ich uzasadnienie. Wydany w r. 1907 Tajny agent poruszał tematykę powiązań agentury rosyjskiej i anarchistów angielskich, zaś powieść W oczach Zachodu (1911, wyd. pol. 1925), polemiczna wobec poglądów Fiodora Dostojewskiego, wyszydzała tak bliski Rosjanom mistycyzm i irracjonalizm oraz towarzyszące im poczucie moralnej wyższości i przeświadczenie o dziejowym posłannictwie Rosji. W oczach zachodu stanowi zatem nie tylko krytykę samodzierżawia i rewolucyjnych spisków rosyjskiej inteligencji, lecz również czy nawet przede wszystkim rosyjskiej tradycji politycznej i ducha narodowego. W kwestiach polskich Joseph Conrad wypowiadał się wprost jedynie w przybierających formę żarliwych apeli adresowanych do polityków mocarstw Europy Zachodniej o odbudowę państwa polskiego esejach politycznych. Hołdem dla bohaterów powstań narodowych była odwołująca się do doświadczeń Pisarza wydana w roku 1925 nowela Książę Roman. Jej polski przekład ukazał się już trzy lata później. Polski etos narodowy doczekał się gloryfikacji w noweli Amy Foster (1903, wyd. pol. pt. Janko Góral w r. 1914). Nawiązania do polskiego dziedzictwa, zwłaszcza romantycznego, widać jednak w całej twórczości Korzeniowskiego, np. w powieści Lord Jim, w której bohater, złamawszy zasady etosu marynarza, poświęca całe życia na zrehabilitowanie się. Jako wyraz poczucia winy pisarza wobec ojczyzny interpretować można powieść Korsarz (1923, wyd. pol. 1925), której sędziwy bohater oddaje życie właśnie za swój kraj.

Conrad - Korzeniowski pozostawił po sobie również kilka powieści łączących elementy romansu rycerskiego, egzotykę i melodramatyzm z romantycznym wątkiem miłosnym. Centralne miejsce zajmują tu postaci kobiece i ich sylwetki psychologiczne (m.in. Los z r. 1913, wyd. po. w r. 1955, Zwycięstwo (1915, przekł. pol. 1927) oraz Złota strzała z r. 1919, wydana w naszym kraju w r. 1948).

Joseph Conrad: logika naszego postępowania jest zawsze na łasce ciemnych i nieprzewidzianych popędów.

Z patriotycznej szlachty

Teodor Józef Konrad Korzeniowski herbu Nałęcz urodził się 3 grudnia 1857 roku, zdaje się że w Berdyczowie na Ukrainie (metryka chrztu nie zachowała się). Był jedynym dzieckiem Apolla Korzeniowskiego i Eweliny z Bobrowskich.

Apollo Korzeniowski był poetą i dramatopisarzem, należał do ostatniego pokolenia romantyków; żarliwy patriota, obdarzony średnim talentem poetyckim, z przymusu parał się gospodarką w dzierżawionej wiosce, za to z zapałem pisał cięte sztuk i uprawiał poezję (R. Jabłkowska, Joseph Conrad…, s. 7-8). Stefan Buszczyński poświęcił mu wydane w roku 1870 studium Mało znany poeta. Gdy po trwających długi czas staraniach pojął za żonę pochodzącą z zamożnego ziemiaństwa Ewelinę Bobrowską, Korzeniowski szybko porzucił życie na wsi i został zawodowym literatem w Żytomierzu, nawiązując w związku z tym kontakty ze środowiskiem wspomaganym przez Józefa Ignacego Kraszewskiego (B. Koc, Joseph Conrad, s. 11). Postanowił również przyłączyć się, być może wzorem brata żony, Stefana Bobrowskiego – przyszłego naczelnika Rządu Narodowego – do stronnictwa „czerwonych”. Jego dramat Dla miłego grosza cieszył się powodzeniem i otrzymał nagrodę (ibidem, s.12). Apollo Korzeniowski miał poglądy demokratyczne, można go określić jako „chłopomana” w pozytywnym sensie tego słowa, szczerze popierał nie tylko zniesienie poddaństwa i nadanie ziemi włościanom, lecz uczynienie z nich pełnoprawnych obywateli (R. Jabłkowska, op.cit., s. 8). W Powstaniu 1863 roku zginął brat Robert, zaś w r. 1873 zmarł na zesłaniu w Tomsku drugi z braci Apolla, Hilary.

Wiosną 1861 Korzeniowski przystąpił do pracy konspiracyjnej prowadzonej w Warszawie, jednak już jesienią został aresztowany i osadzony w Cytadeli. Stefan Buszczyński podkreślał w swym studium o Apollu, że w toku śledztwa nie wydał nikogo (R. Jabłkowska, op.cit. s. 10). Cała rodzina została zesłana do Wołogdy. O ile wiemy, Józef Konrad, w roku 1861 czteroletnie dziecko, nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji, zwłaszcza że cały czas przebywał z matką i ojcem. Okres ciągłego przebywania z rodzicami, wizyt wuja na Ukrainie, zabaw z Józefinką i pierwszych prób nauki francuskiego to - jak wskazują wspomnienia Pisarza - najszczęśliwszy okres życia (B. Koc, op.cit, s. 12). Gdy zmarła matka po której wcześniej nie było widać oznak wyniszczającej ją choroby, siedmioletni chłopiec nie pojmował w pełni znaczenia śmierci, zaś skutki braku matki łagodziła w znacznej mierze obecność kochającej wnuka i pieczołowicie troszczącej się o niego babki, Teofili Bobrowskiej. W jej domu w Nowochwastowie miał zapewnioną opiekę tak rodziny, jak i traktowanej z szacunkiem służby oraz towarzystwo dzieci. Jak pisze Barbara Koc, niewątpliwie mógłby (…) powtórzyć te same słowa, które kreślił ręką prowadzoną przez matkę w liście do ojca adresowanym do Warszawy pamiętnej wiosny roku 1861: „Tatuńciu, mnie tu dobrze, biegam po ogrodzie” (B. Koc. op.cit., s. 13).

Rody Korzeniowskich i Bobrowskich co prawda nie należały do arystokracji, nie wywodziły się też z dawnych „królewiąt” kresowych, jednak Józef Konrad miał okazję spotkać się w dzieciństwie z goszczącym u jego wuja Tadeusza Bobrowskiego księciem Romanem Sanguszko (ibidem). Liczący 66 lat książę był bohaterem Powstania Listopadowego, w wyobraźni dziecka jawił się, zgodnie z opowieściami, jako człowiek bogaty, młody i piękny, tymczasem okazał się „okropnie stary”, a za sprawą kontuzji z czasów służby w armii rosyjskiej na Kaukazie całkowicie utracił słuch (ibidem, s. 13-14). Tadeusz Bobrowski gościa traktował z wielkim szacunkiem, gdy zaś mały Józef przypadkiem wyszedł ze swego pokoju i musiał ze wstydem podać księciu ubrudzoną atramentem rękę, wuj, próbując pokryć jego zmieszanie, powiedział by „nigdy nie zapomniał, że uścisnął dłoń księcia Romana Sanguszki” (ibidem). Conrad wspominał: Twarz jego [księcia Sanguszki] musiała być za młodu bardzo piękna. (…) Wydał mi się [jednakże] strasznie stary (…) Przerażała mnie nigdy przedtem nie widziana głuchota (…) a wuj powiedział poważnie: nie zapomnij nigdy w życiu, żeś uścisnął dłoń księcia Romana Sanguszki (cyt. za: ibidem). Goszczący księcia Tadeusz Bobrowski również był postacią wybitną – pierwszym wśród miejscowej szlachty magistrem utriusque iuris, człowiekiem szlachetnym, pozytywistą – orędownikiem pracy i gospodarności, trzeźwością zasad i sądów budził protesty brata i szwagra, oddanych całym sercem konspiracji (R. Jabłkowska, op.cit., s. 8). Pozostawił po sobie dwa tomy Pamiętników.

Przyszły pisarz zapamiętał na całe życie opowieści o wojennych doświadczeniach Sanguszki wraz z jego dewizą „z przekonania”, łącząc je z patriotyczną postawą i romantycznym bohaterstwem męskich przedstawicieli swej rodziny. Dziadek ze strony matki, Mikołaj Bobrowski wraz z Wielką Armią maszerował na Moskwę, przeżył też klęskę i odwrót wojsk francuskich. Dziadek po mieczu, Teodor Korzeniowski, służył jako oficer wojska polskiego w armii Bonapartego. Obaj dosłużyli się stopnia kapitana, a w r. 1830 wzięli udział w wojnie Królestwa Polskiego z Rosją. Myśleli nawet o wzięciu udziału w walce w okresie zesłania rodziny Pisarza. Aż do śmierci otaczali kultem Napoleona, a ich przywiązanie do walki zbrojnej najlepiej wyrażało zawołanie „siadać na koń i z szablą uderzać na wroga” (B. Koc, op.cit, s. 14-15). W domu Korzeniowskich szabla była nietykalną świętością, pamiątką i symbolem chwalebnej przeszłości patriotycznego rodu. Niczym relikwie traktowano też dyplomy wojskowe i ordery Mikołaja Bobrowskiego (ibidem). Patriotyczna atmosfera sprawiła, że mały Józef, chociaż niezbyt pojmował sens zachowania rodziców, chciał nosić tak jako oni czarne ubrania w okresie poprzedzającym powstanie, a ojca kochać tak samo jak uwielbiająca go Ewelina. Przebywając z zesłanym Apollem w Wołogdzie, pod dedykacją na fotografii przesłanej babce podpisał się jako „Polak-katolik i szlachcic Konrad” (ibidem).

Carska łaskawość

Ze względu na surowy klimat panujący w Wołogdzie, Korzeniowskim w roku 1863 pozwolono dzięki staraniom krewnych na przeniesienie się do Czernichowa na Ukrainie, gdzie w roku 1865 na gruźlicę zmarła Ewelina. Po jej śmierci Apollo żył w samotności, stronił od ludzi, żyjąc tylko z synem. Bardzo wiele czytali, ojciec przekładał Szekspira, pisał też wydane w roku 1864 w Lipsku studium o relacjach polsko-rosyjskich Polska i Moskwa (R. Jabłkowska, op.cit., s. 10). W roku 1900 Conrad-Korzeniowski pisał o matce do recenzenta oficyny Fisher Unwin, Garnetta, iż z pewnością była niezwykłą kobietą. Jej listy do ojca i do jej braci (…) były dla mnie rewelacją; nie zapomnę nigdy podziwu, zadowolenia i niewypowiedzianego żalu spowodowanego mą stratą (zanim mogłem ją docenić), którą wtedy dopiero pojąłem ( cyt.za: B. Kocówna, Lord Jim…, s. 101).

W maju 1867 roku Apollo Korzeniowski został ułaskawiony i zwolniony z zesłania mocą ukazu carskiego dotyczącego aresztowanych w związku z udziałem w Powstaniu Styczniowym. Oprócz tego, ze względu na bardzo zły stan zdrowia otrzymał w drodze łaski od księcia Golicyna paszport na roczny wyjazd z synem na Maderę i do francuskiego Algieru by tam podratować zdrowie. Paszport ten miał już niestety jedynie walor kurtuazyjny – postępów gruźlicy nie udało się cofnąć. Mimo to, dla syna dokument miał znaczenie symboliczne, stanowiąc przepustkę do innego świata. Stał się zatem rychło okazją do marzeń o dalekich podróżach. Mały Józef wodząc palcem po mapie Afryki znalazł miejsce, do którego miał wyjechać z ojcem, zainteresowała go też biała plama w centrum kontynentu oznaczająca terra incognita. Chłopiec bez namysłu i z wielką pewnością siebie oświadczył, że gdy dorośnie pojedzie właśnie tam. Fakt ten opisywał po latach w książce Ze wspomnień, oświadczając przy tym ironicznie, że ów „grzech zuchwałości dziecinnej” musiał spaść na jego dorosłą głowę. Chodziło oczywiście o wyprawę w górę rzeki Kongo.

W roku 1868 udało się uzyskać zezwolenie na wyjazd do Lwowa. Korzeniowscy nie bawili tam długo, gdyż Apollo nie czuł się dobrze w kręgach miejscowej inteligencji, nastawionej pojednawczo i lojalistycznie względem Habsburgów. Zaproszony przez Stefana Buszczyńskiego, przeprowadził się niebawem do Krakowa, planując podjęcie pracy literackiej i dziennikarskiej. Na przeszkodzie stanęły jednak postępy gruźlicy. Ostatnie dni życia Apolla Józef Konrad opisał po latach w artykule Odwiedziny Polski (Poland revisited, Daily News 1915).

Urządzony w Krakowie w 1869 roku pogrzeb ojca Pisarza był manifestacją patriotyczną: za trumną szedł mający wówczas zaledwie 12 lat jedyny syn, za nim matka i pozostała rodzina i licznie zgromadzeni mieszkańcy Krakowa, zarówno znajomi Korzeniowskiego jak i obcy. Klepsydra informowała, że Apollo Nałęcz Korzeniowski po długiej chorobie nabytej w czasie męczeństwa w cytadeli warszawskiej i na Syberyi; opatrzony św. Sakramentami, mając lat 48, zakończył życie dnia 23 maja 1869 roku. Msza i obrzędy żałobne odprawiono o 10 rano w kościele św. Piotra (wg. reprodukcji klepsydry w: B. Koc, op.cit. s. 16).

Osierocony Konrad zamieszkał wpierw w krakowskiej pensji Ludwika Georgeona, następnie przeprowadził się do swej babki Teofili Bobrowskiej. Lekcji udzielał mu pracujący jako korepetytor Adam Pulman, wtedy jeszcze student medycyny, po latach sławny lekarz praktykujący w Samborze na Ukrainie. Wspólnie spędzali też wakacje, zwykle w Krynicy. Nad wychowaniem i kształceniem siostrzeńca czuwał stale, choć z oddali, wuj Bobrowski. W jednym z listów napominał Konrada by uczył się pilnie, gdyż inaczej nie będzie nigdy nic znaczył na świecie. (…); nakazywał, by wybierać nie to, co łatwe i zajmujące, a to, co pożyteczne, chociaż czasem trudne, (…) bo mężczyzna, który nic gruntownie nie umie, nie ma mocy charakteru i wytrwałości, nie umie sam pracować i kierować sobą. (…) (list z 8/20 września 1869 roku, za B. Koc, Joseph Conrad, op.cit., s. 18).

Droga w nieznane

Przez cały rok 1873 Józef Konrad mieszkał we Lwowie, na pensji męskiej Antoniego Sroczyńskiego. Przygotowywał się już do emigracji, decydując się na zawód marynarza. Jego wybór Tadeusz Bobrowski przyjął ze zdziwieniem, jednak zaakceptował go. Młodzieniec kierował się, o ile wiemy, przede wszystkim chęcią podróżowania; zafascynowany Dalekim Wschodem zamierzał poznawać obce krainy i cywilizacje. Pewną rolę odegrało również przypadkowe spotkanie grupy Anglików – zatem obywateli kraju z najpotężniejszą w tych latach marynarką i ogromnym imperium kolonialnym – podczas wyjazdu z korepetytorem do Szwajcarii. Młody szlachcic uznał, że jeśli tylko zechce może zostać tak dobrym marynarzem jak i oni (B. Koc. op.cit., s. 20).

Mając siedemnaście lat Konrad, przy wsparciu finansowym Tadeusza Bobrowskiego, wyruszył do Marsylii. Tam opiekowali się nim dwaj pracownicy francuskiej floty handlowej Wiktor Chodźko i Bapitistine Solara. Gdy młodzieniec wsiadał do pociągu na dworcu w Krakowie, wspomniany wyżej przyjaciel ojca Stefan Buszczyński zwrócił się doń z pamiętnymi słowami: pamiętaj, gdziekolwiek będziesz płynął, zawsze płyniesz do Polski. Nad Morzem Śródziemnym Korzeniowski czuł się doskonale, a ponieważ szybko i z łatwością pozbywał się nawyków szczura lądowego, lubili go tamtejsi piloci i marynarze. Monsieur Georges Był niezależny finansowo, szczery w stosunkach z ludźmi, chętnie widziany w towarzystwie. W Marsylii zaczęła się indywidualna egzystencja Konrada. Tu nauczył się trudnej sztuki manewrowania okrętem, do której odnalazł w sobie zamiłowanie i talent (B. Koc, op.cit. s. 24). Trzykrotnie płynął do Ameryki Środkowej, wpierw na Martynikę jako -pasażer- uczeń na pokładzie Mont-Blanc, potem jako praktykant, a w lipcu roku 1876 wyruszył do Indii Zachodnich już jako steward na pokładzie Saint-Antoine. Gościł u prowadzącego dom otwarty bankiera i armatora pana Delestang. U niego umieści też przesłany przez wuja Bobrowskiego roczny fundusz w wysokości 600 rubli. W liście do Galsworthy’ego z 8 maja 1905 roku napisze: In Marseilles I did begin life … It is the place where the puppy opened his eyes.

Coraz lepsza znajomość zawodu marynarza zaczęła przynosić pierwsze zarobki: jako steward otrzymywał 35 franków na miesiąc, za jednorazowe wprowadzenie statku z morza do portu płacono mu niemal trzy razy tyle, bo 100 franków (B. Koc, op.cit. s. 25). Mogąc liczyć na pomoc wuja, zdecydował zainwestować w zakup wraz z kilkoma wspólnikami niewielkiej feluki Tremolino (o problemach finansowych z tym związanych, napomnieniach wuja i rozliczeniach w Baku Galicyjskim pisze B. Koc, ibidem, s. 25-27). W Marsylii przyszły pisarz uległ również romantycznej miłości do nieznanej do dziś młodej i fascynującej kobiety. Atmosferę tych lat swego życia Joseph Conrad odmalował w Złotej strzale, której fabuła, jak sam podkreślał, opierała się na faktach. Powieść ta wiąże się również z epizodami ze Zwierciadła morza oraz nowelą Freja z Siedmiu Wysp (ibidem, s. 27).

Jako współwłaściciel wspomnianej wyżej feluki Tremolino Korzeniowski zaangażował się volens nolens w proceder przemytu broni, zapewne dla rewolucjonistów kolumbijskich i hiszpańskich karlistów. Być może kierowała nim ciekawość, a ruch karlistowski interesował o tyle, o ile popierała go jego ukochana (B. Koc, op.cit., s 29). Statek wiele razy umykał francuskiej straży morskiej, jednak nadszedł moment krytyczny i jedynym ratunkiem dla przemytników okazało się rozbicie Tremolino o skały. W Zwierciadle celowe zniszczenie feluki porównał do morderstwa, pisał, że ciąży mu na duszy ciągłym wyrzutem sumienia, od jednego ciosu unicestwiłem żywe, wierne serce.

Gdy po utracie statku Korzeniowski chciał ruszyć szybko w długi rejs, zajmujące się sprawami marynarzy Biuro de l'Inscription zauważyło, że jako poddany rosyjski mający powyżej 20 lat nie może służyć w marynarce francuskiej; co gorsza, ma obowiązek podjęcia służby na morzu w swym kraju (czyli w Rosji). Dodatkowym utrudnieniem był, być może wynikły z przeoczenia, brak zgody konsula rosyjskiego na wcześniejsze rejsy Konrada. Groziło to dotkliwą karą dla inspektora portu w Marsylii, który wbrew prawdzie deklarował w spisach, że Polak ma pozwolenie swego konsula (B. Koc, op.cit., s. 31-32). Wobec tak poważnych kłopotów, Korzeniowski próbował zaciągnąć się do marynarki USA, której eskadra stała wówczas w Villa-Franca. Nic nie zdziaławszy, postanowił, zapewne pod wpływem desperackiego impulsu, spróbować pomnożyć pożyczone od przyjaciela 800 franków w kasynach Monte Carlo. Niestety bez powodzenia. Krach finansowy i niepowodzenia osobiste sprawiają, że Józef Konrad celowo się postrzelił, jednak w taki sposób, by nie uszkodzić żadnego ważnego narządu, wskazuje to na zły stan zdrowia psychicznego. Rana była na tyle lekka, że już 24 kwietnia 1878 możliwa stała się podróż statkiem do Konstantynopola. Zawiadomiony o postrzeleniu i zapewne dobrze orientujący się w problemach zdrowotnych podopiecznego Bobrowski w ciągu trzech dni przybył pociągiem z Kijowa do Marsylii, spłacił długi, a nawet zwiększył roczną pensję Korzeniowskiego do 950 rubli.

W służbie Jego Królewskiej Mości

Encyclopaedia Britannica podaje, że ze względu na to, że jako marynarz w służbie francuskiej Conrad-Korzeniowski podlegał poborowi do wojska, w roku 1878 zaciągnął się jako marynarz (deckhand) na frachtowiec brytyjski Mavis płynący z ładunkiem węgla do Stambułu. Na jego pokładzie wrócił z Turcji do Anglii, wysiadając w Lowestoft w czerwcu roku 1878. Konrad po raz pierwszy postawił stopę na Wyspach Brytyjskich, niestety język znał wciąż słabo, zwłaszcza czynnie. Mimo to, zdecydował się pozostać w Anglii, odbył kilka lokalnych rejsów szkunerem Skimmer of the Sea, a już w październiku rozpoczął służbę jako zwykły marynarz (ordinary seaman) na kliprze (wool clipper) Duke of Sutherland, płynącym z Londynu do Sydney. Jego pensja wynosiła wtedy jednego szylinga na miesiąc.

W brytyjskiej marynarce handlowej Korzeniowski miał służyć przez 16 lat. W roku 1880 zdał egzamin na drugiego oficera brytyjskiej marynarki handlowej (second mate), zaś w kwietniu następnego roku zaciągnął się na pokład barku Palestine. Służba na tym statku okazała się o tyle ważna dla Pisarza, że dzięki niej po raz pierwszy pożeglował na Daleki Wschód. Rejs obfitował w trudności i zdarzenia, które stały się tworzywem jego późniejszej twórczości. Palestine, nie dość że nękana wichurami i przypadkiem staranowana przez parowiec, została porzucona przez sporą część załogi. Udało się jednak dotrzeć do Indii Wschodnich. Wtedy nastąpiło kolejne nieszczęście – zapalił się ładunek węgla, a załoga musiała opuścić pokład. Conrad-Korzeniowski wylądował na wyspie pod Sumatrą po 13 i pół godziny żeglugi w otwartej szalupie (zob. opowiadanie Młodość (Youth)).

Do stolicy Zjednoczonego Królestwa Korzeniowski wrócił parowcem pasażerskim, by we wrześniu roku 1883 zaciągnąć się jako oficer (mate) na pokład Riversdale. Dopłynąwszy do Madrasu, rozpoczął służbę na pokładzie stojącego w Bombaju Narcyza. Właśnie ta podróż stała się podstawą fabuły powieści The Nigger of the „Narcissus”. W tymże czasie Conrad pisze pierwsze znane i zachowane listy po angielsku, a pomiędzy rejsami uczy się do egzaminu dyplomowego (first mate’s certificate). 19 sierpnia roku 1886 zostaje poddanym brytyjskim, zaś trzy miesiące później zadaje egzamin na kapitana brytyjskiej marynarki handlowej i otrzymuje master mariner’s certificate.

W lutym 1887 roku Korzeniowski wyrusza jako first mate na pokładzie barku Highland Forest z Amsterdamu do Semarangu na Jawie. Jego pensja wynosi wtedy już siedem funtów. Kapitan statku – John McWhirr – stał się pierwowzorem bohaterskiego, lecz pozbawionego wyobraźni, kapitana parowca Nan Shan z powieści Tajfun. W Singapurze leży w szpitalu, kurując się po uderzeniu przez reję. Dopłynąwszy na Jawę, Pisarz zaciąga się na pływający między wyspami archipelagu południowoazjatyckiego parowiec Vidar, płynie wzdłuż brzegów Borneo i Celebesu. Obserwacje i doświadczenia zebrane w ciągu kilku pierwszych rejsów posłużą do budowy świata przedstawionego w pierwszych powieściach i kilku opowiadaniach. W roku 1887 Józef Konrad Korzeniowski kończy 30 lat. W związku z tym Tadeusz Bobrowski cofa całkowicie pensję roczną, konstatując przy tym, że wyprowadzenie p. Konrada na człowieka kosztowało 17454 ruble (B.Koc, op.cit., s. 148).

Zakończywszy służbę na statku Vidar, 24 stycznia 1888 roku Conrad nieoczekiwanie został po raz pierwszy w życiu kapitanem statku. Był to bark Otago, wypływający z Bangkoku do Sydney. Otrzymał pensję 14 funtów miesięcznie. Swe doświadczenia jako kapitan wykorzysta w The Shadow Line i Falk. Poprzedni kapitan Otago zmarł na morzu, a w chwili, gdy statek dotarł do Singapuru, miał za sobą 800 mil (1 300 km.) rejsu. Ze względu na cisze morską żegluga zajęła trzy tygodnie, zaś cała załoga oprócz Korzeniowskiego i kuka uskarżała się na wysoką gorączkę i malarię. Co gorsza, okazało się, że zmarły kapitan sprzedał niemal cały zapas chininy.

Między morzem a piórem

Korzeniowski powrócił do Londynu w lecie 1889 roku. Wynajął mieszkanie nad brzegiem Tamizy, przy ulicy Bessborough Garden, gdzie oczekując na rejs przystąpił do pisania Almayer’s Folly.

Niespodziewanie los związał go z zapamiętaną z dzieciństwa terra incognita, na miejscu której znajdowało się od roku 1885 „prywatne imperium” stworzone przez konsorcjum inwestorów z królem Belgów Leopoldem II na czele, czyli Wolne Państwo Kongijskie (État Indépendant du Congo). Zajmowało ono niemal całe dorzecze rzeki Kongo, odpowiadające granicami dzisiejszej Demokratycznej Republice Konga, za czasów Mobutu znanej jako Zair. W roku 1889, Kongo Leopolda II, de iure niezależne od Belgii państwo, było już dobrze znane w Europie jako obszar brutalnej polityki podboju i terroru gwarantującego maksymalną, rabunkową eksploatację gospodarczą kosztem miejscowej ludności.

Udając się do Afryki Conrad-Korzeniowski liczył przede wszystkim na spełnienie swych zrodzonych w dzieciństwie marzeń, dlatego czynił usilne starania o zostanie kapitanem parowca pływającego po rzece Kongo (cały jej górny bieg był dostępny dla tego rodzaju statków, by ominąć słabo żeglowny dolny bieg rzeki Belgowie wybudowali linię kolejową). Pomocy udzieliła mu zwłaszcza pochodząca z Belgii wujenka Marguerite Poradowska de domo Gauchet. To, co ujrzał i poczuł w Afryce pływając od 13 czerwca do 19 października 1890 roku parowcem Roi de Belges opisał w Jądrze ciemności. Sam tytuł odnosi się nie tylko do geograficznego i kulturowego serca czarnego lądu, lecz również do serca – schronienia i ośrodka zła, wszystkiego, co w człowieku szkodliwe, zepsute i wyzute z moralności. The Heart of Darkness to utwór będący również swego rodzaju sercem i korzeniem całej twórczości Conrada, jego wizji natury i egzystencji ludzkiej w świecie. Być może słowa „before the Congo I was a mere animal” są nieco przesadzone, jednak nietrudno zgodzić się z twierdzeniem, że afrykańskie doświadczenia były rzeczywiście przerażające, powodując tym samym szok psychologiczny i duchowy. Wołanie umierającego Kurtza „The horror! The horror!” to w istocie głos samego Pisarza. Obok ran psychicznych, Korzeniowski doznał w Afryce również uszczerbku na zdrowiu fizycznym – do śmierci zmagał się z atakami gorączki i podagrą (artretyzm, ang. gout). Pobyt w krwawym imperium Belgów trwał zaledwie cztery miesiące. Po powrocie do Anglii Pisarz odbył jeszcze kilka rejsów jako pierwszy oficer (first mate). Kres żegludze przyniosła śmierć w roku 1894 tak pomocnego w rozmaitych perypetiach wuja, Tadeusza Bobrowskiego .

Korzeniowski miał wtedy zaledwie 37 lat, był zatem człowiekiem młodym, lecz dysponującym wielkim bagażem ważnych doświadczeń. Poświęcił się odtąd pisaniu; wiosną roku 1894 wysłał Almayer’s Folly do londyńskiej oficyny Fisher Unwin, która wydała ją rok później. Wtedy też Korzeniowski przyjmuje pseudonim literacki Joseph Conrad, gdyż doświadczenie nauczyło go, że angielskie usta nie są w stanie poprawnie wymówić nazwiska Korzeniowski. Warto dodać, że zdobywając kolejne stopnie marynarskie, Pisarz przekonał się, że zawód, który z początku jawił się jako brama do życia pełnego przygód i okazji do heroicznych czynów, to trudna, pełna rutyny i codziennych kłopotów praca, a sailor isn’t an adventurer (B. Kocówna, Lord Jim…, s. 92). Wielką przygodą okazało się jednak życie w swej różnorodności i nieprzewidywalności.

Recenzujący rękopisy dla wydawnictwa Fisher Unwin krytyk Edward Garnett zachęcał Josepha Conrada do napisania kolejnej powieści, którą był powstały w roku 1896 An Outcast of the Islands. Umiejscowienie akcji obu dzieł w „egzotycznych” miejscach takich jak Archipelag Malajski sprawiło, że część krytyków i mniej zorientowanych czytelników zaliczyło Conrada (i to na długo) do kategorii twórców opowieści o egzotycznych, dalekich i tajemniczych z punktu widzenia przeciętnego członka europejskiej middle-class krainach. Taką opinię zdawały się potwierdzać kolejne utwory określane – tak samo mylnie – jako marynistyczne (Murzyn z pokładu „Narcyza”, Tajfun, Młodość a nawet Lord Jim).  W związku z miejscem akcji Murzyna. Korzeniowski jasno stwierdzał, że co prawda akcja dzieje się na morzu, lecz nie wynika z tego, że problem powieści jest problemem morza (the problem (…) is not a problem of the sea, it is merely a problem that has risen on board of a ship where the conditions of complete isolation from all land entanglements [nie znano jeszcze radia!] make it stand out with a particular force and colouring").

Ważnym wydarzeniem w życiu osiadłego już na lądzie Korzeniowskiego było wzięcie sobie za żonę w r. 1895 panny Jessie George, liczącej sobie zaledwie 24 lata córki londyńskiego księgarza. Doczekali się dwóch synów: Borysa Alfreda (ur. 15 stycznia 1898) i Johna Korzeniowskiego (ur. 2 sierpnia 1906 r.). Skąd kojarzące się z Rosją imię Borys? W liście do Anieli i Karola Zagórskich, Conrad wyjaśniał, że oparł się na zasadzie uznania prawa dwóch ras [t.j. narodów - R.M.]. Moja żona, reprezentując Ango-Saxów [czyli - mówiąc prościej – Anglików – R.M.] wybrała saksońskie imię Alfred. Ja byłem w ambarasie. Chciałem mieć imię słowiańskie, którego by nie można było przekręcić ani w wymowie ani ortograficznie, a także imię nie za trudne dla cudzoziemców. (...) Zdecydowałem się więc na Borysa, wspominając, że mój przyjaciel Stanisław Zaleski to imię dał najstarszemu synowi, tak więc Polak może go używać (list z 21 stycznia 1898 r., cyt. za: Z. Najder, Wstęp, s. XVII).

26 października 1898 Conradowie przeprowadzili się do tańszego w utrzymaniu domu na wsi Pent Farm pod Hythe w hrabstwie Kent. Wcześniej żyli w Stanford-le-Hope w hrabstwie Essex. W pobliżu mieszkał Ford Madox Hueffer, Henry James, Stephen Crane i Henry George Wells. W Pent Farm Korzeniowski mieszkał prawie dziesięć lat, właśnie tam powstała większość jego najlepszych dzieł. W roku 1904 Jessie George miała wypadek, a odniesione w nim rany kolan wywołały częściowe inwalidztwo. Również sam Pisarz stale zmagał się ze złym zdrowiem. długami i widmem biedy, pomocna okazała się zatem pomoc publiczna, np. spora jak na tamte czasy suma 200 funtów wypłacona w roku 1902 i 1908 przez Royal Literary Fund. Sytuacja finansowa rodziny poprawiła się dopiero w roku 1910, gdy już ukazały się powieści uznawane po dziś dzień za najlepsze: Lord Jim (1900), Nostromo (1904), The Secret Agent (1907) oraz Under the Western Eyes (1911). Gwarancją stałego dochodu była pensja Civil list w wysokości 100 funtów. Rękopisy zaczął kupować - za bardzo małe z naszej perspektywy sumy – amerykański kolekcjoner John Quinn. Powieść Chance ukazywała się w odcinkach w New York Herald (1912), znaczącym sukcesem finansowym okazała się też wydana w roku 1915 powieść Victory.

Joseph Conrad był człowiekiem bardzo wrażliwym, łatwo go było zranić i zirytować (wysoki neurotyzm?). Zwraca uwagę, że jeszcze w roku 1877 Tadeusz Bobrowski w liście do Stefana Buszczyńskiego pisał, że przyszły pisarz to nie jest zły chłopiec, tylko niezmiernie wrażliwy, zarozumiały, zamknięty a zarazem egzaltowany. (…) (cyt. za: B.Koc, op.cit., s. 33). Problemy zdrowotne, zwłaszcza skłonność do depresji, sprawiły, że w roku 1897 Pisarz zmagał się z poważnym kryzysem twórczym. W liście do Edwarda Garnetta z 29 marca 1898 r. ubolewał, że dzień w dzień pilnie i z namaszczeniem zasiada każdego ranka [do pracy], siedzi co dnia przez osiem godzin - i na siedzeniu się kończy. W ciągu tego ośmiogodzinnego dnia pracy pisze trzy zdania, które skreśla, zanim zrozpaczony wstanie od stołu (Z. Najder, s. XIX-XX).

Stale dręczyło go poczucie zagubienia w życiu, brak wyraźnego celu swej egzystencji. W liście do Edwarda L. Sandersona z 26 grudnia 1897 r. pisał, że życie mija i mijałoby jak sen, gdyby nie to, że nerwy napięte są jak struny skrzypiec. (...) Życie w szerszym sensie (razem z wieloma sporymi nadziejami) toczy się jak wózek bez resorów - a więc potrząsając straszliwie. Jest też prawdą, że nigdy nie umiałem powodzić. (...) Ty wiesz, dokąd jedziesz. Wielka to rzecz - doprawdy, wszystko! Ale ja nie wiem - nie wiem. (Z. Najder, Wstęp, s. XVI). Smutek a nawet rozpacz można dostrzec w listach do opowiadającego się za historycznym i etycznym optymizmem przyjaciela Roberta Cunninghame Grahama. Conrad twierdził, że między rządzoną prawami fizyki przyrodą a światem ludzkich idei i działań istnieje przepaść, zaś natura jest obojętna etycznie, a zatem nie można zjednać jej ani podłością ani szlachetnością (ibidem s. XVIII). Zdaniem Pisarza, tragizm człowieka staje się jasny gdy uświadomić sobie jego miejsce we wszechświecie, rozpaczliwie słaba jest też natura ludzka, podatna na wpływ tak tchórzostwa jak i głupoty. Grahamowi zarzucał naiwność, pisząc, że od ludzi oczekuje wiary, honoru i wierności prawdzie wobec siebie samych i wobec innych, że chce, by ludzie wszystkie te cechy posiadali, by wykazywali je codziennie. (...) Z goryczą dodawał, że szanujące się klasy, które podejrzewają Pana o tak zgubne pragnienia, aresztują Pana i chętnie by go rozstrzelały (...), bowiem Cunninghame'a czyni niebezpiecznym jego niczym nie usprawiedliwiona wiara, że pragnienia te mogą się spełnić. Pesymistycznie deklarował, że oto jedyna różnica między nami. Ja w to nie wierzę. A jeśli pragnę tego samego - nikogo to nie obchodzi. (list z 20 grudnia 1897 r., za: Z. Najder, Wstęp, s. XVIII-XIX).

Mimo słabego zdrowia, Józef Konrad pracował twórczo do końca życia. W kwietniu roku 1924 odmówił przyjęcia angielskiego szlachectwa (knighthood) zaofiarowanego przez premiera Ramsaya MacDonalda. Żona zanotowała, że zawsze niezmiernie dużo czytał, czytał wszędzie i wszystko co dostało się do jego rak, książki nie odkładał nawet na pokładzie statku. Domownicy musieli chować przed nim książki, gdyż każdą zabierał do siebie. Był doskonale oczytany w literaturze angielskiej i francuskiej (R. Jabłkowska, op.cit., s. 12-13). Nie opuszczało go poczucie odrębności narodowej w stosunku do „Anglosasów”. Wspomnienia o nim konsekwentnie zaznaczają, że wśród Brytyjczyków wyglądał „egzotycznie”, odrębny był też jego sposób bycia, widzenia i myślenia (B. Kocówna, Lord Jim, s. 99, która zwraca uwagę, że bawiąc w Zakopanem Conrad całymi dniami czytał Prusa, Sieroszewskiego, Wyspiańskiego i Żeromskiego). W roku 1901 pisał do dyrektora Biblioteki Jagiellońskiej Józefa Korzeniowskiego: Jest jasno wiadomym, że Polakiem jestem i że Józef Konrad są dwa chrzestne imiona, z których drugie używam jako nazwisko by mi mojego cudzoziemskie usta nie wykrzywiały (…). Nie zdaje mi się bym był krajowi niewierny dlatego, że Anglikom dowiodłem, iż szlachcic z Ukrainy może być tak dobrym marynarzem jak i oni i mieć coś do powiedzenia im w ich własnym języku. (cyt. za: B. Kocówna, ibidem, s. 100).

W roku 1914 przybył do Polski, gdzie zastała go wojna. W kolejnych latach kilka razy wypowiadał się w sprawach ojczyzny, m.in. przygotował memoriał złożony w Foreign Office oraz ogłosił szkic Zbrodnia rozbiorów. 

Joseph Conrad doczekał odrodzenia państwa polskiego. Zmarł na zawał serca 3 sierpnia 1924 roku w Bishopsbourne. Spoczął w Canterbury, na nagrobku wyryto nazwisko w polskim brzmieniu. Już po śmierci ukazały się dwie niedokończone powieści i tom szkiców.

Spojrzenie na dorobek pisarski Josepha Conrada

Joseph Conrad-Korzeniowski żył w czasach, które można określić mianem epoki politycznej i kulturalnej dominacji zamożnego mieszczaństwa i burżuazji inwestującej pieczołowicie skumulowany kapitał w dynamicznie rozwijający się przemysł. Oprócz Węgier i Polski, większość pisarzy europejskich wywodziła się z kręgów mieszczańskich i pisała właśnie o mieszczaństwie (Z. Najder, Wstęp, s. VIII). Korzeniowski zwykł, nieco żartobliwie, określać się mianem "polskiego szlachcica", jednak był nim w całej pełni, również w swej twórczości, stale kontynuował niektóre motywy treściowe a przede wszystkim wzorce moralne charakterystyczne właśnie dla polskiej kultury szlacheckiej pokolenia roku 1863. Najder pisze, że Conrad nie był entuzjastą haseł postępu (zatem przede wszystkim, jak się zdaje, poglądów lewicowych i socjalistycznych, mocno obecnych w Wielkiej Brytanii), był też niechętnie nastawiony do industrialnej cywilizacji miejskiej (z całym jej bagażem krzywdy i nędzy sąsiadujących z oszałamiającymi osiągnięciami cywilizacji i bajecznymi bogactwami). Pisarz był również negatywnie nastawiony do kapitalizmu z jego prymatem interesów ekonomicznych (zysk jako główne kryterium oceny czynów ludzkich, ekonomiczny utylitaryzm). Wielokrotnie podejmował problemy honoru , dobrego imienia i odpowiedzialności za innych, odwagi oraz przyjaźni dorosłych mężczyzn - współtowarzyszy służby wojskowej (Z. Najder, op.cit., s. IX ze zwróceniem uwagi na podobieństwa tak do Mickiewicza jak i Żeromskiego oraz wskazaniem, iż w Conradowskiej hierarchii wartości naczelne miejsce zajęły ideały wierności, obowiązku i tak bliskiego patriotycznemu ziemiaństwu honoru).

Za naczelny obowiązek każdego człowieka Pisarz uznawał pracę, ujmowaną konsekwentnie nie tyle w perspektywie li tylko utylitarnej, co w kategoriach moralnych. Praca to conditio sine qua non zachowania godności ludzkiej (Z. Najder, op.cit., s. IX). Nie trudno dostrzec, że podobnie jak u romantyków i części polskich pozytywistów, rachunek ekonomiczny, zwłaszcza bezpośrednia korzyść i zyski z inwestycji, schodzi na dalszy plan. Najder pisze, że Conrad przyczynił się i to zdecydowanie do literackiego "zdemokratyzowania" etyki rycerskiej, do uwolnienia jej od uwarunkowań klasowych i kastowych ograniczeń (ibidem ze wskazaniem na opisującą genezę i transformacje etyki rycerskiej pracę Marii Ossowskiej Ethos rycerski i jego odmiany, Warszawa 1973).

Henryk Zbierski określił Josepha Conrada jako bezpośredniego następcę Henry'ego Jamesa, współtwórcę powieści nowoczesnej (H. Zbierski [w:] W. Floryan (red), Dzieje literatur europejskich, t. 2/1, PWN, Warszawa 1982). W swej twórczości Pisarz stale i świadomie nawiązywał do realistów francuskich. Wyraźnie, lecz być może mniej świadomie i bez powoływania się na nią explicite, do polskiej literatury romantycznej (Z. Najder, op.cit., s. IX). Duży wpływ na Korzeniowskiego wywarł Iwan Turgieniew, którego bardzo cenił i Fiodor Dostojewski, którego szczerze nienawidził (ibidem). Autor Nostromo konsekwentnie określał się jako przeciwnik dogmatycznych założeń literackich, wszelkich "izmów" w sztuce. Nie trzymał się nawet własnych, autorskich form narracji i obrazowania, przede wszystkim dlatego, że pozostawał pod przemożnym wpływem dwóch bodźców: "artystycznego" i "problemowego" (ibidem, s. XI-XII). Conrad - Korzeniowski miał silne poczucie osobistej odpowiedzialności za kunszt pisarski, lecz poszczególne utwory, nie licząc kilku napisanych przede wszystkim ze względu na brak pieniędzy, np. Gospoda dwóch wiedźm, to próby rozwiązania problemów moralnych, politycznych i filozoficznych (ibidem, s. XII, z ciekawym spostrzeżeniem, że od roku 1911 aż do 1924, zatem już po "przepracowaniu" najbardziej palących zagadnień, słabnie nowatorstwo i czujność Pisarza, jednak wzrasta troska o kompozycję i styl, która towarzyszy skupieniu umysłowemu).

Wbrew brytyjskiej tradycji, Korzeniowski postrzegał powieść nie jako sprawozdanie z życia bohaterów, lecz dzieło sztuki sensu stricto, zatem wymagające starannej konstrukcji, analogicznie do poematu, tak aby każdy składnik prozy powieściowej był uzasadniony wewnętrzną potrzebą dzieła (Z. Najder, Wstęp, s. X). Sprawy uznawał za ważniejsze od bohaterów i ich środowiska, właśnie dlatego nie tworzył powieści psychologicznych i obyczajowych, zaś prozę historyczną wykorzystywał do interpretacji i kreacji, nie zaś rekonstrukcji czy kronikarstwa (por. ibidem). Konsekwentnie zabiegał o uczuciowe i intelektualne zaktywizowanie czytelników, a w konsekwencji wciągnięcie go m.in. dzięki ekscytacji poznawczej uzyskiwanej zabiegami formalnymi na polu narracji i unaocznianiem przedstawianych wydarzeń, w istotę problematyki, ukrytą za konkretną, na pozór "marynistyczną" bądź "przygodową" romantyczną fabułą (por. Z. Najder, ibidem, który pisze, że jego utwory nie miały być rozrywką [przynajmniej nie w sensie np. ówczesnej "przystępnej" i "ciekawej" powieści sensacyjnej i przygodowej, tak popularnej w Anglii i Francji - R.M.], ani przedmiotem spokojnej kontemplacji, lecz pobudką dla wzruszeń, wyobraźni i przemyśleń).

Program literacki Pisarza w zwięzłej formie znajdziemy w Przedmowie do Murzyna z załogi "Narcyza". Literaturoznawcy mówią tu zwykle o impresjonizmie, jednakże termin ów jest wieloznaczny, a przez to mylący (Z. Najder, op.cit., s. X). Współpracujący przez kilka lat z Korzeniowskim pisarz angielski Ford Madox Ford wspomina wspólne rozmyślania nad metodami pisania powieści określa co prawda siebie i autora Lorda Jima mianem "impresjonistów" jednak pojęcie to rozumie w inny sposób, niż np. krytyk amerykański Albert Guerard, oceniający Lorda Jima jako "pierwszą wielką powieść impresjonistyczną" (ibidem). Ford Madox Ford przez impresjonizm literacki rozumie przede wszystkim odtwarzanie wzruszeń, emocji i przeżyć, analogicznie do impresjonizmu w malarstwie. Guerard myśli o impresjach - wrażeniach, które nie są odtwarzane (u bohaterów) lecz wywoływane u odbiorców dzieła (ibidem, s. X-XI). Z pewnością Conrad pragnął docierać przez pisarstwo do tego, co istotne, przebić się przez warstwę pozorów do prawdy. Wiązało się z tym stosowanie symboli uwydatniających właśnie nieoczywisty i ukryty pod warstwą złudzeń i pozorów głębszy sens rzeczywistości (ibidem, s. XI).

Debiut pisarski Conrada wyprzedzał o dziewięć lat oficjalne wystąpienie, gdyż opowiadanie Czarny mat (The Black Mate), stanowiące pierwszy utwór literacki Korzeniowskiego, powstało zapewne w r. 1886, zaś pierwszy utwór drukiem - Szaleństwo Almayera - ukazał się dopiero w r. 1895. Może to wskazywać na wahania co do decyzji o zaangażowaniu się w karierę literacką (H. Zbierski, op.cit., s. 528).

Znamienna dla całego dorobku Josepha Conrada jest powieść Szaleństwo Almayera. Łączy ona tematykę prima facie awanturniczą i morską z psychologiczną analizą osobowości, która znalazła się wśród wrogich jej ludzi lub która musi stawić czoła siłom natury. Napięcie wewnętrzne Almayera, pozostające w związku z zerwaniem z córką - efekt sprzeniewierzenia się przez nią marzycielskim i nierealnym planom ojca - przypomina swym charakterem (jednakże nie tematyką) napięcia bohaterów Żeromskiego (H. Zbierski, ibidem, s. 528).

Co prawda Conrad przeciwstawiał się konsekwentnie kwalifikowaniu swych dzieł jako literatury morskiej, jednak bez osobistych doświadczeń służby na statkach jego osiągnięcia artystyczne nie byłyby chyba możliwe lub przybrałyby odmienną postać. Prawdziwe przygody Conrada, z których niejedną niemalże żywcem przeniesiono do jego twórczości, są nie mniej ciekawe niż fabuły jego utworów. Niemal całe życie Conrada było wielką przygodą. (...) [W]ędrówki po morzach otaczających [Indonezję i Malezję] oraz podróż do Konga, a nade wszystko słynny rejs na barku Otago (...), wszystko to wyraża jego dewizę "ryzyko bez awarii" (H. Zbierski, op.cit.,., s. 529-530). Zbierski pisze, że dewizę tę można również przenieść poniekąd i na teren techniki prozatorskiej: pisarz wprowadza narratora dysponującego wielką ilością wolnego czasu, dzięki czemu ich narracja przybiera często formę gawędy. Conrad jako pisarz ryzykował tu i to ryzykował wiele, jednak zwykle wychodził obronną ręką, przede wszystkim dzięki konsekwentnej kompozycji, podporządkowanej koncepcji głównego bohatera powieści (ibidem).

Za najważniejszą czy najlepszą powieść Josepha Conrada uznaje się albo Lorda Jima albo Nostromo. Zdaniem Zbierskiego Lord Jim najlepiej przedstawia nie tylko bogactwo techniki pisarskiej, lecz i centralny problem twórczości Pisarza - zachowanie się jednostki wobec skrajnie groźnej dla niej próby życiowej. Przyjęta w Lordzie Jimie narracja pozwala na, jak może się zdawać, nieskończone modyfikacje perspektywy pisarskiej. Służą one wzmocnieniu dystansu epickiego oraz relatywizują widzenie głównego bohatera i niektórych innych postaci. (Zbierski, op.cit., s. 530). Podobną rolę ogrywa nielinearny sposób operowania czasem (ibidem). Ukazywany przez pryzmat wielostopniowej narracji Jim pod koniec powieści jest wciąż "daleki" dla czytelnika, "dalszy" niż był na początku. Dzięki temu Conrad osiąga swój cel artystyczny - w poszczególnych charakterystykach Jima mamy wiele trafnych spostrzeżeń, jednak każdy obserwator-narrator wnosi również coś z samego siebie, dokonuje projekcji, tym samym sprawiając, że obraz Jima zdaje się być w coraz to mocniej spowity mgłą (Zbierski, op.cit., s. 532). Joseph Conrad kwestionuje tym samym możliwość pełnego poznania motywów postępowania człowieka i jego psychiki, symbolicznym wyrazem takiej postawy jest wypowiedź Marlowa: blask morza ,mnie oślepił i nie mogłem dojrzeć Jima wyraźnie, to już mój los, że go nigdy dojrzeć wyraźnie nie mogę (przekł. A. Zagórskiej cyt. za: Zbierski, loc. cit.). Jądro ciemności sięga najgłębszych pokładów zbiorowej świadomości ludzkiej, nadto w swej głębokiej ironii pokazuje atawistyczne i archetypowe związki i to związki bardzo silne i trwałe, kultur ludzi każdej rasy i każdej cywilizacji (H. Zbierski, op.cit., s. 530).

Kreślący panoramę społeczności Ameryki Środkowej a zarazem stanowiący ostrą krytykę panowania "interesów materialnych" Nostromo, choć mamy w nim archetyp wygnańca - lirycznego "ja' Conrada jako Polaka, to najbardziej angielska czy też najbardziej anglosaska powieść Pisarza. Conrad wykorzystał w niej rozmaite tradycje literatury angielskiej. Czerpał z Chaucera (technika prologu), z Szekspira (echa języka poetyckiego) i Charlesa Dickensa ("diagnostyczne" poszukiwanie źródeł zła, karykatura, groteskowo-konkretny realizm). Ironiczny sposób przedstawienia historii wskazuje na wpływy Lwa Tołstoja (H. Zbierski, op.cit., s. 534).

Gdyby przyjąć, że Conrad był również, nawet wbrew swej woli, a tym bardziej mimo deklaracji i protestów, pisarzem marynistycznym, to głównym argumentem przemawiającym za tą tezą jest Tajfun. Ważną rolę gra tu oczywiście człowiek, jednakże jego upór i pozbawione wyobraźni "przeoranie" tajfunu schodzą na drugi plan (H. Zbierski, op.cit,. s. 534). Nie wiemy czy takie było zamierzenie Autora, jednak artystyczna wymowa powieści sugeruje, że działanie człowieka to jedynie pretekst dla ukazania wrogości żywiołu i majestatu gniewu morza (ibidem).

Szkodliwość etykiet

Trudno zaprzeczać, że Joseph Conrad to pisarz angielski: wszystko co napisał z myślą o druku powstało w języku angielskim. Mimo to, gdy w roku 1929 we Francji ukazał się tom jego listów po francusku, na obwolucie znalazł się napis „Joseph Conrad, l’ecrivain français” (Joseph Conrad, pisarz francuski). Jest to tytuł zasadny, jeśli przyjąć, że do dorobku literackiego zalicza się również korespondencję. W roku 1964 w Oxfordzie wyszedł tom korespondencji Conrada po polsku, w przekładzie angielskim, jednak z charakterystycznym tytułem Joseph Conrad’s Polish Background. Już w roku 1904 jeden z krytyków pisze o Korzeniowskim jako o „polskim pisarzu w literaturze angielskiej”, a Gabriel Korbut w swej Literaturze polskiej zalicza go do pisarzy polskich (B. Kocówna, Lord Jim, op.cit., s. 86). Problem sięga końca XIX stulecia, gdy znajomość dzieł Conrada w Polsce była jeszcze nikła, na co wskazuje już samo to, że pierwsza notatka prasowa o nim ukazała się w krakowskim Przeglądzie Literackim dopiero w roku 1896, nr 11 (ibidem). W miarę obiektywne oceny jego prozy zaczęły pojawiać się dopiero w pierwszej dekadzie XX wieku, jednak już wcześniej „udało się” ogłosić krzywdzący wyrok o zdradzie i ucieczce z kraju, dezercji intelektualnej i pisaniu w obcym języku dla pieniędzy, o zaprzedanie talentu Anglosaksonom, którym ptasiego mleka nawet nie brakuje, dlatego że drożej płacą (Eliza Orzeszkowa za: ibidem, s. 87).

Fałszywe sądy oparte na pogłoskach i zniekształceniach są bardzo żywotne. Wciąż zwie się Conrada „pisarzem morskim”, choć głównym tematem jego dzieł jest egzystencja ludzka i ludzkie wybory, statek jest tylko sceną, nasuwającą na myśl nie tyle przygody rodem z Jacka Londona, co tragedie antycznej Grecji lub dramaty Szekspira. Podobnie rzecz się ma z rzekomą „egzotyką” Korzeniowskiego. „Dalekie kraje” są sceną i tłem przeżyć ludzkich o uniwersalnym charakterze, umieszczenie w nich „białego człowieka” pokazuje prawdę o nim, obalając mity i uproszczenia, zarówno idące w kierunku idealizacji Europejczyków – „ludzi cywilizowanych” typu Cecila Rhodesa jak i uwielbienia „szlachetnych dzikich”, tułającego się w kulturze europejskiej jeszcze od czasów opowieści misjonarzy, które rozwinął i przekształcił w duchu Oświecenia Rousseau. Conrad pokazuje, że zło i dobro są wszędzie w swej istocie takie same, takie same są lepsze czy gorsze wybory i takie same są ich konsekwencje, prawda jest zawsze jedna.

Kontrowersje w „starym kraju”

Pierwszy przekład Conrada na język polski z roku 1897 był podwójnie zakonspirowany: autor korzystał z pseudonimu, a tłumacz z kryptonimu M.G. (B. Kocówna, Lord Jim, s. 87). Mimo że Pisarzowi zależało na zapoznaniu rodaków ze swą twórczością, przekład ów, oceniany jako nie najszczęśliwszy, przeszedł niemalże bez echa. Bardzo duże zainteresowanie wzbudził niestety skandal spowodowany wystąpieniem profesora Wincentego Lutosławskiego, który rozpoczął publiczną dyskusję o - aktualnym mutatis mutandis również dziś - problemie „emigracji zdolności”. Lutosławski postawił nie tylko budzącą zdziwienie i opór tezę o braku potrzeby tamowania migracji do bogatszych i lepiej rozwiniętych krajów, lecz powołując się na kilka przykładów przekonywał, że emigracja najbardziej przedsiębiorczych i utalentowanych Polaków ma głęboki sens i jest niezbędna. Powołał się m.in. na opacznie rozumianą, ironiczną wypowiedź Conrada-Korzeniowskiego, który miał odpowiedzieć na pytanie Lutosławskiego o przyczynę pisania po angielsku następująco: Panie! Zbyt cenię naszą polską literaturę, abym do niej miał wprowadzać moją nieudolną fuszerkę. Ale dla Anglików wystarczają moje zdolności i zapewniają mi chleb („Kraj” 12/1898 za: B. Kocówna, Lord Jim, s. 88). Korzeniowski aż do śmierci zachował umiejętność pisania i mówienia po polsku, jednak najprawdopodobniej utracił całkowicie zdolność pracy literackiej i twórczej w ogóle w mowie ojczystej. Pamiętajmy, że jeszcze jako młodzieniec zaczął przebywać niemal wyłącznie wśród cudzoziemców, wpierw w Marsylii, a następnie w krajach, gdzie lingua franca był albo angielski albo francuski, który Conrad zresztą preferował w rozmowie. Był w pełni świadom i dobitnie zaznaczał, że był w stanie tworzyć literaturę piękną jedynie po angielsku, zaś Lutosławskiego spławił, nie zamierzając mu się tłumaczyć i zapewne licząc, że profesor filozofii pojmie to bez dodatkowych objaśnień.

Ostatecznie spór o „drenaż mózgów” wygrali przeciwnicy Lutosławskiego, Conrada zaatakowała jedynie Eliza Orzeszkowa. Jej atak był tak zacięty, że to właśnie jej przypisuje się wykreowanie negatywnej opinii o Korzeniowskim jako „dezerterze” literackim (B. Kocówna, op.cit., s. 88). Weźmy jednak pod uwagę ówczesny dostęp do informacji biograficznych. Lutosławski mylnie podał, że Conrad-Korzeniowski był emigrantem 1863 roku (sic!), zatem dodał mu przynajmniej 10 lat życia, w przeciwnym wypadku „powstaniec” miałby 6-7 lat. Orzeszkowa, opierając się na powadze profesora – zatem osoby przekazującej rzetelne informacje, mogła uznać że Józef Konrad opuścił Polskę jako dorosły, wykształcony człowiek, który nie tyle nie może co nie chce pisać w ojczystym języku i to albo ze wstydu (Polska jako zacofana kraina pozbawiona z własnej winy państwa) albo z wyrachowania (angielskie wydawnictwa znacznie więcej płacą). W takiej perspektywie oburzenie gorliwej patriotki, blisko związanej z Powstaniem 1863 r. jest w pełni zrozumiałe (ibidem., s. 89). Pomyłką Orzeszkowej miało być wysłanie do Korzeniowskiego osobistego listu, zdaje się jednak że chodzi o jej artykuł, który Pisarz mógł znać jedynie pośrednio, mylnie wspominając po latach o osobistej korespondencji, tym bardziej, że autorka Nad Niemnem nie pisywała napastliwych listów do nieznajomych (Z. Najder, Wstęp, op.cit., s. XXXV).

Rafał Marek, 27.01.2022
Literatura:

Artykuły encyklopedyczne:
Joseph Conrad [w:] Encyclopedia Britannica, 29 listopada 2021, https://www.britannica.com/biography/Joseph-Conrad
Congo Free State [w:] Encyclopedia Britannica, 27 września 2011, https://www.britannica.com/place/Congo-Free-State

Książki:
Róża Jabłkowska, Joseph Conrad Korzeniowski, Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych, Warszawa 1967.
Barbara Koc, Joseph Conrad, PWN, Warszawa 1989.
Barbara Kocówna, Lord Jim Josepha Conrada, Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych, Warszawa 1969.
Zdzisław Najder, [w:] Joseph Conrad-Korzeniowski, Lord Jim, BN II 188, Ossolineum, Wrocław et al, wyd. drugie zm., 1996, przekł. Aniela Zagórska.
Henryk Zbierski [w:] Wacław Floryan (red), Dzieje literatur europejskich, t. 2/1, PWN, Warszawa 1982.

Joseph Conrad — wiersze, utwory, twórczość

Joseph Conrad — interpretacje

Joseph Conrad — wydania

Epoka literacka: Młoda Polska