Czło­wiek ak­to­rem w te­atrze świa­ta. Roz­waż pro­blem i uza­sad­nij swo­je sta­no­wi­sko, od­wo­łu­jąc się do frag­men­tu utwo­ru Stefana Chwina Syn kamienia oraz do wy­bra­nych tek­stów kul­tu­ry.

Autorem opracowania jest: Piotr Kostrzewski.

Pierwszy cesarz Rzymu Oktawian August miał podobno zakrzyknąć na łożu śmierci: „klaszczcie przyjaciele, komedia skończona!". Ukazuje to, jak nawet najpotężniejszy człowiek ówczesnego świata postrzegał siebie w opozycji do rzeczywistości. Człowiek istotnie zdaje się aktorem na największej z możliwych scen, jaką jest świat. Wiele osób to przeraża, rozważają ten problem pod kątem wolnej woli i predestynacji. Można jednak spojrzeć na niego jako na zagadnienie miejsca człowieka w świecie. Wszyscy niesiemy za sobą bagaż doświadczeń wcześniejszych pokoleń, poddawani jesteśmy presji społecznej. Musimy kontrolować swoje zachowania, przyjmować właściwe pozy. Jesteśmy wiec aktorami w teatrze świata. Nasza rola nie jest jednak bolesnym brzemieniem, ona czyni nas silniejszymi. To dosyć kontrowersyjna teza, zapewne sprzeczna z bardziej liberalnymi poglądami. Przy pomocy trzech przykładów z literatury poniższa praca postara się ją jednak udowodnić. Będą to kolejno: Syn kamienia Stefana Chwina, Jądro Ciemności Josepha Conrada i Biblia.

Fragment Syna Kamienia pióra Stefana Chwina obrazuje strojącego miny przed lustrem Eryka. Młody chłopiec ćwiczy uśmiechy, aby zawsze sprawiać radość swoim przybranym rodzicom. Powierzchownie wydaje się to dosyć naiwne i smutnie kłamliwe. Chce on bowiem nauczyć się w istocie udawać przed rodzicami szczęście. Jeżeli jednak głębiej zbadać motywację chłopca, to nie jest nią oszukiwanie. Jego intencja to szczera wola wyrobienia pewnej postawy, czyli społecznej roli. Co więcej, Eryk spostrzega możliwość plastycznego oddziaływania na swoją twarz. To podstawa komunikacji między innymi, wyrażanie swoich emocji obliczem oraz panowanie nad tymi, które nami targają.

W istocie młody bohater dostrzega siłę drzemiącą w przyjęciu jakiejś postawy. Fascynuje go możliwość wpływania taką „dyscypliną zachowania” na swoje wnętrze oraz wnętrza na ową aktorską pozę wobec świata. Co więcej, odkrywa on, jak wielką siłą obdarzony jest człowiek panujący nad swoimi emocjami. Aktor w teatrze ma całkowitą władzę nad swoim ciałem i chociaż nie rozumie granej przez siebie roli, trzyma „na smyczy” całą widownię. Jak można rozumieć taki obraz człowieka-aktora w teatrze świata? Otóż przyjmowana przez człowieka poza to w istocie gorset jego własnych postanowień oraz rola społeczna. Bierze ona w karby prymitywne zachowania i emocje. Rozumieć ją należy jako formę dyscypliny, pozwalającej zachować pewność w kontaktach z innymi oraz kształtującą naszą postawę wewnętrzną.

Tak, Eryk odkrył gorzką prawdę o społeczeństwie. Nie można być w pełni sobą, by nie zrobić sobie albo komuś innemu krzywdy. Jako istota świadoma możemy jednak wybrać swoją „rolę”, dzięki temu zyskamy siłę. Odwraca to zupełnie problematykę Theatrum Mundi, obrazując człowieka nie jako „marionetkę”, a raczej przyjmującego swoje przeznaczenie artystę, który jednak czyni z niego narzędzie ekspresji i samodoskonalenia. To brzemię rozumieć należy jako normy społeczne, kulturowe i moralne.

Jądro Ciemności Josepha Conrada stanowi studium wewnętrznej bestii, uśpionej gdzieś na dnie tytułowego „jądra ciemności” ludzkiego ducha. Zarazem jednak obrazuje, jak pogardzany gorset cywilizacji hamuje nas przed rzuceniem się sobie do gardeł. Conrad odwraca tutaj filozofię „szlachetnego dzikusa” ostrzem w kierunku Rousseau i zadaje mu całkowity kłam. To właśnie moralne prawa oraz wypracowana przed dekady cywilizacja ogranicza popędy do barbarzyńskiej przemocy, zostały one bowiem stworzone jako przeciwwaga dla biologicznej formy zwierzęcego bytowania człowieka.

W kontekście Theatrum Mundi dzieło Conrada należy rozumieć jako pochwałę aktora i jego roli w świecie. Kurtz, chociaż początkowo przyjmował postawę wykreowaną przez normy cywilizacyjne, ostatecznie ulega grozie Czarnego Lądu. Porzuciwszy nakazy zachowania człowieka cywilizowanego, staje się kacykiem miejscowych plemion, które czczą go niczym boga. Po raz kolejny więc człowiek to nie marionetka w czyiś rękach, której wyznaczona odgórnie rola krępuje ruchy. To raczej istota potrzebująca dyscypliny oraz odniesienia w rzeczywistości poprzez przyjęcie jakiejś formy, swoistej „roli” społecznej. Conrad zwyczajnie pokazuje, co może stać się z człowiekiem po wyzwoleniu z takiego gorsetu moralnego. Tak rozumiana po raz kolejny dola aktora w teatrze świata nie jest tragiczna, a raczej niezbędna. Konieczna do zachowania dyscypliny oraz jakiejkolwiek formy.

Nowy Testament zawiera w Ewangelii św. Mateusza przypowieść Jezusa o talentach. Ta interesująca parabola uzmysławia wrodzoną wartość człowieka, stawia go również w roli zarządcy powierzonych mu dóbr duchowych. Jak wiadomo z treści przypowieści słudzy pewnego możnego pana dostali na przechowanie monety. Znając naturę swojego władcy, dobrze je ulokowali i pomnożyli, oddając mu większe sumy. Tylko jeden ze strachu zakopał swoje talenty, co pan odebrał jako stratę. Nauka tu zawarta mówi, iż Bóg obdarza człowieka pewnymi przymiotami, zaś on ma obowiązek je rozwijać.

Bardzo dobrze wpisuje się to w koncepcję teatru świata. Czyż bowiem nie jest to odgórnie narzucona rola dla każdego? Jednak Jezus nie postrzega obdarowania „talentami” jako formy ucisku, wielkiej zabawy żywymi marionetkami. To raczej droga samorozwoju, doskonalenia. Istotnie, można rozumieć takie ukształtowanie jako formę predestynacji. Biorąc na siebie jednak tę odpowiedzialność, stajemy się pożyteczni a przy tym coraz lepsi. Interesująca jest również konkluzja na temat formy narzuconej nam „roli". Bóg wydaje się w przypowieści dawać jedynie podstawy, z których człowiek musi jakoby sam sobie stworzyć „rolę". Następuje więc relacja Boga do człowieka i człowieka do siebie samego. Aktor staje się również swoistym częściowym reżyserem.

Człowiek jest bożym igrzyskiem. Te słowa Jana Kochanowskiego wyrażają niezwykle negatywne podejście do toposu Theatrum Mundi. Mielibyśmy być jakoby jedynie marionetkami, wiecznie podlegać odgrywaniu przedstawienia Wielkiego Reżysera. W rzeczywistości jednak należy zapytać alternatywę. Czy ta mityczna „całkowitą wolność” nie byłaby w istocie próżnią? My zaś, jako jedynie świadoma wola, co mielibyśmy z takiego istnienia? Tak rozważana „rola” człowieka staje się jego największym projektem i zarazem błogosławieństwem. Ratuje go bowiem od pustki wiecznego potencjału. Przekona się o tym każdy wraz z kolejnymi etapami swojego dorastania. W końcu bowiem wszyscy musimy przyjąć jaką rolę, nawet jeżeli ma to być buntownik.


Przeczytaj także: Określ, jaki problem podejmuje Bożena Chrząstowska w podanym tekście. Zajmij stanowisko wobec rozwiązania przyjętego przez autorkę, odwołując się do tego tekstu oraz innych tekstów kultury. Prawda i "zmyślenie" literackie

Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem. Bardzo dziękujemy.