Wyżej – o – wyżej! – podnieście głowy tych maszyn
niechaj oczami zahaczą o wklęsłe, złe nieba! –
– – – wygięły się jak paragraf, jak człek, co chce chleba
i rozparły się dumnie ponad domem naszym
i – władają – – –
wyżej – o – wyżej! – niechaj zawiśnie na grubym sznurze
Miłość, co zęby szczerzy do masy, jak wisielec!
– nam bez miłości hulać trzeba, nam trzeba śmielej
piąć się wciąż wyżej, wyżej – o wyżej, wyżej! – ku górze!!!
Gdy noce łkają
tam, w górze – wśród szumów ciemni mokrej, jak w lesie
ludzkie szkielety niech twarz obrócą do wichrów!
– niech gwiżdże Czas, jak burza–niech chłosta burych mnichów
oślizgłą rózgą pluchy, co się nad krzyże niesie
i czeka jasnych wyroków:
– – –! Sądźcie nas wichry, sądźcie nas słońca i ludzie
niech się Świat dobry zamieni w Czarną Przysięgę!
– jeno nie sądźcie według spleśniałej Praw Księgi
tej nocnej pracy, co się pod lasem trudzi –
– nie sądźcie mroku,
co pod skostniałem lasem szubienic
kopie wisielcem grób w mokrej ziemi dla – siebie –
– nie sądźcie tego robienia,
co was zawiesza w noc tę wyjąca pod niebem!
– nie sądźcie!!! –
Wyżej – o – wyżej! – spieszyć się trzeba z kopaniem,
bo tam, pod krzyżem – kończą już ludzie słuchanie
i idą tu – błogosławić Ból – miłowaniem – – –
i – na wzniesionym ku Bogu słupie
zawiesić Ciebie, złamane – dawne Serce!!! – – –
– – – i cóż tu zwlekać, gdy wyrok zamknął już księgę – ? –
– stań na stołku! – a okiem popatrz w Boga
i dźwięcz miłością, skostniały człeku, jak trwoga,
człeku, któremu kruki po serce sięgną – – –
– stań na stołku! – – – Miłość przeleci, jak szakal – – –
– nie zadrżyj ino! – – a gdy zgrzytliwie kręgosłup chrześnie
nie wspomnij o niej – o – kolorowem szczęściu,
o życiu ludzi, co gdzieś tam kwitną, jak maki!
– nie wspomnij ino! – ale się wypręż, jak zbrodnia!
i pianą śmierci wypluj przekleństwo, jak ogień
niech spali świat zły, który Cię podniósł, jak Boga
i – żeś miłował – zrobił se z Ciebie – trupią pochodnię! –
– zaklnij i mów piszczelami z ludźmi i z nocą,
z księżycem bladym, z trwogą szubienic
i z ciszą grobów, co w Imię Boże się zielenią
sprawiedliwością wciąż, jak szkieletem rzegocąc – – –
– zaklnij i – skonaj! – niechaj zastygnie na grubym sznurze
Miłość, co zęby szczerzy do masy, jak wisielec – ! –
– nam bez miłości hulać trzeba, nam trzeba śmielej
piąć się wciąż wyżej–wyżej–o–wyżej–wyżej– – – ku górze!
Źródło: Kolorowe słowa, Wojciech Skuza, 1932.