Przecież to proste – wielkie, czarne, jak plama: – czekam –
– gęste obłoki pachnących róż śmieją się w bzach
i filuternie tulą głów kolor w zieleń konwalji –
– – – czekam –
bukiet złożony z mąk mych, bezchlebnych dni, snów szali
drży–trwożnie–niesiony ręką Życia po miedzach–dniach–!–
co krok, opada z niego liść zwiędły, jak powieka –
– czekam – – –
śladem opadłych słów, znaczących przejście w pustkowiu
wrócić ma – ona – i owiać szeptem Dzień Miłości –
– śnię: Życie wtuli nas w pęki lat i szczęściem poniesie – ! –
Czekam – – –
i poco? toć ciężkie padło – ono – bezgłośne Słowo – – –
– kochałem Ją! – aż wśród róż kolcem zakwitł głosik:
„mnie inny pieści – a ty? – goryczą łkaj, jak Jesień – – –“
Źródło: Kolorowe słowa, Wojciech Skuza, 1932.