Trza się złożyć na zgrzebnej, wybrudzonej pościeli
i ku ustom przybliżyć rozognione usta
i miłością trza duszę niby słomę spopielić,
aż wyliże z pod ściany dosyć – niby pustka – – –
tęsknie drzewa za oknem roześkają się w szumie,
jakby chciały pogwarzyć z życiem, które nie śpi –
– sen – zmęczenie owionie ciała syte i stłumi
serca ludzkie, co chciały Miłość ucieleśnić.
przyjdzie potem świtanie i chałpa się rozwidni
ona ciało ku słońcu na płachcinie rozciągnie
i – jak kłosy pszeniczne pęcznieć będzie w tygodniach
aże żniwa nadejdą, aż kłoć spali się ogniem –
ziarno pójdzie do ludzi – w mokre, nowe zagony
i zadzwoni znów w słońcu szumny łan pszeniczny!
starą słomę rozrzucą dumne wichry po stronach –
czas się przejdzie po polach – i – zostawi kłos z niczem – – – –
Źródło: Kolorowe słowa, Wojciech Skuza, 1932.