Nasza ballada o suce w pokrzywach, złodziejach i ludziach

To na lewo, to na prawo – wciąż się ciska szczeniak-wiatr
wyszczekuje jakieś śpiewki – to wkręca się w sad, jak gad,

to wiruje, niby hulac – hań ucieka chyłkiem w las
i zakręca majdnie w trzcinę – ino stawu klaśnie mlask – – –

– ponad wsiami cichy wieczór porozłaził się, jak wszy
i nie gada słówek ciepłych – ale w kaptur wlazł, jak mnich

i spokoi przeżegnaniem ludzi, co se w sianie śpią
i mamroczą o złodziejach, co migają w noc nad wsią –

umawiają się pod lasem, że – gdzieś – sukę utłuc trza:
podejść cicho, zwabić mięsem–a gdy przyjdzie–w łeb ją trach!

– zaskowyczy – harknie pianą – i – poleci życie w świat –
jak z łańcucha pies urwany – za wiatrami pójdzie w ślad – ! –

a złodziejom już wśród ciemni nie przeszkodzi w braniu nikt,
gdy pod płotem się przestanie na łańcuchu suka wić – – –

wyjdą sobie chyłkiem z komór – niepoznani – w wolny świat
i będą se szli do drogi przez rozkwitły chłodem sad; –

a pod płotem będzie świecił bielą kości ludzki pies
i – już nigdy nie zawyje: „gospodarzu, złodziej jest!“ –

nie zaszczeka chrzęstem wichru–choć czuć będzie ludzki ślad–
choć o jakichś czarnych ludziach w drzewach gadał będzie wiatr.–

księżyc smutkiem się zachmurzy–od dróg mgłami buchnie kurz,
dźwiękiem wiosny sad spęcznieje i nasiąknie wonią róż

i łkał będzie, jak cmentarze ziemi mokrej chłodną pieśń,
aż wśród lilij zczerwienieje kolorowa, tłusta cześć

i – aż w inne, zimne noce gadać będzie ciemnią głusz,
ze złej suki rośnie szczeniak – będzie nowy, ludzi stróż –

–a–pod płotem, w chłodzie pokrzyw, szklić się będzie suka ta
i nie zbudzą ją już ptaki, co to wiosną zaczną grać –

ani wichry, co z nad śmietnisk chlebnych górą pójdą gdzieś,
ni robactwo, co z glistami wnet rozpocznie se ją – jeść – – –

– – – aż noc się rozleniwi – mgłą ją łechtnie jurny dzień –
i – słoneczko se zaśpiewa i zaglądnie w pustą sień –

i chichotem zbudzi ludzi, że wylezą z stodół, chałp
i – spotkają: pustki w domach – po komorach kupy miału –

będą płakać razem z rosą i perlić się będą łzy –
czasem ino ktoś ta zaklnie: „ha – tak strzegą, psiakrew, psy!“

Czytaj dalej: Nasz erotyk – Wojciech Skuza

Źródło: Kolorowe słowa, Wojciech Skuza, 1932.