„Obrona Sokratesa” to dialog, którego autorem jest Platon. Zamieścił on w nim trzy mowy, jakie Sokrates wygłosił w trakcie swojego procesu, który doprowadził do skazania go na śmierć. Zawierają one główne tezy jego obrony.
Spis treści
Platon napisał dialog „Obrona Sokratesa”, by przedstawić mowę obronną, jaką filozof wygłosił w trakcie swojego procesu. Odbył się on w Atenach w roku 399 p.n.e., a dotyczył oskarżenia Sokratesa o bezbożność i demoralizację młodzieży ateńskiej. Pismo Platona składa się z trzech części, czyli mowy obronnej Sokratesa, tego, jak skomentował on wyrok, a także mowy końcowej wygłoszonej już po tym, jak skazano go na śmierć.
Sokrates bronił się przed zarzutami, starał się mówić jedynie prawdę. Uznał, że oskarżenie to efekt wieloletnich kłamstw i oszczerstw, jakimi go obrzucano od dawna. Było to też efektem postawy filozofa, który poszukiwał prawdy dotyczącej mądrości, a jego poszukiwania ujawniały cudzy brak wiedzy czy kompetencji. Osoby powszechnie uznawane za mędrców poległy w dyskusji z filozofem, co przysporzyło mu licznych wrogów. Zarzucono Sokratesowi zarówno ateizm, jak i nadmierne zainteresowanie duchowością, ale taką, jaka nie została zaakceptowana przez państwo. Miał on też do tych nauk przekonywać młodzież, a zatem ją demoralizować. Sokrates przede wszystkim wykazał wewnętrzną sprzeczność tych oskarżeń oraz ich niespójność. Przypomniał, że nie udzielał formalnie nauk i nie brał za nie pieniędzy, gdyż inspirował go głos bogów.
Sędziowie jednak w głosowaniu uznali, że Sokrates jest winny. Miał on też możliwość wnioskowania o karę inną niż wyrok śmierci. On jednak z tego nie skorzystał, a zamiast tego zasugerował, że powinien być utrzymywany do śmierci przez państwo za swoje zasługi na polu filozofii. Sokrates nie prosił o litość jak inni oskarżeni i nie prosił rodziny, by się za nim wstawiła, gdyż uznawał to za hańbę. Ostatecznie zaproponował niewielką grzywnę, którą mógłby opłacić dzięki wsparciu uczniów, ale sędziowie podtrzymali wyrok śmierci.
Po ogłoszeniu wyroku Sokrates jeszcze przemówił. Zaakceptował nadchodzącą śmierć, ale przestrzegł sędziów przed tym, co ich czekało w związku z wydanym wyrokiem. Sam nie bał się śmierci, gdyż nie wiedział, czym ona jest naprawdę, zatem nie obawiał się tego, co przyniesie. Wspomniał o tym, jak ważne dla społeczeństwa były filozoficzne rozważania, i przypomniał, że w jego miejsce przyjdą kolejni. Zachęcił innych do samodzielnego myślenia i szukania prawdy. Filozof rozumiał, że jego egzekucja nic nie zmieni i nie uciszy krytycznych głosów, gdyż inni sprowokują społeczeństwo do refleksji na temat prawdy i sprawiedliwości.
Dzieło to dialog Platona i przedstawienie trzech mów, jakie Sokrates przedstawił w ramach swojej obrony w trakcie procesu skazującego go na śmierć. Na początku zwrócił się do mężów ateńskich, którzy mieli decydować o jego losie. Chciał się dowiedzieć, jakie wrażenie zrobiła na nich mowa oskarżycielska. Uważał bowiem, że nie pojawiło się w niej zbyt wiele treści i faktycznych zarzutów, a więcej ostrzeżeń przed Sokratesem – zabrakło tam zatem konkretnych oskarżeń.
Sokrates doszedł do wniosku, że jego oskarżyciele nie ujawnili prawdy, zatem on sam musiał to zrobić i bronić się w ten sposób. Postanowił wykazać, co doprowadziło do bieżącej sytuacji, i planował to uczynić w jasnych, prostych słowach; jego mowa nie miała być ubarwiona ani wzmocniona w celu wywarcia wrażenia.
Kiedy Sokrates po raz pierwszy stanął przed sądem, miał już siedemdziesiąt lat. Zwrócił na ten fakt uwagę, prosząc też, by wybaczono mu jego sposób mówienia. Pragnął, by jego odbiorcy zwracali uwagę jedynie na treść i słuszność argumentów. Sokrates wierzył bowiem, że rolą mówcy jest mowa, a mężów – ocena jej sprawiedliwości.
Mowę Sokrates rozpoczął od przywołania wniesionych wobec niego oskarżeń. Wyjaśnił, że to nie jest pierwszy raz, kiedy walczy z wymierzonymi w niego kłamstwami. Ludzie od dawna spiskowali bowiem przeciwko Sokratesowi, rozpuszczając fałszywe plotki na jego temat. On sam uważał, że powodem tego była zwykła zazdrość, z którą radzili sobie oszustwami. Nie mógł jednak wejść z nimi w polemikę, gdyż nie byli tam obecni, a walka z kimś, kto nie odpowiada na zarzuty, jest trudna. Sokrates uważał jednak, że w pamięci obecnych oskarżycieli musiały zapaść niektóre spośród rozpowszechnianych wszędzie kłamstw. Podjął się zatem walki z nimi, pokazania swojego stosunku do nich, a także rozprawienia się z nimi, chociaż wiedział, że to nie będzie łatwe zadanie. Miał w sobie jednak głębokie przekonanie, że należy stosować się do prawa, ale też bronić swojego imienia.
Sokrates skierował swoją mowę do oskarżycieli w sposób bezpośredni i przytoczył ich oskarżenie, które było podstawą skargi skierowanej do sądu i przygotowanej przez Meletosa. To właśnie tam wskazano, że wina Sokratesa obejmowała zainteresowanie rzeczami ukrytymi pod ziemią i na niebie. Sokrates badał te zjawiska, za co został oskarżony. W drugiej części wspomniano, że potrafił słabe zdanie uczynić mocniejszym i uczył tej umiejętności innych. Sokrates jednak bronił się przed zarzutem, że miał się tego podejmować za pieniądze. Nie robił tego, próbował za to ukazać przyczyny powstania jego złej reputacji i zrozumieć, czemu został oczerniony, co doprowadziło ostatecznie do wystosowania oskarżenia.
Sokrates wyszedł z założenia, że początkiem jest mądrość ludzka, a on został nią obdarzony. Nie przechwalał się, ale przytoczył po prostu świadectwo boga delfickiego, które dotyczyło Sokratesa. Przyjaciel filozofa z czasów młodości, Chajrefont, pewnego razu wyruszył do Delf, by tam poradzić się w pewnej sprawie, a wtedy Pytia wyjawiła mu, że nie ma osoby mądrzejszej od Sokratesa. Filozof nie wysnuł zatem samodzielnie takiej opinii, opierał się jedynie na głosie wyroczni. Niestety Chajrefont zmarł, zatem nie mógł tego potwierdzić.
Sokrates stwierdził też, że nie ma świadomości tego, czy posiada jakąś mądrość, nie potrafił zatem ocenić również jej wielkości. Nie miał jednak zamiaru składać fałszywych zeznań i kłamać, gdyż według niego postąpiłby wtedy wbrew boskim nakazom. Jednak zagadnienie mądrości i jej posiadania wciąż dręczyło Sokratesa, zatem postanowił on wyruszyć w podróż, by w ten sposób odszukać faktycznych mędrców. Spotkanie z nimi miało udowodnić pomyłkę Pytii dotyczącą tego, że Sokrates jest najmądrzejszym filozofem.
Pierwsze było spotkanie z politykiem powszechnie uważanym za mędrca. Sokrates wszedł z nim w dyskusję i szybko przekonał się, że polityk nie skrywał w sobie wcale takiej mądrości. Sokrates doszedł do wniosku, że polityk jedynie uważał się za mędrca, jednak tkwił przez to w błędzie. Nie miał pojęcia o wielu rzeczach, ale twierdził, że je rozumie. Polityk bardzo szybko poczuł niechęć do Sokratesa, ponieważ ten ujawnił jego słabości. Sytuacja powtórzyła się w czasie rozmów z kolejnymi mędrcami, których filozof odwiedzał. Bardzo szybko odkrył bowiem, że nawet ci, którzy cieszyli się wyjątkowo dobrą opinią, w jego oczach stawali się faktycznymi nędzarzami.
Oczywiście badania Sokratesa nie przyniosły mu popularności, tak samo jak jego spotkania z poetami, w trakcie których dyskutował on na temat ich twórczości. Zrozumiał wtedy, że utwory te powstały nie dzięki mądrości, ale talentowi, jakim zostali obdarowani poeci. Dodatkowo byli oni uznawani za autorytet w kwestiach, na których się nie znali. Potem Sokrates zwrócił się ku rzemieślnikom. Byli to ludzie zdolni w różnych obszarach, tworzyli rzeczy niezwykłe, cechowali się dużą wiedzą. Niestety żywili przekonanie podobne do poetów, że skoro osiągali perfekcję w tworzeniu rzeczy, to ich mądrość rozciąga się też na inne obszary. Wiara w to rzutowała na całe ich przekonanie o mądrości.
Spotkania Sokratesa i wyciągnięte z nich wnioski nie przysporzyły mu uznania, zdobył jedynie wrogów. To właśnie one doprowadziły też do powstania oszczerstw, one zaś potem już tylko narastały. Filozof nie przywiązywał do tego większej wagi, gdyż wychodził z założenia, że jedynie boga cechuje prawdziwa mądrość, a ten przez wyrocznię dawał do zrozumienia, że ludzka mądrość nie jest zbyt wiele warta. Za tą myślą podążył Sokrates, gdy chodził i wdawał się w dyskusję z ludźmi. Udowadniał im wówczas, że tkwią oni w błędzie, kiedy wierzą we własną rozległą mądrość. Sokrates rozumiał, że to z tego powodu młodzi ludzie starają się za nim podążać, zwłaszcza ci pochodzący z majętnych domów. Młodzież pragnęła go naśladować, gdyż była już zmęczona radami starszych. Dzięki naśladowaniu metod Sokratesa zaczęli oni udowadniać innym, że ich mądrość to jedynie pozory. Wtedy też ci mędrcy poczuli się obrażeni, nie potrafili bowiem przyjąć krytyki. Sokrates uważał, że to właśnie spowodowało oskarżenie o demoralizację młodzieży. Sądził jednak, że osoby, które ten sąd sformułowały, nie miały pojęcia o tym, w jaki sposób nauczał; dostrzegały jedynie odsłanianie cudzej niewiedzy. Sokrates nie wierzył w słuszność tych zarzutów, ale bagatelizował je przez tak długi czas, że rozprawienie się z nimi przestało być proste.
Sokrates następnie przechodzi bezpośrednio do oskarżeń, jakie przeciwko niemu przedstawił Meletos. Dotyczyły one dwóch rzeczy. Pierwsza z nich odnosiła się do demoralizacji młodzieży, jak również wiary w istnienie duchów innych niż te, które akceptowało państwo. Sokrates uważał jednak oskarżenie Meletosa za niesłuszne, ponieważ opierało się ono na kłamstwie. Filozof uważał, że Meletos dopuszczał się niesprawiedliwości, kiedy sprowadzał przed sąd ludzi i udawał, że chodzi mu o ważne sprawy społeczne, którymi nie przejmują się inni.
Sokrates zwrócił się wreszcie bezpośrednio do Meletosa i poprosił go o wskazanie osób, które faktycznie przyczyniają się do tego, że młodzież staje się lepsza. Zaznaczył, że to na pewno wszyscy Ateńczycy, którzy znaleźli się na rozprawie, a także członkowie Rady. Oni nie mogli mieć złego wpływu na młodzież, a jedynie czynili ją lepszą. To miało oznaczać, że praktycznie wszyscy mieszkańcy Aten wpływali na szlachetną postawę młodzieży. Jedynie Sokratesowi się to nie udawało.
Gdyby w państwie zaledwie jeden człowiek demoralizował młodzież, a inni dbali o jej rozwój i dobroć, byłaby to niezwykle korzystna dla państwa sytuacja. To jednak obraz złudny i nieprawdziwy, nawet mimo szczerych chęci postrzegania go w ten sposób. Sokrates uważał, że Meletos nie troszczy się o młodzież i nie przejmuje się jej losem; pozostaje mu ona raczej obojętna. Sokrates bronił się przed zarzutem tego, że miał specjalnie demoralizować młodych ludzi. Według niego było to nielogiczne, bo przecież po co miał się przyczyniać do kreowania złych ludzi, skoro potem oni mogliby skrzywdzić też jego. Taka strategia wydawała się filozofowi zupełnie bezsensowna. Należało zatem założyć, że nawet jeśli demoralizacja faktycznie zaszła, to była ona nieświadoma, a za nieumyślne błędy w Atenach nie prowadzono ludzi przed sąd.
Następnie Sokrates przeszedł do kolejnego zarzutu Meletosa, który dotyczył promowania wiary w bogów. Meletos oskarżył bowiem filozofa o dwie rzeczy. Po pierwsze miałby on nie wierzyć w bóstwa powszechnie uznawane przez społeczeństwo, a po drugie miał nauczać o nowych duchach, innych od tych, które państwo uznawało. Sokrates ujawnił także brak logiki tkwiący w tym oskarżeniu. Uważał, że nie ma ono sensu, gdyż jest wewnętrznie sprzeczne. Filozof twierdził, że nie można go równocześnie oskarżać o ateizm i wykazywać, że mówił on zbyt wiele na temat duchowości. Sokrates przyznał jednak, że często poruszał ten temat, nazywał słońce kamieniem, a księżyc określał mianem ziemi, ale nie były to jego własne pomysły, lecz nauki zaczerpnięte z różnych ksiąg, w których znalazł takie twierdzenia. Powołał się w tym miejscu przykładowo na Anaksagorasa z Klazomenów. Młodzież mogła te tezy znaleźć zatem w księgach i nie potrzebowała Sokratesa do ich głoszenia. Filozof zwrócił również uwagę na to, że jeśli ktoś głosi wiarę w duchowość, to musi zakładać istnienie duchów, które byłyby dziećmi bogów, nawet jeśli pochodziłyby z nieprawego łoża. Jeśli wierzy się w duchy, to trzeba wszak uznawać bogów. To rozumowanie posłużyło Sokratesowi do udowodnienia, że Meletos oskarżył go bezpodstawnie i sprzecznie. Potem filozof zwrócił się do samego oskarżyciela i wykazał, że nie można przekonać ludzi, iż człowiek może wierzyć w duchy i bóstwa, a następnie stwierdzić, że na tym właśnie polega jego wina.
Sokrates żywił przekonanie, że nie dopuścił się żadnego przestępstwa, zatem oskarżenie Meletosa nie miało uzasadnienia. Wydawało mu się zatem, że obrona powinna być w takim przypadku zbędna. Wierzył jednak, że to Meletos i Anytos stali za tą sytuacją. Filozof nie wierzył jednak, że te oskarżenia staną się powodem jego skazania w przypadku decyzji rady. Żywił przekonanie, że wszystko to spowodowała zazdrość, a także oskarżenia, jakie pojawiały się przez lata. Wzbudzał bowiem zawiść wśród wielu osób. Sokrates wierzył, że to mechanizmy znane już od dawna, a także takie, które w przyszłości miały powrócić.
Zachowanie Sokratesa uznano za godne podziwu – nie okazywał on bowiem strachu w obliczu zagrożenia śmiercią, nie porzucił także swojego zdania i konsekwentnie przy nim obstawał. Wierzył on bowiem, że taka konsekwencja jest czymś bardzo istotnym, zatem nawet w obliczu śmierci nie wolno jej porzucać. Liczyło się postępowanie pełne odwagi. Sokrates odwołał się do wzoru, jakim był Achilles. Heros poddał się wyrokom, jakie przepowiedziała mu wyrocznia, i zginął po tym, jak zabił Hektora. Mógł postąpić wbrew wróżbie, nie mścić się na Trojańczyku za zamordowanie Patroklosa. Wtedy zapewne ocaliłby życie, ale równocześnie okryłby się hańbą, a na to Achilles nie mógł pozwolić. Sokrates uważał, że człowiek powinien lojalnie trwać w miejscu, w którym się znalazł. Jedynie hańba mogłaby to zmienić. Zatem jeśli bogowie uczynili Sokratesa filozofem, to on nie powinien porzucać tego zadania nawet w obliczu nadchodzącej śmierci. Sokrates sądził też, że strach przed zgonem to jedynie dowód na to, że ludzie sądzą, iż są mądrzy, ale wcale takimi nie są. Strach przed śmiercią opiera się bowiem na przekonaniu o świadomości tego, czego człowiek wiedzieć nie może.
Ludzie nie mają bowiem pojęcia, czym tak dokładnie jest śmierć. Sokrates udowodnił, że nikt nie jest w stanie udzielić odpowiedzi na pytanie, czy śmierć to największe dobro, czy raczej nieszczęście, jednak zazwyczaj zakłada się tę drugą możliwość. Ludzie wówczas wierzą, że śmierć to zło, a przez to pojawia się w nich ogromny lęk przed nią. Sokrates wskazał jednak, że o samym zgonie wiemy niewiele, a kiedy to zrozumiemy, możemy dostrzec, że strach jest tutaj nieracjonalny.
Sokrates jednak nie uważał się za mądrzejszego pod tym względem – jedyna różnica opierała się na tym, że filozof uświadomił sobie własną niewiedzę. Uznał bowiem, że jeśli nie zna prawdziwej natury śmierci, to nie może jej się bać. Natomiast świetnie rozumiał, że krzywdzenie innych i pozostawanie obojętnym na to, co mówią mu mądrzejsi od człowieka bogowie i inni ludzie, stanowi faktyczne zło. Sokrates uważał, że to prosty wybór, zatem nie rezygnował ze swych nauk tylko po to, by uniknąć skazania na śmierć. Ostatecznie mogła ona wszak okazać się czymś dobrym i szczęśliwym, zatem bez pewności co do jej charakteru filozof nie miał zamiaru odrzucać swoich dotychczasowych przekonań.
Sokrates przedstawił też wniosek, że jeśli otrzymałby od sędziów warunek, iż zwrócą mu oni wolność, ale w zamian musiałby przestać zajmować się filozofią, to nie zgodziłby się na to. Wyszedł z założenia, że jest winien posłuszeństwo bogom, nie zaś obywatelom Aten. Miał zatem zamiar wciąż doradzać i wskazywać drogę tym, których spotkałby na swej drodze. Sokrates sądził, że nie robi nic złego i nie przyczynia się do krzywdy innych osób. Starał się wszak tylko przekonać pozostałych, że to o duszę trzeba dbać w pierwszej kolejności, a nie o ciało czy bogactwa. Jeśli ludzie troszczą się o te ostatnie, to czemu równie intensywnie nie zajmują się obecnością rozumu, mądrości i prawdy?
Sokrates znów podkreślił, że zamierza nie zmieniać swojej opinii ani sposobu, w jaki postępuje, nawet jeśli zostanie skazany na śmierć. Uważał też, że w przypadku wydania takiego wyroku, który pozbawi go życia, nie on zostanie narażony na krzywdę, gdyż nie wiemy, czym jest śmierć, ale raczej Ateńczycy. Bogowie nie spoglądają bowiem przychylnie na śmierć człowieka niewinnego – niesprawiedliwe jest pozbawienie życia kogoś, kogo bogowie przeznaczyli do uczenia innych i wzbudzania w nich świadomości. Sokrates przypuszczał, że po jego śmierci Ateńczycy znów pogrążą się w samozadowoleniu i będą śnić ten sen aż do momentu, kiedy bogowie wyślą do nich nowego filozofa, który ich zbudzi. Pojawi się potrzeba nowego myśliciela, podobnego do kąsającego owada, który będzie ich żądlił i pobudzał do rozmyślań.
Sokrates rozumiał też, że zaniedbał własne sprawy, rodzinę porzucił gdzieś na dalszym planie, ale wszystko to służyło powszechnej dobroci oraz sprawiedliwości. Był ubogi, gdyż nigdy nie przyjmował zapłaty za swoje nauki. Filozof nie angażował się w politykę i nie czuł takiej potrzeby. Wiedział bowiem, że gdyby się w nią zaangażował, to nie udałoby mu się w spokoju dożyć starości.
Wiedział bowiem, że tłum nie przepadał za politykami, którzy mu się sprzeciwiali i nie podążali za jego oczekiwaniami. Nie byli cenieni politycy, którzy nie pozwalali na krzywdzenie innych i bezprawie. Człowiek, któremu zależy na sprawiedliwości, nie powinien zatem angażować się w życie publiczne i pozostać raczej w sferze prywatnej. Z tego powodu Sokrates nigdy nie piastował żadnego urzędu, został tylko członkiem Rady Ateńskiej. Tam jednak też opowiadał się przeciwko zastosowaniu odpowiedzialności zbiorowej wobec dowódców, którzy nie zajęli się pochówkiem towarzyszy poległych w trakcie bitwy morskiej. Wtedy też wiara w słuszne postępowanie sprawiła, że nie bał się więzienia czy śmierci. Tak samo było, gdy próbowano skazać na śmierć Leona Salamończyka. Sokrates wycofał się z obrad, chociaż mogło to sprowadzić na niego podobny wyrok. Zawsze jednak głosił sprawiedliwość.
Wspomnienie własnego postępowania sprawia, że Sokrates nie potrafił zrozumieć, jak postawiono mu takie, a nie inne oskarżenia. Na sali nie było żadnego świadka demoralizacji młodzieży przez niego, o czym też przypomniał, za to zjawiło się tam wielu jego uczniów. Byli oni jednak obserwatorami i nikt nie stał się oskarżycielem. Czuli się gotowi do wsparcia swego nauczyciela wbrew temu, co głosił Meletos. Miłowali bowiem sprawiedliwość, prawdę, a także słuszność. Sędziowie musieli zatem zadecydować, czy prawda leży po stronie Meletosa, czy raczej Sokratesa.
Sokrates doszedł do wniosku, że wykazał już wszystko, co mogłoby działać na jego korzyść, zatem zakończył swoją obronę. Czuł się przekonany, że niektórzy próbowaliby wzbudzić litość u sędziów, ale on nie miał zamiaru tego robić. Nie planował publicznie płakać ani sprowadzać rodziny w celu zmiękczenia serc sędziów. Nie chciał się do tego posunąć ani przyprowadzać swoich trzech synów, by się za nim wstawili. Takie działania uznałby za haniebne. Ateńczycy przynoszą bowiem wstyd swojemu państwu, gdy zachowują się w ten sposób. Sokrates nie obrał zatem drogi litości i lamentu. Uwierzył, że prosta droga logicznych wyjaśnień i prezentowania prawdy wystarczy. Sędziowie nie są od okazywania litości, ale od wymierzania sprawiedliwości.
Nadeszły wyniki głosowania, które nie okazały się korzystne dla Sokratesa, on sam jednak nie był tym zaskoczony. Zdumiał go jednak sam układ głosów, gdyż okazało się, że różnica między ukaraniem a uniewinnieniem była bardzo mała, on zaś spodziewał się większej. Zaledwie trzydzieści głosów spowodowałoby jego uniewinnienie, ale niestety sytuacja okazała się inna.
Sokrates żartuje na temat wyroku i niewielkiej różnicy w głosowaniu. Meletos po zapoznaniu się z wynikiem zawnioskował o karę śmierci.
Sokrates mógł jednak wnioskować o inne rozwiązanie, zwrócił się zatem do sędziów z pytaniem o to, jaką karę powinien zaproponować. Zapytał, na co według nich zasłużył. Nie prowadził życia rodzinnego, nie gromadził majątku, nie udzielał się w polityce, a wszystkie jego czyny były powodowane myślą o ludziach. Chciał ich jedynie przekonać, że najpierw należy dbać o siebie, a dopiero potem o własność, by w ten sposób stali się lepsi i mądrzejsi.
Sokrates poprosił zatem o darmowe utrzymanie siebie w Prytanejonie, zapewnił jednak, że nie jest to z jego strony zuchwałość, lecz przekonanie o niesprawiedliwości wyroku. Uznał, że w zaledwie jeden dzień nie da się rozprawić z wieloletnimi kłamstwami i oszczerstwami. To zbyt mało czasu na walkę i przekonanie sędziów o prawdzie. Sokrates znów podkreślił, że nigdy nie skrzywdził innych, więc nie potrafił zaproponować sędziom, by go uwięzili. Nie potrafił też oddać się w ręce urzędników, którzy nieustannie się zmieniali. Nie mógł opłacić grzywny, gdyż nie posiadał żadnego majątku. Wygnanie nie było dla niego opcją – żywił przekonanie, że wszędzie tam, gdzie się uda, podąży za nim młodzież, by gromadzić się wokół niego, a to najbardziej trapiło jego oskarżyciela. On zaś nie miał zamiaru zaprzestać głoszenia tego, w co szczerze wierzy i co uznaje za prawo boskie. Prowadzenie rozważań na temat dobra uznawał za najwyższy przywilej i szczęście człowieka. Najgorsze dla człowieka byłoby życie bezmyślne, bez żadnych refleksji dotyczących istnienia i jego charakteru.
Wreszcie jednak Sokrates zaproponował w ramach kary niewielką grzywnę, którą opłaciłby z pieniędzy, jakie oferowali mu jego uczniowie, między innymi Platon, Kritobulos, Apollodoros czy Kriton.
Sędziowie nie zgadzają się na grzywnę ani na poręczenie przez przyjaciół i uczniów Sokratesa.
Nadszedł moment wydania wyroku, a Sokrates przemówił do sędziów, mówiąc, że wieczna niesława będzie stanowiła ich cenę za wyrok szybki i niesprawiedliwy. Żywił przekonanie, że z czasem posmakują oni odpowiedzialności za to, że zabili mędrca. Mieli możliwość poczekania, gdyż Sokrates był starszym mężczyzną, którego śmierć czekała już niedługo. Filozof nie wierzył, że skazano go za to, iż nie znalazł argumentów na swoją obronę. Raczej został skazany za to, że nie poddał się oczekiwaniom innych. Nie postąpił tak, jak inni oskarżeni – nie płakał i nie lamentował, nie błagał słuchaczy o litość. Tak ratowali się inni w obliczu sądu, ale on zrezygnował z tego sposobu świadomie. Nie żałował jednak tej decyzji, gdyż był przekonany, że lepiej zginąć w zgodzie ze swymi ideałami, niż je zdradzić i ocalić życie. Sądził zatem, że zachował się godnie, gdyż w życiu i przed sądem nie należało unikać śmierci za wszelką cenę. Łatwiej bowiem jest jej unikać niż nikczemności, ale to ta ostatnia była dla Sokratesa bardziej znacząca i to właśnie jej się wyzbył.
Sokrates prorokował – a tego nie wolno robić ludziom w obliczu śmierci. Powtórzył sędziom, że ten wyrok spotka się ze sprawiedliwą karą, która okaże się znacznie cięższa niż jego śmierć. Uważał, że sędziowie podjęli tę decyzję ze względu na przekonanie, iż to sposób na uwolnienie siebie od własnych sumień, ale to się nie uda. Sokrates był ich głosem sumienia, lecz po nim przyjdą też następni. Nie da się bowiem powstrzymać krytykowania widocznej niesprawiedliwości.
Sokrates zwrócił się też do sędziów, którzy w trakcie głosowania chcieli go uniewinnić. Zapowiedział, że chętnie zorganizowałby z nimi dyskusję, której tematem byłby aktualny proces sądowy. Sokrates doszedł do wniosku, że doświadczył czegoś niezwykłego. Sumienie upewniało go, że nie uczynił czegoś niewłaściwego, kiedy zdecydował się na taką właśnie obronę. Ponieważ wierzył też, że śmierć może być dobra, uznał, że to, co mu się przydarzyło, także takie jest. Wszak musiała ona być albo nicością, w której niczego się nie doświadcza, czyli przypominała głębokie uśpienie, albo też stanowiła coś w rodzaju wędrówki między światami. W obu przypadkach nie wydawała się czymś złym i źródłem cierpienia. Sokrates pokładał też wiarę w to, czym był Hades. Tam mógłby spotkać Orfeusza, Muzajosa, Hezjoda, a także Homera, co byłoby dla niego największym zaszczytem. Sądził, że to szansa na rozmowę z Odyseuszem czy Syzyfem na temat ich mądrości. Sokrates uważał, że w krainie zmarłych robiłby to samo, co na ziemi, czyli rozmawiał. W takim przypadku byłby naprawdę szczęśliwy i już nikt nie skazałby go za to na śmierć.
Sokrates ponownie ostrzegł sędziów, że jeśli nie czyni się zła za życia, to po śmierci także nie należy się go obawiać. Żywił przekonanie, że bóstwa nigdy nie zapominają troszczyć się o jego sprawy. Nie żywił zatem urazy do swoich oprawców, poprosił tylko o to, by zapewniono opiekę jego synom. Sądził, że gdyby bardziej zajęli się zabieganiem o majątek zamiast rozwijaniem cnoty, to należałoby ich surowo ukarać. Filozof zakończył swoją mowę zdaniem, że teraz jemu czas iść na śmierć, a innym – do życia. Tylko bóg mógł wiedzieć, kto zmierza do tego, co jest lepsze.
Aktualizacja: 2026-02-18 21:35:05.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.