Sonet 5

Autor:
Tłumaczenie: Jan Kasprowicz

Chwile, w łagodnej utworzywszy drodze
Piękność, z pod każdej powieki świecącą,
Grają tyranów rolę, skoro srodze
Jasność w posępną brzydotę roztrącą.
Czas, wiecznie chyży, do lata się bierze
I pcha ku zimie, tu ono zamiera:
Mróz sok tamuje, giną liście świeże,
Piękność śnieg przygniótł, wokół pustka szczera.
I gdyby lato nie było, jak owy
Wyskok, śród szklanej uwięziony flaszy,
Z jego pięknością byłby też gotowy
I koniec samej piękności, że w naszej
Jużby zagasła pamięci. Atoli
Kwiat li swój pozór traci z zimy woli.

Sonnet V

Those hours, that with gentle work did frame
The lovely gaze where every eye doth dwell,
Will play the tyrants to the very same
And that unfair which fairly doth excel;
For never-resting time leads summer on
To hideous winter, and confounds him there;
Sap checked with frost, and lusty leaves quite gone,
Beauty o'er-snowed and bareness every where:
Then were not summer's distillation left,
A liquid prisoner pent in walls of glass,
Beauty's effect with beauty were bereft,
Nor it, nor no remembrance what it was:
But flowers distilled, though they with winter meet,
Leese but their show; their substance still lives sweet.

Czytaj dalej: Sonet 116 - William Szekspir