Próżno się ze słów bez życia, krwi, kuszę
Dobyć jej piękność, jak rzeźbiarz z kamienia:
Wykrzesać świeżość lic, połysk ramienia,
Kształt szyi krągłej – i stal dłuta kruszę.

Bo gdy wyciosam linie, wiem że muszę
Myśl znaleźć, co je z wewnątrz opromienia
I że mi serce każe bez wytchnienia
Śledzić, aż chwycę na marmury duszę.

A ja się w oczu barwie zakochałem,
W ust krwi gorącej, w ramieniu jej białem
I pięknym kształtom niosłem miłość grecką.

Dziś gdy jej wargę pocałuję krasną,
Chciałbym jej duszę duszą wypić własną.
Tak Psyche przywiódł mi Amor, zdradziecko.

Biada tym ustom, które miłość kłamią,
Bo kiedy przyjdzie, wiosenna i nowa,
I wargi młode pocznie żądzą palić,
Nieskalanego nie odnajdą słowa,
Które się prosić umiało i żalić
I więdnąć będą czuć, że choć wre łono,
Już od nich inne wargi nie zapłoną,
Że niekłamaną boleść tylko splamią –
Nieszczęsne usta, które miłość kłamią.

Biada tym oczom, co na rozkaz płaczą.
Bo kiedy przyjdzie ból, co mózg trawi
I może z piersi młodość wyssać z cicha,
Kamienna żałość, gdzie tylko płacz zbawi,
To łez kłamliwych krynica wysycha.
Jak u szaleńców, suche i ogromne,
W śmierć zapatrzone, dawno snu niepomne,
Świecą się głuchym strachem i rozpaczą –
Przeklęte oczy, co na rozkaz płaczą.

Pieśni z łez wstają i z boleści,
Więc patrzysz, rychło pierś rozranię.
Przeklęte pieśni i kochanie
I skarga, co twą dumę pieści.

Weź chwałę, kiedy cię zachwyca,
Weź hołd piękności niekłamany.
Lecz się nie zbliżaj: – jeszcze z rany
Krew ci wytryśnie w czyste lica.

Czytaj dalej: Jesienne popołudnia – Konstanty Maria Górski

Źródło: Wierszem, Konstanty Maria Górski, 1904.