Znowu ten miesiąc na niebo się toczy;
Co w ową błogą noc patrzał nam w oczy
I drgnął, samotny w wielkim nieboskłonie,
Ujrzawszy, jak się ściskamy za dłonie.
A gdy twą główkę na mych piersiach widzi,
Zakrył się chmurą, jak brat co się wstydzi.
Lecz z perłowego wyjrzawszy obłoku,
Stanął, podobny zazdrosnemu oku,
I snop ślepiących rzucił nam promieni,
Bośmy już byli w uścisku złączeni.
I dzisiaj znowu rozzłocił noc ciemną...
I nie wiem, czemu nie staniesz przedemną,
Znowu mi tęskni się dzisiaj i marzy
O ocienionej kirem włosów twarzy,
O twoich oczach, co patrzą błyszczące,
Łagodne, smutne, wielkie jak, miesiące.
Stoi w niebiosach krąg gładki, niezmienny,
Jak światła we łzach widziane, promienny.
Źródło: Wierszem, Konstanty Maria Górski, 1904.