Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'życie' .
-
Ktoś zapytał — czy warte jest poświęcenia? Pewien starzec odpowiedział z przekonaniem. Lecz dla kogo? Dla własnych wartości czy dla drugiego istnienia? Być może nie w wartościach kryje się to, czego szukamy, lecz w sercu i uczuciu, którego wciąż nie potrafimy do końca pojąć. Być może właśnie dlatego walczymy o dobro i o uśmiech na twarzy drugiego człowieka, by własne blizny zagoić jego szczęściem. Gdy sami ponownie szukamy ścieżki, którą chcemy podążać, być może to oni są odpowiedzią na nasze zagubienie. Może nie jesteśmy tutaj tylko po to, aby myśleć o sobie. Być może naszym zadaniem jest walczyć o radość tych, którzy idą obok nas. Może właśnie wtedy odnajdujemy samych siebie. A naszą myślą przewodnią nie będzie już wartość, którą kierowaliśmy się przez całe życie, lecz uczucie, które odkrywamy każdego dnia choć jego sensu wciąż nie potrafimy do końca rozgryźć. Być może nadejdzie dzień, w którym spojrzymy dookoła siebie, w rodzinnym domu, gdzie przeżyliśmy swoje dni, i pomyślimy... Czy było warto? Lecz odpowiedzią nie będą słowa, ani najgłębsze analizy. Będzie nią spojrzenie na tych, którzy pozostali przy nas. I wtedy zrozumiemy, czym tak naprawdę było to uczucie, którego uczyliśmy się przez całe życie. Pocałunek żony. Łza radości córki. Biegające wnuki po pokoju. Czyż nie o to właśnie nam chodziło? Zrobiłem wszystko, co byłem w stanie. Oddałem wszystko, co mogłem. A życie odpłaciło mi uczuciem, którego szukałem przez lata. Dopiero oddając siebie drugiemu, zrozumiałem, po co tu jestem.
-
Smak życia Życie to jak pudełko czekoladek... Tyleż w nim prawd ileż zagadek. Ubiera nas w buty – czy chcesz je nosić? Poddajesz się, czy też walecznie je znosisz? ------- === ------- Inspiracja z filmu pt. "Forest Gump":
- 8 odpowiedzi
-
7
-
Kocia gramatyka Ostatnio zająłem kota rozmową. „Miau, miał” mówiłem, on kiwał głową. Naśladowałem kocie odgłosy, w rytm miauknięć ruszały się moje włosy. Głaskałem kota, a on mnie słuchał. Czasami mruczał do mego ucha. Na koniec miauknąłem, zadając pytanie: „Czy zrozumiałeś me każde zdanie?” Kotek mój spojrzał z politowaniem i szczerze odrzekł na pożegnanie: „Czyś Ty normalny? Gdzież tu przyczyna? Że zdań swych większość od „że” zaczynasz?”
- 5 odpowiedzi
-
6
-
- dla dzieci
- zwierzęta
- (i 4 więcej)
-
Błazen Mądrzejszych od siebie błazen poucza Forsując tezy o swej "mądrości" Rozsądku podstaw bariery przekracza Litości! Litości! Litości! Litości!
- 15 odpowiedzi
-
8
-
- błazenada
- społeczeństwo
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
United States — Forever Free
jjzielezinski opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
In honor of the 250th anniversary of the Declaration of Independence of the United States of America -------///---\\\------- United States — Forever Free In Philadelphia’s summer heat, Colonies rose to break defeat. An alien crown across the sea, No longer ruled our destiny. Despite the roar of distant hates, They wrote the birth: United States. Where rights are not a gift of kings, But truth that every person brings. "We hold these truths," document said, Like thunder rolling overhead: That life and freedom must belong To every voice, however strong. Through fear of war and breaking ties, Beneath uncertain, watchful skies, They signed their names in bold resolve, To let a new world form and evolve. And now, two hundred fifty years, By triumphs, happiness and tears, A shining hope for all to see, United States — Forever Free. -------///---\\\------- -
Narodzony bez trosk kroczyłem przed siebie patrząc tylko jak piękny jest ten świat zapatrzony tylko w zieleń traw i błękit na niebie zapachy owoców i kwiatów unosił przydomowy sad czas mijał i wspominałem gdzie mój ogród drogi coraz mniej w nim zdrowych krzewów i drzew gałęzie się łamały rzucając kłody pod nogi potykałem się i upadałem drąc skórę aż po krew ciężko się pogodzić ze stratą cudownych lat idąc sam przez zaniedbane natury korzenie szeptał groźne słowa najsroższy kat mówiąc że blisko koniec jeśli nic nie zmienie powoli nauczyłem się zbierać opadłe gałęzie budowałem z nich szałas i ognisko by ogrzało gubiąc się nie raz ujrzałem lądujące łabędzie wiele lat maszerując nad brzeg mi się dojść udało doświadczenie nauczyło mnie zebrać kłody spod nóg buduję tratwę choć z każdym dotykiem cierń dłoń moją kłuje spojrzałem za siebie wspominając ile musiałem przejść dróg mimo że do przodu nie płynę cieszę się ze chociaż dryfuje
-
"Gąska i baran" Oznajmił gospodarz gospodarzowej: „W pokorze mi życie swoje powierzaj! Toć to i w pismach prawdy nie nowe: Kobiecie jak gąsce potrzeba pasterza.” Po czasie gospodarz dostrzega zmianę, że czasem to ona przewodzi w tej sferze. „Te jej «mądrości»! Szału dostanę! We wszystko jak baran jej ślepo wierzę!” Kompromis – to słowo niezbędne w związku, między mądrymi: panią i panem, by ona nie była tą głupią gąską, a on z kolei głupim baranem.
-
Sara Gieniusz Klucz do szczęścia Chciałabym powiedzieć To, co znaczy szczęście Nie te, co jest bogate Tylko te, co jest mi znane. Te szczęście, to nie basen Nie imprezy, nie wakacje To klucz który leży W sercu, w spojrzeniu. To co jest największe To co widzimy częściej To albo problemy To, czego nie chcemy. Klucz do szczęścia To nie pieniędze, nie marzenia Tylko to, co widzi nasz wzrok To co widzimy, gdy jest ciemno. Klucz do szczęścia Ścieżka, o wiele mniejsza Jedyna jest granica Ona, to nasza decyzja. Decyzja, która stoi Nie daleko, jeden krok Idź i weź klucz do szczęścia Zobacz, ile jest wokół Ciebie piękna. Świat może, jest głośny Może nie jest zawsze znośny Kluczem do szczęścia To jest droga do piękna. To postawa Twojego serca W spojrzeniu i podejściu Na to, co jest nieznane To podejście proste, przewidywalne. To, co jest mroczne, będzie zawsze widoczne Ale w tym rzecz W tym, na co chcesz Spoglądać i skupiać się. To, co jest mroczne Może istnieć i boleć Kluczem do szczęścia jest to Gdy widzisz, jak w pięknie znika mrok. To, na czym się skupiasz Kształtuje Twój obraz Więc dziś użyj klucza Szczęścia dziś poszukaj. Może to, jak świeci słońce Daje światło Twojej drodze? Może to, jak pada deszcz Otula cię w głęboki sen? Cokolwiek Cię raduje Rozbawia, nie przejmuje Czy to ćwierkanie ptaka Czy to spadająca gwiazda? Cokolwiek małego Drobnego, nie drogiego Sprawia, że się śmiejesz To właśnie jest szczęście. Szczęście to droga, z której się śmiejesz Wiatr, który po włosach wieje To wolność, skromność, prostota Do szczęścia, tędy jest droga.
- 1 odpowiedź
-
1
-
- poezja śpiewana
- szczęście
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Świadomość wracała do mnie wezbraną falą goryczy istnienia. Była wściekłą biologiczną zupą chaosu, uderzała z boską furią jak grube krople deszczu i grad w maskę i dach zaparkowanych pod wieżowcem samochodów Cała moja frustracja utonęła wraz z bólem, w kipieli sądnego potopu. Nie miałem już niczego co mogłoby oblec mnie w skórę człowieka. Nie mogłem już żałować dni i słów. Nie mogłem wyspowiadać się z czynów grzesznych. Byłem robotem zamkniętym w pancernej karoserii. Moje obwody zawirusowane genem życia. Diody oczu zmętnione i nieruchome. Sny a może zwidy jawy. Tysiące małych słońc lub białych karłów i planeta sprzed eonów. Pełna cyklopowo wyniosłych drzew i roślin, cuchnących, głębokich bagien i gór, młodych i strzelistych. Bazaltowych szczytów szaleństwa. Rozpadlin śmierci. Życie wyszło na brzeg. I wyrosło z czasem na potworne monstra, szukające ofiar i krwi. A ja szukam tam ognia. Nie do walki z nocą. Nie ma tu wschodów i zachodów. Szukam ognia do ogrzania lodowego serca. Czasami mam wrażenie, że kocham Cię właśnie od zarania czasu. Od tych wieków spędzonych w jaskiniach. Podobno tacy jak ja, zostawiali w nich swe prymitywne rysunki. Ja wolałem zostawić Twe inicjały, wypisane własną krwią. Gdy opanowałem już sztukę rozpalania ognia, sycił go każdy mój wiersz. A potem gdy przyszedł wreszcie czas. Zniosłem drwa i ułożyłem z nich funeralny stos. Składając dzięki i modlitwy Przedwiecznym, spłonąłem na nim, mając nadzieję odrodzić się w jakimś innym piekle. Otworzyłem oczy. Złapałem pierwszy wdech. Deszcz nie ustawał ani na chwilę. Szalał falami na szybie auta. To nie jest życie. To czyste piekło.
- 7 odpowiedzi
-
6
-
- dekadencja
- jawa
- (i 5 więcej)
-
Dla Kazika Staszewskiego - Poety i Piosenkarza - za piękny i szczery wywiad, który udzielił Redaktorowi Bogdanowi Rymanowskiemu. Wywiad ten stał się dla mnie inspiracją do napisania niniejszego wiersza. J. J. Zieleziński ******* Dla Kazika S. Opowiem wam, kochani, o cząstce mego życia. Jak czasem w starej bani dochodzi do odkrycia. Wpierw, nim wam powiem morał, gdym prawie już umierał: brzuch coraz bardziej bolał, a ból wstrętny doskwierał. W mym życiu nastał niebyt, swój ból w wódce topiłem, na coraz większy kredyt w nieświadomości żyłem. Koncert w Zielonej Górze... Przyzwyczajenia podłe... Przepraszam was, kochani... Tak bardzo was zawiodłem... W szpitalu z bólu kwiczę, zwijam się nieprzytomnie, wtem głos kojący słyszę: „Oddaj część bólu dla mnie...” I wnet pojąłem słowa, które to Biblia głosi: musimy być jak Chrystus, bo każdy krzyż swój nosi. Rzekł Pan z należną chwałą (gdy bólu już nie czułem): „Duszę twą skamieniałą swą łaską ci umyłem...” I wnet ja wyzdrowiałem! (na Duszy - nie na ciele) Ja wiem, że Bóg istnieje i jest w Nim dobra wiele. ******* Film z YouTube zawiera dodatkowe wyjaśnienia, polecam obejrzeć.
-
w szumie strumyka w liściach zielonych w tańczących ogniach w słowach ważonych widzę Cię, czuję zamyślam Tobą i odzyskuję swą duszę młodą układam myśli równo w szeregu wyrzucam z głowy śmieci nieważne wlewasz mi pokój w serce łagodnie ono się staje mężne, rozważne w zapachu kawy w promieniach słońca w lekkim wietrzyku miłym spojrzeniu widzę Cię, czuję zamyślam Tobą i pozostaję w cichym skupieniu patrzę uważnie w czas teraźniejszy to co minęło Tobie oddałam to co nadejdzie jest tylko Twoje moim pragnieniem jest Twoja Chwała widzę Cię w Słowie co zostawiłeś widzę w Kościele gdzie Ołtarz Święty widzę Cię w sobie gdy Cię przyjmuję i gdy odpuszczasz mój grzech przeklęty pragnę dziękować dziś i w wieczności za Twoje dobro co nie ma końca pragnę utonąć w Twojej Miłości choć dusza moja słaba i drżąca widzę Cię Panie oczu nie zamknę czuję Cię Boże i trzymam wartę przyjdź Zmartwychwstały Jezu Najwyższy i ulecz serca grzechem rozdarte
-
Modlitwa lekarza wierszem pisana
jjzielezinski opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
„Modlitwa lekarza wierszem pisana” Boże Wszechmogący, co Mądrością włada, Ja, niegodny lekarz, o łaskę Cię błagam. Tyś, co stworzył lekarstwa tej ziemi, Wiesz, że mądry człowiek nie pogardzi nimi. Choćbym wszelkie księgi miał dzisiaj otwarte, Bez Twej Łaski Panie, nic nie będą warte. Talenty me, zdolności, Tobie przypisuję i za każdy z tych darów pokornie dziękuję. Racz mi pomóc Boże w moim przedsięwzięciu, abym mógł pomóc starcu, czy dziecięciu. Niech nie szukam dla siebie zysku szkaradnego, lecząc tylko tego, co i bogatszego. Niechaj z całą troską oraz z gorliwością służę biednym i słabym — z nadzieją, z miłością. Wierzę, że lecząc Twych chorych ubogich, Ty mnie Boże w Niebie dasz wiele łask mnogich. Miej pieczę nade mną Boże w swej Mądrości, bym stając się znanym nie uległ próżności, bym życie ludzkie cenił ponad wszystko, bym nigdy nie zawiódł, lub „upadł” zbyt nisko. „Primum non nocere” w walce o pacjenta, niechaj mną kieruje — codziennie i w święta. I gdybym czymkolwiek zaszkodzić mu mógł, broń mnie przed tym Boże, pokieruj mój ruch! A gdybym leczył co trudniejsze choroby, daj mi Boże łaski dobrać lepsze metody. Im choroba cięższa, bardziej niebezpieczna, tym niech bardziej mnie wspiera Twoja Moc przedwieczna. Gdy ratuję cierpiącego okaż, Boże, gest. Wszak dobro chorego najwyższym z dóbr jest. W sytuacji skrajnej gdy nic pomóc nie może, odpuść nasze grzechy i zmiłuj się Boże! Ja choć leczę innych i ulgę im niosę, sam także choruję, sam pomocy proszę. Niech Twe Miłosierdzie ludziom będzie dane, w imię Ojca, Syna, Ducha i na wieki. AMEN ******* Wiersz powstał na podstawie "Modlitwy lekarza nabożnego" autorstwa Jana Stoińskiego (z 1633 r.), wg opracowania pani Prof. Dr hab. Katarzyny Meller. źródło: https://bibliotekanauki.pl/articles/530441.pdf -
Tak zmarnowałem swoją szansę, że nawet nie pamiętam czy ją miałem Intelektualne zacofanie, nieustannie w ciągłym stanie stagnacji jak kamień A dokładniej wapień, bo jak szkielet nie odczuwam już nawet obrażeń Mam już dość tych ciągłych, niewygodnych wrażeń, jak tych z serii niefortunnych zdarzeń Jeden poeta trwa na scenie, podczas gdy wokół sceny trwa pokaźne oblężenie Fantazje o sławie senne, kiedy dla tych już sam koncert to nieosiągalne marzenie Bo tak jest w tym świecie, że ty musisz cierpieć By ktoś, po drugiej stronie ziemii czuł się znacznie lepiej Prędzej zapadnę sie pod ziemię, albo rzucę się w płonący olej Prędzej znajdą dla mnie miejsce w niebie niż nastąpi moja kolej Prześlizguje się z klatki do klatki, choć to nie żaden jest hokej Takie uroki gdy życie dzielisz z blokiem, a każdy twój kolejny dzień, jest jak pierdolony nonsens
-
Na siłę ich nie stworzysz bo powstają same jak pąki na drzewach jak rosa na trawie przychodzą z czasem i niespodziewanie i dopiero po latach doceniasz je naprawdę Nie ma tu składników dawaj nic na oko odłóż na bok gdzieś w miejsce zapomniane i zacznij żyć! a wtedy przyjdą same
- 1 odpowiedź
-
2
-
- wspomnienia
- myśli
-
(i 5 więcej)
Oznaczone tagami:
-
wtem wieczny marsz kończy się pochwyceniem czasem chodzę pohuśtać się, wieczorem tyle tylko co mi prawdą, nic nie znaną byle w przód, nawrót, tył niosę się w przestrzeni przecinając powietrze, sięgam po coś więcej jemu jednemu dedykuję niniejsze banały, temu co nigdy nie zrozumie zachwytu nad tym ruchem; jak jesteś wysoko gotów na działanie, by znów się tam znaleźć posłuchać koncertu w którym poznasz to czego każdy ukrywał mógłbym być największą muzą tratwą na wzburzonej wodzie także i rozbitkiem, co owej tratwy szuka biznesmenem, pijącym samotnie nastolatkiem, co przerażony siedzi w kącie jeśli mnie humor najdzie, będę i bogiem co w dłoni, przez moment będzie trzymał cały swój świat z zewnątrz, bliski jestem wypadku gdy z weną, poruszam się na nów widzę jednak wiele tyle co leży, rośnie i maleje a czemu ja nadałem ton rusza mnie to móc się rozhuśtać, wiedząc, że mam do tego siłę jak astronauci być o kawałek bliżej tych jasnych, pięknych gwiazd nie powinienem lecz, kto powinien? dlaczego, by nie? zawsze to było, dlaczego by tak wyskoczyć spaść jak meteoryt wszystkiemu się przypatrywać i nareszcie, w pełni pojmować
-
2
-
- wiersz wolny
- romantyzm
- (i 13 więcej)
-
Bez lęków u kresu.
Leszek Piotr Laskowski opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
„Bez lęków u kresu” Nie wracam już w utraconych marzeń cień, choć dawny ogród trwa pod starą duszą. Tak szybko przemknął ten młodości dzień, a wspomnienia żałobnym dzwonem głuszą. Zmęczyło się serce szlakiem ambicji dróg, które szczęście dawały i sens istnienia. Dziś wolę słuchać w półmroku starych strun, niż szukać młodości pośród złudzeń cienia. Każdego dnia gdzieś gaśnie czyjś ostatni blask i coraz więcej miejsc pustoszeje przy stole. Odchodzą ci, co mieli trwać przez wieczny czas, pozostawiając chłód i ciszę w swoim kole. Niegdyś myśl o śmierci brałem za zło, jak dziecię, co się lęka nocy bez imienia. Dziś wiem, że każdy kres odnajdzie swoje dno, bez względu na złoto, czy purpurę pochodzenia. Ta chwila zbliża się jak cichy zmierzchu chłód i coraz mniej we mnie sprzeciwu czy trwogi, bo człowiek rodzi się, by wejść w ostatni próg i z końcem powrócić w pył – u kresu swej drogi. Leszek Piotr Laskowski. -
„Mrucząca kuracja” Jak tu pisać wiersze? Szczerze... Kiedy taki chory leżę? Wczoraj bez nakrycia głowy, Dzisiaj chory i „gotowy”. Wiosna to baba fałszywa, A ja biedny dogorywam! Szczęściem mam ja witaminę, Czyli moją ex dziewczynę. Znaczy, Żona asystuje i mną dzielnie się zajmuje. Zaś gdzie boli: głowa, kości, Lekarz Kotu się umościł Grzeje i nad uchem mruczy, Aby mi mój rozum wrócił. Po kociemu mi tłumaczy, Żebym na swój ubiór baczył. Że choć nie tak głupi jestem, To na dworzu zima jeszcze... Szepcze, tłumaczy z mozołem, Aż na koniec ja zasnąłem. „A sen dobry jest na wszystko...” – Dalej mruczy mi kocisko Pociesza przyjaciel zwinny: „Jutro wstaniesz zdrowy, silny!” „Za to, że ulżyłem w męce, Jutro napisz wiersz w podzięce.” Tak więc siadłem, napisałem, A lekarza wygłaskałem.
-
Pierwszy oddech zawsze boli i z piersi wyrywa płacz. Przymuszona klatka rusza się i przez lata nie ustaje. Z każdym dniem coraz bardziej boisz się, że oddechu zabraknie. I choć na początku tak bolało, nie chcesz, żeby serce bić przestało.
- 4 odpowiedzi
-
8
-
- debiut
- wierszwolny
-
(i 6 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Przed poranek Do Ciebie, każdego kto złotem pokrywa swą skroń powierzając w odwadze, swą wiarę, zwrócone zostają zawołania; użycz mi swej dłoni, złącz szum dyrektyw zerwij apel wzburzonej toni Do każdego co ma czelność, przy murze tworzyć napis wzywam, by uwierzył nad swe morały ulegając ciałem, duchem i mową spragnionych zrozumienia adekwatnego złączonego z jestestwem buntu, ścianą ograniczonego która zdaję się, na wskroś mierzyć nad zapędy ustąp na sekundę po tyle tylko, co złączy wzrok mój z Twym imieniem czego znaczenia, rozum nie pojmie lecz co z człowieka pozostało; błądzącego poranną górą, wysoko nad innymi szczytami Zmartwione stają się wizerunki nocą, gdy nikną chodniki w świetle żarówek Nie wiadomo o czym mówię? Ależ o tej chwili, gdy ciszą wiedzie hałas zapachu noszonego przez mowę zwodniczy pakt, dnia i cienia którego obserwatorami jesteśmy od dnia narodzin Powołuję się na swoje postrzeganie, oddając do dyspozycji papierowy tlen i występ; z nadzieją, że nikomu się nie ukłonię W trakcie Wczesny wieczór Mętniejemy W ścieżce co brodzi nam pod kolanami, starając się łapać oddech I krzyczymy, że przyrzekamy W doli czując, iż to w następnej kolei stoimy my, którzy wiedzą więcej Wyrazy naszych sfer, stają się projekcją salą, chwilę przed audiencją Budząc się rano, zapewniamy Wedle woli, trącając na boki tą jedną lampę w rogu biurka Niżli ja, nie obronię tego rozpoznaję wzór odbity na mym monogramie Uwikłani myślą niezamierzenie zanikamy w mgle, wtem też, umiera spełnienie Prawda toczy się ulicą, Mknie jak łza senna po policzku Towarzysze w sieni mej zebrani! Bym podzielił się swą mową, co człowieka tworzy, jak poeta słowo, ogrom mnie objął zbitych marzeń, czy też oczekiwań Mąci mnie sen zapachem trawy, by po chwili zmienić się w koszmar morałem, niepoprawny Dzieję swe, objąłem pasją ku naturze mur krzywd, w swój czas, jedną myślą zburzę Słysz mnie! Obrazie na zakręcie, dostrzeż w końcu zbity próg Bo ja ten, co pragnął wizji tak zawzięcie poglądu na krajobraz Co uklęknąć mi da spoczywać na nowo być jako dawny fotograf Pierwszy, drugi, piąty rzędzie! Rwij się do krzyku, tak ja wewnątrz, swą młodość zerwę! Już po północ, nikogo w sieni Tylko tyle pragnę że wszystek obejmą nadzieję
- 4 odpowiedzi
-
2
-
- improwizacja
- młodość
- (i 18 więcej)
-
Spokój. Co to jest spokój? Gdzie możemy go znaleźć? Dużo ludzi szuka go, dąży do odnalezienia, ale on się ukrywa. Szukają go w obrazach, w utworach, w filmach i może niektórzy go tam znajdą, Ale przecież nie jesteśmy tacy sami. Nikt nie jest taki sam. Ludzie mogą znajdować spokój i stan odpoczynku w momentach np.Wspomnieniach. Wspominanie o dawnych czasach, gdy w tle naszego życia leciała spokojna muzyka grana na akordeonie, Gdy na pastwiskach biegały koniki, ptaszki ćwierkały, a ludzie byli mniej spięci. Teraz w świecie całego biegania, spieszenia się wszędzie, ludzie oddali by dużo , a może i nawet wszystko. Każdą Monetę, Każdą Rzecz tylko by uciec od napięcia które czują na codzień. Uciekają od współczesnego świata gdzie na porządku dziennym jest mało dobra. Uciekają do młodych lat. Lat bez zobowiązań i bez stresu przed każdym następnym krokiem. Uciekają do Spokoju.
-
Czemu wciąż ten sam błąd popełniam? Czemu nie umiem się zmienić? Czemu wciąż siedzę w miejscu? Kiedy chcę lecieć w nieznane Mówią: “Marnujesz swą młodość” Nie mówią jak nie marnować Czemu nie znam sekretu radości? A wszyscy inni ją znają Czemu siedzę cicho? Kiedy chcę krzyczeć na całość Mówią: „Żyj pełnią życia!” Nie mówią jak mam to zrobić
-
6
-
- poezja
- egzystencjonalizm
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Wstaje trawa, odżywa spod lodu, Po długim miesiącu siarczystego mrozu, Wstaje żywa zielona zapału pełna, Taka piękna, tak zielona, Prostuje się, miejscami plącze razem, Oddycha silnym tchem, Wie czego chce, I to osiągnie. Od autora: Ot taki mały tekst o ludzkości powoli podnoszącej się po pandemii (tak widzę to Ja ale interpretacja to osobista kwestia czytelnika).
-
niesamowita już godzina, gdzie brak mi jest wytchnienia a jutra nie ma dobrego, nie ma praktycznie żadnego siedząc w ławce skończył się mój świat, a chwilę potem odrodził się, tylko inny bez żalu, bez polotu zbyt zwykło, zbyt nijako schematyczna rola, pusta obietnica takie są realia, już bez marzeń, bez wspaniałych słów i rąk, z którymi można spleść swój los zwykła szara teczka w rogu, w której ludzie trzymają swoje życie i mnie poty oblewają, że taki jest mój los po wszystkim, będę jedynie z kawą witał dzień, i żegnał z srebrną butelką a nazajutrz się nie obudzę bo już nie będzie do czego, zimno w krainie szarości, dusza duszę pogania, życie wypędza życie
- 2 odpowiedzi
-
5
-
- melancholia
- życie
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Pozbyłem się książek, zdjęć i listów, tych które były żywymi objawami mej dawnej, zdać by się mogło wtedy, nieuleczalnej i śmiertelnej choroby tak ciała tonącego w bezdni nieludzkiego upodlenia jak i duszy zapadłej w mrokach obłędu tej szatańskiej siły jaką szaleńcy w niej ostali, nazywają prawdziwą miłością. Teraz po latach, wreszcie byłem wolny od wierutnych bredni. A przynajmniej tak myślałem. I takie dowody dawało mi życie zdala od ludzi, ich świata i szalonych wyobrażeń opartych na uczuciach i marzeniach. Jednakowoż muszę z przykrością stwierdzić, że życie jednostki społecznie wykluczonej jest dość monotonne i zaplątane w ciągłość i chroniczną punktualność rytuałów dnia codziennego. Jest to ta smutna prawda, gdy możemy w zasadzie robić to na co mamy tylko ochotę a w istocie nie mamy sił i sprawczości członków oraz lotności umysłu by robić coś więcej ponad przetrwanie do zbawczego wieczora i niespokojnego, rwanego koszmarami snu. I tak wygląda dzień. Mija on na posągowym wręcz trwaniu na fotelu niczym cokole pomnika. W odmętach tej osobliwie indywidualnej i zakorzenionej w sercu rozpaczy. Czasami patrzę godzinami w biel kartek, z zawieszoną stalówką pióra nad nimi. Niczym wahadło, porusza się ona od lewa do prawa, cal wręcz od zbrukania kajetu, czarną posoką atramentu. Kartki wrzeszczą okrutnie, smagane ostrością pióra. Jak skazaniec z nagą piersią, rozpięty na stole kaźni. A pióro-wahadło rozcina jego żywot, tylko po to by pokazać sprawczość i prawdę, jedynej prawdy - śmierci. Najgorsze są noce. Gdy nie śpię po kilka z nich pod rząd a trwam niczym na posterunku. Pijany z tęsknoty i żalu. Wędruje po znajomych acz w świetle księżyca zupełnie obcych korytarzach. Patrzę na ściany i zawisłe na nich skarby. Obrazy, portrety, trofea i broń. Był taki czas, gdzie chciałem się porywać z szablą na słońce. W imię miłości, godności i praw niby mi przeznaczonych. Głupcem byłem wierutnym za młodu. Ach są i pistolety. Pożyczone wieki temu od przyjaciela. W celu tak błazeńsko prześmiewczym teraz, w celu odebrania sobie życia w imię miłości do panny, która nawet nie wiem gdzie teraz przebywa ani co u niej słychać bo rozmawiałem z nią ledwie kilkakrotnie. Ale kochałem wtedy po grób. A teraz kocham ciszę jak w grobie. Czasami światło księżyca prowadzi mnie do angielskiego ogrodu na froncie posiadłości. a czasem nawet dalej, hen do mostku nad strumieniem i sadu wiśniowego w tym roku rozkwitłego najpiękniejszym kwieciem, wyjątkowo wcześnie. Lata temu, w najstarszej jego części była postawiona jesionowa, zgrabna ławeczka z czarnymi okuciami. Teraz nie ma po niej nawet śladu. Jest tylko najstarsza w całym sadzie wiśnia, która wciąż kwitnie i owocuje. Jakby na przekór i złość temu co zdążyło już dawno umrzeć, zgnić i przeminąć a co narodziło się u podnóża jej korzeni i pnia. To tu pierwszy raz byłem tylko ja i ona. Był maj. Miłość w powietrzu. Mój wiersz dla niej. I jej niewinność. Niezdecydowanie. Wtedy to jedyny raz odważyłem się uchwycić jej uświęconą dłoń i na kolanach błagać. Wtedy uciekła, niewzruszona moimi łzami. Straciłem ją na wieki. Już na zawsze. Pamiętam siedziałem tam aż do zmroku. A potem sięgnąłem do wewnętrznej kieszeni czarnej marynarki i wyciągnąłem małe zawiniątko, pudełeczko na biżuterię. Pierścionek zaręczynowy, dowód mojego oddania i miłości. Żółte złoto z naprawdę dużym diamentem. Cena i wartość nie grały roli. Dostawała ode mnie kunsztowniejsze i droższe podarki. Jej braciom również nie skąpiłem grosza a jej rodziciel awansował znacznie społecznie, dzięki moim szerokim kontaktom i wstawiennictwu. Tylko po to by koniec końców ośmieszyć me oświadczyny i wydać pierworodną i jedyną córkę za bądź co bądź majętnego ale jednak chłopa. Skończyły się konszachty ze mną i przyjaźń. A jedyna sprawiedliwość w tym, że sam roztrwonił majątek i stanowiska. A ja opływałem w luksus na jego oczach. A pierścionek zapytacie. Zakopałem go w korzeniach tej wiśni i do dziś dnia tam spoczywa. Uświadomiłem sobie, że jest on jedynym trwałym jeszcze symbolem dawnego mnie. Więc przyszedł ten dzień, że musiałem zniszczyć i jego. By nigdy już nie korciło mnie bym mógł podarować go innej kobiecie lub co gorsza by trwał tam w dole jak drzazga, jątrząc me niespokojne i chwiejne myśli. Ziemia była przyjemnie zimna i mokra gdy zagłębiłem w niej palce. Nie mógł być głęboko a ja chciałem odkopać go jak najszybciej… Na tyłach sklepiku mojego przyjaciela, był maleńki, lekko zagracony pokoik, wyłożony dębową mozaiką i pomalowany w barwach letniego nieboskłonu. Szczerbaty już na rogach stolik o lekko odklejonym blacie, poplamiony resztkami świec czy jadła, służył nam teraz jako stół do pokera i stolik kawowy dla srebrnego serwisu. Graliśmy jak prawdziwi zawodowcy, z rzadka jedynie odrywając wzrok ku filiżankom lub kartom a skupiając go jedynie na swych lekko spoconych i zmarszczonych obliczach. Przegrywałem okrutnie i choć stawki nie były duże to jednak portfel stawał się coraz chudszy w mojej kieszeni. I choć zawsze graliśmy dla zabawy mimo stawek za prawdziwe pieniądze, to dziś było mi nie do śmiechu. Wreszcie gdy znów postawiłem na przegraną trójkę asów, pojawiło się w drzwiach chwilowe wybawienie w postaci dorosłej już prawie panny, córki mego druha. Patrząc na to jak jej ojciec ściąga banknoty ze stołu i chowa do kieszeni, obrzuciła mnie chłodnym acz dość współczującym spojrzeniem. Ojciec ogra dziś pana do cna. Przegra pan nawet pierścionek a chciał go pan przecież sprzedać. Wyjąłem go na blat. I każde z nas zatrzymało na nim wzrok. Przez te piętnaście lat nie stracił nic ze swego blasku i urody wykonania. Był tak samo piękny jak kobieta dla której go zamówiłem i dla której powstał. Takie błahostki jak on nie mają dla mnie żadnej wartości moja droga, dlatego chcę się go pozbyć… ile za niego dasz przyjacielu? Jak dla Ciebie to dziesięć tysięcy. Jego córka stanowczo zaprotestowała. Ależ ojcze, to pierścionek zaręczynowy, symbol uczucia, miłości i oddania. Symbol szczęśliwego pożycia i związku. Czy pana wybranka umarła, że sprzedaje Pan go tak po prostu? Żyję moja droga i ma się jak najlepiej. Ma męża i dwoje wspaniałych zapewne dzieci. A pan… Nie dałem jej skończyć. To ja umarłem i już nigdy się nie odrodzę. Jesteś zbyt młoda by to zrozumieć. To nie symbol miłości a klęski. A ja chce żyć bez wspomnień i przyszłości. Chcę tylko żyć. Nie wracać do przeszłości. Mnie czeka już tylko jedno wesele moje dziecko. Gdy śmierć mnie w tany porwie, na parkiet swego wesela. Tak więc mógłbym zachować pierścionek i wręczyć go pani szczególnej. Tej która zbawi mnie pewnego dnia od ciężaru największego. Mojego przegranego życia.
- 8 odpowiedzi
-
7
-
- dekadencja
- dekadentyzm
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Czy to już? A ten rozmyty obraz za szybą? To nie ty.... To tylko łzy. Dziewięć zim i wiosen, kalejdoskopem przed oczami, jak byłaś. A ja - byłam - nie-byłam. Czy na zawsze? Może chociaż zdążę wystawić za szybę miseczkę z nadzieją, że wrócisz.