Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'wiersz' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Fraszki i miniatury poetyckie
    • Haiku
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o portalu
  • Różne

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


  1. Niech ciągną bzdety za chabety: „Prędko, teraz śnimy; z głową na poduszce pamiętniki zapełnimy”. Szeroko zamknij oczy i marz. Rozbij sufit, pomarnuj czas.
  2. W swojej ciemności mam wtórną twarz I każdy niepewny krok pozbawia mnie tchu Tak chciałabym móc wychylić się Poza krawędź luster poza krawędź drzwi Lecz między nami powiem nic nie jest po staremu Mam w sobie okruchy otuchy A mową odsłaniam się niby lilie tulipany A mową podlewam swój cień w upale Dopiero kiedy mrużę powieki Wszystko wydaje się podobne Pozbawione prawdy Najchętniej więc otwieram oczy Niechaj ciemność mnie tak nie tuli Nie chcę umrzeć w objęciach życia Splamionego czarnym tuszem omotania Owijam się w kokon modlitwy łez Udając liść, suchy jak zwój Bez podsłuchiwań pająka
  3. Nie trzeba błyszczeć elokwencją, aby być filozofem Nie trzeba dzielić się myślami, bo można kogoś zabić słowem Drzwi mają szczeliny, ściany uszy, a szczery możesz być tylko z bogiem Ale zanim klękniesz do modlitwy, upewnij się, że nikt nie stoi pod oknem Właśnie ci tłumaczę, że nie chodzi mi o to Powoli zmierzając do tego, że jesteś zwykłym idiotą w tym mieście nie dla mnie miejsca, piesi swym zwrokiem mnie gniotą Wszczynam bojkot, pod oknem do księżyca wyjąc niczym kojot Krew w śniegu piękna jest jak japonia Właśnie dlatego nie chce pierwszy skonać Biało-czerwona, choć to nie jest polska Niektórych mądrych, chyba trzeba zacząć uczyć od podstaw Nie jestem po to, aby mi ufać Nigdy nie wiesz czy w kieszeni siedzi nóż czy spluwa a może nic? chociaż to raczej nie jest dziś
  4. Przemoc jest wszędzie, tylko nie w twoim domu czeka, ale o swojej obecności nie mówi nikomu Stoi z boku, starannie rozpracowując twój pokój Gdy zejdziesz w nocy, po szklankę wody, ona dotrzyma ci kroku Czasami czuję się jak ghul lub wilkołak, jeszcze kiedy indziej jak wampir Niby jestem umarły, ale jeszcze da się mnie zabić I co poradzić? Jestem jak Surt, tylko spróbuj mnie zgasić Jestem jak zombie pod wpływem laleczki vodoo Kiedy chcą, mogą mnie kontrolować bez trudu Każda napotkana kobieta, mnie nawiedza jak sukkub bez słów, wplatając ślubny welon do moich nędznych snów Niby wszystko się świeci, ale to skorpionów pełna plaża Każdy by cię tu najchętniej pożarł, jak Wendigo, chupacabra, albo Rakshasa To, że jesteś w łonie nie oznacza, że się urodzisz, jak przemawia Asuang Krew we śniegu, wygląda pięknie jak Japonia Ale, gdy wychodzi Onryō, lub nukekubi chyba lepiej się schować Nim cię świtezianka wciągnie do swojego jeziora
  5. Tak zmarnowałem swoją szansę, że nawet nie pamiętam czy ją miałem Intelektualne zacofanie, nieustannie w ciągłym stanie stagnacji jak kamień A dokładniej wapień, bo jak szkielet nie odczuwam już nawet obrażeń Mam już dość tych ciągłych, niewygodnych wrażeń, jak tych z serii niefortunnych zdarzeń Jeden poeta trwa na scenie, podczas gdy wokół sceny trwa pokaźne oblężenie Fantazje o sławie senne, kiedy dla tych już sam koncert to nieosiągalne marzenie Bo tak jest w tym świecie, że ty musisz cierpieć By ktoś, po drugiej stronie ziemii czuł się znacznie lepiej Prędzej zapadnę sie pod ziemię, albo rzucę się w płonący olej Prędzej znajdą dla mnie miejsce w niebie niż nastąpi moja kolej Prześlizguje się z klatki do klatki, choć to nie żaden jest hokej Takie uroki gdy życie dzielisz z blokiem, a każdy twój kolejny dzień, jest jak pierdolony nonsens
  6. Wino czerwone, białe czy zielone, samotności łyki w nich są podzielone. Dlaczego mój mózg cierpienia się domaga? Spojrzenie twe pogardliwe, już ono nie pomaga. Co mogę - gdy nic za pewnością nie idzie? co powiedzieć mojej w szarości odzianej zwidzie? Bez namysłu krzyczę, bo jestem dziś bogiem. Lecz mózg mój chyba największym mi wrogiem. „Cholerna atencjuszka” „Kurwa i nierób” Och, komplementem blachym Ty mnie kup. Głupi łbie, bezmyślny. Głupi mózgu mój - rób. Od głowy mej smutek, aż do mych stóp. Widok twych kości, w krwawej czaszce spojrzenie utkwione. Czy życie moje będzie dziś rozliczone? Mam dosyć gdy senną jawą kołdra ma uszyta. Ręką ma brudna, od wczoraj nieumyta.
  7. Na siłę ich nie stworzysz bo powstają same jak pąki na drzewach jak rosa na trawie przychodzą z czasem i niespodziewanie i dopiero po latach doceniasz je naprawdę Nie ma tu składników dawaj nic na oko odłóż na bok gdzieś w miejsce zapomniane i zacznij żyć! a wtedy przyjdą same
  8. Piersi swe odsłaniam ku męskiej pokusie w skrzypiec ich myśli bezbolesnej nucie. Nikt na mnie nie patrzy, nawet ślepi nie łaszczy. Płaczę głodna moich żądz, w cierniowych kolcach chaszczy. Prowokuje i marzę o byciu prowokowaną. Duszy mej pragnienia z tym się nie rozstaną. Dotknij mnie i pokaż, że jestem dla ciebie jedyną, -tylko na chwilę chcę być wyjątkowa, twą dziewczyną.
  9. Otwieram oczy i patrzę na Ciebie, co w bieli Ty z ziemi dłońmi się wygrzebiesz. Twych oczu nie widać, ciemność z nich wylana. Co palcem w szybę pukasz, krew na nim przelana. Trupi widok w mej głowie się buntuje, jednak strachu już w ogóle nie czuję, bo na co dzień Cię mam i widzę w odbiciu. Nawet po szklanki wina czerwonego wypiciu. Cóż począć, gdy taka natura z tobą obrana, bezimiennie nazwa mi została nadana. W samotności zgiełku, twój widok przyjazny. Mimo, że na czaszce twej wyraz grymaśny. Czy odejść planujesz? Zostawić mnie samą? już porównuje Cię ze swoją nową mamą. Matką choroby, której imię zakazane. Czy dobrze, że imię jej jest mi już znane? Odchodzisz bez słowa - wyrokiem ciszy zostawiasz. Samotnie porzucić mnie w ciemności postanawiasz. Jak przywyknąć do zdrowia, gdy choroba codziennością? Obdarzysz mnie znowu swą bezlitosnością? Teraz pukam w to lustro zniecierpliwiona myśl sama że Cię już nie ma, mnie pokona. Widzę swój nos i usta całkiem już suche. na policzku widzę powolną srebrzystą muchę. Spojrzenie me cierpkie - wpatruje w nim Ciebie. Codzienność zabrała mi drugą część siebie. Jestem w potrzebie, brakuje mi Ciebie. Naprawdę, brakuje mi Ciebie
  10. tak se stoje, pije kawe czas przemyka mi przez palce chwile temu pierwsze kroki teraz w ręku dyplom trzymam szczerze mówiąc nie myślałam że tak szybko wszystko mija czasem chciałabym zatrzymać choć na chwile czy tak da się?
  11. „Przysięgnij na Boga, mój przyjacielu, Nie złamiesz serca swojemu bliźniemu. Obiecaj na honor, swoją ojczyznę, I tak nie uwierzę, bo jeszcze mam bliznę. Rana sprzed dawna się wreszcie zamknęła, Lecz jeszcze nie zniknął ciężar brzemienia. Więc przebacz , proszę, mój drogi kolego, Nie wpuszczę Cię jeszcze do serca mojego.”
  12. Pomysły uporządkowane. Myśli w jeden kurs zebrane. Schowane na później do skarbonki umysłu. Jak drobne gesty i zdania, nie mające właściciela i adresata. Jak wspomnienia zatarte wyparciem. Przeinaczone tak by były do przyjęcia. Nie piję i nie jem. Zamiast drzemki wybrałem nerwowe skrobanie stalówki o nierówną skórę wyjątkowo twardego papieru. Obiecałem, że z tym skończę. A może z sobą? Sam nie wiem. Nie pamiętam. Wiem, że wyszłaś bez słowa. Wyjechałaś w rodzinne strony. By odpocząć ode mnie i mojego pisarskiego przekleństwa. Leżę pośrodku pokoju. Mogę wstać, lecz po co? W ciemności kątów. Kurz tańczy z zagrzybiałą pleśnią. Pająki wiją się w górę i w dół na zwiewnych niciach pajęczyn. Okno przepuszcza światło słońca. A może to niebo otworzyło swe bramy. Klucze, schody, drabiny. Do nieba prowadzi mnie tym razem kolejny łyk wódki. Kto normalny dziś tworzy poezję. A kiedyś? Jednak wszyscy byli chorzy. Książki patrzą na mnie ukradkiem. Wstydzą się. Choć rozumieją. To same horrory, groza i ludzkie tragedie. Ja jestem chodzącą tragedią. Leżącą i pijaną w sztok. Napisałbym do Ciebie wiadomość o treści kocham. Napisałbym dla Ciebie wiersz o treści miłuję Cię niewysłowioną gorączką serca. A dalej byłabyś tylko Ty. Naga, z serdecznym lekko zarumienionym uśmiechem. Pieściłbym Cię romantycznym słowem, erotyczną grą rymowanych wersów. Z lubością zanurzyłbym język w zakamarkach liter dużych i małych. W prostocie i krągłości głosek i sylab. Gładziłbym kulistymi ruchami czułe wzgórza wznośnych epitetów, delikatne i przyjemnie wilgotne ścianki porównań. Stałabyś się moją poezją. Zapisałbym każdy milimetr Twego ciała. Utrwaliłbym anioła na cokole spiżowym, który prześcignął by wszystkie cuda tego świata. Ale najpierw muszę wstać. Ruszyć na podbój świata dla Ciebie. Stanąłem z trudem na nogach. Przeciąg otworzył okno a po chwili tylne drzwi do ogrodu. Letni pachnący kwieciem i owocem ogród, nie da mi weny. Wszedłem do niego jednak wabiony obrazem raju. Uroniłem z krzaka. Jedną malutką malinę. Nie smakowała mi. Nie dlatego, że była zepsuta lub zbyt mało słodka. Po prostu nie były to Twoje usta. Zawsze pełne posmaku szminki, tytoniu i cynamonowej nuty perfum. Nie piję i nie jem. Nic co nie jest nektarem z Twych ust. Widać umrę tu z wycieńczenia. Czas więc wracać i siadać do biurka, by napisać ostatni miłosny wiersz. Dla A.S.
  13. Spojrzeć w oczy chłopca okazję miała. Odrazu głębie w nich ujrzała Jasny kolor otulił jej wzrok. I nie opuszczał w mrok. Przez okienko na niego zerkać kochała. Na korytarzu długie spojrzenia posyłała. I on też na nią zerkać raczył. Lecz w głowie inną mataczył. Ona myślała, że gesty coś znaczą. Śnić o nim bez przerwy umiała. I w głowie tylko tego by chłopca miała. Lecz porcelanowe serce jej pękło. Gdy zobaczyła go z inną kobietą. Ona piękne blond włosy miała. A buzia jej pięknem krzyczała. Więc jakże by bohaterka szansę miała? Skoro ona jej przeciwieństwem stała. Mimo oczków równie jasnych - jej były jakoby sciółkiem z lasu. Jej twarz indziej utworzona być miała. I czarne włosy ona owdziała. Jej wygląd mieć chciała. I tak w nienawiści do siebie przystała. Marzyć o urodzie nigdy nie przestawała. Zawsze lepsza stawać się chciała. Pragnąc, by dostrzegli urodę jej inni chłopcy. Płakać zaczęła po nocy. Śliczność jej duszy nikogo nie interesowała. Bo mimo, że serce dobre miała. To co po sercu komu Bo serce nie zapełni domu. I tak pogodzić się z tym musiała. Ale wygląd już do końca zmienić chciała. By przystać do świata standardów. I by chłopiec pragnął jej bardzo. ~Lena
  14. Podążaj za mym głosem w dół dół dół patrz mi prosto w oczy Teraz… tak… tu… nic nie widzisz poza mną tik tak tik tak Na mnie patrz Nie patrzysz? w dół dół dół na rozkazy jesteś mój idź więc nie myśl w dół dół dół wnet zapomnisz słowa me i wykonasz rozkaz ten
  15. Szklane domy, piękne, niezliszczone marzenia szklane domy, nikt w nich nie umiera szklane domy, sny niegdyś teraz jawą się stają szklane domy, Czy to je widzę z daleka? szkalne domy, mrugam i już ich nie ma
  16. Poprzez gęstego smrodu chmury, w gorzkim zapachu, gdzie pasą się szczury, zleciały się muchy. Już ich prawie nie czuje, bo czucie pustki bezboleśnie mnie morduje. Ciało juz sine i palce w fiolecie się mienią. Może myśli me o Tobie w końcu się zmienią. Cóż począć, gdy wiotkość me nogi przygniata? Ja nie pamiętam twarzy mojego brata! W grozy mroku, zapach nadziei się nagle rozhulał - co śmiechem nade łzy me policzki otulał. Jednak imię twe - fatum - w grece pisane. Pokornie zimne ręce na ziemii rozkładane. Więc leżę i ostatnie podrygi tańca mej śmierci miłuje, chyba wieczny sen mnie w piekle nie rozczaruje.
  17. Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  18. Człowiek… dziwną jest istotą Niby chciwą, niby srogą Ale piękną,,, tajemniczą Niszczy wszystko dookoła… by na nowo stworzyć własne Niby duszę spopieloną czarną smołą zabarwioną Iskra kryje się gdzieś w głębi… Piękno, sztuka i tworzenia chęci Lecz pragnienie wciąż pomnika wnet przysłania dobra piękno I zostaje pusta postać aureolą obtoczona
  19. Ponoć to czas nasze życie mierzy a gdyby tak miast nim przeżyciami zmierzyć? życie jest pełne ich przecież starczy aż nad to Łykami kawy napisanymi wierszami i osobami które w mym życiu znaczyły wiele To nie przypadek to przeznaczenie lecz nie traćmy czasu nad jego znaczeniem wzamian cieszmy się chwilą tą piękną zanim przeminie zamknijmy w pamięci By móc wrócić do niej by móc opowiedzieć by częścią naszego życia się stała by zamiast wieku pewną ere oznaczała
  20. Raz mówi ona raz ja Raz myśli moje raz jej Nie widzę jej choć słyszę Nie mogę dotknąć choć czuję Kontrolować się staram nie umiem Zamykam w słoiku otwieram Już nie wiem kto teraz mną rządzi Lecz czuję że to nie ja
  21. Patrzę w górę nic niebo chmury słońce? nuda nuda nuda Te chmury płyną? żyją swoim życiem chcę być chmurą płynąć i krążyć w niebycie
  22. Kaktus jak każda roślina też może umrzeć od zaniedbania Zapomniany odłożony odrzucony Listek po listku odpada ziemia wysycha powoli traci swą barwę i urok Myślisz, że da sobie radę w końcu taki jest silny może wszystko wytrzymać Aż w końcu umiera całkiem przez ciągłe odkładanie najprostszych potrzeb nawet
  23. Ciemność nic nie widać Głucha cisza nic nie słychać Samotność nikogo tu nie ma Chłód wiatr jakiś wieje z daleka Sam jeden w odmętach przestrzeni Sam jeden na całej tej ziemi i nic już tego nie zmieni
  24. Szarość… i ciemność Chłód, brzydkiej natury i we mnie zamilkło wszystko Czarna pustka wróciła Choć tak naprawdę nigdy nie odeszła żyję (a może nie żyję?) we mnie w środku głęboko Szarość… i ciemność Chłód brzydkiej natury chłód we mnie już także zagościł Jest wszędzie we wszystkim nie ma ucieczki
  25. Patrzysz i widzisz ideał oceny uroda i wdzięk Wszyscy jej tego zazdroszczą nikt jednak nie patrzy na cień Widzi go tylko ona sama go w końcu stworzyła od samego początku do końca perfekcyjnie go oswoiła Gdzieś w głębi się jednak wyrywa Głos… cichy i słaby cień też pragnie wolności Pragnie miłości… Ona mu tego nie da…
×
×
  • Dodaj nową pozycję...