Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'cisza' .
Znaleziono 39 wyników
-
Framugę moich drzwi zalewały fale, a sól blokowała zamek. Otworzyłem drzwi mojego pokoju na oścież Zgrzyt sypiących się kryształów Próg przestał istnieć Doszła jedna para kapci, słodki zapach i spanie od ściany.
-
- otwarcie
- uzdrowienie
- (i 5 więcej)
-
To tak jakby ciało wyjąć z trumny i porzucić u samych stóp zimnego, spękanego grobowca. Ale chyba tak musi być. Umieramy tam gdzie upadamy. Nagle, cicho, bez bólu. Po prostu tracimy czucie, nieznośnie depresyjnej istoty istnienia. Tracimy z oczu ten świat. Pełen niezamkniętych drzwi i furtek. Pełen luster złożonych z dusz. Twarzy naszych wspomnień. Ludzi spotkanych po drodze. Nie potrafiłem być głuchym na ich słowa. Przebili nimi bak mojego dopamicznego paliwa. Gdy się nim wykrwawiałem, oni wybijali szyby, gięli karoserię, wykręcali skrzynię biegów i silnik. Do bagażnika włożyli ciężar każdego gestu i rozmowy. Kazali go wlec przed siebie na przebitych, zszarganych oponach nerwów. Było mi obojętne kto usiądzie za kółkiem. Zawsze ktoś inny kręcił kierownicą. Było mi wstyd, że jako tak piękny klasyk, muszę iść na złom. Potną mnie żyletki, ścisną prasy, rozbiją młoty. Zostanę kostką metalicznego odpadu. Wrzuconą na szczyt piramidy niedawnych królów. Wyprowadziłem się z domu. Jak wzgardzone dziecko alkoholików, wyszedłem w piżamie, zarzucając plecak na ramiona. Na podjeździe czekał wrak mojego dawnego auta. Wrósł w ziemię zarośnięta chwastem i kaleczącą dłonie i stopy, wysoką trawą. Trupy powinny trzymać się razem. I spoczywać obok siebie. Byłem śmiertelnie blady. Z głodu, wycieńczenia i upływu krwi. Jej ślad ciągnął się za mną od progu domu. Nóż został na kuchennym stole. Samochód był zielony, lecz odrapany, brudny i wypłowiały od słońca. Zżarty przez rdzę. Postępowała jak gangrena. Zaraza. Zostawiała blizny ludzkich słów. Usadowiłem się z trudem na fotelu kierowcy. Spojrzałem na zawalony strop garażu z wyrwanymi skrzydłami, metalowych drzwi. Na nich miał spoczywać napis nagrobny. Lecz ten cmentarz był opuszczony od dawna. Nie będzie tu nigdy żadnych gości. Zapaliłem ostatniego papierosa. Smakował porażką. Zablokowałem zapalniczkę. I cisnąłem ją przez wybitą szybę na próg. W ślady krwi. Zajęły się niczym benzyna a strumień ognia momentalnie powędrował w moim kierunku. Gdy doszedł do mojej rany i trzewi. Eksplozja rozsadziła nas na krwawe strzępy. A garaż zajął się ogniem zaraz potem. I tylko proch umykał przez szczeliny powykręcanej od temperatury karoserii, Rozmył się w półmroku pasiastych pól, i ukwieconych, lipcowych łąk.
- 3 odpowiedzi
-
6
-
- depresja
- dekadencja
-
(i 6 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Bez lęków u kresu.
Leszek Piotr Laskowski opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
„Bez lęków u kresu” Nie wracam już w utraconych marzeń cień, choć dawny ogród trwa pod starą duszą. Tak szybko przemknął ten młodości dzień, a wspomnienia żałobnym dzwonem głuszą. Zmęczyło się serce szlakiem ambicji dróg, które szczęście dawały i sens istnienia. Dziś wolę słuchać w półmroku starych strun, niż szukać młodości pośród złudzeń cienia. Każdego dnia gdzieś gaśnie czyjś ostatni blask i coraz więcej miejsc pustoszeje przy stole. Odchodzą ci, co mieli trwać przez wieczny czas, pozostawiając chłód i ciszę w swoim kole. Niegdyś myśl o śmierci brałem za zło, jak dziecię, co się lęka nocy bez imienia. Dziś wiem, że każdy kres odnajdzie swoje dno, bez względu na złoto, czy purpurę pochodzenia. Ta chwila zbliża się jak cichy zmierzchu chłód i coraz mniej we mnie sprzeciwu czy trwogi, bo człowiek rodzi się, by wejść w ostatni próg i z końcem powrócić w pył – u kresu swej drogi. Leszek Piotr Laskowski. -
Cisza to najpiękniejszy dźwięk gdy jedyne co słychać to wodospad myśli w głowie jak letni wiatr ostudza lęk i trwać tak w swojej wewnętrznej rozmowie Słońce promieniami ogrzewa moje ciało choć czasem w cieniu skryją je chmury otoczenie ulubioną melodię grało i staję się jakiś mniej ponury W lesie zapach dębów, sosen i kwiatów i zieleń nadziei widzę dookoła a dusza się błąka po tysiącach wszechświatów i nic tej medytacji przeszkodzić nie zdoła Śpiew ptaków i stukot nóżek małych czuję rytm bicia serc setek stworzeń nic nie jest cenniejsze od tych chwil wspaniałych gdy cenię naturę od gór najwyższych po najgłębszy korzeń
-
Zostałem w ciszy, która dusi bardziej niż krzyk, jakby świat zatrzymał się dokładnie w chwili, gdy odeszłaś. Nie ma tu już nic tylko ja i pustka, która rozrywa mnie od środka kawałek po kawałku. Smutek nie jest już uczuciem to coś, co siedzi mi w klatce i nie pozwala oddychać. Każdy wdech boli, jakby powietrze było za ciężkie, jakby Twoja nieobecność miała swój własny ciężar. Czuję to fizycznie ten ból w klatce piersiowej, jakby serce próbowało bić mimo tego, że już nie ma dla kogo. Jakby pękło i zostało tak… niedokończone, zostawione dokładnie w momencie, gdy Cię straciłem. Najbardziej niszczy mnie to, że nic nie mogłem zrobić. Stałem i patrzyłem, jak odchodzisz z całym moim światem, i byłem kompletnie bezsilny jak ktoś, kto tonie, ale nawet nie ma siły krzyczeć. I teraz mam żyć ze świadomością, że to nie ja będę obok, kiedy będziesz iść przez życie. Że ktoś inny będzie słuchał, jak opowiadasz o swoim dniu, że ktoś inny będzie tym, do kogo wrócisz wieczorem. Ktoś inny będzie Cię przytulał, kiedy będziesz słaba, kiedy będziesz szczęśliwa, kiedy będziesz sobą. Ktoś inny przeżyje z Tobą wszystko to, co miało być naszym „zawsze”. A ja? Ja zostałem z myślą, która rozdziera mnie najbardziej że już nigdy nie będę mógł Cię przytulić. Nigdy. Nie będzie już tych chwil, tych spojrzeń, tych oddechów obok siebie. Nie będzie ani tych najlepszych momentów, ani tych najgorszych, które mieliśmy razem przetrwać. Jakby ktoś zabrał mi całe życie, a zostawił tylko wspomnienia, które bolą bardziej niż brak. Ten ból w klatce nie mija. On tylko przycicha, żeby za chwilę wrócić i przypomnieć, że straciłem coś, czego już nigdy nie odzyskam. Że straciłem Ciebie. I wiesz co jest najgorsze? Że mimo tego wszystkiego… dalej bym Cię wybrał. Jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze tysiąc razy. Oddałbym wszystko, żebyś wróciła. Dosłownie wszystko nawet to, co ze mnie jeszcze zostało. Bo ja nie chcę świata bez Ciebie, nawet jeśli muszę w nim dalej żyć. I gdzieś głęboko, mimo całego tego bólu, trzymam się tej jednej, ostatniej nadziei że nasze drogi jeszcze kiedyś się spotkają. Że to nie był nasz koniec… tylko przerwa, której nie rozumiem. bardzo bym chciał, żebyś wróciła. Proszę wróć.
-
Poetyckich dusz nie trzeba siać, ani też rodzić w bólach i mękach. Wychowywać, hodować pod parnym kloszem, by wydały owoc cierpki w smaku. Odbijający się palącą zgagą. Trujący wręcz dla serc i myśli. Poeci to kamienie pozostałe na krańcach ugorów. Przysypane piachem, zaplątane w powój i oset. Ukryte w cieniu rozplenionych, strzelistych pokrzyw. Rdestów i krwawników. Łaskotane liśćmi paproci. Zasłuchane w opowieści wichru. W pieśni chóru chmur, zwiastujących ciepłe, letnie burze. Niezauważone, nieważne, nieistotne. I przez to twarde i nieustępliwe. Nie straszny im skwar ani deszcz. Mróz kąśliwy i mokry śnieg. Są przerzucani i kopani. Bez prawa do miejsca, które nazwali by domem. Azylem dla spokojnego bytu. Niełatwa to rola. Są tacy, którzy pękają. Obracają się w kruchy proch. Bo są zbyt czuli, lub biorą na siebie więcej niż ktokolwiek mógłby znieść. Są jednak kamienie zbyt ciężkie i stare. Olbrzymie głazy ostałe od pokoleń, na straży szlaków, mogił czy duktów. Stoją na bagnistych i leśnych rozstajach w płaszczach z mrocznego mchu. Ich żywot spisały, solne naloty na powierzchni. Zapytane, nie odpowiedzą. Zaczepione, będą milczeć jak grób. Pogłaskane czule, będą zimne jak trup. Ich czas minął. Ich cywilizacja odeszła. A poezja stała się tajemnicą. Wierzą tylko w upływający czas. Mówi się, że widziały pierwszą śmierć i dożyją zapewne finalnej zagłady. Ja już dawno rozpadłbym się, klnąc i pomstując na poboczu rowu. Lecz mieszkam w samotni prawdziwej. Gdzieś w środku kniei niczyjej. I mam się świetnie. Milcząc, zimną stagnacją. Gdybym miał jeszcze serce sprawne to biłoby dla kogoś teraz. Krusząc mnie, niszcząc i ośmieszając. Drwiąc ze mnie bez litości. Tylko dlatego, że kocham siebie. A nienawidzę pustego uczucia do człowieka i jego ułomnych słabości.
- 5 odpowiedzi
-
8
-
- dekadentyzm
- samotnosc
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Świat uciekł o całe mile naprzód. Nie zamierzam go gonić. Wróci. Kiedy skończą mu się opcje. To niewiarygodne, że mają tyle możliwych dróg, ścieżek i ścieżyn. Tyle znajomości, kontaktów i palet rozwoju. A potem widzę ich jak wracają ze świata. Pod rękę z biedą i chorobami. Uciekli bez słowa. Bez pożegnania a teraz mogliby rozmawiać bez końca. Ostrzegałeś nas. Zawsze byłeś najmądrzejszy. Jestem lepszy jedynie dlatego, że widzę początek końca. I czekam na definitywny koniec. Rozumiem go. Pragnę. Choć przecież mogę żyć nawet w rezerwacie dla obcych. Teraz i tak wszystko zaczęło się układać. Mógłbym spróbować ale szkoda mi niszczyć taki piękny nagrobek. Wszyscy już dorośli. Starzy kompani mają dzieci, domy i kobiety. Wielu pokonał nałóg. A Ty? Wstyd się przyznać ale chyba jedynie wiersze. Ach tak! I miejsce na cmentarzu. Obok starego, lekko wyschniętego świerka. Kolekcję białych zniczy. Przekleństwo istnienia. A przecież jest już lepiej. Bez serca. Bez duszy. Piekło przygasiło swe kotły, lecz diabły nie wyprowadziły się z głowy. Wypędziłbym je, ale po co mają krzątać się za mną w cieniu. Skoro mogą iść w mych nogach. Zresztą próbowałem. Szkoda zachodu. Nie mam sił. Świat nie zaczeka. Ale ja nie biegnę. Za sławą czy pieniądzem. Ja wykuwam nową pietę. By choć anioły miały po mnie pamiątkę. Dzwony grają nokturn. Sala pożegnań otoczona kręgiem fałszywej ludzkiej żałoby. Wszedłem ostatni. Starannie ubrany, ogolony i ostały w drgającej pustce ciszy. Pierwsza łza. Stanąłem nad białą trumną. Druga. Otworzyłem wieko. Robak dekadencji nie wypełzł na spotkanie. Leżał w zimnym stężeniu śmierci. Słowo stało się ciałem. Ciałem trupa. Włożyłem sobie do trumny, książki, płyty, harmonijkę i szablę. Zamknąłem wieko, trochę zbyt mocno, aż trup obudził się a przynajmniej otworzył puste oczy. Zagrali mu jego ukochane piosenki, które sam wybrał. Najpierw The End. To już jest koniec. Mój jedyny przyjacielu. To już jest koniec tych wszystkich nocy w trakcie których próbowaliśmy umrzeć. A potem nad wykopanym dołem. Nutshell, by dobić swoje nieruchome serce i rozbić dusze żałobników. Słuchajcie. Jeśli nie mogę być sobą… to wolę być martwy. Możliwe, że zrozumieli, gdy zasypywali sprowadzoną do grobu trumnę, potokiem białych róż.
- 12 odpowiedzi
-
8
-
- dekadencja
- dekadentyzm
-
(i 7 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Wyłączyłem lokalizację. Kto będzie mnie szukał, skoro próżno szukać w historii połączeń jakichkolwiek kontaktów. Kiedy dzwonek u drzwi wzbudza nie radość. Nie ciekawość. A jedynie lęk. Jeśli już przyszedłeś mnie odwiedzić to zapal znicz w progu. Najlepiej biały, lekko pękaty i nieduży. Z żałobnym aniołkiem na froncie. Wiesz, zawsze wyobrażałem sobie, że chociaż anioły będą za mną płakać. Ale kto wie czy pierzaste, białe chmury są mi przeznaczone. Tak nie po drodze mi do nieba. Choć spisując nieraz rachunek sumienia, dochodziłem do wniosku, że odpokutowałem. Z nawiązką nawet. Całe życie było mi tylko biczem, który gonił mnie jak wieprza na rzeź. Po ostrej stromiźnie, ku szczytowi Golgoty. Obok znicza połóż kwiat. Jedną, samotną, białą różę. Nie bukiet. Nie wiązankę strojną i bogatą w detale florystycznych dziwadeł. Samotną różę. Jak ja. Mieszkanie zapuszczone do cna. Ciemne i zimne. Jest cmentarzyskiem. Pochowane są tu wszystkie moje cele i marzenia. Wszystkie dawne miłości i wspomnienia. Dziecka, które umarło na chorobę nieuleczalną. Na ostre zapalenie duszy. Zjadły ją. Mrok i żałoba. Samotność, której nie był w stanie przezwyciężyć. Której wtedy nie rozumiał w pełni. Nie rozumiał wszystkich drwin i szyderstw pod swym adresem. Nie chciano by był. By istniał. Wiedział, że to przez to, że był inny. Pewnego dnia żałobna mgła, zabrała go. Umarł. Nawet nie wiedząc o tym, że przyszła już śmierć. W dniu w którym odszedł, narodziłem się ja. I wszystko stało się jasne. Wiem kto i dlaczego wydał na niego wyrok. Kto go zgładził. Minęło przeszło dwadzieścia lat. Jak na nekropolię przystało, jego grób znajduje się w jej starej i praktycznie nie odwiedzanej części. Dopóki miałem siły, dbałem o to by spoczywał godnie. Stawiałem też aniołki i różę Teraz salon jest zarośniętą, zakurzonymi pajęczynami graciarnią. Z butwiejącą od wilgoci podłogą, rozoranymi głębokimi pęknięciami, jak bliznami, wypłowiałymi ścianami. Nocami domostwo płacze, wyje i skomle. Recytuje, cmentarne makabreski. Czasami i ja uczknę z nich natchnienie. Do nowego wiersza. W bezksiężycowe noce, siedzę oparty o swój nagrobek. Rozmawiam cicho sam ze sobą. A może z duchem samotności? A może z demonem pogardy? A może z jego dziecięca duszyczką? Spoczywam w grobowcu, w samym centrum sypialni. Trumna już jakiś czas temu skruszała od upływu czasu. Kiedyś za życia była łóżkiem. Nie opuszczam już swego grobowca. Mam w nim zamontowane okienko. Przez, które czasami wyglądam tylko po to by popatrzeć jak świat się zmienia. Bo wiem, że ludzie nie potrafią. Duchy muszą być przywiązane do miejsc. Dlatego nie zaglądam już za drzwi wejściowe. A raczej bramę cmentarza. Nie zobaczę więc znicza ani róży. Ale będę rad, wierząc w to że pamiętasz by choć w rocznicę je tam umieścić. Jeśli Ty ufasz i wierzysz w to, że trwam w bezdni swego grobowca. Wracając zmów modlitwę za mnie. Ku pamięci i za spokój duszy czyśćcowej.
-
Thomasie, czemu wzbraniasz mi przekroczyć próg dobrej nocy? Nie ma tam demonów. Jest tylko spokój, którego tu już brakło. Cisza czeka — nie zła, nie dobra, tylko głucha na wszystko, co we mnie krzyczy i krwawi. Nie niesie łaski ani potępienia. To nie kara - lecz znużenie, które wreszcie milknie. Ona kusi — nie obietnicą, lecz końcem napięcia, zawieszeniem myśli. Nie śmierć mnie wzywa, ale ulga. W jej dłoniach spoczywa nicość. Nie zważy win, nie dotknie wspomnień - pochłonie mnie - całą. * inspiracja: wiersz Dylana Thomasa „Do not go gentle into that good night” ("Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy")
- 16 odpowiedzi
-
15
-
- dylan thomas
- cisza
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
To samo mieszkanie. W nim - wrzeszcząca cisza. Światło zapalam już tylko dla siebie. Mój cień nie wita się z nikim.
-
Ty, tylko ty tak na mnie działasz, Że od ciebie wzroku oderwać nie chciałam. Czas spędzony z tobą, to jak zasnąć w pół mroku, W ciszy i spokoju. Choć mieszkamy daleko, Chce być przy tobie blisko. Mimo tego jak leci czas, Chce żebyś wiedział, że kocham cię od zaraz. Na zawsze bez pośpiechu, Z bijącym sercem na zewnątrz. Nie zatrzymam się nigdy, Wiedząc że z tobą każda minuta się liczy.
-
pośrodku snów stoję ja i marzenie moje o spokoju świętym o niepojętej ciszy którą usłyszeć zdołam nim świat mnie zawoła na już na raz i dwa mam być i stać i trwać działać w chaosie, którego nie znoszę nie wolno się bać więc szybko zabijam strach lecz on udaje że nie żyje znów łapie za szyję i chociaż się biję przegrywam - - kolejny raz znów sterczę w tych niepokojach pustostanach bez okien na wewnętrzny ład ustaje wiatr ja ustać nie zdołam wołam, nikt nie słyszy jak do wnętrza łkam ramtamtam życie to gównoburza wstaję z kolan, chwiejnym krokiem ruszam kolejny raz w zafajdany świat
-
Cisza przybywa, w pokoju się gości Natłok myśli bez litości Czy to stara, nowa sprawa Nie jest ważna jej oprawa Lecz w niej pejzaż kreowany Pędzlem myśli malowany Tylko czemu znów coś złego? Wciąż żałujesz życia swego? W ciszy możesz mieć schronienie Z myśli stworzyć ukojenie Zatem czemu sam świadomie Wybierasz ich mroczniejszą stronę?
- 4 odpowiedzi
-
4
-
“noc” oddalony kosmos poskromiony dzień przystanek dla zmęczonych co myślisz jak słońce spada z nieba, wychodzi jego wróg? przyjaciel? w krzakach coś się rusza znak by spocząć by inni żyli dolina lamp łączy się z budowlami tam dzieją się historie młodość kłębi się w zakamarkach pod płaszczem zrobionym z gwiazd tylko mrozu do orszaku brak gwardia u bram bezkres tak nieznany przynosi przerażenie bezkarnością przychodzi moment otępienia w mroku odnaleźć spokój w tafli jeziora odbija się nieskończoność tam udam się po śmierci
- 2 odpowiedzi
-
4
-
- noc
- melancholia
-
(i 5 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Gasną wybuchy złote i grzmoty pąsowe, Ku górze się unoszą kłęby burosiwe, Rozrosłe sosny trzeszczą, jak smolne łuczywa, Dęby boleśnie szumią ostatnie swe słowa. Umilkły pod gruzami skrzypce połamane, Drgają bez celu struny gitary spalonej, Truchleją serca dzwonów, gromem porażone, Dopalają się z wolna stuletnie organy. I dźwięk razem z bezdźwiękiem staje się nicością, Bezkształtem i bezbarwą, pustką, bezbytnością Tylko echo skrwawione, umęczone, smutne Przędzie z pogłosów srebrnych psalmy swe pokutne. Ta muzyka nad grobem trwa wieloistnienia, Jak elegia, przestroga lub wyrzut sumienia…
-
Zamknięty w pokoju o życiu rozmyślam, na wiele elementów umysł się rozbryzga: jeden o przyszłości, o tym, co nadejdzie, inny o uczuciach, wciąż z otwartym sercem, pewien o wyborach podjętych pochopnie. O wszystkich tak samo, o każdym tak spokojnie. Przelotny jest ten spokój, bo po krótszej chwili czuję zapach ciszy. Czyżbym się pomylił? Zapach ten dość drzewny, może orientalny, trochę tytoniowy, nieopisywalny. Wzbudza on niepokój, szczęście, smutek, ból. Nagle słyszę budzik – koniec tego snu.
-
Schodzę w siebie na palcach i walca tańczę z ciszą. Wczoraj kazali mówić, jutro mnie nie usłyszą. Rozpływam się w milczeniu jak czekolada w ustach. Spisano mnie na straty, a jestem kartka pusta. Rozchodzę się po kościach innych dróg nie znajduję. Nie zerkaj w moje oczy nie sprawdzisz jak się czuję. Schodzę w głębię, zostaję chaos mnie nie dopadnie. Niech świat się wspina na szczyt I tak jest dawno na dnie. Straciłam ale zyskam bo zachowałam wiarę. Prawdą jak fleszem błyskam ze wstydu się nie spalę.
-
Cisza. Tu buduję ruinę od podstaw. Stara klisza w kieszeni, A na niej garść mych zakurzonych postaw. Ja w cieniu księżyca Ukrywam się od głosów "weź się podstaw" Choć nad głową ta sama nieboskłonu płyta, Jak sobą pozostać? Rafał i dwa oblicza? Ja to znowu tylko post-ja. Na karuzeli życia róża wiatrów mówi: Twoją stroną jest ta północna. Wiem różo wiatrów, To wszystko wokół chwieje się na glinianych nogach. Jestem nieskończony, Jestem? Nie! Skończony na samych początkach? Na ciszy pozostała blizna Więc zaczynam szyć życie od końca. Samotne, nieme słowo pływa we wzburzonych emocjach.
-
Nie chcę w tym szumie brać udziału, w tym całym zgiełku, krzyku, wrzawie. Ciszą mnie dzisiaj podotykaj, w objęć milczenia weź łaskawie. W lesie pod dębem posiedź ze mną. Wyszeptaj wierszyk o miłośći. I niech świat roślin, zwierząt, ludzi, tego spokoju nam zazdrości. Nie chcę zamętu lecz od ciebie, tej jednej obietnicy zgrabnej, że mnie w spokoju nie zostawisz. I tylko mnie i więcej żadnej!
-
Mądrość jest milcząca, Nie chce dużo mówić. Woli w ciszy usiąść, pomyśleć, poczytać. Mądrość bacznie patrzy, obserwuje, czeka. A gdy nie rozumie, poszuka, popyta. Mądrość miłosierna, odważna zarazem. Swym zasadom wierna, dba o wartość duszy. I gdy przyjdzie moment dać swoje świadectwo, żadną mocą, siłą, mądrości nie skruszysz.
- 17 odpowiedzi
-
10
-
- mądrość
- miłosierdzie
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
"Cisi" Znowu w naszych rozmowach wylewamy tony niepotrzebnych słów Czasem szkodliwych jak chemikalia, kiedy indziej słodkich ,aż do przesady Widzę rzędy oślepiających pereł patrząc na Ciebie gdy powiem coś miłego Gdy rzucę coś szorstkiego, grymas jak u dziecka po porach roku Vivaldiego. Gdy w trakcie emocjonalnej burzy padną słowa Po których oświadczeniu staniesz się natychmiast blady Pojąć łatwości w ich rzuceniu głowa nie zdoła Lecz nienawiść i miłość to dwa skrajnie bliskie światy. Kolejny raz nieproszony potok słów płynie z ust twoich Mówisz, że zawsze jestem zapatrzony w Ciebie ślepo Jedyne na co patrzę to gwiazdy i to cudne niebo Gdybyś wiedziała jak lubuję się w chwilach ciszy drogich. Jak malutki fragment pękniętego lustra prędko leci w dół Tak spływa po twym policzku smutku łza na drewniany stół Rzewnie płaczesz bo wiesz, że mogłaś być "tą" osobą Chociaż mnie to boli - odejdź, miejmy to za sobą. W ciszy zrozumiałem jak bolesne bywają ludzkie żywoty Poczułem to dopiero po czasie prawdziwej tęsknoty Więc skoro nie umiemy milczeć jak tybetańscy mnisi Wykrzyczmy zatem jednym głosem "błogosławieni cisi"!
-
Zimowy obłok mglistego sadu wsłuchany z wolna w śnieżynek szepty gałęzie splótłszy w dłonie bielone rysuje nuty wabiących śladów Perełki rozbłysk w błękitnej głuszy zatacza łuną kolisty promień ze snu urwany pies odlatuje spuszczany łańcuch swobodą milczy Na rogu nieba czeka wytrwale budę porzucił ziemskich marności z niejasnej dali wywęszył wolność wiecznie kuszącą zakrętem ciszy
-
lament byle kogo w zaciszu własnego serca
koralinek opublikował(a) utwór w Fraszki i miniatury poetyckie
kto mi odpowie nikt mi nie odpowie tylko cisza jak w zamkniętym grobie grobem moje serce uczucie me skostniałe Panie czekam na Zmartwychwstanie...- 2 odpowiedzi
-
4
-
Tajemniczość nie skrywa się w ciszy Ale znajduje się w chaosie Wielu, powiązanych ze sobą Wrzeszczących głosów. Po środku znajduje się Jeden, samotny człowiek. Wyróżnia się z tłumu, Jakby reflektor na niego świecił. Rozmawia z nieobecnym Obserwatorem świata. Jego słowa giną w hałasie, Zostawiając tylko ślad na ustach. Nikt nie próbuje zrozumieć Jego mądrości, wszyscy krzyczą O własnych racjach, ginących w tłumie. On nie krzyczy, tylko szepcze. Szepcze o tym jak powstał świat, O marności istnienia, Nieśmiertelności kwantowej I niezrozumianych paradoksach...
-
2
-
- hałas
- tajemniczość.
-
(i 5 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Czy słyszysz ją czasami w ciszy swego dnia, kiedy to przemawia do ciebie dusza twa? Pragnie przekazać ci coś bardzo cennego, dzięki jej doświadczeniu – dość istotnego. Wycisz się i porzuć na chwilę działania z uwagą wtedy wysłuchaj jej przesłania. Ona najlepiej wie, co jest w życiu ważne, wysyła Ci myśli mądre i rozważne. Wzbogacisz wtedy swoje wnętrze i życie. Tak wiele niuansów czeka na odkrycie. Doświadczysz ważnej przemiany świadomości, nauczysz się bezwarunkowej miłości. Poznasz także sekrety wyższych wymiarów, życie twe nabierze ciekawszych walorów. Zrozumiesz wtedy, jak płytkie kiedyś było, jak wsłuchanie w ciszę Cię odmieniło. Pozwolisz poprowadzić się lepszą drogą, wraz z tymi co chcą i zmienić się mogą. Otwarcie umysłów na szepty mądrości, daje spokój-lęk w nas już nie zagości. Każdy z nas w duszy swoją prawdę posiada. Słuchajmy jej uważnie, bo podpowiada, co prawdą jest, a co już od niej odbiega. Na tym bowiem, jej ważna misja polega.
- 1 odpowiedź
-
3
-
- dusza
- przesłanie
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami: