Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'miłość' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Fraszki i miniatury poetyckie
    • Haiku
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o portalu
  • Różne

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


  1. Ja chyba to czuję, Zawsze na zawsze razem, Teraz już nie odpisujesz. Cisza... Tyle wspólnych chwil. I teraz mam wolne. Straciłem Cię bestie, Odbierz. Nie zostawiaj! Nigdy mnie przenigdy! Pamiętasz? Mówiłaś tak przy whisky! Nie zostawiłem! Nigdy Cię przenigdy! Pamiętałem. Prosiłaś tak przy whisky! Odbierz. Nie będę przecież zły. Wybaczę! Nie zostawiaj mnie. Proszę, wybaczę te dni ciszy. A teraz milczysz... Napijmy się whisky.
  2. Czy ja w niebie żyć podołam Czy nad wodę się uniosę Jak ten bezmiar mam ogarnąć Czy mnie znajdziesz tam niebogę Czy w szuwary za mną wzlecisz Czy ja Twoją miłość wzniecę Jaka będę tam dla Ciebie Czy docenisz moje wdzięki Z dna moczaru Małej Jętki Czy ten niebny świat bezpieczny By opuszczać lepkie dno Czy potomstwo wydać zdołam A czy zdrowe będą dzieci Tak bym chciała z Tobą żyć A gdy przyjdzie koniec dnia Czy ja z Tobą umrzeć zdołam O zachodzie, życia kresu Znów mam doła Jestem na dnie Twoja „Ję”
  3. Czy więc pragniesz marynarza co się w życiu raz powtarza? chcesz pamiętać mnie w swej głowie ukojenie czuć w mym słowie gdzie więc jesteś ma kochana memu sercu wnet oddana? Ja przepłynę każdą wodę i przebędę każdą drogę lecz na kursie duża fala Mnie od ciebie wciąż oddala
  4. Miłość czy to nie głupie? Nie sprzeczne ze sobą? Gdzie jedno serce widzi w drugim cały świat, a drugie milczy, jakby nic nie widziało Czemu pośród miliona róż wybrałbym akurat ciebie? Mówią że tego kwiatu jest pół świata Lecz coż mam począć jak moje serce tylko patrząc na ciebie się kraja? Pośród cierpienia, zła, smutku Właśnie ty jesteś światełkiem Rozjaśniającym niebo jak ta jedna gwiazda Zawsze stojąca w jednym miejscu Z włosami błękitnymi jak światło odbite w wodzie. I te oczy pod wpływem miłości patrzące na me niedoskonałości Serce prosi ale rozum odmawia A usta jak magnes przyciągają moje Choć więcej niż patrzeć zrobić nie mogę I choć już twoje serce dla mojego nie bije To dalej tylko dla ciebie żyje
  5. Papierosy i miłość mają wiele wspólnego. Ludzie którzy palą wiedzą że ich to zabija. W mniejszym lub większym stopniu. Mimo tego to robią. Bo sa uzależnieni albo potrzebują odskoczni. Mają nadzieję że akurat ich nie dotkną konsekwencje. Mimo że są ich świadomi. Ludzie którzy kochają wiedzą że będą zranieni. W mniejszym lub większym stopniu. Mimo tego to robią. Bo są zaślepieni albo potrzebują miłości. Mają nadzieję że akurat ich nie dotnie ból. Mimo że są go świadomi. Więc dlaczego tyle ludzi decyduje się palić, a tak mało ryzykuje w miłości?
  6. Ktoś zapytał — czy warte jest poświęcenia? Pewien starzec odpowiedział z przekonaniem. Lecz dla kogo? Dla własnych wartości czy dla drugiego istnienia? Być może nie w wartościach kryje się to, czego szukamy, lecz w sercu i uczuciu, którego wciąż nie potrafimy do końca pojąć. Być może właśnie dlatego walczymy o dobro i o uśmiech na twarzy drugiego człowieka, by własne blizny zagoić jego szczęściem. Gdy sami ponownie szukamy ścieżki, którą chcemy podążać, być może to oni są odpowiedzią na nasze zagubienie. Może nie jesteśmy tutaj tylko po to, aby myśleć o sobie. Być może naszym zadaniem jest walczyć o radość tych, którzy idą obok nas. Może właśnie wtedy odnajdujemy samych siebie. A naszą myślą przewodnią nie będzie już wartość, którą kierowaliśmy się przez całe życie, lecz uczucie, które odkrywamy każdego dnia choć jego sensu wciąż nie potrafimy do końca rozgryźć. Być może nadejdzie dzień, w którym spojrzymy dookoła siebie, w rodzinnym domu, gdzie przeżyliśmy swoje dni, i pomyślimy... Czy było warto? Lecz odpowiedzią nie będą słowa, ani najgłębsze analizy. Będzie nią spojrzenie na tych, którzy pozostali przy nas. I wtedy zrozumiemy, czym tak naprawdę było to uczucie, którego uczyliśmy się przez całe życie. Pocałunek żony. Łza radości córki. Biegające wnuki po pokoju. Czyż nie o to właśnie nam chodziło? Zrobiłem wszystko, co byłem w stanie. Oddałem wszystko, co mogłem. A życie odpłaciło mi uczuciem, którego szukałem przez lata. Dopiero oddając siebie drugiemu, zrozumiałem, po co tu jestem.
  7. Pozornie wszystko szło normalnym, utartym trybem. Jednak pozory to zawsze tylko pozory. Musieliśmy już od dłuższego czasu udawać, że podoba nam się wystrój kawiarni. Nie irytuje nas puszczana muzyka. Nie rozpraszają rozmowy przy sąsiednich stolikach. Płacz i krzyk dzieci, biegających między stolikami. Kelnerzy byli świetni w stwarzaniu pozorów. Udawali usłużnych i przemiłych a tak naprawdę wylali by całą zawartość tac na nas i w upokarzającym marszu do drzwi, wypędzili by gości do domu. Nie lubili sztucznych uśmiechów i gier. Jak ja. Wszystko było na bakier. Nawet deser. Zamówiłem to czego najbardziej nie znosiłem. Zamiast czarnego espresso i ciasta czekoladowego. Zamówiłem ciasto z czerwoną porzeczką a dodatkowo herbatę, którą piłem tylko wtedy gdy byłem umierająco chory na grypę a i wtedy siorbałem ją powoli i z obrzydzeniem. Sam jej ohydny zapach wywoływał efekt kolejki górskiej w moim żołądku. Ale w końcu czego się nie robi dla wyśnionej kobiety. To już niestety ten moment gorączki serca w którym jak to mówią a gdyby ci kazała skoczyć z dachu to byś skoczył? I pewnie skoczyłbym z jej imieniem na ustach. Jedynym punktem zaczepnym i zupełnie nie stwarzającym pozorów była Twoja postać po drugiej stronie stolika. Swe ciemne włosy upięłaś w wysoki kok, ułożony na srebrne wsuwki. Makijaż miałaś delikatny, bo Twoje ponętne, duże oczy nigdy nie wymagały ostrego podkreślenia. Ich linia zawsze powodowała, że spojrzenie jakim mnie obdarzałaś zapierało mi dech. Wiszące, długie kolczyki, rozświetlały Twą anielsko delikatną twarz. Założyłaś też zawieszkę z inicjałem imienia, którą podarowałem Ci ledwie wczoraj. Żałuję nadal że zgubiłaś poprzednią, prezent od mamy. Lecz mam nadzieję, że ta będzie przypominać Ci o mnie po kres dni. Im więcej takich drobnych spraw wokół nas tym bardziej wierzę w przeznaczenie. A może Ty również wierzysz? Wierzysz we wróżby, sny, magiczne kamienie. Mój ołtarz, ugina się od złożonych ofiar. Sam oddałbym życie, duszę, wszystko, bo i tak w moich krokach, ruchach, snach jesteś tylko Ty. Dopiłeś już? Zapytałaś, delikatnie muskając swą przyjemnie ciepłą dłonią, moje zaciśnięte na uszku filiżanki palce. Tylko przytaknąłem, patrząc smutno w plątaninę chaosu, czarnych fusów. Wszystko wróży mi zawsze chaos. Najwyższy czas odejść w cień i mrok. Dukt i knieję. Cmentarze i bagna. Czas wrócić do domu. Daj odczytam tą wróżbę. Co nam przyniesie los. No tak była w końcu domorosłą wiedźmą. Rozszczelniła mój chwyt i przesunęła delikatnie filiżankę w swoją stronę stolika. Delikatnie nią zakręciła. Reszka płynu zmyła czarne fusy w środek naczynia. Jesteś gotowy? Patrzyła na mnie tak jakby wiedziała. Jakby znała mój los. Moje przeznaczenie. Szczęście którym była. Wbiła czujny wzrok w dno naczynia. Kochałem jej aurę, magię i sensualny teatr onirycznych wizji. To ciekawa wróżba. I spełni się niebawem. Czyżby. Tylko tyle potrafiłem z siebie wyrzucić. Jej czar, wyłączał moje zmysły. Chcesz wiedzieć co zobaczyłam? Tak. Chcę poznać prawdę. O nas. To rzuciłem już tylko w myślach. Widzę młodą dziewczynę. Szalenie zakochaną i pragnącą szczęścia. Początkującą wiedźmę, którą otacza szczelny sabat potencjalnych wybranków. Żaden z nich jednak nie przemówi do jej duszy. Na granicy kniei, czai się olbrzymi wilk. Patrzy z chęcią mordu na chłopców a na dziewczynę z niesamowitym pragnieniem i czułością. Pokona bez problemu tych bezbronnych młokosów a dziewczynę porwie w bezkres gajów. Jest jej opiekunem i strażnikiem. Kto wie może będzie jej lubym. Nic nie będzie w stanie go powstrzymać. Złapała moją dłoń. Zimną i wręcz sztywną od napięcia. Co myślisz o tym? Zrozumiałem tylko, że z fusów odczytała mój plan.
  8. Nie odbiera mi to mowy czy powinno? Kwiaty w rękę mi nie wrastają i nie czuję swądu, gdy ich brak Głodów kartek, paczek i stu imion nie miewam a wpajają, iż jakaś to dziwota Serce mam, lecz ono nie często łaknie łatwo się syci i na długo Jeden specjalny dzień po nim zwykłych przetrwać mogę nawet milion Taki kazus… to precedens? Mało mi do szczęścia trzeba może przez to mało uobecniam? Może zwykle żyję innym będąc kropka
  9. zdradziłeś mnie. zniknąłeś, cierpiałem, cierpiałeś. wróciłeś. mówiłeś, że się naprawiłeś. naprawiłeś? czy myślałeś, że się naprawiłeś? przeprosiłeś. naprawdę przeprosiłeś? wybaczyłem. wybaczyłem, czy myślałem, że ci wybaczę? ciężar. ból. stres. lęk. zaufanie? myślałem, że ci zaufam. myślałem, że dam rade. myślałem, że się zmieniłeś zmieniłeś? czy uważałeś, że się zmieniłeś? szansa, dałem ci szansę. ciężka decyzja. szansa, by ja wykorzystać. wykorzystałeś? czy ją zignorowałeś? zignorowałeś. pokusa. pojawiła się pokusa. myślałem, że ci ufam. dałem ci szansę. dałem ci zaufanie. zmieniłeś się? czy uważałeś, że się zmieniłeś? ból. strach. lęk. zaufanie? straciłeś moje zaufanie. znikasz. cierpię. myślałem, że ci zaufałem. myślałem, że dam rade. myślałem, że ci wybaczę.
  10. Dzień II Od rana myślę o stoikach oni mówili – panujcie nad emocjami epikurejczycy – żyjcie spokojnie uciekajcie od cierpień Przychodzisz powoli dostojnie spoglądasz z gracją nadzwyczajnie w sercu ukłucie w środku duchota Dzisiaj, jakby specjalnie oczy podkreśliłaś eyelinerem usta wydawały się pełniejsze Zamieniamy się zmianami ja od rana – wychodzę Ty do północy – zaczynasz pracę Przy drzwiach odwracam się jesteś – obserwujesz każdy krok mój pojedynczy Łapię się za głowę – od wczoraj jestem zależny od Ciebie wykonam każdy Twój nakaz i polecenie W domu zbyt spokojnie cisza powinna wyciszać i koić w ciszy myśli zapętlają się A każda próba zajęcia siebie czymkolwiek – parapetów przecieraniem odkurzaniem, myciem podłogi powrót mych myśli powoduje Za oknem widzę naszą pracę spontanicznie ubieram się pójdę tylko na kawę Nie dowierzasz po godzinach wróciłem akurat na Twoją przerwę Idziemy zapalić siadasz naprzeciwko mnie Milczysz staram się wydusić słowo zachować równowagę i fason Wymieniamy się spojrzeniami to nie konkurs – kto z nas dłużej wytrzyma bez mrugnięcia powiekami Nadal milczysz wybuchasz śmiechem zagadujesz, przełamując barierę Trzydzieści minut minęło jak palca pstryknięcie jak papierosa jednego wypalenie Ciąg dalszy nastąpi…
  11. Dzień I Miałem czystą głowę serce i umysł pojawiła się… Ona O wdzięcznej urodzie o rysach wykształconych aparatem ortodontycznym z uśmiechem wyrazistym z zalotnym spojrzeniem z włosami spiętymi w kok Charakteryzował mnie od zawsze słowotok wtem ugięły się nogi mowę odebrało skóra z bladej w krwistą czerwień przeszła Co się ze mną dzieję czyżby parę sekund wystarczyło by zadrwić z ukochanych stoików epikurejczyków mieć w poważaniu? Zapomniałem o normach obyczajach o wszystkim, co po porażkach zostało w głowie pełnej ran? Ciąg dalszy nastąpi…
  12. Spotykaliśmy się tygodniami dłonie przeplatały się jak struny usta za ustami podążały szeptem mówione obietnice arkadii Piątek po dziesiątej randka miała być udana głos ciepły przechodzi w chłód zapada wyrok Wyprowadzam się od codzienności mej szarej uciekam na odległość to bliskości negacja nie zamierzam do Ciebie wracać Pracuję od rana do wieczora na pełen etat dni wolne z rodziną spędzam nie mam czasu na uczucia Po tygodniu rozpaczy w mieście głośno się rozchodzi – ona wciąż w okolicy gdzieś się pierdoli Znalazła sobie innego fagasa fundatora sponsora kutasa po chuj jej poeta teraz ma mitomana! Wszyscy przyjaciele mówili – uważaj, ona znana z takich historii sama nie wie, czego chce od życia dziwna infantylna i dziecinna Zostałem sam na warcie życia swe rozgoryczenie zapijam w tonach łzy me wylewam Przysięgam sobie – to był ostatni raz…
  13. Zakochałaś się we mnie, Lecz ja tego nie chciałem. Ktokolwiek mi powie dlaczego, Na tyle lat ci zaufałem? Byłaś ze mną w chwilach zwątpienia I tylko wtedy, gdy czegoś chciałaś Do wypłakania nie dałaś ramienia, Gdy byłem smutny nie pocieszałaś. Ja tylko pragnę, byś w końcu odeszła, Bym w spokoju mógł dalej żyć Chwila taka, aby nadeszła Że się przytrafiłaś już tylko śnić.
  14. Druga, słońca już dawno na niebie nie widać, wszyscy już po imprezie śpią w domach, kończę porządki, ostatniego papierosa dopalam, zamykam altanę, która już wszystko, co ludzkie i nieludzkie widziała. Kładę się po długim dniu w końcu do łóżka, z boku na bok, na plecy, na brzuch, w końcu zasypiam. Pragnąłem przespać noc tą spokojnie, pojawiasz się bez zaproszenia. Gesty i słowa zapach włosów i ust smak mimowolnie dostojnie przypominasz mi o sobie. Spalone pamiątki z popiołu przywracasz kwiat zwiędły nagle ożywa. Przepraszasz i błagasz zapomnij o ranach krwi i bliznach. Przypomnij mi jeszcze raz co oznaczają te arabskie słowa których nigdy nie mogłam zapamiętać. Opiszmy raz jeszcze konstelacje gwiazd liście drzew i siły wiatr. Wróćmy do siebie ostatni raz.
  15. tik tak tik tak wisi na ścianie naprzeciw go wrak tik tak tik tak tik tak wybrzmiewa w pokoju gardło sobie zdziera wskazówka - pierwsza nic tu nie ma wskazówka idzie wolno tyka, tyka i tyka oczy powoli wysychają uszy przestają słyszeć wskazówka - druga nic tu nie ma tik tak, tik tak tik tak stanął zostawił mnie ze wskazówkami samą, nieporadną bez niczego między nami może to baterie się wyczerpały? nie, te wskazówki nicość wskazywały
  16. w szumie strumyka w liściach zielonych w tańczących ogniach w słowach ważonych widzę Cię, czuję zamyślam Tobą i odzyskuję swą duszę młodą układam myśli równo w szeregu wyrzucam z głowy śmieci nieważne wlewasz mi pokój w serce łagodnie ono się staje mężne, rozważne w zapachu kawy w promieniach słońca w lekkim wietrzyku miłym spojrzeniu widzę Cię, czuję zamyślam Tobą i pozostaję w cichym skupieniu patrzę uważnie w czas teraźniejszy to co minęło Tobie oddałam to co nadejdzie jest tylko Twoje moim pragnieniem jest Twoja Chwała widzę Cię w Słowie co zostawiłeś widzę w Kościele gdzie Ołtarz Święty widzę Cię w sobie gdy Cię przyjmuję i gdy odpuszczasz mój grzech przeklęty pragnę dziękować dziś i w wieczności za Twoje dobro co nie ma końca pragnę utonąć w Twojej Miłości choć dusza moja słaba i drżąca widzę Cię Panie oczu nie zamknę czuję Cię Boże i trzymam wartę przyjdź Zmartwychwstały Jezu Najwyższy i ulecz serca grzechem rozdarte
  17. Chyba przywykłam do twojej ucieczki. Zawsze gdy robi się ciepło, znikasz. Gdy godzę się z zimnem,wracasz. Dlaczego nikt nie potrafi przy mnie zostać? Czy jestem potworem? To pewnie wina tego krzywego nosa i odrostu na włosach. Albo natłoku słów, gdy czuję się bezpieczna. Zawsze mówiłeś że przy mnie będziesz. Więc dlaczego tak łatwo przyszło ci odejście? Słowa zawsze były twoją mocną stroną. Niestety moją słabą było wierzenie w to.
  18. Zawsze, wszędzie tylko ty. Widzę Cię, w promieniach słońca. Widzę,w parku zakwitniętych wiśni. Słyszę Cię,w szumnie płaczących za oknem wierzb. Słyszę, w falach rozbijanych ostrym brzegiem. Czuję Cię,w zapachu starego zapisanego pamiętnika. Czuję w porannej kawie. Każdym zmysłem. Zawsze, ale to już nie ty.
  19. I taka kolej żywota dziś jesteśmy wśród swoich jutro „swoi” obcymi się stają Ona dziś najpiękniejsza na ziemi jutro na nią rzucony zły urok On przyjacielem najlepszym dziś jutro największym wrogiem zostaje A zapach letnich kwiatów i traw przypomina o jej rozpuszczonych włosach A letniej nocy o rozmowach Przypadkowe spojrzenie powinno łagodzić obyczaje i zbliżać nas do siebie – ono bez powrotu oddala I szans już nie ma na ciało do ciała duszę do duszy w złotej godzinie dnia…
  20. (...) Pod nos im On już niesie odpłatnicy tacę... Na niej cuchnie chleb zatruty i miedziane druty, A dorzut za wawrzyn to cierńnia korona, A że im zakuje stopy - śruby i dębowe buty... Takie nuty... (...) - JADZIA, PIERWORODNA MOJA. - Nie chroniła mnie twa zbroja! - WYBACZ TO, CO DRZEWIEJ, SZCZERZE, OD DZIŚ SŁANIAM CIĘ PUKLERZEM. Z WROGIEM TWOIM MAM PRZYMIERZE, GDZIE GO WYŁAMIĘ I ZWIESZĘ. - W to akurat - ha! - nie wierzę! Wybacz, jak ty: „Wybacz szczerze”! (...) - Tyś coś winny temu Światu, gdzie brat pluje w kaszę bratu, a ja nie chcę przy nich blatu, sama plując w mordę szmatu. - KTO CIĘ SKRZYWDZI DOZNA GWAŁTU. - Wolę kwiatu niż zło światu! - KWIATÓW NIE MAM, NIOSĘ KATÓW. - Bukiet głów ciętych od karków? - HOPPO SSA! SSA SSA SSA! - Ha ha ha! Hejże ha! - NIEBO CI PORUSZĘ, BY RUNĘŁO, OCEANY WZBURZĘ, BY ZALAŁO. - Lepiej mi żniw wypędź, by syciło, i zgrzewkę koli wzburz, by poiło. - DAM CI CUDA W TECHNOLOGIACH JAK JEST W ANGELOSZATANOLOGIACH. - Wstyd... bo mykam w dziurnych spodniach na wychudłych kościobiodrach. Lepiej ciosaj w kostkę kamień i zaprzestań swych omamień! Daj mi też oparcia ramień i jałówę mą w raj zamień! :) - UKOCHAŁEM CIĘ DZIECINĄ, :) BĘDĘ KOCHAŁ STAROWINĄ. NASZ DOM JEST TWOJĄ KRAINĄ, TU GŁÓD ZEMARŁ, ZDECHŁO ZIMNO. CHCIAŁBYM UMIEĆ TOBIE PŁAKAĆ. - A ja na miotełce latać, krasnodrzewy z sodą spalać i... - ODLECISZ, ŻAL UPADAĆ. (...) - WSZYSTKO CI NA JEDEN ZNAK, BOM POPRZYSIĄGŁ TOBIE PAKT. - Ograniczeń brak tu? - BRAK. - To nie koka-krak... dziś... mak! (...) CDN
  21. napisać wiersz, który wszystko zmieni tego chłopaka na nowo w progu postawi drzwi swojej dziewczyny ukradkiem skradzionego przed jej mamą i tatą buziaka na ustach wróci dotknienie napisać wiersz, który rozumu doleje kiedy serce słuchać nie potrafi młodymi uczyni chwile przeszłe wciąż wspomnieniem palące czas najpiękniejszy miniony napisać wiersz dla ukochanych chwil które nie chcą powrócić które nie chcą się powtórzyć które sprawiają, że warto żyć mimo, że nie ma już po co.
  22. Jezioro piękne głębokie domek na osób osiem świętujemy koniec matury Na ognisku płonie chleb czerwienieją kiełbasy piwo z wódeczką zimną mieszamy Pogawędki wieczorne o miłościach minionych spełnionych rozmawiamy do czwartej nad ranem Wtedy ją widzę gwiazda na niebie przypomina mi Ciebie Przez drzew gałęzie wiatr zimny przechodzi Twe słowa Koniec z nami zapomnij z losem się pojednaj Odchodzisz z papierosa gorzkim posmakiem.
  23. Wybierają chamów wulgarnych prostaków a tych, którzy myślą inaczej bez słowa żegnają Odchodzę Z dnia na dzień znikam Wczoraj w Twych oczach widziałam niebo zanim poznałam me alter ego On chodzi w dresach wieczorami wódę doi do dna piję z nim do zezwierzęcenia On mnie rozumie uzależnień mi nie wmawia On nie patrzy na słowa imponuje mi jego prostota Jego rozumiem on nie ubiera słów w zbędne metafory on tworzy rap zamiast w poezji energię marnować Z resztą zawsze Ci mówiłam - bądź twardy wiersze są oznaką wrażliwości słabości Więc na mój rozum mężczyzna nie jesteś jesteś tchórzem miękkim antyfacetem Wolę się oddać oblechom zamiast znów słuchać o gwiazdach moich oczach nosie i ustach Wolę brać wszystko, co mam pod ręką pamiętaj – mogę mieć każdego nudą mieć partnera jednego Ja pragnę innych próbować! Jak możesz mi moralności wyparcie zarzucać mówić o mnie – nienormalna żyjesz w innym świecie – przecież każdy młody smakuje życia! Powinieneś jak ja, życie garściami brać a Ty wciąż czekasz na tę jedyną z którą na ślubnym staniesz kobiercu…
  24. Stokroć razy, Odrywam kolejne małe płatki, Stokroć powtarzając frazy, Kocha, nie kocha do mojej stokrotki. Płatek za płatkiem, Zakrywając chodnik cały Tak jak wiór za wiórkiem, Gdy struga w drewnie nasze inicjały. Los bawi, że tak albo nie, Ja w głębi wiem, że tak, Bo mimo że świat nie doskonały, Ostatni płatek mówi mi: Kocha mnie cały.
  25. Codziennie pisałam do Ciebie listy. O tym,czego nie jestem w stanie Ci powiedzieć. Chciałam dać Ci je jeśli nam się uda. Chciałam dać Ci je jeśli będę szła w Twoim kierunku do ołtarza. Pisałam i pisałam. Wypełniłam nimi szufladę. Jedną. Potem jeszcze jedną. Aż mi ich zabrakło. Zabrakło też Ciebie. Listów nie przeczytałeś. Nie zdążyłam powiedzieć. Ale idąc do ołtarza, już nie w Twoim kierunku, Będę o nich pamiętać.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...