Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'filozofia' .
Znaleziono 38 wyników
-
Wąż pojazdów coraz bardziej się wydłużał. Choć jego czoło nie poruszyło się prawie wcale w czasie ostatnich piętnastu minut. Korek był tym większym utrudnieniem, że blokował jedną z głównych, miejskich arterii w czasie popołudniowego lecz na szczęście powoli rzędnącego szczytu. U podnóża wjazdu do wiaduktu zablokowane były dwa z trzech pasów ruchu. Wypadek był potężny i z pewnością tragiczny w skutkach. Lewy pas okupowały pojazdy karetek, radiowozy i dwa zastępy straży. Betonowy słup wiaduktu, zlał się w jedną makabrycznie, fantasmagoryczną strukturę, z wrakiem osobowego pojazdu. Moje auto ze mną za kierownicą stało praktycznie obok tragicznej sceny. Widziałem cały ten dramat jak na dłoni. Choć po prawdzie starałem się zbyt wiele nie oglądać, nie dlatego bym doznawał uczucia wstrząsu czy szoku na skutek gwałtowności zdarzenia a raczej dlatego, że nie była to moja sprawa. Nie moja tragedia. Nie moje życie. Nie moja śmierć. Moja ukochana, siedzącą na fotelu pasażera, nie chciała patrzeć za okno kierowcy. Bała się widoku krwi czy ciał. Zawsze była delikatna i zbyt czuła by żyć w zgodzie z tym okrutnym światem. Ponaglała pod nosem, pojazdy przed nami by zmienić perspektywę widoku za oknem. Dojeżdżając do miejsca akcji ratunkowej, uniosłem szyby jak najwyżej by skutecznie zagłuszyć uciążliwy harmider. Włączone koguty radiowozu oślepiały mnie lekko, lecz nie na tyle bym nie widział szczegółów. Rozległ się metaliczny trzask tarcia. Strażacy starali się oderwać wrak od słupa. Dźwięk jeżył włosy na karku i rękach. Specyficzny , połączony z odgłosem spękanego szkła i piskiem osi. Samochód musiał być nieduży. Czarny z trójramienną gwiazdą na tylnej, ściętej na prosto pokrywie bagażnika. Nie zostało z niego wiele. Kłębowisko blachy, części i elementów kabiny. Cała przednia część przestała istnieć. Nawet silnik był rozbity w perzynę. Prędkość musiała być olbrzymia. A na asfalcie, próżno było szukać śladów hamowania. Kierowca pędził tak w warunkach ulewnego deszczu, który padał od kilku godzin. Stracił panowanie i znalazł swój koniec na betonowej przeszkodzie. Pojazdem jechały trzy osoby. Dwa białe worki na ciała, spoczywały niedaleko przy ostatniej zaparkowanej karetce. Były pełne. Akurat gdy na nie patrzyłem, grupka policjantów rozstawiła wysoki parawan. Odcinając zmarłych od świata żywych. Karetka była otwarta. Na noszach spoczywał młody chłopak a lekarze właśnie robili wszystko by nie podzielił losu tych dwojga. Reanimowali go dość długo. Nie przestając jednak ani na chwilę. Jego serce nie chciało wbić pierwszego biegu. Tracili go z każdą chwilą bardziej. Wąż samochodów i służby ratunkowe no i wrak auta. A jednak był tam ktoś jeszcze. I to było najdziwniejsze. Na akcję reanimacyjną patrzył młody chłopak. Mógł mieć najwyżej dwadzieścia lat. Blondyn o zielonych oczach i słusznej, postawnej budowie ciała. Był autentycznie przerażony. Sparaliżowany i zszokowany ciałem, lecz zupełnie świadom tego co rozgrywało się wokół. Początkowo wziąłem jego osobę za kolejnego pasażera auta, tym bardziej że nie był sam. Rękę na jego ramieniu w geście niebiańskiego spokoju, trzymał facet około trzydziestki w bardzo ładnym i stonowanym garniturze. Garnitur był kremowy, prawie tak samo jak długie i rozpuszczone włosy jegomościa. Był bardzo wysoki i szczupły. A wyraz jego twarzy był zupełnie dziwaczny jak na obrazy scen jakie przyszło mu oglądać. Bił od niego niezmącony spokój i harmonia. Był jak anioł, gdyby tylko takowe istniały. Chłopak nie przyjmował widać energii z jego dłoni. Szarpał się, wił, wiercił i krzyczał wniebogłosy. Odejdźcie! Ja nie chcę żyć! Nie chcę dalej żyć! Chcę umrzeć! Chciałem umrzeć! Pozwólcie mi odejść! Należało im się! Nie żyją! Ona nie żyję! Zginęła z nim! Ja też chcę! Zdradzili mnie! Obydwoje mnie zdradzili! Ona z nim… rozumiecie! Musieli umrzeć! Tak tylko mogłem rozstrzygnąć to sprawiedliwie! Muszę umrzeć! Zdradziła mnie! Ale to nie zemsta, to ulga! Nie możecie mnie ocalić! I tak umrę! Tak samo jak ona! Dla niej!... Po tych słowach obaj ruszyli w stronę karetki. Weszli do środka gdzie ratownicy robili wszystko co w ich mocy by ocalić go ze szponów śmierci. Zniknęli obaj a gdy to się stało ratownik prowadzący resuscytację krzyknął. Mamy go! Wrócił do nas! Odwróciłem się do ukochanej Z trudem spojrzałem w jej pełne łez oczy. Nie ma sprawiedliwości pomyślałem. Wiedziałem o tym dobrze, że na jego miejscu, zrobiłbym dokładnie to samo.
-
Przykuty do skały, sam siebie przykułem. Pożerany codziennie, choć orła nigdzie nie ma. Skazany na zmęczenie, za wyzysk samego siebie. Ale przecież jestem wolny, sam wybrałem swoje łańcuchy.
-
Robi się zimno... Przestaję czuć. Widzę mroczki przed oczami... Czuję zmęczenie... Nie czuję już bólu. To wszystko znika — To, co chciałem, chciałam, To, co czułam, czułem. Słyszę znajomy głos — jedyny, który mnie wspierał. Czuję ciepło na dłoniach. Ktoś je ściska. Ktoś jeszcze chce je ściskać? Czy jeszcze zasługuję na uścisk? Nic mi się nie udaje, Nie potrafię nic dokonać, Więc po co to wszystko? Dla zabawy? Dla miłości? Dla płytkiej pomocy? Nie wiem. Chyba już się nie dowiem. Jednak dalej kocham wszystkich, Których znam, Których było słychać, Których było czuć. Bo to chyba o to chodzi — prawda? Ciekawi mnie, co będzie po wszystkim. Ciemność, nicość? A może wszystko i nic? Może raczej ktoś i coś? Nie wiem. Nawet jeśli nic, To przecież pod widmem ciszy są niekończące się chmury! To jakby patrzeć się na czyste, szkliste niebo, Spowite szarą kopułą, co nie ma końca I tak patrzeć i patrzeć, I nic nie widzieć – prócz gamy bieli i lazuru, Prócz tej przestrzeni upragnionej, Tego pagórka ukochanego... Horyzontu utęsknionego — Tego mi NAprawdę trzeba Bo gdy widzisz czystość, znajdziesz plamę, A gdy nicość, nic nie znajdziesz Chyba jednak znajdę szczęście.
- 2 odpowiedzi
-
4
-
- pytania egzystencjalne
- śmierć
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Dlaczego uciekać ma od samotności ktoś, komu tylko ona wypełnia kości? Tylko do niej wrócić może człowiek o smutnych oczach — najprędzej: po najjaśniejszych nocach.
-
Każdy dzień jest dobry by umrzeć
Simon Tracy opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Mimo wszelkich porażek i rozczarowań, czasami jednak sobie samemu zazdroszczę. Gdy widzę gonitwę innych. Ich samolubne wyścigi po przemijające doczesne głupstwa. Ich udawane uczucia i względy. Byle tylko dowartościować swoje wybujałe ego i nakarmić potwora, który gnieździ się w każdej ludzkiej, zepsutej duszy. I jeśli piekło istnieje to jest ono ziemskim wyrokiem i więzieniem. Diabeł jest prostym człowiekiem, niczym innym. Dlatego mnie nie interesuje walka dobra ze złem. Dobra z jeszcze większym dobrem. I zła z jeszcze gorszym złem. Mnie anioły i demony nie krzyżują i nie proszą bym błagał o łaskę. Nie koronują mnie w soborach i nie wychwalają mego imienia ponad to boskie. Bo ja tylko żyję. Jedynie trwam i oddycham. Nic ponad to. Nie interesuje mnie świat i nic co po nim kroczy. Nie znam współczesnych zabaw i gier. Nie toczę dysput. Nie flirtuję i nie gram żadnej roli w teatrze życia. Jestem tylko skałą, omszałą i szlifowaną wiatrem dziejów planety. Dla mnie mrugnięciem są dni. A sekundą, całe pokolenia. Skały nie mówią. A może dane plemię, które tu ostało, nie potrafi słuchać. Skały nie wędrują. A i tak wiedzą więcej niż Wasi współcześni szamani. Zasnąłem w transcendencjalnej medytacji. Nie podlegam upływowi czasu. Nie dla mnie starość i jej bolączki. Nie dla mnie choroby kąśliwe i epidemie. Mnie żywią soki pierwszego drzewa i jego owoce. A jeśli kiedyś umrę. To umrę. Legnę bez życia na zatopionym w błocie ugorze, bez wspomnień ani żalu. Jeśli czegoś szukam to odpowiedzi i pytań. Wiedzy bóstw przedwiecznych. Wyrytych na ścianach kaplic w ich monumentalnych, kamiennych stolicach, u zarania czasu. Nie podnieca mnie mord, krew i bezduszna wojna. Nie mieżchwi nerwów, letargiczny ład i spokój. Codzienność jest dla mnie niczym ponad stan ulotnej udręki. Ja dla ludzi cieniem. A oni dla mnie pyłem. Skazanym na zagładę w jednym, nic nie znaczącym jestestwie. Skała nie nosi blizn ani ran. Nie umie kochać i czuć. Każdy dzień jest dobry by umrzeć. Patrzę jak srebrny ptak wysoko na niebie, zwalnia jak wytrawny łowca. Warkot jego silników odbija się echem w powietrzu. Luk bombowy otwiera się dokładnie nad zatłoczonym, porannym szczytem centrum miasta. Każdy dzień jest dobry by przyjąć godnie śmierć. Ptak, wyrzuca z siebie tylko jedno małe zawiniątko. Zegar cywilizacji stanął na zawsze. “Na kształt tysięcy słońc, nagle wśród niebios rozbłysłych, rozjarzyła się chwała najwyższego Pana”. I ustał chorał aniołów i świętych. I cisza kompletna zapadła nad padołem ziemskim. A ludzkość stała się dymem jeno siwym. A świat osadą tych dymów. Pośród pożogi pożarów i martwotą śmierci zapadłych rumowisk, tylko skały stały niewzruszone. W ruinach. Patrząc bez żalu na schyłek kolejnej cywilizacji. -
czy piękno może być trwałe? czy może jednak jest pewne że w stracie się piękno dostrzega i zdobyć je można cierpieniem? czy piękno „pięknem” się mieni jedynie przez swą ulotność? we wzlotach i spadkach słońca w tęczach i w sile odśrodka cyklicznie, rzadko, czy ciągle?
-
Stojąc w uchylonych drzwiach
befana_di_campi opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Jak ciemno w moim pokoju, a biały papier słyszy twoje myśli, że ty wcale nie zamierzasz z nim pozostać. Lecz wąskim duktem zbiegający ogród podobny kobiecie, która zbiera jabłka przypomina natrętnie, iż znów będziemy musieli się spotykać tą, z głębi serca, dojmującą troską 26.03.2021- 10 odpowiedzi
-
4
-
"Mieczysława Buczkówna: Kwiecień"
befana_di_campi opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
"Czas się zielono" w oknach układa Skrzypi słowika stara pozytywka Okrągłe oko otwiera poczwarka Dziewczęta noszą nagie usta Pod futrem kotki rozkosz już ciężarna" To prawda: zieleń piętrowo wchodzi w przestwór pobladły Lecz nigdy nie usłyszałam w kwietniu słowika Wierzę na słowo iż oko poczwarki bywa okrągłe gdy usta dziewcząt są ustrojone w jaskrawą szminkę A w domach kicie - wysterylizowane - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - " - Twoje włosy hiacynty - - Twoje palce armia - Strąć mnie w głębsze pragnienie" - Czyimi włosami bywają hiacynty? - Ile palców liczy sobie armia? - Nie chcę być strącana bowiem pragnienia się nie ugasi kiedy głębia -
Natura Świata - Dwa pytania...©
Dawid Rzeszutek opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Natura świata - dwa pytania © Oplecieni chodnikami i ulicami Zamknięci w czterech murach Tylko marzenie wisi ponad nami Ze wolny jesteś ponad strach Jesteśmy mechanizmami wieku Nakręceni jak komórkowy zegar Czy wiec wolny jesteś człowieku? Może dopiero gdy dopali się żar? Tysiąc słońc może się powtórzyć Tych urodzin - wschodów twoich Bez kresu życie może się skrzyć Ten sam czas znów się tutaj uroi Czy sto łez tych samych to jedna Łza wylana przez stokroć istnień A może każda inna lecz też ładna Jak na plaży bursztyn - kamień A może nie ma i nie było ciebie Bo to tutaj i to ty to złudzenie Nie umierałeś o suchym chlebie A sukces i radość to tylko cienie Jedno jest pewne wobec pytań Jeśli czujesz to ciesz się bytem Walcz, a gdy upadasz - powstań I trzymaj blisko radosną świtę Bo tylko ty wiesz, że życie masz I uczucia i radość oraz szczęście Wiec wysoko podnieś swa twarz I do walki podnieś swe pięście Autor: Dawid Daniel Rzeszutek® Vel. Marionel Moriel®- 4 odpowiedzi
-
4
-
- filozofia
- nieistnienie
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Na zarzut wiary z wyobraźni
Marcin Tarnowski opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Zupełnie możliwe ale – Cóż, wnioskom nie wierzę wcale: 1. Wiara z braku wyobraźni Czyż w teorii możliwa? Jak nie była, dziś nie bywa! 2. Wędkarzy przed ludźmi błaźni: Dodan metr ryb co złowili. Lecz czyż pustoręcy byli? -
Poetycki trud wyjaśnia emocji głód. A czyż to takie ważne? By pakować czas, w pisemne myśli nierozważne? A gdy menel otworzy gębę swą, wyda zieleni czary? Czyż nie dobitniej, zareagują wszelkie poczwary?
- 3 odpowiedzi
-
2
-
- filozofia
- rozważania
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Kuj je emocje z pieczarkami, Niczym pierogi ze skwarkami, Mieszają się wyzwolone, z racjonalnymi - myślami! Ależ, czy trzeba zachować szyk? Czyż trzeba robić taki, porządek? By z myśli śpiewnych tworzyć chór, jakoby rządek? A może jednak da się zjednać dwutakt? Niczym wyzwolenia z racjonalizmem, pakt? Zdołam się szukać takiego pretekstu. To wszystko zależy - od kontekstu!
-
Życie, bycie, ot myśli odbicie ;)
FallenOne opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Jak w pełni księżyca las. Twarz odbita w pękniętym szkle. W każdym z serc tak wiele skaz. Poczucie winy w naszych myśli tle. Tyle zmarnowanych już szans. Żal płonący gdzieś w głębi. Zgubiona droga, coraz większy dystans. Serce co z uporem wciąż bębni. Te ciche prośby i pragnienia. Te niewypowiedziane na czas słowa. Te porzucone już gdzieś marzenia. Znów zaczynamy walkę od nowa. Nadzieja, która nie gaśnie w nas. Zebrane siły, choć nie wiemy jak Cierpienia ukoił w nas czas. Teraz czekasz, jak ja na ten jeden znak.- 5 odpowiedzi
-
1
-
- życie człowieka
- myśli
-
(i 5 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Rozwolnienie obyczajów
Marcin Tarnowski opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
„On jednak, znając ich myśli, rzekł do nich: « Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali.»” „Ewangelia według Św. Łukasza”, rozdział 11, wers 17, tłumaczenie Biblii Tysiąclecia. Tako rzekł prorok mniejszy, Bo dziś każdy mądrzejszy. … Rozwolnić obyczaje! – Gdy mąż za żoną staje, Gdy wzajemnie małżonka, Gdy za wzorem dzieciątka… – Od społecznej komórki Przykład po państwa chmurki, To któż kraj-mur obali? Gdybyż „rycynę” brali, – Luźne płotu sztachety, Nikt za nikim „niestety”, Niech stracą funkcje części! …: Mąż rodzi cudze dzieci, Żona zakłada zbroję. Ten się napaść nie boję. Synom ojców obrzydzić! Ojców synami wstydzić! Czerni pluń karmazynom! Za wet – niech plebsy zginą! „Generał musi wzbudzać zaufanie. Jeśli nie wzbudza zaufania, jego rozkazy nie będą wykonywane, jeśli jego rozkazy nie będą wykonywane, w armii zapanuje chaos. Jeśli w armii zapanuje chaos, to już brak mi słów. Zaufanie to stopy armii.” Sun Tzu „Sztuka wojny oraz 36 podstępów” w tłumaczeniu Jarosława Zawadzkiego, z drobną korektą stylistyczną. Dół wbrew górze! – wzajemnie! = Bez potu płot się weźmie. To właśnie jest powód uznawanego za bardzo liberalnego cara Aleksandra do pretensji wobec władz francuskich po przywróceniu królestwa o srożenie się. Powód szerzenia na uznawane za wrogie przez ZSRR strony zepsucia przy jednoczesnym aresztowaniu w Moskwie osób ubranych zbyt swobodnie. A to obłudnie, ale też szczęśliwie zwiastuje starciu gdy „przeciwnicy” popsuci a „my” z jasnym czołem.- 3 odpowiedzi
-
„Między nami po ulicy, Pojedynczo i grupkami, Snują się okularnicy ze skryptami I z książkami, Z notatkami, Z papierami, kompleksami Itp, itd, Itp, itd, Itd. Uszy mają odmrożone, Nosy w szalik otulone, Spodnie mają zeszłoroczne, miny mroczne […]” Agnieszka Osiecka „Okularnicy” (można też posłuchać w wykonaniach: Aliny Janowskiej i Sławy Przybylskiej) Czemuż? Bo państwo marni nauczyciele, (Dobrych ochrzanić się nie ośmielę, – Już wpadli jak smartfon pomóc może); Oczy w nosie, = z refleksją gorzej: 1) Smartfon niewątpliwie oczy psuje, Jak wszystko, co młody wzrok świdruje, Skoro śpiewali: „Okularnicy” Bez smartfonów w rękach, na ulicy… 2) „Smartfony do randek i wygłupów!” – ? Bez łączeń w pary ludzkość – stos trupów! Z "Plantnet-em" wśród łąk jak z kluczem Ze "Skywalk" wśród gwiazd chodzić się uczę. . . . Tak, smartfon jest niebezpieczny jak nóż, – Zakazać? może brzytwy też czas już… Konserwatyzm, to trwanie wartości, Zacofanie, gdy co nowe złości!
- 7 odpowiedzi
-
4
-
- technologia
- filozofia
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Czy dobro się kończy tak jak kończy się życie? Czy zostaje i trwa niczym kości z wapienia? Jeśli dobro jest wyspą w oceanie zwątpienia To czy piaskiem tytułować jego ludzkie odbicie? Pustynnym dobrem, nieprzeliczonym żadnymi miarami Kruszejącym, tak drobnym że prawie jest beznadzjeją? Bo gdy skały potęgi przez władze przyrody skruszeją Stają się budulcem, dla świata sztucznego sługami Tak dobro jest sługą i budowniczym zarazem Ku przyszłości kierując zatracenie moralności I widząc w umysłach przebrzmiały ślad przeszłości Kasuje i nadpisuje tym jaśniejszym wyrazem Do odczuwania niepotrzebni wszelacy bogowie O ile obecne pierwotne zdolności poznawcze Bo zawsze w społeczeństwie są narzędzia naprawcze Daj sobie pomóc, to nie są niczyi wrogowie
- 1 odpowiedź
-
Moja dusza jest pustką, wydrążoną szczeliną w człowieku, studnią bez dna: nagą i suchą, pozbawioną blasku światła. Jest szafą zamieszkałą przez szelest kroków i skrobanie palców, stukanie kości w niemej prośbie o zaspokojenie pragnienia. Albo przepaść? napiera na mnie zapadniętym dachem strychu – pochyloną głową przygarbionego człowieka, miejsca z komodami i niszami zawalonymi podrobami, zagraconymi wyblakłymi, wilgotnymi ścianami, porośniętymi pajęczynami i zamieszkałymi przez robale, blisko słońca, ze względu na swoje przygraniczne położenie, ale przed nim ukryte. Ta otchłań ma wiele form i wcieleń, wypaczeń i przebiegłości, z których każda przedstawia ją inaczej, ale ukrywa się przed kimś, ukrywa swój obraz. I tu i tam, powyżej i poniżej, w każdej skrajności i namiętności, z pewnością popadam w ciemność. Jestem smutny, smutny i chory, nie ma dla mnie tu miejsca, a mimo to jestem cały- tutaj! Chłonę to na własne oczy i słyszę z nieznośnym napięciem w bębenkach. „Znoszę” ten pobyt, przeklinam głośno, zastępując go ledwie dostrzegalną skruchą. Ale co zrobić, jeśli znalazłeś się tutaj, nie wiadomo GDZIE, JAK i KIEDY, nie mogąc zmienić swojej sytuacji. Jesteś w otchłani, w centrum nieznanej i przygnębiającej otchłani, nieskończenie trwającej i nieustannej. Dark
-
„Cogito ergo sum” – [1] Myślę, więc jestem... Czuję, więc jestem. – Wbrew wątpliwości bunt: Myślisz, więc jesteś? Czujesz, więc jesteś? Myślim twych nie czytał, Czuć sercem nie imał, Że mogłeś – słaby grunt, Gdy wszechświat mój we mnie – Jaźń w niebyt płynie. Wszak emocje czuję, Ze słowy wojuję Z mych snów mar – tych tłum… Gdy myśl zacząłeś snuć, Czy mogłeś problem czuć Przez swe „solus ipsum”? [1] „Cogito ergo sum” („Myślę, wiec jestem”) René Descartes (Kartezjusz).
-
Przemawiaj tam gdzie potrzebne jest słowo Graj tam gdzie zawodzi rzeczywistość Nie unoś się dumą niepotrzebną To nic takiego, jesteś przeciętny Ale czy bez średniaków byliby wybitni? Upadnij raz pierwszy, drugi, trzeci i powtórz Aż po upadku nie będzie drogi by wstać I wtedy poleć jak ptak Wyjdź na cyrkowy postument pogardy Na forum krytyków ignorantów Obrzucą cię kpiną, wzgardą i niedocenieniem Ale nie wiń ich za to, tego się nie zmieni Pracuj nie dla nich lecz dla prawdy, ostatecznej nagrody Nieś ją w starych bajkach i fraszkach Bądź nośnikiem myśli jak przeżartej czasem Że nie znajdziesz jej źródeł Powtarzaj ciągle to co wszyscy wiedzą Po raz tysięczny przepisz starą baśń Musisz to powtórzyć, ludzka pamięć jest krucha Nie oczekuj w zamian oklasków Na nie czeka się w trumnie Twoja ofiara nie pójdzie na marne Z dystansu ktoś rzuci na to okiem A wtedy zrozumie co miałeś na myśli Więc swoim językiem otwórz innym oczy I zostań kamieniem węgielnym dla nowe ludzkości
-
Gdybym tylko mógł zmieniłbym tak wiele Tyle ran stworzonych na umyśle i ciele To życie nie jest niczym więcej aniżeli pyłem Gdy na nie z boku patrzyłem nie raz się skrzywiłem Nie z bólu fizycznego A raczej psychicznego Idzie za mną, krok w krok Z ust wychodzi słów potok I nie zatrzymuje się, o nie Tylko ono jest pewnikiem, cierpienie Do nikogo się nie przywiązuj Ludzie przychodzą i odchodzą, wyluzuj Wszyscy czynimy różnie, wyznajemy różne wartości A na końcu po każdym z nas nie ostaną się nawet kości
- 3 odpowiedzi
-
6
-
graphics CC0 fakultatywna sztuka markuje mitologiczne potrzeby matek oliwkowa Faestis z Chalkidy buja w kołysce futurystycznego Arystotelesa w Morzu Egejskim rekiny pożerają potulne makrele i sardynki zaktualizowany fikcyjny Egeusz rzuca się w w przestwór Calypso z powodu focha Tezeusza czarny żagiel wprowadza go w błąd tyle nam oto - z mitologii zaufania do harpii i minotaurów podatni na sztukę uprawiają wciąż swój mizerabilizm natrętni parweniusze rzygają akwarelami czarnowidztwa i upozorowanej nędzy w wannie wypełnionej krwią „śmierć Marata” rozpuszcza egzystencję Arystoteles kiedy dorasta tłumaczy: że przyjaźń jak owoc dojrzewa powoli iż u początku każdej filozofii stoi ludzkie zdziwienie jakaż to filozofia rozmyśla współczesny stagiryta skoro „doświadczenie stworzyło sztukę a brak doświadczenia przypadek”? konforemna geometria tego świata utrzymuje kąty między płaszczyznami koleiny ludzkiej heroikomiczności w społecznych dysproporcjach skiba od calizny - ziarno od plew lemiesz trójkątny niczym laplasjan w „delcie” upozorowanego nieurodzaju tam parkują turpistyczne Gorgony operatory matematyczne różniczkują ich odcięte głowy świat zatraca apotropaiczny charakter uprawia sztukę przy kurhanach batem traktujesz wtenczas Pegaza i ryjesz w żyznej glebie bruzdę z bukolik oddzielasz maszkary od sfery własnych pozytywnych marzeń świat chodzi w kieracie redło twe to kość czaszki prostoliniowy lecz sporny ruch maskotki sumienia --
-
obecnie nie krzyżujemy trzy ściany poprawności trzymają w pionie nawet najbardziej wygięte ciała wczoraj zabrudziłaś mi sumienie nienawidzę cię boję się za ciebie żebyś nie poplamiła ścian przykryłem nas folią wziąłem obcęgi i wyrwałem gwoździe z dłoni a to brudzi przecież ci co krzyżują i na krzyżach rozpięci ugięci są wszyscy w uprzejmym ukłonie dance macabre dzisiaj ma przelicznik w monetyzacji a każda cena jest warta ukrzyżowania a nie ukrzyżowanego gwoździe dziurawią sumienia ale nie martw się nakryci folią aseptyczni a seksualni nie jesteśmy zagrożeni jego wyrzutami nikt też nas nie pomyli z ludźmi bit za bitem umieramy podparci murami ściana do ściany
- 5 odpowiedzi
-
1
-
- internet
- zmierzch cywilizacji
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Zabiłeś nas, drogi Fryderyku!
edw.nawr opublikował(a) utwór w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
Dałeś nam wolność, jakiej nie było, odkryłeś to, co długo się kryło. Odkryłeś ty dla nas światy, bogi, nowe do życia pojęcia drogi. Gdy spojrzał tak lud na swe oblicze, w lustrze zobaczył straszne odbicie. Trupia czaszka, puste oczodoły - piękne efekty twej "nowej" szkoły. Dreszcz ich obleciał, dech im zaparło, gardłu jęknięcie się ciche wydarło. Wolność im fakt ten przykry przyćmiła, jak szybko się wszystkim uprzykrzyła. Wpadli w jej sidła niczym owady w sieci pająka, co pełne zdrady plączą ich skrzydła, odnóża, wolę, kończąc beztroskiego życia dolę. Stara formuła, dalej wciąż żywa, co jakiś czas się głośno odzywa. Grzebie świata wszystkie fundamenty, w miejsce ich stawia "nowy": przeklęty. Zabiłeś nas, drogi Fryderyku! - Niesie się echo naszego krzyku. Skoro Bóg zmarł, a ludzie są bogi, zostały jeno zmarznięte odłogi. -
Fatalizm Niesfornego Czasu Świt Bezgranicza
Leinz opublikował(a) utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Jest to perła dzisiejszej literatury. Genialna. Książkę udostępniam za darmo, to nie reklama dla zarobku. Link do pdf: https://app.box.com/s/t137q7cvzimkzhda9zfjoi88zglgud4m Link do księgarni: https://ridero.eu/pl/books/fatalizm_niesfornego_czasu_swit_bezgranicza/ Pozwolę sobie przedstawić piękną książkę, o bogatym języku i zawierającą wiele mądrości, czysta duchowa strawa, zostałem upoważniony do proklamacji/kolportażu. Lecz z własnej chęci i inicjatywy chciałem się podzielić tą pozycją również, ponieważ ta książka jest wciągająca w rzeczywistość metafizyczną, zawiera bardzo wiele mądrości uwikłanych w poetycznych i filozoficznych alegoriach, metaforach, co znaczy, że każde słowo może zawierać drugie dno. To nie są bajania, autor rzuca same konkrety. Jest naprawdę niesamowita, ale to jest moje zdanie. Rozdział drugi jest wręcz nadzwyczajny, zawiera bardzo wiele odpowiedzi na różne pytania powiązane z biblijnym Słowem, greckim Logos, hinduskim Shabdem lub Anahad Nad. Czyli mowa o fundamentalnych sprawach poprzez nauki „Mistrza” Kategoria: Poemat, Filozofia, Sztuka, Literatura Piękna, Proza Współczesna, Poetyzowana Liryzowana Proza (Streszczenie od autora: Opis książki: Poemat prozą o charakterze symbolicznym, pełny metafor i mistycznego znaczenia. Daje do zrozumienia pewną hierarchię rozwoju lub regresji wewnętrznej w każdej istniejącej formie/istocie, nasuwa ideę, że nie tylko może powiększać się zdolność samodzielnego uświadamiania sobie rzeczywistości i wszelkich w niej sprawunków, ale maleć, bądź zatrzymać w stagnacji. Świat przedstawiony jest według wspomnienia jednego członka z bliżej nieokreślonej grupy wybrańców, którzy pragnęli dosięgnąć istotności wielkiego talentu nieskończonej twórczości, zaznać najwyższego artyzmu, sięgającego ponad zdolności ludzkiego umysłu. Chcieli wyzwolić się tym z tyranii rozpadu i śmierci, pojednać się ze źródłem wszystkich rzeczy, jednak tymczasowo pobłądzili w drodze. Rzeczywistość przedstawiona przenika się z metafizyczną dziedziną, z której powstała, immanentna i niewyrażalna, zwolna staje się zmorą, gdzie czas przestaje trzymać się sztywnych, nieubłaganych praw. Dla tych jest jak umierający, daje o sobie znać tym mocniej, im bliżej jest swej śmierci w człowieku. Sukursem na wszelkie subiekcje okazuje się być pewien napotkany człowiek i jego nauka o regionie nazwanym Bezgraniczem, mówca ten pomny wszelkich praprzyczyn, każdej woli wyprowadzonej z jednego źródła Woli, pouczający garstkę swoich adeptów, by przekroczyli ułomność zwaną „ludzkim” przedostali się przez labirynt „prowincji” (niższych regionów umysłowych) a dostąpili nowego Świtu wraz z nim, czegoś znacznie wyższego od poczucia gatunku, przemijających rzeczy i nikłej tożsamości. Jest to pozycja szczególnie dla tych, którzy czują zew, aby wydobyć się z efemerycznego matecznika umysłowego sądu, wymyślonych konceptów, konwencji, miejsca wielkiego fałszu ludzkiego, poza farsę dobra i zła, anarchii i demoralizacji – w specyficzny i stoicki sposób egzystowania gdziekolwiek się nie jest. Poemat ten ukazuje warunki i sposób, w jaki odbywa się wkroczenie na misterny królewski szlak, gdzie zrzuca się nabyte spolegliwości i skłonności do naiwnej wiary, swą niewolę zmysłowości, zatraca niejako lichą wiedzę nabytą, wymazuje doszczętnie przekonania filozoficzne i religijne, zaprzecza się intelektowi i logice a nawet osobowości własnej na rzecz poznania, wówczas ujawniają się czyste, odwieczne, wspólne dla wszystkich wartości i nauki dobyte drogą osobistego doświadczenia poprzez enigmatyczny, twórczy głos z wewnątrz, tu nazwany „Anraag” do jakiego dostrajają wielcy wojażerowie transcendentu, sięgających samego „Bezgranicza” czyli nieograniczonej mądrości. Utwór wprowadza myśli pewną manierą na tor zrozumienia koniecznej unifikacji z wewnętrznym, twórczym nurtem i wszechobecną Inicjalną Wolą – czyli rozkazu, z którego powstało to co jest, co doświadczamy. Kontakt do asystenta autora: [email protected]) -
Panie Platonie...
Igor Osterberg aliceD opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
I tak siedzę w tej jaskini między łańcuchami, mając odrobinę miejsca jak pies przy budzie a przecież to miało być coś wyjątkowego ale żyję, bo tak każdy żyje… I tak siedzę w tej strasznej jaskini a wydawała się ciepłym domem ale teraz widzę tylko cienie były tak realne, na wyciągnięcie ręki ciemność może jednak oślepić i tak siedzę w tej jaskini patrzę na cienie patrzę ile klepsydra piasku przesypała i tak siedzę i tak patrzę na te cienie Panie Platonie…- 4 odpowiedzi
-
1
-
- życie
- cierpienie
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami: