Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'ludzie' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Fraszki i miniatury poetyckie
    • Haiku
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o portalu
  • Różne

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


  1. następna doba zawitała w moich skromnych progach gość w dom, lecz zapewne, pominięta została moja zgoda Zbyło mnie ewidentne kłamstwo, mówiono o czułościach, okazało się to ironią, wspieraną zbyt łatwo wtedy gdy się pożegnałem, miałem na oku jeden cel wyzbyć się na istotę ujrzeć jeszcze jedną z tych ostatnich niedziel bo komu ryczy wzrok nad jego włos temu leje się z twarzy, martwy pot i ja się utopiłem brnąłem w swe zażyłości mając testament, na dawne imię tyle, że czekać nie potrafiłem zabrakło mi cierpliwości a do czego? mimowolnie, myślę iż do prawie że niczego bo wiem, że mało co zostało z gruzów znanych kawiarenek co mi po mieście, gdzie dogorywają moje lokale? pomioty gonią innych chcąc ich zabić i infekować dalej dlaczego mam widywać swoje imię, na butelkach piwa tylko po to, by tracić rozum oczywiście, jakżeby inaczej lato ze mną pogrywa ekran wlewa we mnie, kolejne wiadomości oczy się zamknęły gwiazda mnie wita oto ballada na mą cześć, składa się głównie z dymiącej bezsenności bałagan w tym pokoju więcej stoi puste niżeli ktoś odpoczywa żyję w wielu głowach, jako widmo na placach widnieją moje postulaty tam gdzie samochody spotykają się, by omawiać nudne tematy szukam czegoś co już nie istnieję już rozumiem, to było przed tygodniami, nad wodą, rozchwiany wieczorami… [...] przede mną grupa czapek z daszkiem w rękach trzymają szkło, szczęśliwsze niż ja odnaleźli wrzaskiem to, czemu ja cichy byłem łypią na mnie na myśl o nich dwa słowa: „całkiem, całkiem” [...] tak więc, gościu drogi co mnie odwiedził tyle na razie się wydarzyło, tyle mam przemyśleń pozbądź się obiekcji, twoja wizja nawet krańca realiów nie pomieści wyjdź z tego bloku tak i ja wyjdę z tobą, wrócę przed ósemką z przodu jedynie muszę zdążyć na pociąg, porzucić neon znajomego sklepu myślisz, dobry Panie, że to możliwe? mam dość już tych spopielonych wierzeń drżę na samą myśl by coś przeżyć, został tylko sierpień Z zapisków Lecha 2/3.
  2. jedna z głównych ulic rozdroże małego świata składa się ono z sklepów, aptek i skupiska mieszkań tania restauracja stoi w mroku szyld jaśnieje niby blisko, ot tylko pół-kroku gonimy jako czyści spoceni, wiejemy do kąta wierząc, że zimna woda, wszelkie duchy ziści topnieją zmrożone sople gorąc, aktywnie z nami rozmawia robi to, póki może niedługo padać nam na twarz, będą ciężkie krople który to rok, że wzywają taksówkę? chyba, że to nie ta epoka drogi Panie, kto to Panu tak powiedział? Serwis obok, sprzedaję usługi za złotówkę! Jak mówiłem, jedna z głównych ulic jedyne co, to dłuższą chwilę później zbiorczo czytam blok toż to wszystko pejzaż, zewsząd widok podpalonych balkonów temu zmarła ambicja innemu rozbito ukochany fakt jeden spoczął na leżaku drugi gotów jest na wieczność najbliższemu, kwiaty rosną podlewane a najdalej, rower gnije zapomniany przecież to tylko moment drogą, jedną z bardziej rozświetlonych wynalazki gną zabierając przestrzeń oka i ruch krtani gdzieś za wiatą brzdęk butelek, ach, no tak, wszystko jasne! rzucając monetą, wypadł orzełek pomyśleć, że nie jest to godzina ciszy najnormalniejsza wczesna, dwudziesta pierwsza mówił ktoś kto przekazuję, że to koniec filmu dokument się zakończył do zobaczenia w lipcu Z zapisków Leszka, krótko przed snem 1/3.
  3. Człowiek… dziwną jest istotą Niby chciwą, niby srogą Ale piękną,,, tajemniczą Niszczy wszystko dookoła… by na nowo stworzyć własne Niby duszę spopieloną czarną smołą zabarwioną Iskra kryje się gdzieś w głębi… Piękno, sztuka i tworzenia chęci Lecz pragnienie wciąż pomnika wnet przysłania dobra piękno I zostaje pusta postać aureolą obtoczona
  4. Nie ma odłamków, ani kropek… O Boże, — jaka noc! Ani kropek, ani przecinków do przewrócenia i torturowania, które po obrocie odleciałyby! Nie dano manny niebieskiej… niechaj ani tego, ani owego nie powinienem oczekiwać. O Boże, ześlij mi z nieba w tym celu sito przez okno! Ale sfery nadal kręcą się na niebie… pokazują mi: tam jest moja gwiazda! która szybko niesie mnie z nocy w poranek, gdzie unosi mnie i gwałtownie porzuca. Z nią polecieliśmy nad miasto, nad dusze we śnie, które budząc się znalazły mnie zawieszoną na gałęzi drzewa… Nie ma wyjścia. maj 2022
  5. Polecam także zajrzeć na mojego bloga literackiego. Tam omawiam dużo ciekawych problemów, o których wielu z nas boi się mówić. Link jest w opisie profilu. Jeśli chcecie, możecie podzielić się własną interpretacją tego wiersza w komentarzach. Zieleń albo czerwień! Wełna albo ciernie! Karta albo pustka!! Szabla albo chustka!!! Wojna albo kwiaty! Okna albo kraty!! Miłość albo wolność!!! Kaptur albo skromność!!!! Albo jedno, albo drugie!! – Więc w skłóconej witaj grupie!!! Nie każ ludziom wciąż się zmieniać, WSZAK ZAWODZI TO DO CIENIA!!! Fraki albo ścieki! Złoto albo szczeki! Wolność albo wartość!! Miło albo warto!!! Tłoczno albo pusto! Kredką albo chustą!! Pokaz albo skrycie!!! Pokój albo życie!!!!! Albo jedno, albo drugie!! – Więc w skłóconej witaj grupie!!! Nie każ ludziom wciąż się zmieniać, WSZAK ZAWODZI TO DO CIENIA!!! –– ((Brak wolności I szczerości…)) –– –– –– –– –– –– –– Zieleń albo czerwień! Wełna albo ciernie! Szczerość albo grono!!! Środkiem albo stroną!!!!! Leżeć albo chodzić! Dawać albo grodzić!! Miłość albo wolność!!!! WARTO ALBO WOLNO!!!!! Albo jedno, albo drugie!! – Więc w skłóconej witaj grupie!!! Nie każ ludziom wciąż się zmieniać, WSZAK ZAWODZI TO DO CIENIA!!! Albo jedno, albo drugie!!!! – Więc w skłóconej witaj grupie!!!!! Nie każ ludziom wciąż się zmieniać, WSZAK ZAWODZI TO DO CIENIA!!!!! Z zamysłu: ten wiersz jest o tym, jak zero-jedynkowo postępujemy w tych czasach, ale jestem także otwarty na wasze interpretacje.
  6. Wstaje trawa, odżywa spod lodu, Po długim miesiącu siarczystego mrozu, Wstaje żywa zielona zapału pełna, Taka piękna, tak zielona, Prostuje się, miejscami plącze razem, Oddycha silnym tchem, Wie czego chce, I to osiągnie. Od autora: Ot taki mały tekst o ludzkości powoli podnoszącej się po pandemii (tak widzę to Ja ale interpretacja to osobista kwestia czytelnika).
  7. Oh, ziemio moja, piękna, a tak bezczelna, Czemuś tak dzika, choć byłaś tak wierna? Czemu, planeto, tworzysz nam piekło, Gdzie dobro ginie, a zło się rozśmiekło? Lęk w sercach drzemie, brak już miłości, Coraz mniej ludzi, co mają cnoty i prostość. Wszędzie ploteczki, śmiech i zwrot akcji, A w duszach pustka, bez gracji, bez reakcji. Gdzie spojrzeć — ludzi braknie w człowieku, Bawią się wszyscy w zgubnym biegu wieku. Znikła kultura, etyka, szacunek, Został jedynie hałas i smutek. Czemu, o ziemio, nie zareagujesz? Czemu tym światem się nie zaopiekujesz? Pokaż, że w tobie jest jeszcze raj, Niech wróci pokój, niech kwitnie gaj. Pomóż, by rajem stał się nasz świat, Dla tych, co odeszli, i tych, co wśród strat. Bo człowiek sięga po trucizn cień, By zabić marzenia, pogrzebać sen.
  8. Syczuański pieprz Sączę przez palce Beznadziei I tęsknię Za Tobą Pisk z tyłu A paznokcie Cisza Kropla Ja jej chcę Dreszcz Pożytki z nieprzyjemności Po co tu? Naprzód. Żel Wdziera się pod paznokcie spokoju Ból Pod paznokciem Pies Człowiek Śmiech zazdrość Naprzód Smoła Intelektualistą Cichy Tak Cichy bądź Swędzi Paznokieć - ulga Opium I spokój
  9. Ludzka obłuda, dla niektórych ta cecha działa jak sługa.. Takich ludzi ten problem nie tyczy, ale kogoś niszczy, aż ryczy. Łzy tych osób jak obiad ich karmi, dodaje im siły, by dalej szkodzić marnym słowem fałszywej idei. Taki bieg zdarzeń każdego z każdym dzieli, gardło innego jak tarcza, do której słowa jak strzała wystrzelona z łuku goryczy, będzie ranić niezmiernie, wówczas krwawiące serce oplecione będzie w ciernie
  10. Zaprowadzę cię człowieku ciekawy, do miejsca pewnego. Po środku pewnego lasu. A jest to las smutny jak ogród oliwny oraz ciemny niczym lasy Teutoborskie. Znajduje się stary gród. Niczym nie różniąca się osada od reszty. Mimo wszystko jednak mając w śród swoich zasobów perłę. Piękny kryształ którym jest władca owego miasta, Mędrcem się nazywał oraz tak go mianowali ludzie. I słusznie, mężną ręką rządził. Rozważnie posługiwał się swym wojskiem. Służbie swej nie dawał surowych kar. Pisał on wiersze wielkie wspaniałe oraz podniosłe. Okazywał miłość najwyższą do swego ludu oraz swej kochanej. Przez lata panował on nad swym ludem oraz lasem. Brodę zapuścić zdołał nim odejść musiał. O wielkim władcą był on. Sprawiedliwie oraz sumiennie sądził winowajców wszelakich. "Niech żyje nasz pan!" wiwatowali ludzie za każdym razem gdy wracał zwycięski z potyczek z ludami mieszkającymi za wschodnim krajem ciemnego boru. Straż zbudował on złotą. Najbardziej oddaną i wierną. Lecz nastał dzień, tragiczny dzień, niech będzie on przeklęty. W którym tak wspaniały władca padł. Zmarł on ze starości, najbardziej szlachetny rodzaj śmierci pośród wszelakich jakie mogły spotkać mędrca, Nadeszły rządy syna jego pierworodnego. Młodego człowieka, syna jego oraz ukochanej jego. Mianował się on władcą ludu, dla ludu oraz nikogo innego. Padł! Padł jeden po drugim. Każdy jeden z licznej gwardii którą starannie przez lata jego ojciec budował. Nie od miecza nieprzyjaciela lecz przez władzę "Ludu". Strzeż się wierny i bohaterski rycerzu! Uciekniesz do lasu przed niesprawiedliwym losem. Tam też padniesz strzałą ugodzony barbarzyńską. Lub z konia zrzucony przez wściekły tłum. Leżysz tam teraz. Krwią wypełniasz kałużę. Nic stamtąd już nie urośnie. Bo tam gdzie przyjaciel bohatera niewinnie pada. Tam żadne drzewo, krzew, trawa lub grzyb nie raczy stanąć. Lud zabił kupca, barta i swego kapłana!, O bogowie! Dlaczegoż opuściliście swój lud wierny? Czy zbyt mało dawaliśmy wam ofiar? Jakiś to żart nam sprawiliście. Dając nam władcę największego władcę, filozofa wspaniałego. Tylko po to aby nam go odebrać i rzucić w nas człowiekiem klątwy. Okrutny los nasz, tych którzy dożyli ujrzeć śmierć. Śmierć w grodzie szczęśliwym. Smutne nasze żony, dzieci nasze pozostawione bez nauczyciela nie wyrosną na prawowitych ludzi, bydło nasze padnie i mięso z ów zwierzęcia niezdatne będzie do spożycia. Teraz, bogowie ujrzyjcie co przez was wybrany władca czyni z waszym ludem! Brata on nieprzyjacielem naszym, barbarzyńcą. Co naszego dziada i babkę bez problemu wykończył. Już lud wasz nie świętuję wielkich parad. Nie pamięta on dni, tych dni w których daliście nam wszelaką wiedzę na temat świata. Pamiętają teraz pogańskie zwyczaje, ciemne zwyczaje. Ofiary z ludzi nie winnych! Siedzicie na swych złotych tronach w chmurach, jakim trzeba być plugawym władcą. Aby zesłać swój lud w ciemną aleję. Pozostawić swe nowo narodzone dziecko pośrodku nie przyjacielskiego dworu! Niech ci bogowie którzy sprawili nam ten los, niech wstydzą się na wieki tego co swym człekom sprawili! Jeśli znajdzie się chociaż jedno bóstwo nasze pradawne. Które stanie w naszej obronie i wyzwoli nas z tego bólu. Temu będziemy do końca służyć. Przeto nawet my nie życzymy takiego losu naszym największym wrogą! Jeśli czytasz to człowieku. Jeśli nie padłem z boskiej wściekłości. I ludzie z niebios wszelakich nie spalili tego zwoju. Ratuj się i wszystkich twych bliskich kiedy pośrodku twych murów rodzimych, jeżeli nadejdzie władza niechciana. Władza ludowa. K.P 02.04.2024
  11. WRESZCIE! ŻYCIE W GROBOWCU GSJWIWHSGDBBWJWHS ZAMEK KRÓLEWSKI POPADŁ W RUINĘ Hhhrr (wcześniej) Pizza nad głową pi pi pizda nad głową Kręć dupą swoją; kręć dupą swoją Nożem, pomidorem w płótno (Tekla) Stanisławski - orgazm (Matka) Chyba tego nie Źródło obrazka: https://www.ceneo.pl/87698596
  12. Szczury na schodach Dokąd tak biegniesz szczurze? — a do tych, co żyją na górze. Bo... powinni podzielić się z nami przestrzenią życia i zasobami. I tak czy chcecie, czy nie chcecie wszystkiego nie zjecie, nie przepijecie. Was prawie nigdy tutaj nie ma cień tylko, między ścianami czterema. A my, gdzie być i żyć prawa nie mamy ciemnością żyjemy, proch spożywamy. Wy i tak, prawie siebie nie znacie nas hodujecie, odruchy badacie. Poznać pragniecie ścieżki i myśli. Znaczenie obrazu, który się przyśni. A my, jesteśmy waszym koszmarem nie istotami, ledwie towarem. Widzę, ty także do góry zmierzasz wiem, bo mnie czujesz i zauważasz. Życzę ci więc o istoto, powodzenia wielkiej odwagi i... przemienienia
  13. Spotkałem kilku ludzi Na pewnym portalu. Najpierw wirtualnie, A później w realu. Gdy się z nimi spotkasz, Czas tam szybko płynie. Bo jak do nich trafisz, Jesteś jak w rodzinie. Potrafią rozśmieszyć, zszokować, zaskoczyć, W niektórych się możesz nawet zauroczyć. Na temat tej grupy powiem Wam niewiele: To są świetni kumple, więcej: PRZYJACIELE. Na przykład taki Mirek, Serce całej grupy, Ugości Cię ciastkiem, naleje Ci zupy. Ula, to dopiero gospodyni wielka, Użyczy Ci domu, gdy Ci serce pęka. Tomek Ciebie zszokuje, zaskoczy, rozśmieszy, Lecz gdy trzeba wesprze słowem, a nawet pocieszy. Emilka jak może to ugości w progach swoich skromnych, U Niej też zostawisz rzeczy dla bezdomnych. Nie opiszę wszystkich, drogi czytelniku, Bo ludzi na grupie naprawdę jest bez liku. Więc kiedy masz problem lub chandra Cię orze, Większość na tej grupie, tak jak może, pomoże. Andrzej Pawłowski, Warszawa 21.12.2020
  14. Ludzie jak gołębniki na słupach. Stada słów między nimi Z łopotem roznoszą o czym śnimy, Tyle, że nikt ich nie słucha. Ludzie jak burzowe chmury. Deszcze myśli zlewają na glebę, Sobie nie zostawią ani jednej, Bo wszystkie zbyt ponure. Ludzie jak fale na stawie, Co kończą wzburzone na brzegu, Ale robią wyścigi w tym biegu. Jak delfiny, prawie. Ludzie jak kamienie na stoku. Szturchają się i toczą lawiną. Nieważne, że ktoś tam zginął, Nawet jak stał z boku. Miłość to wszystko, czego potrzeba, Żeby ludzie stali się ludźmi, Ale tak jest najtrudniej, Bo mosty trzeba z piwnic wygrzebać.
  15. W mojej wieży samotni piszą tylko do mnie Płatności dziewczyny, którym niby się podobam ...a nigdy mnie nie widziały bony, promocje i Robert Lewandowski chce ze mnie zrobić bogacza
  16. pytasz mnie co robisz nic odpowiedziało W tym kraju gdzie tak wielu sprzedano.
  17. julciaz_

    Gwiazdy podobne do nas

    Dlaczego gwiazdy są podobne do nas? Gwiazdy, pojedyncze punkty, które prosimy o spełnienie marzeń, a co jeśli one tak samo nas proszą? A co jeśli tak samo potrzebują tego co my? Gwiazdy leżą w otchłani kosmosu, każda osobno i daleko od sobie, Ludzie, żyją razem, mimo tego nie mają wypełnionego serca, jesteśmy rozmieszczeni, jak gwiazdy, to od nas zależy czy znajdziemy ukojenie, które da nam osoba leżąca nie wiadomo gdzie. Może właśnie o to chodzi, podejmujemy wybory, aby dojść do tego o co prosimy. Julia Ziemiakowska
  18. Często spoglądam przez zamknięte okno z zamkniętymi oczami Infantylnie się czuję mierząc miarą wagę okazywanymi uczuciami Egoistycznie spoglądam na siebie zamiast świata widzę schematy Rzucają zdania pod nogi, słowa wystrzeliwują z prędkością armaty Pogrzebałem własne gdzieś zmysły,zaufania nie ma gdy brak jest oddania Ignoruję już sam siebie, ludzie chodzą w maskach dla zdezorientowania Emanuję strachem towarzyszy mi nihilistyczna pustka płynącego świata Naturalność ucieka, brak poczucia winy za grzechami uciekają nam lata Indywidualizm staję się jedyną drogą współpracy panuje wieczne zgorzknienie Esencją istnienia jest zrozumienie siebie a finalizacją ludzkie cierpienie
  19. Pozoranci hipokryzji Płyną leniwie kukły marzann przez homoseksualistów topionych dzisiaj nad brzegiem.
  20. Skamieniałe więzy istnienia Upadam krucho przestrzenią w ciemność ptasią biel kruków.
  21. nie umiem mówić boję się ludzi lęk wciąż wygrywa z potrzebą jak to się stało że ta nieśmiałość jest dla mnie taką cholerą
  22. zachód słońca ma tak wiele powodów do smutku. ukrywanie uśmiechów konstelacji w zasięgu wzroku, niewiele nas inspiruje z wysoka, zmarznięte policzki pieszczące przy wejściu spali się na balkonie w swoim papierosie mój przyjaciel, który śni w nocy jak chmury o świcie wystartuje swobodnie i przyczepi się do ptaków ale całe to słońce się z nas śmieje podczas gdy my podziwiamy wczorajsze światło. bezlitośnie strzelając w skrzydła promieniami, horyzont pomaluje rany poległych łamanie pędzli - na żetony oświetleniowe, twórca rozmazuje płótna nową farbą. bezkresne niebo wypali się o zachodzie słońca, będą gwiazdy - czasem popioły i sadza. obraz jest nieziemski w oczach, do rozważenia szczegółowo, przynajmniej bliżej. splecione spojrzenia w jednym punkcie, marzeń samotników zabrał na dachy i tu stałem jak zwykle: zaglądam do kieszeni, ale ręce mi się trzęsą. ktoś rzucił mi z nieba zapałki - Dałbym papierosa, gdybym mógł sięgnąć Wdycham smutek partiami bez powodu Mrużąc oczy, unoszę głowę. ile bólu nie miałbym w klatce piersiowej, łatwiej, gdy ktoś w pobliżu się wypali po próbach przytłoczyłem nagrody inne niż słońce nie są potrzebne, że szlak oświetla pomarańczową nitką. aby życie ponownie zebrało się na ruinach losy zmieniają epoki bez patrzenia, podczas rysowania będą plamić palce gwaszem. Jestem szkicem, kolego od palety. wieczność na wieczność rodzi się sama i wszystko się powtórzy, ale nie kolory, cień nie będzie taki sam. każdy jest piękny i każdy inny, tylko widz nie zmieni ubrania do roli z czasem pętle będą się mocno zaciskać, zachód słońca ma tak wiele powodów do smutku. ale jeśli tak jak on wędrujemy w kółko, wtedy nawet koniec opuści nas na początku
  23. Zmęczony z mej tratwy widzę dwoje ludzi Fale ciągną na morze, że nie sposób wrócić Ona czasem jeszcze spojrzy Wzrok z moim złączy On trzyma ją bezpiecznie Chcę by trwali tak wiecznie Przez jej oczy walczę jeszcze momentami Wiosłem spróchniałym z wiatrem i falami Na próżno, dno skrywa kamienie Nie dopłynę już na jej ziemię Pomyślałem o chwili gdyśmy razem je wrzucali Tak łatwo że zbocza do wody wpadały Czuję się rozbitkiem,a jestem odkrywcą Patrzę w falę, rozglądam się za inną wyspą Porzucam plany powrotu, ta przecież jest zajęta Z falami już nie walczę, słaba moja ręka Dzień za dniem nabieram więcej krzepy Wiatr bardziej przyjazny choć nowy ląd daleki
  24. Brak mi przyjaciół, którzy osobę mą by na duchu podnieśli. Brak mi osoby, która gęstą mgłę moich myśli by przedarła. Ci, którzy tolerancją się szczycą, a w życiu codziennym jedynie opluć i zadeptać bezbronne pisklę potrafią. To oni szczytami hipokryzji, to oni szczytami ludzkiej marności.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...