Dostojna ciągłość głodu

Powoli, wolno, jak cisza – owija spokój ducha
i długie szaty, co się z łachmanów zmieniają w togi
czerwcowym głodem zwisają ciężko nad wklęsłym brzuchem
bezgłośnie, sztywno – czekając na Czas z dalekiej drogi.

– może dziś – jutro – a – może już za krótką godzinę
z gościńców życia wylezie fura pełna odżywień
i wlec się będzie od granic sinych w pustą dolinę
ku ludziom głodnym, co rośli wczoraj, jak ranek żywi –

może dziś – jutro – człowiek, co w ciszy umarł – doczeka,
jak nad zieloną zastawą jego stęsknionych grobów
wypłynie z dzbanów, jak z serc – dostojny dosyt, jak mleko
i będzie szczęściem poprzez gałęzie zgłodniałych zdobił – – –

– a fury ciężkie koło żyjących przejdą z śniadaniem,
jakby nakarmić chciały dalekie, zgłodniałe nieba – – –
– – – konie opuszczą głowy – – – gdzieś – hen – za
            lasem głód spocznie w sianie
z ludźmi, dla których niczem różowe będą już chleby! – – –

Czytaj dalej: Zboże – Henryk Balk

Źródło: Kolorowe słowa, Wojciech Skuza, 1932.