Wieczorne westchnienia

Już tylko chwila zostaje dniom do całowań –
– westchnijmy razem – może się czas przedłuży –
ucichną szumy – i – w spokój zsiadły, jak słowo
wsunie się księżyc w wieczorne, tęskne zorze –

– westchnijmy razem – bo – ponad wszystkich chcenia
my jedni po wsiach nie możem swego posiąść –
innym przynoszą noce hulania, śnienia,
a nam? – wciąż biedę, co się jak opar nosi –

– czyżbyśmy jedni – wciąż, jak bezwładność osik
drżeć mieli w głodzie i wciąż się kornie żegnać
i – cień wieczorny wiecznie, jak Boga prosić,
ażeby w sobie światła z cieniami zjednał?

– czyżby jedni po trudzie dnia, po głodzie
nie mogli w izbach ze snem różanym zasnąć,
jeno nas musi wciąż trapić myśl o chłodzie
i szmer niewoli musi nam nucić do snu? – – –

czyżbyśmy jedni? – – – westchnijmy z ciszą razem!
– może w ten wieczór rozszumią się słowa zbożem
i w noc się świat zmieni na złote obrazy
i – może jutro – syci się w łóżko złożym!? – – –

Czytaj dalej: W malinowym chruśniaku – Bolesław Leśmian

Źródło: Kolorowe słowa, Wojciech Skuza, 1932.