Powrót Dumaca

— hej, grajcie mi skrzypki —!— może raz ostatni,
bo nad jasną wodą, co pluska, jak szczęście
gada mi szum baśnie, które pachną trumną — — —
— radzili po chałupach: „w drogę, Dumac, zbierz się,
bo zanim wczorajsze noce w stawach umrą,
trza ci będzie Jutrem nad wodami zatlić!“

— — „a gdzież-ta znajdziecie hubkę, coby błysła
i ogniem spaliła mamroczące bagna — ?!“
— „ha, idź-ta, Dumacu, drogą kole pszenic —
jak się dobrze w duszy przed złą rosą zagniesz,
to może ta do wsi po dźwięcznych promieniach
przyniesiesz ze Słońca kawałek ogniska — — —

— i —poszedł se Dumac powoli, jak wieczór
przez chichot ogrodu łechliwych fijołków —
— kłaniały się płoty — przyglądali ludzie
i wiater, jak płatał wywracał koziołki
i kpił se z Dumaca, co się z trawy budził
i lazł wciąż po rosie, jak po żółtym mleczu —

Słońce se, jak źróbek parskało gorącem
i perliło pola koralem czerwieni — —
— hulał śpiew południc i czarnych szubienic,
co pod ciemnym lasem wyrczały jesienią
i pluły szkaradctwem w twarz jurnej zieleni,
co, jak dziewka w polach legła se na Słońcu — — —

— „ha, nie dla mnie spokój, co pachnie, jak bukiet —
i nie dla mnie wiosna, co jak śpiew się kładzie — — —
— piąć się trza do Słońca po świetle, jak sznurach
i — ino po polach ze zbożami radzić — — —
— niech się kładą w trawie kochanki, jak góry —
już mnie żadna piersią białą nie oszuka — — —“;

— piąć się trzeba prędzej, bo w chałpie, w oborach
niby jabłka z sadów tęsknie patrzą szkłapy
i czekają, kiedy Dumac do nich wróci — — —
— wróci on niedługo — ino Słońce złapie
i zwiezie je w snopkach, żeby zimą złócić
ziarno w bagna wrzucić i — ziemię zaorać — — —

Lato spać już poszło — człek zorał Jesienie
i Zima po polach, jak chwast się rozsiadła —;
— otwórzcie drzwi od izb —! — niech w zaduch mróz wieje
i niech gwizd zawiej po zapłociach gada,
że wśród wichrów zbłądził Dumac, jak nadzieja
i — że gdzieś się w śniegach na zaspy zamienił! — — —

Noc go owinęła i zginął, jak w lesie — —
na dużej polanie, co jak śpiew się szerzy
usiadł w mchu, w mokradłach i — duma o świecie — — —
— — nie, stąd nikt nie wyjdzie!! — przeklęty, co wierzy,
że z djablej wichury człek, jak pieśń wyleci
i pójdzie ku Słońcu i — ognia przyniesie —!!—

Nie pójdzie już Dumac! Niech, jak lby niedźwiedzie
o jego piszczele pękają sny ludzi!!
niechaj czarne cienie wczorajszych szubienic
zatkają żar Słońca, co kolorem łudził,
co wchodził w szum łanów, w rozkwitłe stajenia
i co łgał o szczęściu, że gdzieś — dalej — siedzi — — —

— i — nie poszedł Dumac — — — ino legł na trawie — — —
z lasów wyszła wiosna, jak oddech jelenic
i wzięła Dumaca w gąszcze, gdzie dzień zanikł
ułożyła w liściach — — — ślub mu dała z ziemią
i zrzuciła z piersi miękkich biały stanik
błagając nagością, by grzeszył z nią w trawach — — —

Poszedł Dumac do niej — objął ją błękitem
i rozkwitła ziemia, jak pachnący łubin — —
wlazło do wsi Słonko i zagrało żytem —
— z kosami, jak z śpiewką poszli w pola ludzie
zielone świtania, niby radość witać
i słuchać, jak Ziemia Kolorem rozkwita — — —

— — — izba pustką stoi — — — tatuś pacierz gada
i patrzy w zaświaty — gdzie nic ino gości! —
— — „wrócić do wsi wróci — — jakże? — przecie dziecko?!“
— — a nad wsią, jak lasem czas się chmurą nosi
i kąpie se ludzi w snach, jak dzieci w nieckach,
ale o Dumacu nic z świata nie włada, — — —

łabidzą se wierzby pękatą zielenią
i Wieś razem z tatą wciąż czeka Dumaca:
— — już nam nic po Słońcu, po wielkich ogniskach —
żeby choć w łachmanach przyszedł, jak po pracę
i żeby pogadał z nami, jak gwar z bliska
i — — — potargał raz już te — — — Słońcowe Chcenia — — —

—, — — hej, słuchajcie! — wraca do was Dumac świtem — — —
zakwitnie szkieletem, jak maki czerwienią — — —
przywłoką go wichry — niby psy z zaświatów
i złożą na łąkach, by się w zieleń zmienił,
by szczekał złem słowem, jak zboża bławatęm
i — — — by bielą kości po grobach rozkwitał — — —

Czytaj dalej: Nasz erotyk – Wojciech Skuza

Źródło: Kolorowe słowa, Wojciech Skuza, 1932.