Wiatrem przygięte, złamane –
pierzaste chiwiany;
Pusty pawilon z laki,
w którym skrzydłami biją ślepe, przestraszone ptaki;
Skrzywione w hafcie piegże – bo ręce tak drżały –
i cieniutkie niteczki same się plątały;
Jedwabiem wyszywane na poduszkach smoki,
które budzą się zawsze i podnoszą głowy,
ile razy usłyszę twe – po żwirze – kroki –
o północy, w alejach szeleszczących, bambusowych;
Kropelki krwi na białych, różowych magnoljach.
Śmierć jaskółki. Zgubione wiersze Lo-Pin-Wang
i nieostrożną dłonią – z bledziuteńkich korali – rozerwana kolja
i bażant mój zabity nad wodami Kiang;
I rozjuszonej burzy łomot, warkot dziki,
stratowane brzoskwinie i drzewa morwowe,
w ogrodzie moim głodne, głodne jedwabniki;
Niezapalone stożki opjum w bursztynowych fajkach;
I mściwy strażnik, który głośno bije w gong,
gdy tylko cię przyzywam – w nocy – wyciągnięciem rąk –
to nasza chińska bajka.
Źródło: Mój film, Kazimiera Alberti, 1927.