Bunt lawin

Zbudził mnie nocą trzask lodowej kry,
Huk, łomot, cudowna muzyka,
Bunt lawin pędzących z granitowych bram.

Jak chorągwie zaszumiały zwięźle serca tętna,
Radość dzika,
Rozumem nieobjęta.
Krzyczę: „to ty!
oddawna ciebie znam“.

Ruń twarzą na skalny załom, próg,
Wyciągnij ręce tak jak ja
Do słońca i cygańskich dróg,
Do pryskających chłodną nocą wiatr.

Przedwiośnie bluzgiem lodów gra,
Wieje surowy, skośny wiatr,
Gardłami rzek zwyciężko gna –
Z lodem zmieszana zimna, brylantowa woda.
Soczysta kra –
Spragnionym wargom trunek poda.
W halną, wilgotną ziemię usta spieczone wgrąż,
Aż się roztętni serce, jak rwąca lawina
I bluźnie buntem pękających brył.

Przedwiośnia czas
Jest winny – jak owoców miąższ.
Wczoraj szeroki wiatr zacinał,
Marszczył na wodzie siatki zbłękitnionych żył –
Dzisiaj – brodzi się w słońcu aż po pas.

Czytaj dalej: Księga ubogich - I – Jan Kasprowicz

Źródło: Bunt lawin, Kazimiera Alberti, 1927.