Stoimy na ściętym, wyrąbanym zębie –
Stopił się w ciszy orłów skwir,
U nóg Smreczyńskich dolin mir,
Lśniące otchłanie, litworowe głębie.
Wierchcichej ślizny się kręty wąż
Ćmami trójkątnych, wzdętych łusk,
Sączy się Hlińską metaliczny plusk,
Wolno w mgłę wsiąka Hińczowej nić.
Na horyzoncie, na wydętych garbach
Gwiazd karatami połyskuje śnieg,
A tam, gdzie nieba się urywa brzeg –
Świeci już tylko turkusowa farba.
Bezmiar. Potęga. Otchłanne dna. Stromość.
Słońca piekąca, rozgorzała liść.
Chwila. Godzina. I smutnym – z góry – rzucamy wiadomość:
Że dobrze żyć!!
Źródło: Bunt lawin, Kazimiera Alberti, 1927.