Trzy kieliszki

Stoi przed nami wonna, jak arabska mokka,
Płynny jad światła leją szklane żyrandole.
Trzy kieliszki na tacy wniósł układny lokaj.
Skurcz twoich brwi. Sieć żyłek wspina się na czole.

Przerwałeś zdanie. Pauza niepokoju. Zwłoka.
Szybkie muśnięcia warg o brzegów szlifowanie.
Zadrżały twoje palce. Spłynął złoty tokaj.
Kryształowe okruchy na perskim dywanie.

Ściszę stuk pantofelków z skórki krokodylej –
Wejdę. Oglądasz okruch – pod światło – pomału.
Jak tancerka Degasa – nad tobą się schylę
W białych gazach i szepnę: „Czyż nie był z kryształu?“

Czytaj dalej: Niebo na przedwiośniu – Kazimiera Alberti

Źródło: Mój film, Kazimiera Alberti, 1927.