Ze sobą zwarci – bez tchu – nieprzytomni,
od brylantowych oderwani gwiazd –
z burzą krwi wrzącej w zadziwionych sercach –
kochamy świetność i szał nocnych jazd.
Gdy wszystko uśnie – a na Cyhrli pusto –
wtedy mnie mocno obejmujesz wpół,
a na zakrętach dzwony w skroniach biją –
całujesz usta – tak lecimy wdół.
Źródło: Bunt lawin, Kazimiera Alberti, 1927.