Nierozdzielny owoc

Na rogu, pod czerwonym stałeś parasolem –
Pizangi i melony były na straganie.
Owinął cię sznur ścisły: tłumu dookole,
Zadziwione jak sarny, smukłe, białe panie.

Wprawną ręką krajałeś złote ananasy
I miałeś lepkie palce od miąższu, od soków,
Miedziaków na straganie wzrastał lśniący nasyp –
Podeszłam i stanęłam w zwartym tłumie, z boku.

Wonne panie wytarte, wielkie kładły grosze.
Pragnę. Różańce zębów w miękisz słodki wgrążę.
Nie dosłyszałeś mego: „O owoce proszę“.
W zsypie miedziaków zginął prawdziwy pieniążek.

Liśćmi sagowej palmy kosze wyścielone
Opróżniały się szybko. Odchodziły panie,
Żegnały cię zdawkowym uśmiechem, ukłonem.
Troje nas pozostało przy twoim straganie.

W liściach chińskiej paczuli dziwny owoc leży.
Jeden tylko – o serca różowym kolorze.
Odchodzę szybko – w słońca piekącej obrzeży.
Wiem, że tego owocu rozdzielić nie możesz.

Czytaj dalej: Niebo na przedwiośniu – Kazimiera Alberti

Źródło: Mój film, Kazimiera Alberti, 1927.