Tak, bracie! biłeś się, to wiesz,
Że z wojną kramu jest niemało.
My niby nic — a u nas też
Różne się sztuczki wyrabiało.
— Jak się z naszymi francuz bił,
To mu powietrze nie służyło.
Pomyślał: marnie... I co sił
Drapaka dał, aż się kurzyło.
Tożeśmy raz capnęli tu
Rodziców z trzema szczeniakami.
Zakatrupiliśmy musju!
Nie z dubeltówki — kułakami.
Żona w krzyk, wrzeszczy, leje łzy,
Rwie włosy... któżby nie żałował?
Aż litość brała. No to my
Ciach ją toporem i gotowa.
Patrzymy: dziatki. Masz-ci los!
Rączkami proszą, wyją, skaczą,
Gaworzą w swojej mowie coś
I rzewnie biedaczyny płaczą.
Serce krajało się! Bo cóż
Tu robić? Długośmy gadali,
Aż dzieci, przy rodzicach tuż,
Utłukliśmy i pochowali.
Taka to, bracie, była rzecz.
Człek naharował się niemało.
I choć na wojnie nie był, lecz
Różne się sztuczki wyrabiało.
Źródło: Jarmark rymów, Julian Tuwim, 1934.