Janowi Kasprowiczowi

Autor:

 I.
Jak z pod fal rozhukanych igrzyska,
Co w muzykę wichrową się kłębią
I aniołom śmierci dziewosłębią,
Że grób stoi, gdzie była kołyska:

Jak z pod fal tych – mogiły już bliska —
Gdy śmiertelny bój tocząc pod głębią,
Na powierzchnię — białością gołębią
Nagle ręka topielca wybłyska:

Z pod niemieckiej nawały pięć-wiecznej,
Z pod Requiem tych strasznych grabarzy,
Żądza życia potężną — odsieczny —

W ziemi śląskiej, śród powodzi wrażej,
Pieśnią dawnych słowiańskich gęślarzy —
Tyś wybłysnął, śpiewaku serdeczny!

 II.
A wyszedłeś, gęślarzu świetlany,
Z białej chaty śląskiego wieśniaka,
A na czole twem była oznaka,
Żeś od Boga na wieszcza wybrany.

A krwawiły cię dziadów twych rany
I bolesną była-ć dola taka,
Boś miał skrzydła szlachetnego ptaka,
A duch czujnie w jutro zasłuchany.

Dwojga cierpień — czcigodne wcielenie,
Cierpień kmiecia pod panów batogiem,
Walki Słowian z odwiecznym swym wrogiem:

Śpiewać tobie podwójne cierpienie —
I dwie skargi wygłosić przed bogiem,
Dwa pioruny wlać w swe pokolenie!

 III.
Żeś, zwiastując niby nowe świty —
Na wieśniaczym rodził się zagonie;
Żeś wypłynął nad niemieckie tonie:
Kocham ciebie, duchu niespożyty!

A choć lubisz ulatać w błękity
Po złocone Hesperyd jabłonie:
Wiem, że pierwsze miejsce w twojem łonie
Ma ten zagon — w cierpienia obfity.

Ale dla nas obcem jest to łkanie,
Które w niebo uderza z lepianek;
My je znamy w złudzeniu sielanek.

Ty nas prowadź po wieśniaczym łanie,
Bo w twej pieśni jest nowy poranek,
Co rozświeci nam owe otchłanie.

 IV.
A więc śpiewaj pieśni twe — z chałupy,
Bo tam więcej dla nas jest tajemnic,
Niż śród puszczy nieprzebytej ciemnic,
Jakby straszne dzieliły nas słupy!

O, nie przebić tej ducha skorupy
Najemników cichych i najemnic,
Jakby żadnych nie było wzajemnic
Między nami — oprócz garści krupy.

Znane wszystkim ballady rycerstwa,
Ale ciemne wieśniacze nam krzyki!
Więc odkrywaj nam chałup tajniki:

A pieśń twoja — jak ten zagon — czerstwa
Będzie jutrznią nowego braterstwa —
I nad wszystkie cię wzniesie lirniki!

Czytaj dalej: Lilith - Antoni Lange