Zniewolony umysł – streszczenie

Autorka streszczenia: Adrianna Strużyńska.

„Zniewolony umysł” to zbiór dziewięciu esejów Czesława Miłosza, napisanych w 1951 roku i wydanych w 1953 roku przez paryski Instytut Literacki. W Polsce ukazał się oficjalnie dopiero w 1989 roku. Za pomocą paraboli i alegorii utwór analizuje proces intelektualnego uzależnienia inteligencji wschodnioeuropejskiej od doktryny komunistycznej.

Spis treści

Zniewolony umysł – streszczenie krótkie

Autor przedstawia we wstępie, jak działa myślenie człowieka w demokracjach ludowych, obserwując środowisko pisarzy i artystów w Warszawie, Pradze, Budapeszcie i Bukareszcie.

W eseju o Murti-Bingu autor przywołuje powieść Stanisława Ignacego Witkiewicza „Nienasycenie” z 1932 roku, w której ludność podbitego kraju zażywa pigułki dające spokój i akceptację nowego porządku kosztem własnej tożsamości. Witkiewicz popełnił samobójstwo we wrześniu 1939 roku na wieść o wkroczeniu Armii Czerwonej. Autor analizuje mechanizmy prowadzące intelektualistów do przyjęcia podobnej „pigułki”.

W eseju „Zachód” autor bada stosunek mieszkańców demokracji ludowych do Zachodu, pełen zwątpienia zmieszanego z nadzieją. Wojenne doświadczenia zniszczenia i przemocy nauczyły ich, że każdy porządek społeczny jest zmienny, co czyni Amerykanów w ich oczach naiwnymi. Stosunek intelektualisty wschodniego do Zachodu przypomina zawiedzioną miłość.

Esej o Ketmanie opisuje życie w krajach komunistycznych jako powszechne aktorstwo, w którym każdy udaje przed innymi. Autor przywołuje pojęcie Ketmanu, muzułmańskiej praktyki ukrywania prawdziwych przekonań opisanej przez Gobineau, i wyróżnia jego odmiany w demokracjach ludowych: narodowy, czystości rewolucyjnej, estetyczny, pracy zawodowej, sceptyczny, metafizyczny i etyczny. Każdy z nich pozwala jednostce zachować wewnętrzną niezależność przy zewnętrznym podporządkowaniu systemowi opartemu na donosicielstwie i strachu.

Kolejne cztery eseje to portrety pisarzy: Alfy, Bety, Gammy i Delty. Alfa, moralista o ambicjach autorytetu etycznego, przeszedł od katolicyzmu, poprzez heroiczną działalność podziemną w czasie wojny i tragedię powstania warszawskiego, aż po powojenne wstąpienie do Partii oraz napisanie samokrytyki i książki o „radzieckim człowieku”. Beta, młody poeta bez żadnej wiary, przeżył Oświęcim i Dachau, opisał obóz w sprawozdawczym, pozbawionym oburzenia stylu, po powrocie do Polski stał się zaciekłym publicystą partyjnym i popełnił samobójstwo. Gamma, dawny nacjonalista i antysemita z Wilna, stał się stalinowskim dyplomatą i literackim nadzorcą, opuszczając w potrzebie własną deportowaną rodzinę i obserwując z bezpiecznej odległości klęskę powstania warszawskiego. Wewnętrznie czuje pustkę i ma świadomość, że żadne jego słowo nie jest już jego własne. Delta, ekscentryczny poeta alkoholik o niezwykłym talencie, związał się przed wojną z prawicą, przeżył niewolę niemiecką, a po wojnie służył władzy komunistycznej jako popularny, wykorzystywany propagandowo twórca, tracąc i odzyskując łaskę władz w zależności od wymogów chwili.

W eseju „Wróg ładu – człowiek” autor analizuje mechanizmy panowania nad umysłami różnych grup społecznych: przedstawicieli klasy posiadającej, drobnomieszczaństwa, chłopów i robotników. Opisuje rolę szkoły, prasy i „świetlicy” w kształtowaniu światopoglądu materialistycznego oraz typ „reakcjonisty” niezdolnego do myślenia dialektycznego. Znaczną część rozdziału poświęca religii jako głównemu źródłu niepokoju Partii, analizując sprzeczność między chrześcijańskim pojęciem winy indywidualnej a stalinowskim pojęciem winy historycznej oraz strategię stopniowego osłabiania Kościoła.

Ostatni rozdział, „Bałtowie”, poświęcony jest losom Estonii, Łotwy i Litwy, wcielonych do ZSRR w 1940 roku po sfałszowanych wyborach, poddanych masowym deportacjom, okupacji niemieckiej z eksterminacją Żydów, a od 1944 roku ponownej sowietyzacji, oporowi partyzanckiemu i kolejnym wywózkom.

Książka kończy się osobistym wyznaniem autora, który wspomina wstrząsający widok polskiej rodziny chłopskiej na ukraińskim dworcu i wyjaśnia, dlaczego, wbrew namowom przyjaciela akceptującego siłę Historii, wybrał drogę bezdomności i sprzeciwu, prosząc symbolicznie Zeusa o wybaczenie za to, że nie mógł milczeć, mając dar dostrzegania cierpienia w różnych częściach podzielonego świata.

Zniewolony umysł – streszczenie szczegółowe

We wstępie autor przyznaje, że trudno mu określić charakter tej książki. Próbuje przedstawić, jak działa myślenie człowieka w demokracjach ludowych. Przedmiotem obserwacji jest środowisko pisarzy i artystów w Warszawie, Pradze, Budapeszcie i Bukareszcie.

Autor zaznacza, że nie chce być zaliczany ani do opozycyjnych polityków, którzy wydostali się za granicę, ani do byłych komunistów publicznie ogłaszających rozczarowanie. Należał do kategorii tych, którzy starali się okazywać posłuszeństwo nowemu rządowi i byli przez niego wykorzystywani. Nie był członkiem partii komunistycznej, choć w latach 1946–1950 pracował jako dyplomata.

Opisuje uczucie człowieka wlokącego za sobą łańcuch przykuwający go do jednego miejsca, częściowo zewnętrzny, częściowo wewnętrzny. Porównuje się do uczonego przywiązanego do laboratorium: dla niego takim laboratorium był język rodzinny, ponieważ jako poeta miał publiczność i możliwość publikacji tylko w swoim kraju. Wewnętrzny łańcuch wiąże się z odczuwaniem wygnania jako nieszczęścia oraz z „Grą” ustępstw i oświadczeń lojalności, która wytwarza solidarność między uczestnikami. Autor czuł solidarność z przyjaciółmi w Warszawie, przez co zerwanie wydawało mu się nielojalne. 

Przed 1939 rokiem był młodym poetą, którego wiersze zyskiwały uznanie w kawiarniach literackich Warszawy. Wojna i okupacja nazistowska zmieniły go: zyskał większą świadomość społecznego znaczenia literatury, a jego poezja stała się bardziej zrozumiała.

W 1945 roku kraje Europy Wschodniej zostały podbite przez Nową Wiarę idącą ze Wschodu. W kołach intelektualnych Warszawy modne stało się porównywanie komunizmu do pierwszego chrześcijaństwa. Ze względu na wrogość wobec prawicowych doktryn totalitarnych autor był uważany za „dobrego poganina”, który z czasem zostanie przekonany do ortodoksji. Jego stosunek do Metody, czyli materializmu dialektycznego w ujęciu Lenina i Stalina, był nieufny, choć odczuwał jej wpływ, podobnie jak inni.

W latach 1949–1950 zażądano od pisarzy w jego kraju bezwarunkowego uznania „realizmu socjalistycznego”. Ze zdziwieniem stwierdził, że nie jest do tego zdolny, mimo wieloletniego wewnętrznego dialogu z tą filozofią. Emocjonalny sprzeciw zdecydował o jej odrzuceniu.

Autor pisze, że pozycja materialna pisarza w demokracjach ludowych jest bardzo dobra, lecz cena za takie życie jest zbyt wysoka. Był skłonny ignorować wiele faktów, byle móc zajmować się metryką wiersza i tłumaczeniem Szekspira. Zaznacza, że chęć zrozumienia Nowej Wiary nie oznacza gotowości, by wszystko przebaczyć, a jego słowa są zarazem protestem: odmawia doktrynie prawa do usprawiedliwiania zbrodni popełnianych w jej imieniu.

Rozdział 1. Murti-Bing

Autor zaczyna od stwierdzenia, że dopiero w połowie XIX wieku mieszkańcy Europy zyskują świadomość, iż trudne książki filozoficzne mają bezpośredni wpływ na ich losy. W 1932 roku w Warszawie ukazuje się powieść Stanisława Ignacego Witkiewicza „Nienasycenie”. Akcja rozgrywa się w Polsce, w bliżej nieokreślonej przyszłości, w środowisku muzyków, malarzy, filozofów, arystokracji i wojskowych. Książka przedstawia studium rozkładu: dysonansową muzykę, perwersje erotyczne, narkotyki, fałszywe nawrócenia na katolicyzm i schorzenia psychiczne. Wszystko to dzieje się w kraju wystawionym na uderzenie armii mongolsko-chińskiej, idącej od Oceanu Spokojnego do Bałtyku.

Bohaterowie Witkiewicza cierpią z powodu braku wiary i sensu. W miastach pojawiają się przekupnie sprzedający pigułki Murti-Binga. Murti-Bing to mongolski filozof, który wynalazł środek przenoszący „światopogląd” drogą organiczną. Człowiek, który zażywa pigułkę, zyskuje spokój i szczęście, przestaje przejmować się dotychczasowymi problemami filozoficznymi i metafizycznymi.

W epilogu powieści wybucha wojna, wódz armii zachodniej poddaje się armii wschodniej i zostaje ścięty z honorami. Kraj zostaje zajęty, a bohaterowie zaczynają służyć nowej władzy, tworząc sztukę „społecznie użyteczną”, choć nie mogą pozbyć się dawnej osobowości i stają się schizofrenikami. Autor powieści, Witkiewicz, 17 września 1939 roku, na wieść o przekroczeniu granicy Polski przez Armię Czerwoną, popełnia samobójstwo, zażywając weronal i przecinając żyły.

Autor stwierdza, że wizja Witkiewicza spełnia się dziś w Europie Wschodniej. Opisuje kilka „węzłów” prowadzących intelektualistów do przyjęcia Murti-Binga: pustkę powstałą z zaniku wspólnego systemu religijnego i filozoficznego, pragnienie bycia częścią społeczności, poczucie absurdu istnienia oraz strach przed myśleniem na własny rachunek, gdyż tylko myśl zgodna z prawami Historii ma, zdaniem intelektualisty, wartość.

Autor opisuje zjazdy przedstawicieli sztuki w Polsce, na których omawiano teorię socjalistycznego realizmu, a referenci miażdżyli argumentacyjnie nielicznych oponentów, grożąc im także konsekwencjami zawodowymi. Cytuje wypowiedź młodego poety, który przyznaje, że nie potrafi już pisać swobodnie, bo w trakcie pisania poddaje własne zdania wyimaginowanej krytyce marksistowskiej.

Autor opisuje moment przyjęcia „porcji Murti-Binga”, poprzedzony poczuciem winy związanym z religijnym i patriotycznym wychowaniem oraz lojalnością wobec przeszłości narodu. Przywołuje słowa polskiego poety narodowego z 1824 roku, pytającego, czy z rosyjskiej duszy wyleci „motyl jasny” czy „ćma”. Wspomina też spotkanie z sowieckim dziennikarzem w 1945 roku w Polsce, który ze śmiechem opowiada o polskim mieszkańcu Śląska oczekującym przyjazdu Anglików, porównując tę postawę z podobną sytuacją na Ukrainie w 1919 roku.

Autor stwierdza, że po przyjęciu Murti-Binga pozostaje rozdwojenie osobowości, ponieważ dawne miary moralne i estetyczne nie znikają całkowicie. Zauważa, że młode pokolenie może być od tego rozdwojenia wolne, choć przeszkodą pozostają Kościół oraz literatura narodowa, w tym twórczość wybitnych polskich poetów nacechowana niechęcią do Rosji i katolickim filozofowaniem. Na zakończenie autor opisuje apatię i „złą aurę” panującą w stolicach demokracji ludowych, takich jak Warszawa czy Praga, chociaż ich mieszkańcy są w ciągłym ruchu.

Rozdział 2. Zachód

Autor przytacza pytanie znajomego z Warszawy: „Czy Amerykanie naprawdę są tak okropnie głupi?”, które oddaje stosunek mieszkańców demokracji ludowych do Zachodu, pełen niemal całkowitego zwątpienia z resztką nadziei. Autor opisuje, jak wojna zniszczyła w krajach Europy Środkowej i Wschodniej wiele wartości uznawanych dotąd za niewzruszalne. Człowiek zwykle uważa porządek, w którym żyje, za naturalny. Doświadczenie wojny, zniszczonych miast, śmierci na ulicach, zmiany nazwisk, przesiedleń do gett i wywózek do obozów koncentracyjnych uczy jednak, że każdy porządek społeczny może ulec zmianie. Autor opisuje szczegółowo realia wojny: bombardowania, przymusowe przesiedlenia ludności do dzielnic, transporty do obozów, „budy” łapiące przechodniów na ulicach oraz walkę zbrojną młodych ludzi.

Mieszkaniec Europy Wschodniej, który przeszedł przez te doświadczenia, uważa Amerykanów za niepoważnych, ponieważ nie doświadczyli podobnych wstrząsów i sądzą, że ich porządek społeczny jest jedynym możliwym. Autor pisze, że taki człowiek myśli socjologicznie i historycznie, przewidując gwałtowne zmiany także dla krajów Zachodu. Według teorii kryzysu kapitalizm prowadzi do faszyzmu.

Autor przedstawia ograniczoną orientację takiego intelektualisty w sytuacji na Zachodzie, wynikającą z jednostronnej propagandy. Omawia różnicę między systemem prawnym Zachodu, gdzie prawo wiąże ręce zarówno rządzącym, jak i rządzonym, a systemami nazistowskim i sowieckim, w których granica między czynem karalnym a niekaralnym jest zatarta. Autor opisuje zdziwienie intelektualistów wschodnich powstaniem na Zachodzie, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, cywilizacji ludowej dającej masom dostęp do dóbr materialnych, co uznają za przejaw „głupoty” mas. Omawia wyścig technologiczny między Zachodem a Rosją, która kopiuje zachodnie wynalazki, oraz propagandę przypisującą Rosjanom wynalazki obce. Autor przytacza pytania stawiane przez intelektualistów wschodnich: czy dobrobyt Zachodu nie jest okupiony pustką duchową mas? Wspomina zdanie kogoś, kto nie chciałby dożyć „zrealizowanego komunizmu”, bo byłoby to nudne. Omawia poszukiwanie przez intelektualistów wschodnich „czegoś nowego” na Zachodzie: nowej filozofii, sztuki czy odkrycia naukowego, oraz elitarność kultury zachodniej, niedostępnej dla mas, w przeciwieństwie do stylu „sowieckiego empire”. Autor pisze o czytaniu na Wschodzie książek takich jak „Ciemność w południe” Koestlera i „1984” Orwella.

Autor opisuje oficjalną „walkę z kosmopolityzmem” w demokracjach ludowych: zalecenie tłumaczenia określonych autorów zachodnich, takich jak Szekspir, Balzak i Swift, przy jednoczesnym wykluczaniu współczesnych pisarzy niekomunistycznych, preferowanie rosyjskich „pieredwiżników” nad francuskimi impresjonistami oraz ograniczenia repertuaru muzycznego. Przytacza przykład rozprawy Lwa Tołstoja „Co to jest sztuka?”, w której Tołstoj krytykuje Szekspira i malarstwo francuskie.

Na koniec autor omawia wątpliwości intelektualisty wobec samej Metody dialektycznej. Czuje się sterroryzowany przez Metodę, uznając, że jej siła leży we władzy tych, którzy się nią posługują. Rozdział kończy się stwierdzeniem, że stosunek intelektualisty wschodniego do Zachodu przypomina zawiedzioną miłość. Intelektualista woli pracować dla Imperium, licząc po cichu, że Zachód jednak zrozumie mechanizm „wielkiej epoki stalinowskiej”.

Rozdział 3. Ketman

Autor opisuje życie w krajach demokracji ludowych jako rodzaj powszechnego aktorstwa: każde słowo, uśmiech czy spojrzenie musi być kontrolowane, bo może wywołać podejrzenia. W odróżnieniu od teatru tutaj wszyscy grają przed wszystkimi, wiedząc nawzajem o swojej grze. Długotrwała gra prowadzi do zrośnięcia się z narzuconą rolą, co widać też w poezji propagandowej, na przykład u Bertolta Brechta.

Autor przywołuje opis Ketmanu z książki Gobineau „Religions et philosophies dans l’Asie centrale”. Gobineau, były sekretarz i francuski poseł w Persji, opisuje Ketman jako muzułmańską praktykę ukrywania prawdziwych przekonań i publicznego wyrzekania się ich dla własnego bezpieczeństwa, dającą poczucie wyższości nad oszukanym przeciwnikiem. Autor przytacza przykłady Hadżi-Szeik-Ahmeda oraz kaznodziei Sadry, który stopniowo, poprzez pozorną pokorę wobec mułłów, szerzył swoje poglądy, aż w końcu jawnie je ogłosił.

Następnie autor omawia rodzaje Ketmanu w krajach demokracji ludowych:

  • Ketman narodowy: głośne manifestowanie podziwu dla Rosji przy ukrytej pogardzie dla niej jako kraju barbarzyńskiego.
  • Ketman czystości rewolucyjnej: wiara w „święty ogień” rewolucyjny epoki Lenina, symbolizowana przez poetę Majakowskiego, który popełnił samobójstwo w 1930 roku, połączona z nienawiścią do Stalina jako tego, który ten ogień stłumił, ale jednocześnie z uznaniem, że jego rządy mogły być historycznie potrzebne.
  • Ketman estetyczny: publiczne aprobowanie sztuki oficjalnej przy prywatnym kultywowaniu potępionej sztuki nowoczesnej i dawnej literatury we własnym mieszkaniu.
  • Ketman pracy zawodowej: oddanie się rzetelnej pracy zawodowej, naukowej lub tłumaczeniowej, przy formalnym spełnianiu wymogów ideologicznych; autor przywołuje przykład Adama Mickiewicza, który musiał dedykować swój poemat carowi.
  • Ketman sceptyczny: zewnętrzne posłuszeństwo połączone z całkowitym brakiem wiary w słuszność Metody i cynicznym obserwowaniem zjawiska jako fascynującego eksperymentu na człowieku.
  • Ketman metafizyczny: występujący zwłaszcza w krajach o przeszłości katolickiej, szczególnie w Polsce, polega na zawieszeniu przekonań religijnych i traktowaniu epoki Nowej Wiary jako koniecznego etapu przejściowego, przy zewnętrznym udziale niektórych katolików w życiu publicznym w roli „katolików postępowych”.
  • Ketman etyczny: kompensowanie surowości wymaganej przez Nową Wiarę uczciwością i lojalnością w życiu osobistym, częsty wśród starych komunistów, którzy bywają posądzani o „inteligenckość”.

Autor opisuje też etykę „nowego człowieka”, opartą na donosicielstwie jako cnocie oraz na całkowitym podporządkowaniu jednostki interesom ogółu, co w praktyce prowadzi do powszechnego strachu i wzajemnej nieufności. Na zakończenie autor stwierdza, że Ketman rozwija u ludzi wyjątkowe zdolności intelektualne i psychologiczne, niedostępne mieszkańcom Zachodu, oraz że Ketman, mimo że oparty na kłamstwie, daje praktykującym go poczucie wewnętrznego oparcia i chroni przed pustką wolności. Stawia pytanie, czy możliwe byłoby życie bez narzuconego przymusu i bez Ketmanu, oparte na własnym, samodzielnie stworzonym oporze.

Rozdział 4. Alfa – czyli moralista

Autor przedstawia portret pisarza nazwanego Alfą, swojego serdecznego przyjaciela, jednego z bardziej znanych prozaików na wschód od Elby. Przed wojną Alfa był wysokim, chudym młodzieńcem w rogowych okularach, publikującym w prawicowym tygodniku o złej opinii w kołach literackich. Jego proza, pod wpływem Josepha Conrada, koncentrowała się na tragicznych konfliktach moralnych, nocy i metafizycznej czystości. Jego pierwsza powieść przyniosła mu miano najzdolniejszego pisarza katolickiego, choć sam Alfa w głębi serca wątpił w wartość swoich książek i w autentyczność swojego katolicyzmu, traktowanego jako maska.

Podczas wojny, gdy kraj stał się częścią imperium Hitlera, Alfa działał w podziemnym życiu literackim: był współredaktorem podziemnego pisma, opiekował się kolegami, odmówił podania ręki pisarzowi współpracującemu z Niemcami i pomagał ukrywającym się Żydom mimo grożącej za to kary śmierci. Autor wspomina wspólną z Alfą ucieczkę przed pierwszą wielką łapanką do Oświęcimia w 1940 roku. W tym okresie Alfa napisał zbiór opowiadań o tematyce lojalności, przetłumaczony potem na wiele języków. W opowiadaniach tych zrezygnował z katolickiego słownictwa na rzecz bardziej uniwersalnego pojęcia wierności.

W drugiej połowie wojny, wobec zbliżającej się Armii Czerwonej, w podziemiu narastał kryzys świadomości politycznej; Alfa reagował na to satyrycznymi opowiadaniami o konspiracyjnej inteligencji. Wybuchło powstanie warszawskie, w którym zginęło około 200 tysięcy ludzi, a miasto zostało zburzone. Alfa, mieszkający na przedmieściu, ocalał. Autor opisuje wspólną wędrówkę z Alfą po ruinach Warszawy w kwietniu 1945 roku, w tym natrafienie na napis „Droga cierpień porucznika Zbyszka” oraz na grób nieznanego żołnierza. W powstaniu zginęli bliscy przyjaciele Alfy: poeta Krzysztof, jego żona Barbara, poeci Karol i Marek, a ukochana osoba Alfy została deportowana do obozu w Ravensbrück. Alfa obwiniał za klęskę etykę bezwzględnej wierności, nie obwiniając Rosjan, którzy działali jako „siła Historii”.

Po wojnie Alfa zadeklarował chęć służenia nowej Polsce i został przyjęty przez polskich komunistów. W maju 1945 roku w Krakowie, pracując z autorem nad scenariuszem filmowym, obserwowali z okna więzienie, w którym siedzieli żołnierze podziemia. Alfa napisał powieść o starym komuniście, który przeszedł przez niemieckie obozy koncentracyjne i po wojnie zmagał się z chaosem oraz zdemoralizowaną młodzieżą konspiracyjną; komunista ten ginie zastrzelony przez młodego człowieka biorącego go za agenta Moskwy. Powieść przyniosła Alfie w 1948 roku nagrodę państwową, nakład 100 tysięcy egzemplarzy oraz willę od jednego z miast.

Gdy władze ogłosiły „realizm socjalistyczny” jako jedyną obowiązującą metodę twórczą, Alfa wstąpił do Partii i opublikował artykuł-samokrytykę, potępiający jego dawne książki, przełożony na języki obce i drukowany przez pisma stalinowskie na Zachodzie. Partia powierzyła mu, jako byłemu katolikowi, wygłaszanie przemówień przeciwko polityce Watykanu. Po wyjeździe do Moskwy Alfa napisał książkę o „radzieckim człowieku”, dowodzącą, że prawdziwie wolnym człowiekiem jest tylko obywatel Związku Radzieckiego. Koledzy z zawiścią nazywali go „ladacznicą z zasadami”. Autor kończy rozdział stwierdzeniem, że trudno mu surowo osądzać Alfę, gdyż sam znajdował się na podobnej drodze.

Rozdział 5. Beta – czyli nieszczęśliwy kochanek

Autor poznaje Betę w 1942 roku w okupowanej Warszawie. Beta, dwudziestoletni chłopak, żywy i inteligentny, zaczął pisać w czasie wojny. Zarabiał na życie w fikcyjnych miejscach zatrudnienia, był studentem podziemnego uniwersytetu, żył wśród konspiracyjnej młodzieży. W przeciwieństwie do kolegów wierzących w walkę z Niemcami z pobudek patriotycznych, Beta nie miał żadnej wiary – ani religijnej, ani politycznej – i domagał się racjonalistycznego uzasadnienia działania. Wydał na powielaczu swój pierwszy tomik heksametrów, pozbawiony afirmacji świata, przesiąknięty poczuciem posępności i śmierci, lecz utrzymany w tonie stoicyzmu, a nie skargi.

W 1943 roku Beta zostaje aresztowany przez Gestapo wskutek wsypy jednej z lewicowych grup i wywieziony do Oświęcimia, gdzie przeżywa dwa lata, a następnie zostaje przeniesiony do Dachau, skąd wyzwalają go Amerykanie. Po wojnie mieszka w Monachium, gdzie w 1946 roku ukazuje się książka „Byliśmy w Oświęcimiu”, napisana przez Betę i dwóch współwięźniów, zadedykowana VII Armii Amerykańskiej. Po powrocie do Warszawy wydaje tom opowiadań o obozie.

Autor opisuje styl tych opowiadań jako sprawozdawczy, pozbawiony oburzenia. Beta przedstawia siebie jako należącego do „klasy” sprytnych i silnych więźniów, opisując szczegółowo strategie przetrwania: unikanie prowokacji strażników, przekupstwo, donos na współwięźnia Iwana za kradzież mydła i gęsi. Autor cytuje fragmenty opowiadań, w tym scenę z umierającym więźniem Bekerem oraz obszerny opis pracy przy rozładunku „transportów” Żydów przywożonych do Oświęcimia, zakończony sceną segregacji na rampie i epilogiem o spaleniu piętnastu tysięcy ludzi. Autor zaznacza, że relacje współwięźniów Bety mówiły o jego bohaterskim zachowaniu w obozie, w przeciwieństwie do obrazu, jaki sam o sobie kreślił w opowiadaniach.

Po wyzwoleniu Beta poznaje zdemoralizowane życie uchodźców w Niemczech Zachodnich. Waha się między emigracją a powrotem do Polski; decyduje się na powrót, kierowany ambicjami pisarskimi oraz chęcią uczestniczenia w rewolucji. W Warszawie jego kariera literacka rozwija się błyskawicznie, a książka o obozie zostaje uznana za wydarzenie literackie. W 1948 roku, gdy realizm socjalistyczny nie był jeszcze obowiązujący, krytycy partyjni zarzucają mu jednak brak idei „świadomej walki” oraz podobieństwo do literatury amerykańskiej. Partia dostrzega w nim jednak cenny potencjał: prawdziwą nienawiść, którą Beta zaczyna kierować w stronę materializmu dialektycznego.

Wydaje kolejną książkę, „Kamienny świat”, złożoną z krótkich opowiadań o powojennej Europie Środkowej, przedstawiającą różne narodowości i grupy społeczne w tonie głębokiego obrzydzenia do cywilizacji, która wydała hitleryzm. Następnie wstępuje do Partii i coraz bardziej przesuwa się w stronę publicystyki, pisząc cotygodniowe felietony w urzędowym tygodniku, wymierzone w Amerykę, oraz reportaże z Niemiec Wschodnich. Autor, spotykając go po raz ostatni w 1950 roku, zauważa w nim zmianę: dawną nieśmiałość zastąpiły pewność siebie i skoncentrowanie na działaniu.

Autor przytacza rozmowę z oficjałami literatury, z której wynika, że Beta sam nalega na pisanie felietonów zamiast prozy, uważając, że w obecnym czasie trzeba działać na masy bezpośrednimi środkami. Autor opisuje mechanizm gniewu zastępującego analizę oraz dążenie Bety do „samounicestwienia intelektu”. Wspomina też, że Beta często mówił o samobójstwie Majakowskiego. Kilka miesięcy po napisaniu tego portretu autor dowiaduje się o śmierci Bety: zostaje on znaleziony martwy w swoim warszawskim mieszkaniu, z odkręconym kurkiem gazu. W prasie ukazują się artykuły wspomnieniowe pisane przez jego przyjaciół pisarzy z Polski i wschodnich Niemiec. Trumnę okrytą czerwonym sztandarem spuszczono do grobu przy dźwiękach „Międzynarodówki”.

Rozdział 6. Gamma – czyli niewolnik dziejów

Autor opisuje Wilno, gdzie chodził do szkoły i na uniwersytet, miasto wielokrotnie zmieniające przynależność państwową, a obecnie stolicę Litewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Tam, na uniwersytecie, w 1931 roku autor poznaje Gammę, niezgrabnego wyrostka o czerwonej twarzy, syna emerytowanego oficera polskiej armii i prawosławnej Rosjanki. Gamma był wtedy zaciekłym antysemitą i nacjonalistą.

Autor odwiedza Gammę ponownie w 1949 roku, gdy ten jest ambasadorem komunistycznej Polski w jednej ze stolic zachodnioeuropejskich, mieszkającym w osiemnastowiecznym pałacu. Gamma uchodzi wśród zachodnich intelektualistów za liberalnego i czarującego, choć w rzeczywistości manipuluje dyplomatami, między innymi nakłaniając niepewnych politycznie urzędników do wyjazdu do Warszawy, skąd nie mogą już wrócić.

Autor wraca do wspomnień z uniwersytetu: grupa młodych pisarzy, w tym Gamma, Jerzy, Teodor, Henryk i Stefan, wywodziła się z podupadającej inteligencji i buntowała się przeciw własnemu środowisku. W czasach kryzysu ekonomicznego część młodzieży skłaniała się ku nacjonalizmowi, część ku lewicy. Gamma pisał wiersze, ale bez większego powodzenia, po czym zbliżył się do komunizmu. W tym czasie autor wspomina, że sam wraz z Jerzym wycofał się z drogi ku stalinizmowi, podczas gdy Gamma, Stefan i Henryk zostali komunistami.

Po ataku Niemiec na Polskę w 1939 roku i wkroczeniu Armii Czerwonej Gamma przenosi się do Lwowa, gdzie działa wśród prosowieckich literatów. Podczas masowych deportacji ludności polskiej na wschód zostają wywiezieni jego rodzice i siostry; ojciec przeklina go przed śmiercią. Gamma nie interweniuje w obronie rodziny. Po ataku Hitlera na ZSRR w 1941 roku Gamma ucieka w głąb Rosji, zostawiając żonę i córkę we Lwowie. W Rosji, razem z dawnymi kolegami, zakłada Związek Patriotów Polskich, zalążek przyszłego rządu w Warszawie.

Autor opisuje aresztowania polskich komunistów w ZSRR, w tym poety B., oraz strach Gammy po tych wydarzeniach, gdy proponuje wydanie odezwy potępiającej aresztowanych jako faszystów, na co koledzy się nie zgadzają. Gamma bierze udział w tworzeniu nowej polskiej armii pod nadzorem NKWD. Latem 1944 roku wkracza z Armią Czerwoną do Polski jako oficer polityczny, z nową żoną, byłą deportowaną. Autor opisuje aresztowanie dowódców Armii Krajowej w Wilnie podczas bankietu oraz obserwowanie przez Gammę i towarzyszy klęski powstania warszawskiego z bezpiecznej odległości znad Wisły, w tym relację młodej uciekinierki, która przepłynęła rzekę.

Gamma organizuje prasę w Lublinie, a potem przenosi się do Krakowa, gdzie zdobywa władzę nad środowiskiem literackim, stosując zasady stopniowego, niedostrzegalnego wciągania intelektualistów w system. Autor opisuje swoje ponowne spotkanie z Gammą w Krakowie po latach, mimo dawnej wrogości i różnicy dróg politycznych. Autor zostaje attaché kulturalnym w USA, Jerzy we Francji.

Gamma wyjeżdża jako ambasador do zachodniej stolicy, gdzie pisze powieść „Rzeczywistość” o procesie młodych stalinistów z czasów uniwersyteckich, opartą na sztywnym schemacie ideologicznym. Podróżuje po Europie i Afryce, głównie dla zabicia czasu, i oddaje się grze w brydża, unikając w ten sposób pisania. Podczas wiecu po wybuchu wojny w Korei popełnia gafę, krzycząc, że to oni zaatakowali pierwsi, bo są silniejsi.

Gdy w Polsce zaostrza się kurs polityczny, Gamma zostaje odwołany i mianowany oficjalnym nadzorcą politycznym wszystkich pisarzy, urzędującym w nowym gmachu Związku Literatów Polskich w Warszawie. Rozdział kończy się refleksją autora o wewnętrznej pustce Gammy, świadomego, że żadne jego słowo nie jest już jego własne, oraz przytoczoną opinią znajomego, że Gamma marzy o wojnie, by uniknąć codziennego pisania powieści, które sam uważa za bezwartościowe.

Rozdział 7. Delta – czyli trubadur

Delta, poeta o cygańskiej cerze, piegowaty, niewysoki, o nieproporcjonalnie dużej głowie, jest ekscentrycznym artystą. Znakomicie recytuje swoje wiersze, panując nad publicznością. Nikt nie zna dokładnie jego pochodzenia, gdyż sam ciągle zmienia swoją biografię. Zna wiele języków obcych mimo braku formalnego wykształcenia; na uniwersytecie napisał kiedyś pracę o nieistniejącym angielskim poecie siedemnastego wieku. Delta jest nałogowym alkoholikiem, miewa halucynacje. Autor przytacza jego ekscentryczne wybryki, na przykład oddanie moczu na własne palto na oczach tłumu. Jego poezja jest niepodobna do niczego innego w ówczesnej Europie: łączy elementy barokowe, absurd i afirmację życia. Napisał między innymi poematy „Koniec świata”, „Zabawa ludowa” oraz „Bal u Salomona”. Publikował też liczne wiersze humorystyczne pod pseudonimami, w tym cykl „Piosenki naczelnika wydziału grobownictwa”. Gdy był trzeźwy, targował się bezwzględnie o honoraria, które natychmiast przepijał.

W 1937 roku Delta, ku zdziwieniu otoczenia, związuje się ze skrajnie prawicowym, antysemickim tygodnikiem, publikując wiersze wielbiące „falangę” i zapowiadające „noc długich noży”. Autor wyjaśnia, że nie wynikało to z przekonań rasowych Delty, lecz z jego potrzeby posiadania szerokiej publiczności i pogardy dla elitarnej literatury kawiarnianej.

Po wybuchu wojny Delta zostaje zmobilizowany, dostaje się do niewoli radzieckiej, a następnie zostaje przekazany Niemcom i jako jeniec spędza pięć i pół roku w stalagu, pracując przy pracach rolniczych. W tym czasie w Warszawie ginie jego dawny mecenas, redaktor prawicowego pisma, rozstrzelany przez Niemców jako działacz podziemia. Autor opisuje też własne wspomnienie z getta warszawskiego: obraz młodej Żydówki zastrzelonej na ulicy, a także wspomina jeden z wierszy Delty, poświęcony śmierci młodej wenecjanki deportowanej do Rzeszy. Po wyzwoleniu w 1945 roku Delta wyjeżdża do Francji i Belgii, pisząc wiersze patriotyczne i antyrosyjskie dla emigracji. Gdy życie emigracyjne przestaje mu wystarczać, decyduje się na powrót do Polski, gdzie czeka na niego żona, która przetrwała okupację, pracując jako kelnerka. Po powrocie do Krakowa żona natychmiast wyrzuca przywiezioną przez Deltę kochankę.

W powojennej Polsce Delta zostaje wykorzystany przez władze do budowania nastrojów patriotycznych. Otrzymuje hojne wynagrodzenie od państwa jako mecenasa i publikuje ogromne ilości wierszy, satyr i scenek teatralnych, w tym cykl „Zielona Gęś”. Wzbudza to oburzenie ortodoksyjnych komunistów, uspokajanych zapewnieniem, że Delta jest na razie użyteczny.

Gdy w Polsce nasila się kult Związku Radzieckiego, Delta pisze entuzjastyczne wiersze o Rosji, otrzymuje wizę sowiecką i wysyła z Moskwy korespondencje, w tym żartobliwą uwagę o zbyt dużej ilości pomarańczy w mieście. Gdy realizm socjalistyczny zostaje ogłoszony jedyną dopuszczalną metodą twórczą, wymagającą „powagi”, przeciwnicy Delty uznają, że nadszedł czas, by się z nim rozprawić. Redakcjom polecono drukować tylko te jego wiersze, które wykażą poprawę. Delta traci znaczenie, a państwowy dom wydawniczy zamawia u niego tłumaczenie sztuk Szekspira. Po kilku latach zorganizowano jednak w Warszawie dyskusję nad jego twórczością, a Delta natychmiast ogłasza kilka „poważnych” poematów, ponownie odzyskując łaskę władz.

Rozdział 8. Wróg ładu – człowiek

Autor stwierdza, że Alfa, Beta, Gamma i Delta nie są prostymi wyznawcami, lecz ofiarami sytuacji historycznej, a świadomość nie uwalnia ich z więzów, tylko je tworzy. W demokracjach ludowych toczy się walka o władzę duchową nad umysłami, prowadzona przez specjalistów siedzących w komitetach centralnych, biegłych w pismach Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina.

Autor omawia poszczególne grupy społeczne z punktu widzenia Partii. Klasa posiadaczy jest nieliczna i skazana na wymarcie. Drobnomieszczaństwo, mimo likwidacji prywatnego handlu, odradza się w formie pokątnego handlu i usług, co autor ilustruje przykładami braków towarowych i cen. Chłopi, stanowiący większość ludności, są dzieleni na „biedniaków”, „średniaków” i „kułaków”, by łamać solidarność wsi, lecz uznawani są za mało groźnych, gdyż ich siła ujawnia się tylko przy wsparciu przywódcy takiego jak Lenin. Robotnicy budzą większy niepokój Partii, gdyż odczuwają ambiwalencję między korzyściami systemu, takimi jak koniec bezrobocia i awans społeczny, a brakiem realnego wpływu na warunki pracy i zakazem strajków. Autor opisuje rolę szkoły, prasy, literatury i „świetlicy”, nazywanej odpowiednikiem dawnej kaplicy, w kształtowaniu umysłów zgodnie z materializmem dialektycznym, cytując przy tym fragment dzieła Edwarda Gibbona o skuteczności publicznych obrzędów religijnych w utrwalaniu przekonań. Wskazuje, że wulgaryzacja wiedzy naukowej, w tym marksizmu, tworzy złudzenie pełnego zrozumienia rzeczywistości.

Autor opisuje typ „reakcjonisty” w ujęciu dialektyków: człowieka niezdolnego do dostrzegania współzależności zjawisk historycznych, porównanego do postaci Laurela z filmu, który przez dwadzieścia lat strzelał z karabinu maszynowego, nieświadomy zakończenia wojny. Tacy ludzie uznawani są za mało groźnych intelektualnie.

Znaczną część rozdziału autor poświęca religii jako największemu źródłu niepokoju Partii. Wspomina przykład profesora Pawłowa, twórcy teorii odruchów warunkowych, który mimo to chodził do cerkwi. Opisuje rozumowanie chrześcijan akceptujących stalinizm, cytując wypowiedź rumuńskiego patriarchy Justyniana Mariny: „Chrystus jest nowym człowiekiem. Człowiek nowy to człowiek sowiecki. Więc Chrystus jest człowiekiem sowieckim!”. Autor analizuje sprzeczność między chrześcijańskim pojęciem winy indywidualnej a stalinowskim pojęciem winy historycznej, wskazując przykład dowódców powstania warszawskiego 1944 roku oraz dowództwa Armii Czerwonej, które nie udzieliło pomocy powstaniu. Autor opisuje strategię Partii wobec Kościoła: unikanie gwałtownego zamykania kościołów na rzecz rozbicia kleru na skompromitowanych „reakcjonistów” i uległych współpracowników państwa. Omawia też potępienie węgierskiego marksistowskiego badacza literatury, profesora Lukácsa, jako przykład zwalczania „herezji” wewnątrz samego marksizmu.

Autor zaznacza, że jego własna poezja była dla niego środkiem samokontroli, oraz krytykuje zasady realizmu socjalistycznego, według których literatura ma przedstawiać rzeczywistość nie taką, jaką się widzi, lecz taką, jak się ją rozumie zgodnie z linią Partii. Kończy rozdział rozważaniem o nowym rodzaju cierpienia psychicznego w demokracjach ludowych, odmiennym od nerwic zachodnich, oraz refleksją, że gdyby Centrum straciło militarną siłę, cała konstrukcja ideologiczna mogłaby runąć, pozostawiając jedynie chaos.

Rozdział 9. „Bałtowie”

Autor przytacza słowa warszawskiego przyjaciela ostrzegającego go przed nadmiernym zajmowaniem się losem Bałtów i obozów, bo Zeus nazwie go idiotą, który zmarnował życie na głupstwa. Autor broni się, porównując los ludów podbitych dziś do losu Azteków i wytępionych Prusów, i stwierdza, że stosunek do żywej teraźniejszości różni się od stosunku do przeszłości.

Autor opisuje kraje bałtyckie: Estonię, Łotwę i Litwę, ich języki, historię kolonizacji niemieckiej i polskiej, uzyskanie niepodległości po pierwszej wojnie światowej oraz reformę rolną. W 1939 roku ich łączna ludność liczyła około sześciu milionów. Były to kraje rolnicze o wysokiej stopie życiowej. W 1939 roku Mołotow zażądał od nich baz wojskowych, a w czerwcu 1940 roku Armia Czerwona przekroczyła ich granice i NKWD przejęło władzę. Autor zaznacza, że urodził się w tym regionie, nad rzeką o litewskiej nazwie.

Autor opisuje sfałszowane wybory do parlamentów z jedną listą kandydatów, po których nowo wybrane parlamenty poprosiły o włączenie republik do ZSRR. Autor wspomina towarzysza młodości, który został posłem do litewskiego parlamentu, głosującym za wcieleniem kraju do Związku Radzieckiego. Po wyborach nastąpiły masowe deportacje ludności do obozów pracy i kołchozów. W 1941 roku obszar zajęła armia niemiecka, mordując ludność żydowską, a w 1944 roku ponownie zajęła go Armia Czerwona, co doprowadziło do oporu chłopów, tworzenia oddziałów partyzanckich w lasach oraz masowych obław i wywózek. Autor cytuje zdanie sowieckiego dygnitarza z 1946 roku: „Litwa to budiet, no Litowcow nie budiet”.

Autor opisuje politykę zasiedlania opróżnionych terenów przybyszami z głębi Związku, rusyfikację miast, przemianowanie Königsbergu na Kaliningrad oraz cel stopienia narodów w jeden naród z jednym językiem uniwersalnym, opartym na rosyjskim. Przytacza list od rodziny deportowanej w marcu 1949 roku z krajów bałtyckich na Syberię, którego początkowe litery wersów tworzą słowa „wieczne niewolnice”.

Autor przedstawia argumentację usprawiedliwiającą deportacje jako historyczną konieczność, porównywalną z klęską żywiołową, a także rozważa różnicę między krótkotrwałym terrorem rewolucyjnym a terrorem trwającym dziesięciolecia. Przywołuje postać poety Pabla Nerudy, komunisty z Chile, którego wiarygodność ceni, gdy pisze o nędzy swojego ludu, lecz podważa, gdy idealizuje życie w ZSRR. Opisuje hipotetyczne spotkanie dwóch komunistów, wschodniego, który przeszedł więzienia, i zachodniego, pełnego oburzenia moralnego. Autor krytykuje politykę wynaradawiania mniejszości, przywołując przykład deportacji Tatarów krymskich oraz zaniku odrębnej literatury ukraińskiej. Przywołuje przykład operacji „pied bot” z „Pani Bovary” Flauberta jako metaforę nieudanego eksperymentu społecznego. Cytuje wypowiedź dygnitarza demokracji ludowej, że interesujące jest tylko to, jak reaguje „ludzki materiał”.

Na koniec autor opisuje rozmowę z przyjacielem filozofem akceptującym nagą siłę Historii oraz wspomina wstrząsający obraz polskiej rodziny chłopskiej widzianej na dworcu na Ukrainie na początku wojny jako przykład ludzkiej intymności pośród tłumu. Autor wyjaśnia, dlaczego zawiódł swojego przyjaciela i wybrał drogę bezdomności, oraz kończy stwierdzeniem, że jeśli stanie kiedyś przed Zeusem, powie mu, że nie mógł milczeć, mając dar widzenia jednocześnie tego, co dzieje się w różnych częściach świata, i poprosi go o wybaczenie za to, że nie oszczędzał siebie w tym powołaniu.


Przeczytaj także: Obłoki – interpretacja

Aktualizacja: 2026-07-04 15:05:45.

Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.