Katarynka – streszczenie

Autorka streszczenia: Ilona Kowalska. Redakcja: Mateusz Konkiel.

Katarynka” to nowela napisana przez Bolesława Prusa. Została opublikowana w 1880 roku. Akcja noweli rozgrywa się w Warszawie w XIX wieku.

Spis treści

Katarynka – streszczenie krótkie

Pan Tomasz był emerytowanym adwokatem mieszkającym przy ulicy Miodowej. Prowadził spokojne, uporządkowane życie starego kawalera, choć w młodości był towarzyski i miał powodzenie u kobiet. Nigdy się nie ożenił, ponieważ zbyt długo zwlekał z wyborem odpowiedniej żony. Z czasem jego największą pasją stała się sztuka – urządził mieszkanie jak galerię, bywał w teatrze i słuchał koncertów. Miał jednak jedno dziwactwo: nienawidził katarynek i kataryniarzy, dlatego płacił stróżowi, aby nie wpuszczał ich na podwórze.

Po pewnym czasie do mieszkania naprzeciwko wprowadziły się dwie kobiety z małą dziewczynką. Kobiety utrzymywały się z szycia, a dziecko całe dnie spędzało przy oknie, prawie się nie bawiąc i nie okazując radości. Pan Tomasz początkowo nie rozumiał jej zachowania, lecz pewnego dnia zauważył, że dziewczynka patrzy prosto w słońce. Wtedy odkrył, że jest niewidoma. Dziecko straciło wzrok dwa lata wcześniej w wyniku ciężkiej choroby. Od tej pory poznawało świat głównie przez słuch, dotyk i zapach, dlatego cisza panująca w kamienicy była dla niego szczególnie bolesna.

Pewnego dnia na podwórzu pojawił się kataryniarz. Pan Tomasz, słysząc znienawidzoną muzykę, wpadł w gniew i chciał natychmiast przepędzić grajka. Zatrzymał się jednak, gdy zobaczył reakcję niewidomej dziewczynki. Dziecko tańczyło, klaskało, śmiało się i płakało ze wzruszenia, ponieważ dźwięki katarynki były dla niego niezwykłą radością. Mecenas zrozumiał wtedy, że jego własna niechęć jest mniej ważna niż szczęście cierpiącego dziecka. Polecił stróżowi wpuszczać kataryniarzy na podwórze, dał grajkowi pieniądze i zaczął szukać okulistów, aby pomóc dziewczynce odzyskać wzrok.

Katarynka – streszczenie szczegółowe

Akcja noweli rozgrywa się w dziewiętnastowiecznej Warszawie, przy ulicy Miodowej, gdzie codziennie około południa można spotkać pana Tomasza. Mężczyzna od trzydziestu lat przemierza tę samą trasę: idzie od placu Krasińskich w stronę ulicy Senatorskiej, zatrzymuje się przy wystawach, obserwuje otoczenie i spokojnie wraca do swoich zajęć. Jest człowiekiem w podeszłym wieku, eleganckim, zadbanym i przywiązanym do dawnych przyzwyczajeń. Jego strój, sposób poruszania się i zachowanie świadczą o wysokiej pozycji społecznej oraz materialnej. Pan Tomasz sprawia wrażenie człowieka łagodnego, uprzejmego i życzliwego wobec innych. Ustępuje przechodniom miejsca, nie okazuje złości, a gdy dostrzega ładną kobietę, z dawnym zainteresowaniem przygląda się jej przez binokle.

W młodości pan Tomasz był energicznym prawnikiem, początkowo obrońcą, a później cenionym mecenasem. Pracował dużo, szybko chodził, prowadził ożywione życie towarzyskie i cieszył się powodzeniem u kobiet. Spotykał się z wieloma damami, bywał na schadzkach i chętnie korzystał z uroków młodości, ale nigdy nie zdecydował się na małżeństwo. Zawsze brakowało mu czasu na oświadczyny, ponieważ był pochłonięty albo praktyką zawodową, albo kolejnymi spotkaniami. Dopiero z wiekiem, gdy zaczął dostrzegać oznaki starzenia, uznał, że powinien pomyśleć o żonie. Mimo to nie potrafił dokonać wyboru: jedna kandydatka była za młoda, inną znał zbyt długo, kolejna nie odpowiadała mu usposobieniem, a jeszcze inna wyszła za kogoś innego.

Ponieważ plany małżeńskie nie doszły do skutku, pan Tomasz coraz bardziej skupiał się na własnym mieszkaniu i zamiłowaniu do sztuki. Urządził lokal z wielką starannością, kupował piękne meble, obrazy i dbał o każdy szczegół wystroju. Z czasem jego mieszkanie zaczęło przypominać prywatną galerię, którą odwiedzali znajomi, artyści i miłośnicy sztuk pięknych. Odbywały się tam także spotkania towarzyskie oraz wieczory koncertowe. Po zakończeniu praktyki adwokackiej pan Tomasz prowadził spokojniejsze życie: chodził do teatrów, bywał na koncertach, oglądał obrazy i czytał. Nie był człowiekiem gwałtownym ani surowym, lecz raczej pobłażliwym, spokojnym i skłonnym do wyrozumiałości wobec cudzych niedoskonałości.

Mimo łagodnego charakteru pan Tomasz miał jedno szczególne dziwactwo: nienawidził katarynek i kataryniarzy. Dźwięk katarynki doprowadzał go do gniewu, odbierał mu spokój i psuł humor na wiele godzin. Uważał, że katarynka nie jest prawdziwą muzyką, lecz mechanicznym hałasem, który niszczy piękno sztuki. Nazywał kataryniarzy rabusiami, ponieważ jego zdaniem przemocą odbierali ludziom ciszę i zmuszali ich do słuchania fałszywych melodii. Tak bardzo zależało mu na spokoju, że zawierał z właścicielami domu specjalne ustalenia dotyczące zakazu wpuszczania kataryniarzy na podwórze. Dodatkowo płacił stróżowi Kazimierzowi, aby pilnował tej zasady i nie pozwalał żadnemu grajkowi zakłócać ciszy kamienicy.

Pewnego dnia do niewielkiego mieszkania naprzeciwko okien pana Tomasza wprowadziły się dwie kobiety i mała dziewczynka. Młodsza z kobiet była matką dziecka, starsza zaś jej towarzyszką lub wspólniczką. Obie utrzymywały się z pracy rąk: szyły, wyrabiały pończochy i kaftaniki, a przez całe dnie niemal nie odchodziły od maszyn. Ich mieszkanie było ubogie, pełne tkanin, nici i przedmiotów potrzebnych do pracy. Pan Tomasz, siedząc w swoim gabinecie, mógł z łatwością obserwować nowe lokatorki przez otwarte okna. Początkowo interesował się nimi z ciekawości, ale z czasem jego uwagę szczególnie przyciągnęła mała, cicha dziewczynka.

Dziewczynka miała około ośmiu lat, ciemne włosy i ładną, lecz bardzo bladą twarz. Całymi dniami siedziała przy oknie, nie biegała po pokoju, nie śpiewała i nie bawiła się tak, jak inne dzieci w jej wieku. Czasem powoli ubierała i rozbierała lalkę, czasem wiązała pasek z bawełnianych nici, a czasem po prostu siedziała bez ruchu i nasłuchiwała. Jej zachowanie wydało się panu Tomaszowi dziwne, ponieważ nie rozumiał, dlaczego dziecko jest tak smutne i pozbawione energii. Kiedy dziewczynka powiedziała matce, że w tym domu jest smutno, mecenas poczuł się niemal urażony. Dla niego kamienica była miejscem spokojnym, wygodnym i przyjaznym, dlatego nie potrafił jeszcze spojrzeć na nią z perspektywy cierpiącego dziecka.

Prawda wyszła na jaw, gdy pan Tomasz zobaczył, że dziewczynka patrzy prosto w ostre, rozgrzane słońce. Dzień był jasny i upalny, a promienie powinny razić oczy każdego zdrowego człowieka. Dziewczynka jednak wpatrywała się w słońce nieruchomo, jakby nie czuła jego blasku. Wtedy mecenas zrozumiał, że dziecko jest niewidome. Okazało się, że straciło wzrok w wieku sześciu lat, po ciężkiej gorączce, która niemal odebrała jej życie. Początkowo dziewczynka pytała matkę, czy ciągle jest noc, a później z nadzieją czekała, aż „oczki” się odsłonią i znowu będzie mogła widzieć świat.

Z czasem nadzieja dziecka zaczęła gasnąć, a pamięć dawnych obrazów stopniowo się zacierała. Dziewczynka musiała uczyć się świata od nowa, poznając go przez słuch, dotyk, zapach oraz odczuwanie ciepła i chłodu. Potrafiła rozpoznawać drobne odgłosy, kroki stróża, turkot wozu, rozmowy za parkanem czy czynności wykonywane przez służącą. Dawniej pewną radość sprawiały jej wyprawy na strych i do piwnicy, gdzie mogła doświadczać różnych dźwięków, zapachów i zmian powietrza. Po przeprowadzce do nowej kamienicy została jednak właściwie zamknięta w jednym pokoju. W domu pana Tomasza panowała cisza, nie wpuszczano handlarzy, druciarzy, śpiewających kobiet ani kataryniarzy, dlatego dziewczynka coraz bardziej tęskniła, mizerniała i traciła siły.

Pewnego dnia pan Tomasz siedział w gabinecie nad aktami skomplikowanej sprawy swojego znajomego. Nagle przez otwarte okno usłyszał dźwięk katarynki, która grała fałszywie, głośno i bardzo nieprzyjemnie. Był oburzony, ponieważ uznał, że nowy stróż złamał najważniejszą zasadę obowiązującą w kamienicy. Już chciał krzyczeć na kataryniarza i natychmiast go przepędzić, gdy spojrzał w stronę mieszkania sąsiadek. Zobaczył wtedy niewidomą dziewczynkę, która tańczyła po pokoju, klaskała w ręce, śmiała się i płakała ze wzruszenia. To, co dla pana Tomasza było nieznośnym hałasem, dla niej okazało się największą radością i źródłem żywych wrażeń.

Widok szczęścia dziecka całkowicie zmienił zachowanie mecenasa. Do gabinetu wszedł lokaj z nowym stróżem Pawłem, który nie znał jeszcze dawnych zakazów i dlatego wpuścił kataryniarza na podwórze. Wszyscy spodziewali się gniewu pana Tomasza, ale on podjął zupełnie inną decyzję. Zamiast ukarać stróża, obiecał mu dodatkowe pieniądze za to, aby codziennie wpuszczał katarynki na podwórze. Rzucił też pieniądze kataryniarzowi, choć muzyka nadal go drażniła. Następnie odnalazł w kalendarzu adresy okulistów i postanowił zająć się losem dziewczynki. W finale noweli dokonuje się więc wewnętrzna przemiana pana Tomasza: samotny, wygodny i skupiony na sobie miłośnik sztuki zaczyna rozumieć cierpienie drugiego człowieka i pragnie mu realnie pomóc.


Przeczytaj także: Z legend dawnego Egiptu - streszczenie

Aktualizacja: 2026-06-22 19:34:56.

Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.