Jeszcze pół-mrzące w anioła objęciu,
A już łzy leje tak gorzko, tak wcześnie!
Może to ziemia cuci tak boleśnie?
Może to człowiek przyśnił się dziecięciu,
I zmora bytu w te pierwospy życia,
Odkrywszy jemu nagie swe ponęty,
Bólem powlokła pieszczoty powicia,
Łzami zalała śmiech nierozwinięty?
O niechaj płacz ten, przyjęty w daninie,
Przewodnią strugą przed tobą popłynie,
Naprzód kupując przejście, i niech razem
Nasiewa drogę twej pielgrzymki kwiatem.
Ależbo trzeba grobowym być głazem,
I patrzyć okiem trupa lodowatem,
By się, choć obce serce, nie zabiło
Całą miłości macierzyńskiej siłą,
Że wywabiona na gody żywota,
Ufna, bezbronna, półrajska istota,
Pośród nadziei i żądz oblubieńca,
Uczuwa żądło cierniowego wieńca,
I w pierwszym kroku znosić musi tyle,
I dla tej tylko lichej szaty ciała,
Kiedy już wieczność przeszłości przespała,
Czy to w kolebce światów, czy w mogile.
Skłońcie się jednak z tem skarżącem czołem,
Skłońcie się w modłach przed jego aniołem:
Niech te kropelki w swoje łono zbierze,
Niech tam jak źródłem zamknięte jaśnieją,
By w skwarach życia były mu nadzieją,
Były ochłodą, a módlcie się w wierze,
Iż prośby wasze mimo nie prześlizną,
Bo niemasz może, prócz łez za ojczyzną,
I boleśniejszych i czystszych na ziemi,
Jak łzy rodziców nad ich maleńkiemi.
Źródło: Dzieła Seweryna Goszczyńskiego, 1852.