Gwiazda ducha

W chwili gdy powiew przedwiecznego tchnienia,
Wlatując w zaród nowego istnienia,
Ducha nowemu człowiekowi tworzy,
W tej samej chwili z bożego spojrzenia
Wytryska iskra w podobieństwie zorzy,
Zawisa, jasna niegasnącym blaskiem,
Nad ziemską ducha bratniego ciemnicą,
I świecąc jemu gwiazdą przewodnicą,
Prowadzi brata promienistym paskiem
Przez wszystkie jego żywotów koleje,
Póki się w bóstwie w jedno z nim nie zleje.
O zorzo boska! czy błąd niedowiarstwa
Policza ciebie do marzeń gwiazdarstwa;
Czy wieść, potworna starych czasów mrokiem,
Daje ci postać geniusza, demona;
Czy cię przystraja wiara objawiona
Skrzydeł i wdzięków anielskich urokiem;
Jakąbądź człowiek ma cię w swem widzeniu,
Nawet gdy przeczy twojemu istnieniu,
Wiecznie przeczuwał i pragnął on ciebie,
Wiecznie był w światła twojego potrzebie,
I jesteś — jesteś, lecz na ducha niebie.
Cóż ztąd, żeś skryta cielesnemu oku,
Że ciebie rozum nie widzi powszedni.
Ale mnie… tutaj! we wnętrza bezedni,
Tyś tak widoma mego ducha oku,
Jak gwiazdy-światy śród nocnego mroku.
Kiedyś ty w pełni, każdy zmysł duchowy
W całej pełności i żyje i czuje:
Wzrok wnętrzny twoim blaskiem się lubuje,
Słuch wnętrzny dzwoni muzyką twej mowy,
Woń nieba krąży w ducha powonieniu,
Pieszczące ciepło niebios go oblewa,
A w treści zmysłów duchowych, w sumieniu
Swoboda, szczęście, spokojność, pogoda,
I ze zmysłami cielesnemi zgoda.
Pamięć, przeczucie jak dwa słońca stają
W dwóch końcach czasu i jako dwa słońca
Przeszłość i przyszłość wieków rozjaśniają;
Czas mi na ów czas bez cieni, bez końca;
A myśl, co ducha wznosi, rozpromienia
Pełne południe wieszczego natchnienia.
Niechże powstanie burza ziemskiej chuci
I wichrem zmysłów ciszę ducha skłóci,
A oko ducha, za żądzą namiętną,
Ku cielesnemu światu się odwróci,
Ty się natychmiast zmieniasz w światłość smętną,
Wdzięwasz żałobnych tumanów zasłonę
I zanurzasz się w nieba omroczone.
Duch, pozbawiony swej gwiazdy przewodnej,
Pada, zamiera pośród nocy chłodnej;
A ja, pomiota zwierzęcych zapędów,
Gonię złudzenia, brnę z błędów do błędów,
Każdą się chwilą jak wiecznością biedzę,
Wewnętrzną walką bez przerwy szarpany,
Wynoszę tylko bolesne z niej rany,
Wiecznego bytu tracę czucie, wiedzę,
Utracam nawet wiedzę, pamięć ciebie;
Aż w końcu, starły przez życia tortury,
Za własnym trupem idę sam, ponury,
I w grobie – sobie sam zwłoki me grzebię.
O zorzo boska, siostro ducha mego!
Och! nigdy, nigdy nie gaśnij dla niego.
Znam całą cenę twej błogiej opieki,
Twego zaćmienia znam całą niedolę:
Znam szczęście raju i padołu bole;
Wiodłaś mię z wieków, przeprowadź przez wieki.
Promieniem twego anielskiego oka
Wiąż mię z twym światem, podnoś mię ku sobie,
Bym zlany z tobą rozpłynął się w tobie;
Bądź mi tym wozem ognistym proroka,
Co wznosi ducha tam gdzie jedność nasza,
A rzucę ziemi chętnie płaszcz Eliasza.

Czytaj dalej: Wianek przyjaźni – Seweryn Goszczyński

Źródło: Dzieła Seweryna Goszczyńskiego, 1852.