Hejnał na dzień 3 Maja 1792

Autorem wiersza jest Franciszek Dionizy Kniaźnin

STROFA I
Bogu wielkiemu bądź chwała!
Opatrzność Jego nad nami.
Rozśmiej się, córo Czasu okazała,
Wszystkimi hoża wdziękami!
Gdy wonnej Ziemi swoboda,
W zielone strojna nadzieje,
Na powiew twoich Zefirów się śmieje,
Gdy twoje łąki zdobi piękność młoda,
Szumią lasy, ptastwo pieje:
Niechaj rozkoszy twoim wdziękom doda
I wolnego ludu zgoda!
O! której dała dni lube
Matka wszechrzeczy, Przyroda;
Jakąż przydaje ci chlubę,
Jakże cię świetniej ustraja
Dzień trzeci Maja,


ANTYSTROFA I
Uśmiechając się nam zorza
Niebo skrasiła różane.
Ukaż, o Słońce! z rumianego morza
Włosy falami spłukane.
Blask przyjąć twojego czoła
Złote czekają obłoki,
Oto w ich bramę wóz tocząc wysoki
Wdzięczne Godziny wedle twego koła
Pomykają świetne kroki.
Stań i oglądaj. Polska ciebie woła,
Polska swym szczęściem, wesoła.
O! któryż widok i kędy
Tkliwiej ciebie ująć zdoła?
Widzisz Wdzięczności obrzędy,
Co wszystkich sercem natchnęło
Narodu dzieło.


EPODA I
Liro! Zabrzmij niebios Pana.
Czuję duch świętej radości,
Szczęśliwe gnący kolana
Przed obliczem Opatrzności:
Ta oto z tronu wiecznej jasności,
Chwałą swej łaski uradowana,
Uczucia miłe naszej wdzięczności
I czyste przyjmuje tchnienia
Za dzieło swego wejrzenia.
Czuję w zachwycie drogiej Wolności
Święto naszego zbawienia!
Z sercami pałającymi
Czuję dar niebios i oczy moje
Kończą łzy gorzkie słodkimi.
Uciech powszechnych zabrzmiały roje
Po ziemi, którą całuje swoboda,
Miłość i zgoda!


STROFA II
Niechaj cię Pamięć obudzi,
Coś usnął na łonie chwały,
Twórco Polaków, dobroczyńco ludzi,
I wzorze królów wspaniały!
Gdy nasza czułość za tobą,
Im bardziej ciebie daleka,
Tym coraz tkliwsza, czci prawo człowieka,
Gdy z miłą dla twej pamiątki ozdobą
Strzeże go Rządu opieka.
Wstań, Kazimierzu! i następców plemię
Wyprowadź z sobą na ziemię.
Niech tu cześć waszą ucieszy
Matka na koniec szczęśliwa
Jednomyślnej dziatek rzeszy,
Do waszej sławy tęskliwa,
Cnot waszych wzywa.


ANTYSTROFA II
Jasny dzień u nas od ciebie
Zaczął się chwały narodu:
Ty, jako zorza w poranku na niebie,
Wodzem świetnego zawodu!
Którym Jagiełłów ciąg zloty,
Rozsuwając się szeroko,
Widzieć swobodnym dał pyszne dnia oko:
Złączywszy serca i kraje, i cnoty,
Stanął w południu wysoko.
Ale za Wazów, kiedy się zachmurzy
Upał ku gromom i burzy,
Strzał mężów pęk się rozleci
W okropnej wichrów niezgodzie.
Łysnął orężem Jan Trzeci,
Słońca to twego, Narodzie!
Łysk na zachodzie.


EPODA II
Noc ohydna, noc szalona
Oćmiwszy zuchwałe grzechy,
Spadła wichrami krącona
W odmęt nierządu i pychy.
Gdy sowy huczą, śpi orzeł lichy,
Ufność go ślepa i zdrada podła
W obce myśliwych sieci przywiodła.
O widmo ciężkiej sromoty,
Bez sił i światła, i cnoty;
Niech twoja pamięć serca nie rani!
Przepadnie w czarnej otchłani.
My, obudzając czas złoty,
Obróćmy teraz ku naszej sławie
Prace, starania, usługi.
Dzień świta nowej mądrości sprawie.
Oto zajaśniał w naszym Stanisławie
Kazimierz drugi.


STROFA III
Kiedy Bóg potrąci srodze
Naród olśniony swym blaskiem,
Ślepym zostawi namiętnościom wodze.
Pod ich swywolą i wrzaskiem
Niknie moc prawom odjęta,
Giną wioski, miasta płoną:
Od łez i krzywdy przed hordą szaloną
Uchodzi w niebo Sprawiedliwość święta;
A za nią, pustyń zwierzęta
Przemysł i praca zostawuje błędom
I nocnej burzy przepędom.
Nad sterczącymi głazami
Porasta nikczemność harda,
Zginana zewsząd wiatrami,
Okryje gruzy dzicz twarda
I obca wzgarda.

ANTYSTROFA III
Ale kiedy się dokona
Długie niewinnych cierpienie,
Zeszłe im Prawcą ze swojego łona.
Na boskiej córy promienie,
Z wiązów oćmdonej gnuśności
Zrywa się Dusza wysoka.
Opadnie z oczu przesądów pomroka,
Ucichnąć muszą wstydne namiętności.
Pod hasłem Sprawiedliwości
Serca i Siły w jedną łącząc sforę
Czyni rozum, cnota gore.
Ożywion duchem Mądrości
Bliźni bliźniego poznaje,
W związkach braterskiej miłości
Ręka się ręce podaje
I naród wstaje.


EPODA III
Witajcie, zacni Mężowie!
Święte nam wasze imiona.
Cześć wam i sława, i zdrowie!
Ojczyzna przez was dźwigniona.
Duch niebios wpośród waszego grona
Ogniem, co czucia wysokie wzniecił,
Serca wam zajął, myśli rozświecił.
Stałość z odwagą złączona
Stary błąd wieków zamaże.
Ze mgły uprzedzeń, z sideł obłudy
Przez waszą cnotą i trudy
Boska się mądrość ukaże.
Ściany mieszkańców tej wolnej ziemi
Bądą wasze zdobić twarze:
Cnót opiewacze, dziejów pisarze,
Wieńcami coraz umają świeżymi
Wasze ołtarze!


STROFA IV
O ty, któremu cierniami
Zewsząd oplótłszy koronę,
Obca cię przemoc rozwodziła z nami!
Zemknąwszy razem zasłonę,
Bóg twoje rany osłodził
I ojca z dziećmi pogodził.
Postępuj z chlubą ludzi przyjaciela
Na czele miłej nam i tobie Rady,
Wieńcem otoczony wesela:
Naukę królom i świetne im ślady
Twoje podadzą przykłady.
Prowadź z sobą wdzięczność ludu,
Gdzie Bogu ślub okazały,
Zabrzmi pamięć jego cudu,
Łącząc z tobą naród cały
W kościele chwały.


ANTYSTROFA IV
Gdzie serca niesie swoboda,
Rzucajcie kwiaty, o dzieci!
Dla was to piękna śmieje się pogoda,
Waszym użytkom dzień świeci,
Lubej Ojczyzny nadzieje.
Dla was radosne łzy leje
Ta czułość matek, która między nami,
Honor i męstwo wzniecając gorliwa,
Uwieńcza zgodę wdziękami:
Cnota ich w sobie dni waszych używa
I waszym szczęściem szczęśliwa.
Rzucajcie kwiaty, o dzieci!
Idzie dusz naszych ofiara,
Co święty ogień w nas nieci,
Gdzie czysta Ojców i stara
Prowadzi Wiara.


EPODA IV
Już z całą tronu ozdobą
Stanął na polu wdzięczności
Chlubny Król ludem i sobą,
Otoczony strażą miłości.
Boże! skiń czołem z Twej wysokości.
Oto nasz ociec, przejęty Tobą,
Gdzie ma Twój słynąć cud nieśmiertelny,
Kamień zakłada węgielny.
Ruszmy narzędzia gotowe
Wydać serc naszych dowód naczelny.
Spiesząc ciosy marmurowe,
Narodu wznieśmy budowę.
Wy, godząc z krajem duch Watykanu,
Śpiewajcie, ludu pasterze!
W cnotach Ojczyzny i ojców wierze
Szanowni światłem i świętością stanu
Śpiewajcie Panu.


STROFA V
On loty mocarzów harde
Uplatał w ciernie i skręcił,
A zdjąwszy więzy i słabości wzgardę,
Litość nam swoje poświęcił.
On skrętych wyroków szalę,
Którą przeważa narody,
Wziął ręką łaski, a przez ducha zgody
I cnoty światło naszej podał chwale.
Wionął, odżyjemy w zapale,
Łysnął, a naród głos jego zrozumiał
I świat się wkoło zadumał.
Miłe mu czyni spojrzenie
Ojczyzny wdzięcznej odroda:
Zesłana z niebios pogoda
Sieje na lube pszczół brzmienie
Jasne promienie.


ANTYSTROFA III
Jakaż to chmura z północy,
Zajmując lasy zielone,
Ciężka i z gromem posuwa swej mocy
Skrzydła wichrami niesione?
Jakiejże dumy to brzemię
Pnie się na niebo i z końca
Pustyń swych ciągnie do naszego słońca?
Jakież tam warczą na szczęśliwą ziemię
Czarne duchy, nocy plemię?...
Kto śmie swobodom tego ludu grozić?
Kto prace burzyć czcigodne
I nasze kwiaty chce mrozić?
Czyje tam serce wyrodne
Na łono Matki swobodne
Krwi naszej żąda i z lichą
Targa się pychą?


EPODA V
O Matko miła i droga!
Co tylko czujem, co mamy,
Przed okiem serc naszych Boga
Twojej obronie składamy.
Czy są tu jędze, boskiego cudu
Niewdzięczne darom? Jędze otchłani,
Drżąc na ten zapał wolnego ludu,
Donieście waszej tam pani,
Że bez jej starań i trudu,
Szczęśliwy naród znalazł w jedności
Rzetelnej dobro Wolności,
Że młodzież jego żarliwa
Ojczyznę kocha, wre w niej krew cnotą,
Ostra bron w ręku i mściwa;
Że gwałt odeprzeć czeka z ochotą
I nie da sobie wydrzeć wśród pożaru
Boskiego daru!


Czytaj dalej: Dwie lipy