Księżnie Wirtemberskiej

Gdzie two­je sio­stry a moje bo­gi­nie
Igra­ją z Cza­sem, co mimo nich pły­nie,
Kwi­tłe i krwa­we wi­dząc jego tro­py
Pod swy­mi sto­py,

Gdzie z ich na­tchnie­nia ów dow­cip wy­so­ki
Wra­ził swe oczy w ja­śniej­sze ob­ło­ki,
A bliż­szy nie­bios, na burz­li­we chmu­ry
Śmie­je się z góry —

Pach­nie tam oł­tarz wy­nie­sio­ny Cno­cie;
Wiek mu się każ­dy uchy­la w prze­lo­cie;
Każ­dy z po­ko­rą swe wień­ce po­świę­ci
Wdzię­kom Pa­mię­ci.

Szczę­śli­wy, komu te bó­stwa uży­czą
Ulgi dla ser­ca łask swo­ich sło­dy­czą!...
Wi­dzia­łem, jak dziś dla cie­bie ten miły
Oł­tarz stro­iły.

Zdrój koło nie­go, łzy to­cząc per­ło­we,
Prze­źro­czył na dnie ście­gi sza­fi­ro­we;
I brzeg z obu stron na­pa­wał, bo­ga­ty
W na­dob­ne kwia­ty,

Nad któ­rym śnież­ny uka­zaw­szy sto­pę,
Kró­lo­wa pie­niów rze­kła Ka­li­jo­pe:
«Łzy to szla­chet­ne los wy­ci­snął ostry:
Łzy na­szej sio­stry».

Płyń­cie, łzy dro­gie, i w srebr­nym ko­ry­cie
Kra­sne ro­śli­nom po­da­waj­cie ży­cie;
Nie­chaj te kwit­ną na won­ne uplo­ty
Cier­pią­cej Cno­ty.

Tu są dla świet­nej li­li­je pięk­no­ści;
Róże — dla wdzię­ków z cier­niem dla za­zdro­ści;
Czu­ciom Do­bro­ci tu wdzięcz­nej uro­ni
Fi­ja­łek woni.

Dow­cip tu, wyż­szy nad po­ję­cie gmi­nu,
Gra­cy­je li­ściem uwień­czą waw­rzy­nu,
Sy­piąc na pal­ce, jęk lut­ni da­ją­ce,
Kwia­tów ty­sią­ce.

Tu za gor­li­wość dla mi­łej Oj­czy­zny
Za­cne­go czo­ła bluszcz okry­je bli­zny;
Tu bierz, Na­dzie­jo! te łza­mi zro­szo­ne
Mir­ty zie­lo­ne.

O jak chlub­ny­mi je­ste­ście dla Cno­ty,
Z naj­czyst­szych ro­ślin stwo­rzo­ne uplo­ty,
Któ­re z po­cie­chą za tru­dy pod­ję­te
Ro­dzą łzy świę­te!

Czy­taj da­lej: Oda do wąsów – Franciszek Dionizy Kniaźnin