Rzeka ciągnie się tęczą tak jak pawi ogon,
wezbrana dudni niby triumfalna orkiestra,
już mną nie szarpie ślepy jako dawniej przestrach,
już w ciszy serca idę tą nadrzeczną drogą.
Jest ciężko, ale wszystko niepotrzebne zrzucę,
jest trudno, lecz ramiona jak płetwy rozwinę,
daleko jest, lecz w szumie prawiecznym popłynę –
i nigdy już z drugiego brzegu tu nie wrócę.
Źródło: Pochwała życia i śmierci, Kazimiera Alberti, 1930.