Idę drogą – pod wiatru skośny, bystry tusz.
Fiu! Fiu! kurniawa dmie,
Fiu! Fiu! zawodzi, dmucha, po policzkach tnie,
Szumi głośno, zamiata zaspy, gwiżdże, płacze.
A gdy nacichnie – na mój czarny plusz –
padają gwiazdki małe, białe,
z kryształu mroźnego.
z srebra kłującego –
i w fałdach selskinu
giną.
I znów dujawa wali, chłosta, rwie,
powietrzem prą wizgi zzijane, sobacze –
fiu-u! fiu-u! fiu-u! fiu-u!
W dymiącej ćmie
tętni zmęczonych szkapiąt trucht.
Znów mnie osnuwa rzęsny puch –
miękki jak pierze na podgardlu kaczek.
W takie szumiące, mroźne dni styczniowe,
pełne wycia zamieci i wichrowych wrzasków –
nagle Arabja, zapach palmy daktylowej,
karawana i cień wielbłądów na gorącym piasku.
Źródło: Mój film, Kazimiera Alberti, 1927.