„Gargantua i Pantagruel” to powieść autorstwa Françoisa Rabelais’go, która opisuje dzieje dwóch olbrzymów. Gargantua i Pantagruel to ojciec i syn, a ich historia jest rubaszna, sprośna i opowiedziana dość wulgarnym językiem.
Spis treści
Pierwsza księga opowiada o narodzinach, wychowaniu i młodości Gargantui, syna Tęgopusta i Gargameli. Już jego genealogia zostaje przedstawiona w sposób groteskowy i parodystyczny, a odnalezione „starożytne” zapiski o rodzie okazują się mieszaniną kroniki, żartu i pijackiej fantazji. Narodziny Gargantui są niezwykłe: matka, po zjedzeniu ogromnej ilości flaków, rodzi go w osobliwy sposób, a pierwszym pragnieniem dziecka jest picie. Młody Gargantua od początku wyróżnia się olbrzymią siłą, rubasznym zachowaniem i skłonnością do figli, co widać między innymi w scenach z konikami, utrzyjzadkiem i żartami z dorosłych. Początkowo jego edukacja pod kierunkiem teologów i Sorbonosłów jest bezużyteczna, mechaniczna i ogłupiająca, bo opiera się na pustym wkuwaniu oraz jałowych zabawach. Dopiero Ponokrates wprowadza nowy model wychowania, łączący naukę, ćwiczenia fizyczne, obserwację świata, rozmowę, praktykę i rozwój duchowy. W ten sposób księga przeciwstawia dawną scholastyczną edukację renesansowemu ideałowi człowieka wszechstronnie wykształconego. Druga część księgi skupia się na wojnie z królem Żółcikiem, która wybucha z błahego powodu – sporu piekarzy z pasterzami o kołacze. Tęgopust próbuje zachować pokój, lecz pycha Żółcika i złe rady jego doradców prowadzą do najazdu, rabunku i walk. W obronie kraju szczególnie wyróżnia się brat Jan Łomignat, rubaszny, odważny i brutalny mnich, który zamiast modlić się bezczynnie, czynnie broni klasztornej winnicy. Gargantua ostatecznie pokonuje wrogów, ale po zwycięstwie okazuje łaskę, sprawiedliwość i umiar, nagradzając wiernych, lecz oszczędzając pokonanych. Księgę zamyka opis opactwa Telemy, utopijnej wspólnoty opartej na wolności, szlachetności, pięknie, dostatku i zasadzie, że ludzie dobrze wychowani sami wybierają dobro.
Druga księga opowiada o narodzinach, młodości i wielkich czynach Pantagruela, syna Gargantui. Już od początku zostaje on ukazany jako olbrzym o niezwykłym pochodzeniu, wielkiej sile i nadzwyczajnym przeznaczeniu. Po śmierci matki Gargantua przeżywa żałobę, ale zarazem cieszy się z narodzin syna, który szybko ujawnia potęgę ciała i umysłu. Pantagruel zdobywa wykształcenie, podróżuje po uczelniach, przybywa do Paryża i otrzymuje od ojca list z programem humanistycznej nauki, obejmującym języki starożytne, filozofię, prawo i Pismo Święte. Ważnym momentem jest spotkanie z Panurgiem, sprytnym, inteligentnym i przewrotnym włóczęgą, który staje się jego najbliższym przyjacielem. Pantagruel zasłynął jako mądry sędzia, gdy rozstrzygnął absurdalny spór dwóch szlachciców, choć cały epizod wyśmiewa zawiłość prawa i pustą uczoność prawników. Kolejne rozdziały pokazują obyczaje Panurga: jego biedę, sprytne oszustwa, hulanki, miłostki i okrutną zemstę na damie, która go odrzuciła. Gdy Dipsodzi najeżdżają Utopię, Pantagruel rusza na wojnę, a jego towarzysze dzięki podstępom i odwadze odnoszą kolejne zwycięstwa. W bitwie Pantagruel pokonuje Dipsodów, trzystu olbrzymów i wodza Wilkołaka, wspierany przez modlitwę oraz własną nadludzką siłę. Po śmierci i cudownym wskrzeszeniu Epistemona pojawia się satyryczny obraz zaświatów, gdzie dawni możni są poniżeni, a uczciwi biedacy żyją szczęśliwie. Pod koniec księgi Pantagruel osłania armię własnym językiem, a narrator zwiedza świat mieszczący się w jego wnętrzu, co podkreśla fantastyczny i groteskowy charakter utworu. Cała księga łączy przygodę, rubaszny humor, parodię uczoności, krytykę prawa i pochwałę renesansowej ciekawości świata.
W trzeciej księdze głównym tematem staje się niepewność Panurga, czy powinien się ożenić, oraz jego nieustanne poszukiwanie odpowiedzi. Po podbiciu Dipsodii Pantagruel okazuje się wzorem dobrego władcy, który zamiast tyranii wybiera sprawiedliwe rządy i troskę o lud. Panurg otrzymuje kasztelanię, lecz szybko trwoni majątek, po czym wygłasza przewrotną pochwałę długów i dłużników, uznając je za podstawę więzi społecznych. Pantagruel odrzuca te argumenty, wskazując, że długi i kłamstwo zwykle idą razem, a pożyczać należy tylko w prawdziwej potrzebie. Następnie Panurg postanawia się ożenić, ale natychmiast zaczyna bać się zdrady, rogów, kłótni i utraty wolności. Szuka więc rady u Pantagruela, wróżb z Wergiliusza, snów, Sybilli, niemowy, poety, Epistemona, astrologa, brata Jana, teologa, lekarza, filozofa i błazna Trybuleta. Każda odpowiedź wskazuje w gruncie rzeczy, że małżeństwo może przynieść mu zdradę, bicie, oskubanie i rogi, lecz Panurg za każdym razem przekręca znaczenie wróżby na własną korzyść. Rozdziały te są komicznym obrazem człowieka, który nie szuka prawdy, ale potwierdzenia własnego pragnienia. Równocześnie księga wyśmiewa uczone dysputy, medycynę, prawo, filozofię, wróżbiarstwo i sądownictwo, zwłaszcza w historii sędziego Pletewki, który wydawał wyroki rzutem kości. Ostatecznie Panurg i Pantagruel uznają, że trzeba udać się do wyroczni Boskiej Flaszy, która ma rozstrzygnąć wątpliwości małżeńskie. Gargantua zgadza się na wyprawę, ale przypomina, że dzieci nie powinny zawierać małżeństw bez zgody rodziców. Księga kończy się przygotowaniami do morskiej podróży oraz opisem pantagruelionu, cudownej rośliny symbolizującej wynalazczość, żeglugę i ludzką zdolność przekraczania granic świata.
Czwarta księga opisuje morską wyprawę Pantagruela i jego towarzyszy do wyroczni Boskiej Flaszy Bakbuk. Podróż rozpoczyna się pożegnaniem z Gargantuą, zaopatrzeniem statków i wyruszeniem przez morze w towarzystwie Panurga, brata Jana, Epistemona, Gymnasta, Karpalima i Ksenomanesa. W czasie wyprawy bohaterowie trafiają na liczne fantastyczne wyspy, które są satyrycznymi obrazami ludzkich wad, instytucji i obyczajów. Na Medamothi kupują osobliwe przedmioty i zwierzęta, a później Panurg mści się na kupcu Jendorku, topiąc jego barany, co pokazuje jego spryt, złośliwość i skłonność do okrutnych żartów. W Prokuracji poznają Pozwańców, którzy żyją z bicia po doręczaniu pozwów, co ośmiesza absurdy sądów i procesów. Podczas wielkiej burzy morskiej Panurg okazuje się tchórzem, podczas gdy Pantagruel i brat Jan zachowują spokój, odwagę i praktyczny rozsądek. Na wyspie Makreonów rozmowa o śmierci herosów prowadzi do refleksji nad przemijaniem wielkich dusz i znakami towarzyszącymi ich odejściu. Później wyprawa spotyka groteskowego Popielca, walczące Kiełbaski, mieszkańców żywiących się wiatrem oraz Papfigów i Papimanów, przez co księga wyśmiewa fanatyzm, obłudę, przesądy i ślepy kult władzy kościelnej. Szczególnie ostro przedstawieni są Papimanie, którzy czczą papieża i Dekretalia w sposób przesadny, zabobonny i związany z wyciąganiem pieniędzy. Ważnym epizodem są także zamarznięte słowa, które odtajają na morzu i pokazują materialny, komiczny wymiar języka. Na wyspie Gastera, czyli Brzucha, autor przedstawia głód jako źródło wszystkich sztuk, wynalazków, pracy i cywilizacji. Cała księga łączy przygodową podróż z groteską i krytyką społeczną, pokazując świat pełen śmieszności, lęku, obżarstwa, zabobonów i przemocy, ale też ocalany przez pantagrueliczny humor, zdrowy rozsądek i radosną ciekawość świata.
Piąta księga opisuje ostatni etap wyprawy Pantagruela, Panurga i ich towarzyszy do wyroczni Boskiej Flaszy. Bohaterowie odwiedzają kolejne fantastyczne wyspy, które są satyrą na duchowieństwo, sądy, urzędy, scholastykę, zabobony i pseudonaukę. Na Wyspie Dzwonnej poznają ptaki-kleryków i jednego Papagosa, co ośmiesza hierarchię kościelną, spory o władzę i życie bez pracy. W Kaźni rządzonej przez Pazdura i Spaśne Koty widzą obraz skorumpowanego sądownictwa, gdzie najważniejsze są łapówki, strach i pozory sprawiedliwości. Na wyspie Apedeftów obserwują urzędników o długich palcach, którzy wyciskają z ludzi złoto przez podatki, rachunki i daniny, co pokazuje bezduszność administracji skarbowej. W królestwie Kwinty-Essencji spotykają władczynię abstrakcji, która leczy piosenkami, żywi się pojęciami i otacza się dworzanami wykonującymi niemożliwe czynności, co wyśmiewa jałową uczoność i oderwanie teorii od życia. Później oglądają żywą partię szachów, w której taniec, muzyka i walka tworzą niezwykłe widowisko pełne porządku i strategii. Na wyspie Chodów drogi same podróżują, a na wyspie Trepków bohaterowie poznają absurdalny zakon Braci Buczących, będący parodią pustych reguł zakonnych i obłudnej pobożności. W krainie Atłasowej widzą mnóstwo stworzeń znanych z mitów i dawnych ksiąg, a pan Podobno uczy ludzi powtarzać cudze opowieści, co jest kpiną z plotki i bezkrytycznej wiary w autorytety. Ostatecznie bohaterowie docierają do krainy Latarników, a następnie do podziemnej świątyni Boskiej Flaszy, pełnej symboli Bachusa, cudownej lampy, mozaik i fontanny o smaku każdego wina. Panurg, który przez całą wyprawę szukał odpowiedzi w sprawie małżeństwa, słyszy od Flaszy jedno słowo: „Pij”, które Bakbuk tłumaczy jako najgłębszą i najprostszą wyrocznię. Księga kończy się pożegnaniem z Bakbuk i przesłaniem, że prawdziwa mądrość Pantagruela polega na radości życia, ciekawości świata, krytyce obłudy i pogodnym przyjmowaniu ludzkiej niedoskonałości.
Autor w przedmowie ostrzega czytelnika, by nie traktował zbyt luźno utworu. Opisuje on bowiem płoche zagadnienia, ale nie odbiera mu to pewnej głębi i wartości. Autor chce także, by czytelnik cieszył się lekturą i radował się nią.
Ojcem Pantagruela jest Gargantua. Narrator wspomina o sobie, jakby był majętnym królem czy księciem. Genealogia rodu Gargantui zachowała się. Gdy Jan Odo zlecił kopanie rowu, natrafiono wówczas przez przypadek na wielki sarkofag odlany z brązu. W jego wnętrzu kryło się dziewięć flaszek ułożonych w taki sposób, jak ustawiano kręgle w Gaskonii, a także zmurszała książeczka. W książeczce tej kursywą na korze z wiązu zapisano właśnie historię tego rodu. W trakcie lektury zapisków autor przepijał dla smaku.
Rozdział ma charakter absurdalnej, satyrycznej przepowiedni, złożonej z chaotycznych obrazów, groteskowych postaci i niezrozumiałych sporów. Tekst przedstawia świat pełen kłótni, dziwacznych znaków, fałszywych autorytetów i polityczno-religijnych aluzji, w którym mitologiczne i historyczne postacie mieszają się z błazeńskimi scenami, takimi jak okadzanie rzepą, poszukiwanie tyjary czy spory o sztandary. Wśród tego zamętu pojawia się zapowiedź przyszłych walk, zdrad, układów i kar, ale także nadzieja, że po okresie niepokojów nadejdzie czas zgody, pokoju, odnowy i wspólnej biesiady. Całość można odczytać jako parodię uczonych proroctw i poważnych kronik, w której Rabelais pokazuje, że ludzkie ambicje, polityczne intrygi i religijne spory często są śmieszne, puste i pełne szalbierstwa.
Gargamela, córka króla Parpajlosów, została żoną Tęgopusta. Jako małżeństwo z radością mieli pocierać swoje sadła, co doprowadziło do poczęcia przez Gargamelę dziecka. Syn spędził w jej łonie aż jedenaście miesięcy. Autor stara się czytelnikowi przybliżyć opis innych, słynnych poczęć, które miały trwać bardzo długo. Jego wytłumaczenie tego zjawiska jest takie, że wszystkie arcydzieła potrzebują czasu.
Gargamela, będąc już blisko rozwiązania, wzięła udział w wielkiej uczcie, podczas której przygotowano ogromną ilość tłustych flaków z wołów zabitych specjalnie na zapusty. Tęgospust ostrzegał żonę, by jadła z umiarem, ponieważ była w ciąży, ale ona nie posłuchała i zjadła aż szesnaście wiader, dwa garnce i sześć kwart flaków. Po uczcie wszyscy biesiadnicy udali się do lasku, gdzie tańczyli i bawili się przy muzyce, ciesząc się wspólną zabawą.
Po uczcie odbywa się pijacka biesiada, podczas której uczestnicy nieustannie domagają się wina, podają sobie kubki, puchary i gąsiorki oraz prześcigają się w żartach o pragnieniu. Ich rozmowy są chaotyczne, rubaszne i pełne absurdalnych porównań, a picie zostaje ukazane niemal jak najważniejsza czynność życia. Biesiadnicy rozważają między innymi, czy pierwsze było pragnienie czy pijaństwo, żartują z własnych brzuchów, flaków, wierzycieli i cielesnych potrzeb, a jednocześnie używają łacińskich zwrotów, parodiując uczone dysputy.
Tęgopust uważał, że radość z dziecka łagodzi ból porodu, z czym Gargamela nie do końca się zgadza. Zaczyna krzyczeć i wypróżnia się. Położna zawiązuje wokół niej chustkę, przez co dziecko wychodzi lewym uchem. Dziecko woła, że chce pić.
Przez okrzyk dziecka Tęgopust nazywa je gałganem, od czego bierze się imię Gargantua. Matka nie jest w stanie sama wyżywić dziecka, trzeba je wozić wózkiem zaprzężonym w woły. Gargantua lubił pić wino.
Gargantuę ubierano modnie w kolory niebieski i biały, nosił także kosztowną biżuterię.
Ojciec Gargantui wybrał dla niego barwy niebieską i białą, tłumacząc, że biel oznacza radość, uciechę i wesele, a błękit – sprawy niebiańskie. Narrator ostro wyśmiewa popularne księgi i herbarze, które bez żadnych dowodów przypisywały kolorom sztywne znaczenia, na przykład że biel oznacza wiarę, a błękit stałość. Krytykuje też głupie gry słowne i dworskie symbole, przeciwstawiając im mądrzejszą tradycję hieroglifów egipskich, opartą na znajomości natury przedstawianych rzeczy.
Narrator dowodzi, że biel słusznie oznacza radość, pociechę i wesele, ponieważ przeciwstawia się czerni, tradycyjnie kojarzonej ze smutkiem i żałobą. Przywołuje liczne argumenty z filozofii, religii, historii i obyczajów, pokazując, że różne narody od dawna używały bieli jako znaku szczęścia, światła, zwycięstwa i świętości. Wspomina między innymi o białych szatach Chrystusa, aniołów i zbawionych, o triumfach na białych koniach oraz o francuskiej lilii jako symbolu radości i niewinności. Na końcu stwierdza, że tak jak biel oznacza radość i wesele, tak kolor niebieski oznacza niebo oraz rzeczy niebiańskie.
Początkowo Gargantua zachowywał się jak zwykłe dzieci, robił też rzeczy obrzydliwe i niesmaczne. Próbował dotykać opiekujących się nim kobiet.
Gargantua miał wiele drewnianych koników, na których uczył się jazdy i które w zabawie zachowywały się jak prawdziwe wierzchowce: skakały, tańczyły, zmieniały chód i barwę. Gdy na zamek przybyli goście, ich słudzy szukali stajni, a mały Gargantua zaprowadził ich do swojej komnaty i pokazał im swoje zabawkowe konie, czym wystrychnął ich na dudków. Dodatkowo wręczył im wielki stępor, udając, że to znakomity koń z Frankfurtu, a potem drwił z nich rubasznymi żartami i zagadkami. Cała kompania, usłyszawszy o tej przygodzie, wybuchnęła śmiechem, bo dziecko okazało się sprytne, pyskate i bardzo skłonne do błazeńskich figli.
Tęgopust wraca z porażki Kanaryjczyków i odwiedza syna, który ma nowy, królewski sposób podcierania się po potrzebie. Wykorzystuje do tego między innymi gąskę Rondo.
Autor prezentuje wierszyk dotyczący wypróżniania się, a Tęgopusta zachwyca dowcip syna.
Tęgopust oddaje Gargantuę na naukę do doktora teologii, Tubala Holofernusa, który uczy go abecadła, czytania i pisania.
Tęgopust wreszcie dochodzi do wniosku, że nauka nie służy jego synowi, zatem rozmawia z donem Filipem Marejskim i obaj chcą to zmienić. Na uczcie Gargantua bierze udział w pojedynku słownym z młodym paziem Eudemonem, który wypada lepiej niż Gargantua. Denerwuje to Tęgopusta, który wybiera Ponokratesa na nowego nauczyciela.
Czwarty król Numidów, Fajol, wysyła do Tęgopusta ogromnego konia, na którym Gargantua ma dojechać do Paryża wraz z Ponokratesem. Razem z nim odpoczywa w wielkim lesie, gdzie koń ogonem powala wszystkie drzewa. Podróżni trafiają do Paryża.
W Paryżu mieszkańcy oglądają Gargantuę, co go denerwuje, zatem sika na ludzi i topi ich w ten sposób. Paryżanie wołają coś do niego w taki sposób, że od tego bierze się nazwa miasta. Gargantua bierze dzwony z wieży i ozdabia nimi konia, a to powoduje rewolucję. Teolog Janotus Berdysz ma rozmawiać z Gargantuą.
Mistrz Janotus wraz z bedelami i innymi mistrzami przybył do Gargantui, aby zażądać zwrotu dzwonów, a Ponokrates uznał tę grupę za dziwaczną maskaradę i natychmiast uprzedził swego pana. Gargantua po naradzie postanowił najpierw upić posłów, a same dzwony oddać właściwym przedstawicielom uczelni i parafii, zanim Janotus wygłosi swoją mowę i przypisze sobie zasługę ich odzyskania.
Janotus wygłasza przed Gargantuą bełkotliwą i komiczną mowę, w której prosi o zwrot dzwonów, mieszając łacinę, polszczyznę, uczone pozory i pijackie żarty. Przekonuje, że dzwony są potrzebne miastu i Fakultetowi, a ich brak porównuje do ślepca bez kija, osła bez podogonia i krowy bez dzwoneczków. Przyznaje też, że liczy na osobistą nagrodę, między innymi kiełbasę i nowe pludry, co ośmiesza jego rzekomo poważną misję. Cała przemowa parodiuje scholastyczne argumenty, pokazując Janotusa jako zarozumiałego, łakomego i niezbyt rozumnego mówcę.
Po przemowie Janotusa Ponokrates i Eudemon wybuchają niepowstrzymanym śmiechem, a sam mówca także zaczyna się śmiać ze swojej oracji. Gargantua uznaje, że Janotus dostarczył wszystkim świetnej rozrywki, dlatego każe go nagrodzić kiełbasą, winem, drewnem, łóżkiem, miską i suknem na pludry. Janotus chciwie zabiera podarunki, a potem bezczelnie domaga się od Sorbony jeszcze raz obiecanych mu pludrów i kiełbasy. Gdy odmawiają mu nagrody, wpada w gniew, oskarża mistrzów o zdradę i herezję, a sprawa trafia do sądu. Proces ciągnie się bez końca, co narrator wykorzystuje do ośmieszenia Sorbony, uczonych sporów i niekończących się postępowań sądowych.
Gargantua oddaje dzwony, a mieszkańcy przyrzekają żywić jego konia. Gargantua chce się już uczyć, ale Ponokrates najpierw chce obserwować ucznia.
Gargantua gra w różne gry, a oprócz tego pije i drzemie. Spędza czas z panami Trzypotrzy, Obżorą, Doliwą i Puszczajpasem.
Ponokrates postanawia całkowicie zmienić wychowanie Gargantui, najpierw oczyszczając go z dawnych błędów, złych nawyków i bezwartościowej nauki poprzednich nauczycieli. Nowy plan dnia Gargantui jest bardzo dokładny: od wczesnego rana łączy lekturę Pisma Świętego, modlitwę, naukę, powtarzanie lekcji i obserwację nieba. Podczas posiłków także zdobywa wiedzę, rozmawiając o właściwościach jedzenia, przyrody i różnych dziedzin nauki, dzięki czemu szybko przewyższa wielu uczonych. Ważną częścią wychowania są również ćwiczenia fizyczne, jazda konna, walka bronią, polowanie, pływanie, wspinaczka, strzelanie i inne sprawności potrzebne rycerzowi. Gargantua uczy się także matematyki, geometrii, astronomii, muzyki, botaniki i prowadzi rozmowy z ludźmi uczonymi. Każdy dzień kończy podsumowaniem zdobytej wiedzy, obserwacją gwiazd, modlitwą i spokojnym spoczynkiem, co pokazuje ideał harmonijnego rozwoju ciała, umysłu i ducha.
W deszczowe dni Gargantua nie rezygnował z nauki, ale zamiast ćwiczeń na dworze wykonywał pożyteczne prace i zajęcia w domu, między innymi rąbał drewno, młócił, uczył się malarstwa, rzeźby oraz obserwował pracę rzemieślników. Odwiedzał też wykłady, szkoły szermierki, aptekarzy, kuglarzy i szarlatanów, dzięki czemu poznawał różne dziedziny wiedzy, sztuki, rzemiosła i praktycznego życia. Raz w miesiącu Ponokrates dawał mu dzień odpoczynku na świeżym powietrzu, lecz nawet wtedy zabawa, biesiada i wycieczki łączyły się z powtarzaniem literatury, układaniem wierszy oraz prostymi doświadczeniami naukowymi.
Pasterze pilnują winnic i widzą piekarzy, chcą zatem kupić kołacze na śniadanie, ale tamci odmawiają, co prowadzi do bójki wygranej przez pasterzy.
Król Żółcik otrzymuje skargę piekarzy, ogłasza rozpoczęcie wojny i zbiera wojsko pod dowództwem pana Włochatego, wielkiego koniuszego Kogutka, księdza Pyty i rotmistrza Pędziwiatra. Żółcik swobodnie plądruje kraj.
Wojska nieprzyjacielskie rabują i pustoszą okolicę, aż docierają do klasztoru, gdzie część żołnierzy zostaje, aby zniszczyć klasztorną winnicę. Mnisi ze strachu postanawiają odprawiać procesję i modlitwy, ale brat Jan Łomignat uznaje, że zamiast śpiewać, trzeba bronić wina i kościelnych dóbr. Chwyta za drąg od krzyża, zrzuca habit i samotnie rusza na żołnierzy plądrujących winnicę. Ponieważ napastnicy są rozproszeni i zajęci rabunkiem winogron, brat Jan zaskakuje ich i zaczyna bezlitośnie bić na wszystkie strony. W groteskowo krwawym opisie narrator pokazuje, jak mnich rozbija przeciwników, łamie im kości i zabija każdego, kto próbuje uciekać albo się poddać. Inni mnisi dołączają później do walki, pomagając dobijać rannych, podczas gdy kapłani spowiadają umierających. Brat Jan pilnuje też wyłomu w murze, aby nikt z nieprzyjaciół nie wydostał się z klasztoru. Dzięki jego gwałtownemu męstwu ginie ogromna liczba napastników, a on zostaje przedstawiony jako rubaszny, odważny i niezwykle brutalny obrońca klasztornej winnicy.
Żółcik po przejściu Brodu Wedeńskiego zdobywa Skałę Klermoncką, umacnia ją i gromadzi zapasy, aby mieć bezpieczne miejsce odwrotu. Tymczasem Tęgospust dowiaduje się od pasterza Łupisza o rabunkach, zniszczeniach i napaści dawnego sprzymierzeńca na jego ziemie. Jest zdumiony zdradą Żółcika, bo uważał go za przyjaciela i nigdy nie wyrządził mu krzywdy, dlatego najpierw chce wyczerpać pokojowe sposoby rozwiązania konfliktu. Po naradzie postanawia wysłać posła do Żółcika z pytaniem o przyczyny napaści oraz wezwać Gargantuę, aby w razie potrzeby bronił kraju.
Tęgopust pisze do syna i opowiada o natarciu Żółcika. Żali się, że najlepszy sąsiad zaatakował jego kraj i prosi syna, by ten powrócił.
Tęgospust wysyła do Żółcika zaufanego posła, Ulrycha Swędzimira, aby przedstawił mu uchwały rady i spróbował wyjaśnić przyczyny napaści. Swędzimir dowiaduje się po drodze o dalszych rabunkach ludzi Żółcika, a następnego dnia dociera pod zamek, gdzie król nie wpuszcza go do środka, lecz każe mu mówić spod bramy.
Swędzimir w imieniu Tęgospusta wygłasza przed Żółcikiem mowę, w której potępia jego zdradziecką napaść na dawnego sprzymierzeńca i przypomina o wieloletniej przyjaźni łączącej oba rody. Podkreśla, że Tęgospust nigdy nie wyrządził Żółcikowi krzywdy, lecz przeciwnie – wspierał go ludźmi, pieniędzmi, radą i wpływami. Poseł oskarża Żółcika o złamanie prawa, przyjaźni, rozsądku i bojaźni Bożej, ostrzegając, że jego pycha może doprowadzić go do upadku. Na końcu żąda, aby Żółcik opuścił zagarnięte ziemie, zapłacił odszkodowanie i zostawił zakładników jako gwarancję naprawienia szkód.
Tęgospust dowiaduje się od Swędzimira, że Żółcik nie chce rozmawiać ani podać rozsądnej przyczyny wojny, wspomina jedynie o sporze o kołacze. Po śledztwie okazuje się, że chodziło o kilka zabranych podpłomyków i bójkę z Marcikiem, dlatego Tęgospust, chcąc uniknąć wojny, przygotowuje pięć fur kołaczy, pieniądze na leczenie i folwarczek jako odszkodowanie. Żółcik jednak nie przyjmuje pokojowych wyjaśnień, a Kogutek podsyca jego pychę, radząc zatrzymać dary i dalej się zbroić. Posłowie wracają więc do Tęgospusta z wiadomością, że pokoju nie da się już osiągnąć bez wojny.
Po zagarnięciu kołaczy doradcy Żółcika zaczynają mu schlebiać i przedstawiają fantastyczny plan podboju niemal całego świata, zaczynając od pokonania Tęgospusta. Wyobrażają sobie zdobywanie kolejnych krain, miast, wysp i państw, od Francji, Hiszpanii i Italii po Afrykę, Azję, Jerozolimę, Europę Północną, Polskę, Rosję i Konstantynopol. Żółcik chętnie podchwytuje te wizje, marząc o nowych tytułach, łupach i rozdawaniu podbitych ziem swoim ludziom. Jedynie doświadczony Echefron ostrzega, że są to puste rojenia podobne do bajki o garnku z mlekiem, bo wyprawa może skończyć się klęską i brakiem powrotu. Żółcik odrzuca jednak ostrożność, daje się ponieść pysze i wojennemu zapałowi, po czym wzywa wszystkich do natychmiastowego wymarszu.
Gargantua, Ponokrates, Gymnastes i Eudemon jadą, by ratować kraj. Idą do pana Wogeńskiego, a on radzi, by sprawdzili teren, który zajął nieprzyjaciel.
Żołnierze Żółcika biorą Gymnasta za czarta albo demona, gdy ten wykonuje na koniu niezwykłe akrobacje i udaje szaleństwo, co wzbudza w nich strach i panikę. Widząc swoją przewagę, Gymnastes atakuje przerażonych przeciwników, zabija wielu z nich oraz Flaczka, po czym rozsądnie wycofuje się w stronę dziedziny Wogeńskiej.
Gymnastes opowiada swoim, że przeciwnicy są niezdyscyplinowaną bandą rabusiów, których łatwo będzie pokonać, więc Gargantua rusza do walki i wyrywa ogromną olchę, aby użyć jej jako broni. Po drodze jego klacz oddaje tak wielką ilość moczu, że powstaje potop, w którym tonie wielu nieprzyjaciół, a Gargantua niszczy zamek jednym uderzeniem drzewa, biorąc kule armatnie za winogrona, a pociski za muchy. Następnie drużyna przeprawia się przez bród zawalony trupami, gdzie koń Eudemona grzęźnie w brzuchu zabitego pachoła, lecz Gargantua uwalnia go kijem, a przypadkowe dotknięcie kiszek leczy zwierzę z narośli na nodze.
Gargantua wraz z towarzyszami wraca do zamku Tęgospusta, gdzie zostaje przyjęty z ogromną radością i czułością. Podczas przebierania okazuje się, że we włosach Gargantui utkwiły kule armatnie ze szturmu, które Tęgospust bierze początkowo za wszy, co prowadzi do żartobliwej krytyki okrutnych paryskich szkół. Ponokrates radzi, by natychmiast wykorzystać zwycięstwo i ruszyć dalej za nieprzyjacielem, ale Tęgospust postanawia najpierw uczcić powrót syna wielką ucztą, na którą przygotowano olbrzymie ilości mięsa, ptactwa, ryb i napojów.
Gargantua, chcąc zjeść sałatę przed wieczerzą, przypadkiem zagarnia wraz z nią sześciu ukrytych pielgrzymów, po czym zjada ich, a oni próbują wydostać się spomiędzy jego zębów i uniknąć utonięcia w winie oraz urynie. Gdy udaje im się uciec, wpadają jeszcze w wilcze sidła, a całą przygodę jeden z nich interpretuje później jako cudowne ocalenie zapowiedziane w psalmie Dawida.
Brat Jan zostaje zaproszony do wieczerzy i mówi on, że pije mu się jednak lepiej w habicie, mówi o jedzeniu, zdradzie i Jezusie.
Eudemon dziwi się, że brat Jan jest tak wesołym, dzielnym i pożytecznym mnichem, a Gargantua wyjaśnia, że ludzie zwykle nie lubią mnichów, bo próżniacy z klasztorów nie pracują, nie bronią kraju, nie uczą i nie pomagają społeczeństwu, tylko bezmyślnie odmawiają modlitwy. Brat Jan zostaje przeciwstawiony takim zakonnikom, ponieważ pracuje, pomaga innym, broni słabszych, lubi dobrą kompanię i wino, a przy tym żartuje rubasznie ze swojego nosa, gardła i klasztornego życia.
Po wieczerzy postanowiono, że około północy wyruszą na rozpoznanie, lecz Gargantua nie mógł zasnąć, dopóki brat Jan nie zaproponował odmawiania psalmów, przy których obaj natychmiast zasnęli. Przed północą mnich obudził wszystkich, zażartował, że dzień należy zacząć od picia, a potem cała wyprawa, z Gargantuą, Ponokratesem, Gymnastem, Eudemonem i uzbrojonymi ludźmi Tęgospusta, ruszyła sprawdzić pozycje nieprzyjaciela.
Brat Jan dodaje towarzyszom odwagi przed wyprawą, żartując, że sam poprowadzi ich do walki i swoim drągiem od krzyża rozprawi się z nieprzyjaciółmi. W czasie jazdy zaczepia jednak przyłbicą o gałąź orzecha, spada z konia i zawisa na drzewie, czym wywołuje żarty Gargantui, Eudemona i Gymnasta. Gymnastes w końcu ratuje mnicha, a ten zrzuca niewygodny pancerz, wraca na konia i razem z kompanią rusza dalej wesoło przez zarośla.
Żółcik, słysząc o klęsce swoich ludzi i śmierci Flaczka, wysyła sześciuset konnych pod wodzą Pukawki, którzy po drodze chwytają pięciu pielgrzymów jako rzekomych szpiegów. Gargantua i jego towarzysze natrafiają na oddział, a brat Jan rusza do ataku tak gwałtownie, że wrogowie biorą go za diabła i uciekają, choć Pukawka próbuje go zaatakować i zostaje przez mnicha powalony. Gargantua nie chce ścigać uciekających, bo uważa, że nie należy doprowadzać nieprzyjaciela do rozpaczy, jednak gdy mnich zostaje chwilowo pojmany, kompania przygotowuje się do przyjęcia nadciągającego oddziału w zwartej obronie.
Brat Jan zauważa, że jego strażnicy są nieostrożni i słabo wyszkoleni, więc wykorzystuje okazję, dobywa miecza i zabija obu łuczników, którzy mieli go pilnować. Następnie rusza za uciekającymi wrogami, podczas gdy Gargantua i jego towarzysze sieją wśród nich spustoszenie, doprowadzając ich do paniki i bezładnej ucieczki. Mnich dobija wielu przeciwników ze skały, a potem oszczędza resztę, aby zanieśli wieści o klęsce, odbiera im broń, uwalnia pielgrzymów i bierze do niewoli kapitana Kogutka.
Po potyczce Gargantua wraca do Tęgospusta bez brata Jana, co bardzo go martwi, lecz wkrótce mnich zjawia się cały i zdrowy, prowadząc pięciu uwolnionych pielgrzymów oraz pojmanego Kogutka. Brat Jan opowiada, jak wyrwał się z niewoli i pokonał wrogów, po czym wszyscy zasiadają do radosnej uczty. Tęgospust wypytuje pielgrzymów o ich wędrówkę i krytykuje przekonanie, że święci zsyłają choroby, uznając takie nauki za szkodliwe zabobony i fałszywe kazania. Mnich żartuje z pielgrzymów i z ich rodzin, a Gargantua oraz Tęgospust przeciwstawiają temu rozsądniejszą wizję życia: pracę, troskę o dom i wychowanie dzieci. Na koniec pielgrzymi, zachwyceni mądrością Tęgospusta, otrzymują jedzenie, wino, konie i pieniądze na dalszą drogę.
Tęgospust wypytuje Kogutka o zamiary Żółcika, a gdy dowiaduje się, że chodzi o podbój kraju z powodu sporu o piekarzy, potępia wojnę napastniczą jako rozbójnictwo sprzeczne z Ewangelią i poucza jeńca, by odwiódł swego króla od błędu. Następnie darowuje Kogutkowi okup, zwraca mu broń i konia, obdarowuje go kosztownościami oraz odsyła bezpiecznie do Żółcika, a brat Jan oddaje Tęgospustowi otrzymaną nagrodę, przypominając, że na wojnę trzeba zachować pieniądze.
Władcy sąsiednich krajów zadeklarowali wsparcie dla Tęgopusta w nadchodzącej wojnie. Wysyłali mu zarówno pieniądze, jak i żołnierzy gotowych do walki. Tymczasem Kogutek próbował przekonać Żółcika do zawarcia pokoju i zakończenia konfliktu. Krewkosz stanowczo sprzeciwił się tym planom, oskarżając Kogutka o zdradę. Rozgniewany Kogutek zabił go na miejscu, jednak chwilę później sam poniósł śmierć, gdy straż wykonała rozkaz królewski wydany przez Żółcika.
Gargantua poprowadził swoje siły przeciw wojskom Żółcika. Bitwa zakończyła się klęską przeciwnika, a wrogie oddziały po prostu uciekły.
Uciekający Żółcik doświadczał kolejnych upokorzeń. Jego koń przewrócił się podczas drogi, dlatego król przebił zwierzę mieczem. Później próbował ukraść osła młynarzom, za co został przez nich dotkliwie pobity kijami. Dalszy los monarchy pozostaje nieznany, choć przypuszcza się, że skończył jako ubogi robotnik najemny. Gargantua natomiast po bitwie dokonał przeglądu swoich wojsk, zadbał o wyżywienie żołnierzy oraz wypłatę należnego żołdu.
Gargantua przypomniał historię Kanaryjczyków, którzy niegdyś sami chcieli podporządkować się jego ojcu z powodu okazanego im miłosierdzia i łagodności. Następnie przebaczył pokonanym ich winy i przywrócił im wolność. Polecił również, aby Ponokrates tymczasowo sprawował władzę w królestwie Żółcika aż do chwili, gdy prawowity następca tronu osiągnie odpowiedni wiek.
Gargantua po zwycięstwie ukarał winnych bardzo łagodnie, kazał pochować poległych, opatrzyć rannych, wynagrodzić mieszkańcom szkody oraz zbudować warowny zamek na przyszłą obronę. Po powrocie do Tęgospusta odbyła się wspaniała uczta, podczas której król hojnie nagrodził wiernych dowódców złotem, pieniędzmi oraz zamkami i ziemiami nadanymi im w wieczyste posiadanie.
Pragnąc wynagrodzić mnichowi jego pomoc podczas wojny, Gargantua postanowił ufundować mu własny klasztor. Brat Jan zapragnął jednak miejsca zupełnie odmiennego od tradycyjnych zakonów. W nowym klasztorze można było zawierać małżeństwa, opuszczać go według własnej woli i żyć bez surowych ograniczeń.
Gargantua przeznaczył ogromne środki na urządzenie klasztoru. Budowla miała kształt sześcioboku, wyposażona była w liczne wieże oraz sześć kondygnacji. Wnętrza zachwycały przepychem i bogatymi ozdobami.
Napis na bramie Telemy odrzuca bigotów, obłudników, prawników, lichwiarzy, oszustów, kłótników i ludzi zepsutych, którzy mogliby zatruć wspólnotę szalbierstwem, chciwością i sporami. Do środka zaprasza natomiast ludzi szlachetnych, prawych, radosnych, odważnych głosicieli prawdy oraz dostojne kobiety, bo Telema ma być miejscem wolności, honoru, wiary, dostatku i pogodnego życia.
W opisie Telemy ukazano wspaniały, bogato zdobiony kompleks, z alabastrową fontanną, galeriami pełnymi malowideł i osobliwych ozdób, osobnymi mieszkaniami dla kobiet i mężczyzn oraz licznymi miejscami rozrywki, takimi jak teatr, hipodrom, pływalnie, ogrody, labirynt, place do gier i strzelnice. Całość przedstawia opactwo jako idealną przestrzeń dostatku, wygody, piękna i przyjemności, gdzie każdy szczegół – od parków i sokolarni po komnaty, zwierciadła, pachnidła i kosztowne wyposażenie – służy eleganckiemu i swobodnemu życiu.
Bracia i siostry telemickie nosili bardzo bogate, eleganckie i barwne stroje, szyte z jedwabiu, tafty, aksamitu, satyny, złotogłowiu i srebrnej lamy, ozdabiane haftami, perłami, drogimi kamieniami oraz futrami zależnie od pory roku. Ubiory mężczyzn i kobiet były codziennie harmonijnie dopasowane, a ponieważ w Telemie wszystko działo się wedle życzenia dam, specjalni słudzy, rzemieślnicy i dostawcy dbali o to, by stroje były zawsze gotowe, kosztowne i zgodne z modą.
Życie w klasztorze opierało się na wolności i indywidualnym wyborze. Taka swoboda nie prowadziła do chaosu, lecz do wzajemnej rywalizacji w czynieniu dobra. Każdy chciał być najbardziej uprzejmy i szlachetny. Telemici byli ludźmi dobrze wykształconymi i dbali o rozwój intelektualny.
W fundamentach klasztoru odkryto tajemniczą przepowiednię wzorowaną na twórczości jednego z ówczesnych autorów. Tekst miał zapowiadać przyszłą wojnę domową we Francji, której podłożem miały stać się konflikty religijne.
Pantagruel, król Spragnionych, historia przywrócona do pierwotnej postaci, opisująca jego niezwykłe czyny i dokonania.
Jeśli, iż miesza pożytek z rozkoszą,Skrybę nad inne chwalą i wynoszą,Będziesz chwalony, ani wątpić o tem:Bowiem misternym dowcipu obrotem,W tej księdze, popod uciechą się mieściTyle pożytku i głębokiej treści,Iż zda się, zjawił się Demokryt nowy,I z światem igra uciesznymi słowy.Prowadź swe dzieło, a na tym padole,Lub w górnych sferach, siądziesz w wielkich kole.Niech żyją wszyscy prawi pantagrueliści!
(tłum. Tadeusz Boy-Żeleński)
Autor w przedmowie żartobliwie wychwala kroniki o Gargantui jako książkę niezwykle pożyteczną, zabawną i niemal cudowną, która pociesza myśliwych, chorych i znudzonych, a nawet ma przewyższać popularnością Biblię. Zapowiada następnie nową opowieść o straszliwych czynach Pantagruela, zapewniając przesadnie o jej prawdziwości i grożąc czytelnikom komicznymi karami, jeśli nie uwierzą w każde słowo.
Ród Pantagruela miał sięgać samych początków świata. Według opowieści jego przodkowie żyli już w czasach biblijnego potopu, a jeden z olbrzymów miał nawet siedzieć na arce Noego. Genealogia została przedstawiona na wzór biblijnych rodowodów. Autor opowiada również o tajemniczym owocu spożywanym przez ludzi u zarania dziejów, który powodował niezwykłe puchnięcie ciała. Przodkowie Gargantui i Pantagruela należeli do tych, którzy urośli proporcjonalnie i dzięki temu stali się olbrzymami o potężnej posturze. Samo imię Pantagruel funkcjonowało już wcześniej w języku francuskim i oznaczało demona sprowadzającego ogromne pragnienie wszędzie tam, gdzie się pojawiał.
W czasie narodzin Pantagruela panowała wielka susza, przez co ludzie cierpieli z powodu nieznośnego pragnienia. Jego matka, Gargamela, zmarła podczas porodu. Noworodek był wyjątkowo owłosiony, co uznano za znak zapowiadający niezwykłą przyszłość.
Gargantua nie potrafił zdecydować, czy bardziej powinien cieszyć się z przyjścia na świat syna, czy rozpaczać po utracie żony. Ostatecznie doszedł do wniosku, że może jeszcze ponownie się ożenić, natomiast syn pozostaje kimś niezastąpionym.
Pantagruel zawsze był bardzo silny. By leżał w kołysce, początkowo używano grubych sznurów, a później nawet łańcuchów. Karmiony mlekiem setek krów, pewnego razu odgryzł jednej z nich niemal całe wnętrzności. Kiedy był głodny i spragniony, wyrwał kołyskę wraz z mocowaniami i zaniósł ją do sali, w której jego ojciec jadł wieczerzę. Następnie roztrzaskał ją na oczach Gargantui, co bardzo rozbawiło olbrzyma.
Pantagruel pilnie zdobywał wiedzę i wraz ze swoim nauczycielem podróżował po kraju w poszukiwaniu odpowiedniej uczelni. Ostatecznie zdecydował się studiować prawo w Burżu, gdzie rozwijał swoje umiejętności i pogłębiał wykształcenie.
W czasach Pantagruela język francuski przechodził intensywne przemiany i wzbogacał się o liczne słowa pochodzące z łaciny oraz greki. Autor wyśmiewa w tym rozdziale ludzi, którzy nieumiejętnie posługiwali się nowym słownictwem, chcąc uchodzić za uczonych. Spotkany przez Pantagruela Limuzyńczyk mówił w sposób tak sztuczny i przesadny, że niemal nie dało się go zrozumieć.
Pojawia się długie wyliczenie dzieł o celowo przekręconych i absurdalnych tytułach. Autor kpi w ten sposób ze scholastycznych rozpraw i jałowej uczoności, która skupiała się na pustych sporach i niezrozumiałych łamigłówkach zamiast na prawdziwej wiedzy.
Gargantua skierował do syna poważny i pełen troski list zawierający wskazówki dotyczące nauki oraz moralności. Nakazywał Pantagruelowi poznanie greki, łaciny, hebrajskiego, chaldejskiego i arabskiego, aby mógł czytać najważniejsze dzieła filozoficzne oraz Pismo Święte w oryginale.
Podczas spaceru Pantagruel napotkał Panurga i od razu dostrzegł w nim niezwykłą inteligencję oraz szlachetną naturę. Rozmówca odpowiadał mu w różnych językach, których Pantagruel nie rozumiał, co wzbudziło jeszcze większe zainteresowanie olbrzyma. Wkrótce Panurg został jego najbliższym przyjacielem i od tej chwili obaj byli niemal nierozłączni.
Dwaj szlachcice, Pocałuj i Powąchaj, prowadzili skomplikowany proces, którego nie potrafili rozstrzygnąć najwybitniejsi uczeni i prawnicy. Wszyscy opierali się wyłącznie na dokumentach oraz pismach, nie próbując bezpośrednio wysłuchać zwaśnionych stron. Pantagruel jako pierwszy postanowił skonfrontować obu mężczyzn osobiście i zapytać ich o stanowiska.
Obaj szlachcice przedstawili swoje argumenty osobiście, jednak ich wypowiedzi były tak zagmatwane i pozbawione sensu, że niemal nie sposób było zrozumieć, czego właściwie dotyczy konflikt.
Pan Powąchaj kontynuował swoją mowę w równie niezrozumiały sposób, mnożąc absurdalne argumenty i jeszcze bardziej komplikując całą sprawę.
Pantagruel podsumował spór równie chaotycznym i dziwacznym stylem, po czym wydał wyrok satysfakcjonujący obie strony. Prawnicy byli zachwyceni jego rzekomą mądrością i wpadli niemal w ekstazę. Sława Pantagruela szybko rozeszła się po całym kraju.
Panurg wspominał, że jego oprawcy chcieli upiec go na rożnie niczym kurczę. Gdy strażnik zasnął, więzień wykorzystał okazję, podpalił dom i doprowadził do śmierci właściciela, który sam w rozpaczy błagał o zakończenie życia po utracie całego majątku.
Panurg zaproponował absurdalny pomysł wzniesienia murów miejskich z penisów mnichów zakażonych syfilisem.
Panurg niemal bez przerwy cierpiał na brak pieniędzy, choć potrafił zdobywać je na wiele sprytnych sposobów. Każdą sumę bardzo szybko wydawał jednak na hulanki, alkohol i towarzystwo prostytutek, przez co stale wracał do biedy.
Kupując odpusty, Panurg sprytnie zabierał ze skrzynki większą resztę, niż sam wrzucił, dzięki czemu się bogacił. Zdobyte pieniądze przeznaczał między innymi na opłacanie mężczyzn gotowych poślubić stare i nieatrakcyjne kobiety, które nie mogły znaleźć partnerów. Wytaczał również osobliwe procesy, domagając się na przykład, by kobiety nosiły bardziej odważne stroje i głębsze dekolty.
Do Francji przyjechał angielski uczony Taumastes. Pragnął przeprowadzić niezwykłą dysputę bez użycia słów, wierząc, że gesty lepiej oddają sens myśli niż język. Ponieważ nikt nie potrafił odpowiedzieć na jego wątpliwości, wyzwanie wydawało się bardzo trudne.
Panurg zgłosił się jako reprezentant Pantagruela i zaproponował pojedynek gestów z Taumastesem. Ostatecznie Anglik uznał swoją porażkę, a wszyscy obecni zaczęli podziwiać inteligencję oraz spryt Panurga.
Taumastes doszedł do wniosku, że skoro uczeń posiada tak wielką mądrość, to jego mistrz musi przewyższać wszystkich ludzi świata.
Panurg zapałał uczuciem do bogatej i wysoko urodzonej kobiety z Paryża. Bardzo zależało mu na zdobyciu jej względów, dlatego podejmował liczne próby zwrócenia na siebie jej uwagi i wzbudzenia zainteresowania.
Kobieta była jednak zamężna i nie chciała odwzajemnić uczuć Panurga. Urażony odmową postanowił się zemścić. Skropił jej ubranie substancją przyciągającą psy, przez co podczas pobytu w kościele rzuciło się na nią całe stado rozwścieczonych zwierząt.
Pantagruel dowiedział się, że Dipsodzi zaatakowali krainę Utopii pod nieobecność Gargantui i oblegli miasto Amaurotów. Wyruszył więc natychmiast na pomoc. W tym rozdziale pojawia się również humorystyczne wyjaśnienie długości francuskich mil. Według opowieści król Faramond nakazał parom wyruszyć z Paryża i stawiać kamienie milowe tam, gdzie najdzie ich ochota na miłosne igraszki.
Panurg próbował odczytać tajemniczy list na wiele dziwnych sposobów, zastanawiając się, czy nie został zapisany przy pomocy niezwykłych substancji, takich jak krew ropuchy albo sól amoniakalna. Ostatecznie okazało się, że dama zarzuca Pantagruelowi nagłe opuszczenie Paryża bez pożegnania.
Towarzysze Pantagruela dzięki sprytowi i pomysłowości doprowadzili do zguby ogromnego oddziału nieprzyjacielskiej jazdy.
Kompani mieli już dość monotonnej żywności, dlatego Karpalim udał się na polowanie, aby zdobyć świeże mięso.
Pantagruel polecił wznieść pomnik, który symbolizuje bohaterstwo swoich ludzi. Podczas radosnego świętowania wydarzyły się absurdalne i fantastyczne rzeczy. Z pierdnięcia Pantagruela mieli narodzić się mali mężczyźni, a z jego bąków kobiety, które później dały początek rasie Pigmejów.
Bohaterowie wysłali jeńca do króla Dipsodów, aby przekazał mu wiadomość o ogromnej armii zmierzającej przeciw jego wojskom. Dzięki temu przeciwnik został zastraszony jeszcze przed właściwą bitwą.
Doszło do wielkiej i brutalnej bitwy. Pantagruel modlił się do Boga o wsparcie i otrzymał zapewnienie pomocy. Ostatecznie zwyciężył zarówno trzystu uzbrojonych olbrzymów, jak i ich dowódcę Wilkołaka.
Epistemonowi odcięto głowę, lecz Panurg zdołał go wskrzesić. Obmył ranę, posmarował ją miodem, a następnie ponownie połączył głowę z ciałem. Po powrocie do życia Epistemon opowiadał o tym, co widział po śmierci. W zaświatach dawni wielcy królowie i możni wykonywali poniżające zajęcia, natomiast biedni filozofowie oraz ludzie uczciwi żyli w dostatku i szczęściu.
Po zwycięstwie Pantagruel triumfalnie wszedł do miasta Amaurotów. Panurg tymczasem ożenił króla Anarcha z kobietą zajmującą się zapalaniem ulicznych latarni, a samego monarchę uczynił roznosicielem tatarskiego sosu.
Podczas marszu przez kraj Dipsodów wojsko Pantagruela zostało zaskoczone przez ulewny deszcz. Aby ochronić żołnierzy przed zmoknięciem, olbrzym rozciągnął nad nimi swój język niczym dach. Narrator wszedł do Pantagruela, gdzie zobaczył miasta, pola, góry oraz rozległe krainy. Spędził w tym niezwykłym świecie cztery miesiące, a po wyjściu opowiedział wszystko Pantagruelowi, który wybuchnął śmiechem.
Pantagruel cierpiał na problemy żołądkowe. Wymyślono więc osobliwy sposób leczenia. Siedmiu zamiataczy ukryto w ogromnych kulach przypominających tabletki, które olbrzym połknął. Ludzie ci mieli oczyścić jego wnętrzności z toksyn. Po zakończeniu pracy Pantagruel zwymiotował ich i wyzdrowiał.
Na końcu autor zapowiada wydarzenia opisane później oraz podkreśla, że całe jego dzieło powstało przede wszystkim dla rozrywki i zabawy czytelników.
Autor w przedmowie do trzeciej księgi zwraca się do „dobrych ludzi”, pijaków i podagryków, przywołując Diogenesa, który w czasie przygotowań Koryntu do obrony toczył swoją beczkę, aby nie pozostać bezczynnym. Na tej podstawie porównuje własne pisanie do „potrząsania beczką”, czyli skromnego, ale pożytecznego udziału w wielkich sprawach, skoro sam nie został powołany do walki ani obrony kraju. Zapowiada, że jego dzieło będzie dla wojowników i czytelników rodzajem wesołego pokrzepienia, pełnego wina, śmiechu i sentencji pantagruelicznych, choć obawia się, czy czytelnicy przyjmą je życzliwie. Ostatecznie ufa jednak ich pantagruelizmowi, czyli zdolności przyjmowania swobodnych żartów w dobrym duchu, i zaprasza do swojej symbolicznej beczki wyłącznie ludzi pogodnych, odrzucając obłudników, świętoszków i nudziarzy.
Pantagruel po podbiciu Dipsodii przesiedla tam ogromną liczbę wiernych kolonistów z Utopii, aby zaludnić, uporządkować i umocnić nowo zdobyty kraj. Narrator podkreśla, że najlepszym sposobem utrzymania podbitego państwa nie jest ucisk, rabunek i tyrania, lecz łagodne rządy, sprawiedliwe prawa, opieka nad ludem i zdobycie jego wdzięczności. Pantagruel zostaje więc pokazany jako wzór dobrego władcy, który dzięki męstwu, sprawiedliwości i dobroczynności potrafi zamienić podbój w trwałe i pokojowe panowanie.
Pantagruel nadaje Panurgowi bogatą kasztelanię salmigondyńską, ale Panurg w ciągu dwóch tygodni trwoni dochody z kilku lat na uczty, zabawy, kompanów i dziewczęta. Gdy Pantagruel łagodnie zwraca mu uwagę, Panurg przewrotnie broni swojej rozrzutności, udając, że kierował się roztropnością, sprawiedliwością, siłą i umiarkowaniem, choć w rzeczywistości kupował drogo, sprzedawał tanio, wycinał lasy i zjadał zboże na pniu. Pantagruel rozumie jego żartobliwe wywody, ale przypomina, że podobna rozrzutność była już znana u Nerona czy Kaliguli i nie jest przykładem godnym naśladowania.
Panurg przekonuje Pantagruela, że nigdy nie zamierza spłacać długów, bo dzięki nim wierzyciele modlą się o jego długie życie, zabiegają o jego względy i pomagają mu zdobywać kolejnych pożyczkodawców. Twierdzi przewrotnie, że długi są podstawą więzi społecznych i porządku świata, ponieważ zmuszają ludzi do wzajemnej zależności, pomocy i wymiany. Według Panurga świat bez dłużników i wierzycieli pogrążyłby się w chaosie: zniknęłyby wiara, nadzieja i miłość, a ludzie staliby się dla siebie wrogami.
Panurg opisuje idealny świat, w którym wszyscy pożyczają sobie nawzajem i są sobie coś winni, dzięki czemu panują harmonia, pokój, miłość, zaufanie, dostatek i radość. Porównuje ten porządek do działania ludzkiego ciała, gdzie każdy organ coś otrzymuje i coś oddaje innym, dowodząc przewrotnie, że pożyczanie jest niemal boskie, a bycie dłużnikiem – heroiczną cnotą.
Pantagruel odrzuca przewrotne argumenty Panurga, twierdząc, że długi i kłamstwo zwykle idą razem, a pożyczać wolno tylko wtedy, gdy człowiek naprawdę potrzebuje pomocy mimo własnej pracy. Panurg dziękuje mu za łaskawość, ale żartobliwie prosi, by zostawiono mu choć część długów, bo bez nich czułby się nieswojo i jakby utracił własną naturę.
Panurg pyta Pantagruela, dlaczego według prawa Mojżesza nowożeńcy byli przez pierwszy rok zwolnieni od służby wojskowej, a Pantagruel wyjaśnia, że chodziło o nacieszenie się małżeństwem, spłodzenie potomstwa i sprawdzenie płodności żony. Panurg rozwija tę myśl w rubaszny sposób, sugerując, że nowożeńcy po roku miłosnych wysiłków byliby zbyt wyczerpani do walki, dlatego lepiej nadawali się do odpoczynku niż do służby pod sztandarem Marsa.
Panurg zmienia wygląd: przekłuwa sobie ucho, zakłada pierścień z pchłą, ubiera zgrzebną szatę, rezygnuje z pludrów i przychodzi do Pantagruela, oznajmiając, że chce się ożenić. Swoje dziwaczne przebranie tłumaczy tym, że po wyjściu z długów chce stać się poważnym gospodarzem, a skoro małżeństwo według prawa Mojżeszowego zwalnia od wojny, porzuca wojenny strój i wybiera pokojową togę przyszłego męża.
Panurg przekonuje Pantagruela, że saczek jest najważniejszą częścią rycerskiego uzbrojenia, ponieważ chroni narządy służące zachowaniu rodzaju ludzkiego. Porównuje go do naturalnych osłon nasion i owoców, dowodząc, że natura szczególnie zabezpiecza to, co odpowiada za dalsze życie. Cały wywód jest rubaszną parodią uczonej argumentacji, w której Panurg miesza filozofię, medycynę, Biblię i żarty o męskim przyrodzeniu.
Panurg oznajmia Pantagruelowi, że chce się ożenić, ale natychmiast zaczyna mnożyć wątpliwości i „ale”. Pantagruel odpowiada mu raz, aby się żenił, raz, aby tego nie robił, ponieważ Panurg sam podaje argumenty za małżeństwem i przeciw niemu. Rozdział pokazuje wewnętrzne rozdarcie Panurga, który pragnie żony, dzieci i opieki, ale boi się rogów, kłótni, przemocy, zdrady i strat majątkowych.
Pantagruel wyjaśnia Panurgowi, że w sprawie małżeństwa trudno dać pewną radę, bo jedni są w nim szczęśliwi, a inni bardzo nieszczęśliwi. Proponuje więc, aby odwołać się do wróżb z dzieł Wergiliusza, podobnych do dawnych wróżb homeryckich. Następnie przytacza wiele przykładów ludzi, którzy z przypadkowo wybranych wersów mieli poznać swój przyszły los.
Panurg chce szybciej rozstrzygnąć sprawę za pomocą rzutu kośćmi, ale Pantagruel uznaje taką wróżbę za podejrzaną, zwodniczą i niemoralną. Mimo to pozwala rzucić trzema kośćmi, aby liczba oczek wskazała wers na otwartej stronie Wergiliusza. Panurg wyrzuca szesnaście oczek i natychmiast żartobliwie interpretuje tę liczbę jako zapowiedź swoich przyszłych małżeńskich wyczynów.
Pantagruel i Panurg trzykrotnie otwierają Wergiliusza, a wylosowane wersy Pantagruel odczytuje jako zapowiedź, że przyszła żona Panurga zdradzi go, pobije i okradnie. Panurg za każdym razem odwraca znaczenie wróżby na swoją korzyść, twierdząc, że oznacza ona wierność, miłość i małżeńskie droczenie się. Rozdział komicznie pokazuje, że Panurg nie szuka prawdy, lecz takiej interpretacji, która potwierdzi jego własne pragnienie małżeństwa.
Pantagruel proponuje Panurgowi, aby po niejasnych wróżbach z Wergiliusza spróbował poznać przyszłość małżeństwa przez sen, ponieważ dusza podczas snu może według dawnych autorów oglądać rzeczy przyszłe. Wyjaśnia, że sen wymaga spokoju ducha, umiarkowania i lekkiej kolacji, aby ciało nie zakłócało wizji. Panurg niechętnie zgadza się na skromny posiłek i wodę, choć od razu myśli o obfitym śniadaniu po przebudzeniu.
Panurg opowiada sen, w którym ma piękną i czułą żonę, lecz ta robi mu na czole dwa rogi, a potem on sam zmienia się w bębenek, ona zaś w sowę. Pantagruel tłumaczy sen jako jasną zapowiedź, że Panurg zostanie rogalem, będzie bity i okradany przez żonę. Panurg jednak uparcie odwraca sens wróżby, uznając rogi za rogi obfitości, bębenek za symbol małżeńskiej radości, a sowę za znak uroku przyszłej żony.
Panurg narzeka, że sen na głodno był dla niego męką, bo pusty brzuch nie pozwala mu ani słuchać, ani rozumować. Wzywa do śniadania, a brat Jan rozwija żartobliwy wykład o klasztornej „kabale” gotowania solonej wołowiny, pokazując, że mnisi żyją głównie po to, by dobrze jeść i pić. Epistemon podsumowuje, że człowiek łatwo dostrzega cudze nieszczęścia, ale rzadko umie rozpoznać własne błędy i własną niedolę.
Pantagruel, chcąc pomóc Panurgowi, radzi mu udać się do Sybilli Panzuckiej, która podobno potrafi przepowiadać przyszłość. Epistemon obawia się, że może to być czarownica, ale Pantagruel przekonuje go, że warto słuchać różnych źródeł wiedzy, nawet jeśli wydają się podejrzane albo niskiego stanu. Panurg chętnie zgadza się na wyprawę, bo szczególnie ceni rady starych i przewidujących kobiet.
Panurg i Epistemon docierają do ubogiej chaty Sybilli, która okazuje się starą, nędzną i dziwaczną wróżką. Panurg składa jej dary, prosi o radę w sprawie małżeństwa, a ona odprawia osobliwy rytuał z wrzecionami, motowidłem, ogniem, winem i liśćmi figowymi. Na liściach zapisuje przepowiednię, według której żona Panurga zhańbi go, zajdzie w ciążę nie z nim, wyssie go i częściowo obłupi.
Pantagruel odczytuje przepowiednię Sybilli tak samo jak wcześniejsze znaki: przyszła żona Panurga ma go zdradzić, okraść, pobić i uczynić rogalem. Panurg ponownie zaprzecza złemu znaczeniu wróżby i wszystko tłumaczy na swoją korzyść, widząc w niej zapowiedź sławy, potomstwa, miłości i przyjemności małżeńskiej. Rozdział pokazuje, że Panurg nie przyjmuje żadnej niekorzystnej rady, lecz uparcie nagina każdy znak do własnych pragnień.
Pantagruel proponuje nowy sposób rozstrzygnięcia sprawy: zamiast słownych wyroczni, które bywają dwuznaczne, trzeba zasięgnąć rady przez gesty i znaki niemowy. Wyjaśnia, że najlepszy byłby człowiek głuchy i niemy od urodzenia, bo jego znaki byłyby naturalne, niewyuczone i mniej zwodnicze. Panurg zgadza się, ale woli radzić się mężczyzny niż kobiety, obawiając się, że kobiety wszystkie gesty mogłyby odczytać w sposób zbyt miłosny lub cielesny.
Panurg konsultuje się z głuchoniemym Nazdekabrem, pokazując mu serię dziwacznych i rubasznych gestów dotyczących małżeństwa. Pantagruel odczytuje znaki Nazdekabra jako zapowiedź, że Panurg ożeni się, ale po kichnięciu na lewą stronę i dalszych gestach uznaje, że małżeństwo będzie nieszczęśliwe. Ostatecznie Pantagruel stwierdza, że wszystko potwierdza wcześniejsze wróżby: Panurg będzie żonaty, rogaty, bity i oskubany.
Pantagruel radzi Panurgowi, aby udał się do umierającego poety Mruczysława, ponieważ ludzie bliscy śmierci i poeci mogą mieć dar jasnowidzenia. Mruczysław zapisuje krótką, dwuznaczną odpowiedź: „Bierz ją, nie bierz”, która nie rozstrzyga jednoznacznie, czy Panurg powinien się żenić. Poeta prosi potem, by zostawiono go w spokoju, bo pragnie umrzeć bez dalszych utrapień.
Po wyjściu od Mruczysława Panurg uznaje, że poeta musiał obrazić zakony żebracze, ponieważ mówił o czarnych, szarych i cętkowanych stworzeniach dręczących go przed śmiercią. Epistemon tłumaczy jednak, że starzec mówił najpewniej o pchłach, pluskwach, muchach, komarach i robakach, a nie o zakonnikach. Panurg mimo to uparcie oskarża Mruczysława o herezję i bluźnierstwo, pokazując swoją skłonność do przesadnych i opacznych interpretacji.
Panurg najpierw chce wrócić do Mruczysława, aby skłonić go do skruchy i zadośćuczynienia zakonnikom, lecz szybko ogarnia go strach przed diabłami czekającymi na duszę umierającego. Zaczyna więc panicznie przekonywać, że nie pójdzie do domu poety, bo sam mógłby zostać porwany zamiast niego. Cały rozdział rozwija komiczny obraz Panurga jako człowieka tchórzliwego, gadatliwego i zabobonnego, który potrafi sam siebie przestraszyć własnymi wywodami.
Panurg prosi Epistemona o radę w sprawie małżeństwa, ale ten najpierw krytykuje jego dziwaczny strój i ślubowanie, by nie porzucać przebrania, dopóki nie rozstrzygnie swoich wątpliwości. Epistemon przyznaje, że sprawa jest trudna i wspomina różne dawne sposoby poznawania przyszłości, lecz większość z nich uznaje za niepewną albo bajeczną. Panurg proponuje wyprawę na wyspy wróżbitów, ale Epistemon odrzuca ten pomysł jako zbyt oczywiste zmyślenie.
Epistemon prowadzi Panurga do Her Trippy, znawcy astrologii, chiromancji, geomancji i wielu innych sztuk wróżbiarskich. Her Trippa natychmiast stwierdza, że Panurg ma znaki rogala, a jego przyszła żona będzie go zdradzać, bić i okradać. Panurg wpada w gniew, wyśmiewa wróżbitę jako oszusta i szarlatana, po czym odrzuca wszystkie jego kolejne propozycje wróżb i chce jak najszybciej wrócić do Pantagruela.
Panurg, rozgniewany wyroczniami Her Trippy, zwraca się do brata Jana i prosi go o radę, czy powinien się ożenić. Brat Jan bez wahania zachęca go do małżeństwa, mówiąc rubasznie, że nie warto zwlekać, skoro życie jest krótkie, a świat zmierza ku końcowi. Panurg z radością przyjmuje tę radę, bo odpowiada ona jego własnym pragnieniom.
Brat Jan radzi Panurgowi, aby po ślubie nie zaniedbywał małżeńskich obowiązków, bo nieużywana siła szybko słabnie. Panurg uznaje tę radę za bardzo trafną i deklaruje, że na pewno się ożeni. Dźwięk dzwonów interpretuje jako zachętę do ślubu, a własną sprawność przedstawia w przesadnie pochwalnych, komicznych słowach.
Brat Jan żartobliwie przypomina Panurgowi, że czas osłabia każdego człowieka, a siwiejąca broda może zapowiadać starość. Panurg odpowiada, że wciąż jest pełen sił, ale boi się, iż podczas jego nieobecności żona przyprawi mu rogi. Brat Jan najpierw kpi z jego lęków, a potem opowiada historię o pierścieniu Hansa Karwela, który miał być sposobem na kontrolowanie wierności żony.
Po powrocie Panurg pokazuje Pantagruelowi odpowiedź Mruczysława, a Pantagruel uznaje, że jej sens jest prosty: w sprawie małżeństwa człowiek musi sam podjąć decyzję. Ponieważ Panurg wciąż nie umie się zdecydować, Pantagruel proponuje zwołać naradę złożoną z teologa, lekarza, prawnika i filozofa. Mają oni rozważyć sprawę z punktu widzenia duszy, ciała, dóbr doczesnych i rozumu.
Teolog Hipotades radzi Panurgowi, że jeśli odczuwa silną pożądliwość i nie ma daru powściągliwości, powinien ożenić się, bo lepiej zawrzeć małżeństwo niż płonąć namiętnością. Gdy Panurg pyta, czy żona go nie zdradzi, Hipotades odpowiada, że nie stanie się tak, jeśli taka będzie wola Boga i jeśli wybierze cnotliwą kobietę. Panurg nie jest zadowolony z tej warunkowej odpowiedzi, bo oczekiwał pewności, a nie odwołania do Bożej woli.
Lekarz Gałeczka omawia pięć sposobów powściągania pożądliwości: nadmiar wina, zioła, ciężką pracę, naukę oraz sam akt miłosny. Panurg od razu wybiera ostatni sposób, bo najlepiej odpowiada jego zamiarom. Gałeczka stwierdza, że Panurg ma dobrą budowę, odpowiedni wiek i silną chęć małżeństwa, więc jeśli znajdzie kobietę podobnej natury, może spłodzić udane potomstwo.
Panurg pyta Gałeczkę, czy po ślubie będzie miał rogi, a lekarz odpowiada, że każdy żonaty mężczyzna jest narażony na rogalstwo. Gałeczka przedstawia długi, mizoginiczny wywód o naturze kobiet, dowodząc, że ich pragnienia są trudne do opanowania. Według niego małżeństwo z natury niesie ryzyko zdrady, dlatego stan rogaty jest niemal nieodłącznym cieniem stanu małżeńskiego.
Gałeczka opowiada mit o Porożu, któremu Jowisz przyznał opiekę nad żonatymi mężczyznami, szczególnie tymi, którzy mają piękne żony. Lekarstwem na rogi okazuje się paradoksalnie zazdrość, podejrzliwość, szpiegowanie i pilnowanie żony, ponieważ właśnie takie „ofiary” mają zapewniać względy Poroża. Rozdział kpi z mężowskiej zazdrości, pokazując, że im bardziej mąż próbuje kontrolować żonę, tym bardziej sam wpada w śmieszność.
Karpalim rozwija myśl, że kobiety szczególnie pragną tego, co zakazane, i podaje przykłady mające potwierdzać tę przewrotną tezę. Pojawia się opowieść o zakonnicach, które nie potrafią dochować tajemnicy zamkniętego puzderka, oraz historia niemej żony, która po odzyskaniu mowy zaczyna mówić bez przerwy. Panurg wyciąga z tych żartobliwych przykładów wniosek, że może ożenić się śmiało, choć nadal próbuje trzymać lekarza z daleka od przyszłej żony.
Filozof Wiatraczek odpowiada Panurgowi paradoksalnie, że powinien się żenić i nie żenić zarazem, a potem że ani jedno, ani drugie, co całkowicie miesza Panurgowi w głowie. Gargantua i Pantagruel wyjaśniają, że chodzi o umiar: można mieć żonę, ale nie wolno być przez nią całkowicie zniewolonym ani zaniedbywać Boga, ojczyzny, przyjaciół i własnych obowiązków. Rozdział kończy się więc filozoficznym rozróżnieniem między posiadaniem żony a uzależnieniem całego życia od małżeństwa.
Panurg próbuje wydobyć od Wiatraczka jasną odpowiedź, czy ma się żenić, ale filozof odpowiada wyłącznie wymijająco, sceptycznie i dwuznacznie. Gargantua kpi z takich filozofów, których nie da się „ująć za słowo”, a Pantagruel dowiaduje się, że nieobecny Pletewka został wezwany przed trybunał. Pantagruel postanawia pomóc sędziemu, ponieważ uważa, że jego sprawa może być niesłusznym oskarżeniem starego, zasłużonego człowieka.
Pantagruel zauważa, że Panurg coraz bardziej grzęźnie w niepewności, więc radzi mu zasięgnąć opinii błazna albo szaleńca, bo czasem właśnie oni potrafią powiedzieć prawdę. Przytacza historię głupiego Jasia, który sprawiedliwie rozstrzygnął spór o zapłatę za parę z kuchni: za parę zapłacono brzękiem monety. Opowieść pokazuje, że pozorna głupota może niekiedy prowadzić do trafniejszego sądu niż uczona mądrość.
Panurg zgadza się, aby poradzić się błazna, a Pantagruel wskazuje Trybuleta jako odpowiedniego kandydata. Obaj zaczynają wyliczać przesadnie długie i komiczne określenia jego błazeństwa, czyniąc z niego niemal najdoskonalszego błazna świata. Karpalim zostaje wysłany po Trybuleta, a Pantagruel z towarzyszami rusza do Myrlingii, by przy okazji uczestniczyć w sprawie Pletewki.
Pantagruel przybywa na rozprawę Pletewki, który tłumaczy, że wydawał wyroki za pomocą „kości sprawiedliwości”. Sędzia twierdzi, że losowanie jest zgodne z obyczajem sądowym, a liczbę i zawiłość akt rozpoznaje po liczbie worków z dokumentami. Ostatecznie wyznaje, że przyznaje rację tej stronie, której wypadnie wyższa liczba oczek.
Pletewka wyjaśnia, że mimo rozstrzygania spraw przez rzut kośćmi najpierw przegląda akta dla zachowania formy, ćwiczenia zawodowego i dojrzewania procesu. Według niego przewlekanie spraw jest potrzebne, bo czas wszystko wyjaśnia, a proces powinien dojrzeć jak owoc albo choroba. Rozdział jest satyrą na sądową biurokrację, przewlekłość i pozorną uczoność prawa.
Pletewka opowiada o Piotrze Jendorze, który słynął z godzenia sporów, lecz robił to dopiero wtedy, gdy strony były już zmęczone procesem i pozbawione pieniędzy. Jego syn Tobiasz próbował naśladować ojca, ale zaczynał pojednania zbyt wcześnie i tylko zaostrzał konflikty. Historia pokazuje, że spory najłatwiej kończyć wtedy, gdy same dojrzeją do ugody.
Pletewka porównuje proces do niedojrzałego stworzenia, które dopiero dzięki aktom, pismom, urzędnikom i prawnikom nabiera kształtu, członków i pełnej postaci. Tłumaczy, że dlatego zwleka z wyrokiem, aż sprawa urośnie i stanie się odpowiednio „dojrzała”. Na koniec przytacza przykład dwóch awanturników, których sen ostudził z gniewu, dowodząc, że czas i odpoczynek mogą uśmierzyć nawet gwałtowny spór.
Pantagruel proszony o osądzenie Pletewki nie potępia go surowo, lecz prosi trybunał o łaskę dla starego sędziego. Wskazuje na jego wiek, prostoduszność oraz wieloletnią służbę, w czasie której większość jego wyroków była uznawana za trafne. Proponuje, by Pletewka naprawił krzywdę i dostał młodszego pomocnika, zamiast zostać całkowicie zniszczony przez jeden błąd.
Pantagruel przytacza historię kobiety ze Smyrny, która zabiła drugiego męża i syna, ponieważ wcześniej zamordowali jej dziecko z pierwszego małżeństwa. Sprawa okazała się tak trudna moralnie, że nawet Areopagici odroczyli jej rozstrzygnięcie o sto lat. Przykład ma pokazać niepewność ludzkich sądów i to, że w sprawach zawiłych wyrok bywa równie problematyczny jak losowanie.
Po powrocie Pantagruela pojawia się Trybulet, któremu Panurg składa zabawne dary, a potem prosi go o radę w sprawie małżeństwa. Błazen odpowiada chaotycznie: bije Panurga, rzuca butelką, podsuwa mu niezrozumiałe słowa i zachowuje się jak natchniony szaleniec. Pantagruel uznaje, że nawet takie gesty mogą mieć znaczenie, bo u błaznów mądrość bywa ukryta pod maską obłędu.
Pantagruel interpretuje zachowanie Trybuleta jako kolejną zapowiedź, że Panurg będzie błaznem, rogalem, bitym i oszukanym mężem. Panurg natomiast uparcie odwraca każde znaczenie na swoją korzyść, tłumacząc, że gesty błazna wróżą mu raczej radość, figle i szczęście małżeńskie. Rozdział ponownie pokazuje, że Panurg nie szuka obiektywnej odpowiedzi, lecz takiej interpretacji, która pozwoli mu się ożenić.
Panurg zwraca uwagę, że Trybulet podał mu pustą butelkę, co uznaje za znak odsyłający go do wyroczni Boskiej Flaszy. Pantagruel zgadza się na wyprawę, ale chce najpierw uzyskać pozwolenie Gargantui i przygotować daleką podróż. Panurg z entuzjazmem zapowiada, że dopóki nie usłyszy wyroku Flaszy, nie zdejmie okularów z czapki ani nie wróci do dawnego stroju.
Pantagruel opowiada Gargantui o planowanej wyprawie do wyroczni Boskiej Flaszy i prosi ojca o zgodę, a Gargantua chętnie jej udziela. Przy okazji podkreśla, że dzieci nie powinny zawierać małżeństwa bez wiedzy i zezwolenia rodziców, bo sprzeciwia się to prawu, rozumowi i porządkowi rodzinnemu. Gargantua ostro potępia prawa oraz duchownych, którzy pozwalają na małżeństwa zawierane podstępem lub przemocą, a na koniec pozwala Pantagruelowi rozporządzać skarbcem, arsenałem i ludźmi potrzebnymi do wyprawy.
Pantagruel pożegnał Gargantuę i przybył do portu Talassy, gdzie wraz z Panurgiem, Epistemonem, bratem Janem, Ksenomanesem i innymi towarzyszami przygotował statki do długiej i niebezpiecznej podróży. Załadowano żywność, broń, pieniądze, żeglarzy, tłumaczy i wszelkie potrzebne wyposażenie, w tym wielki zapas pantagruelionu. Następnie narrator szczegółowo opisuje tę roślinę: jej korzeń, łodygę, liście, nasiona, płeć męską i żeńską oraz właściwości, które czynią ją szczególnie cenną.
Rozdział wyjaśnia, jak należy moczyć, suszyć, obierać i rozdzielać włókna pantagruelionu, ponieważ właśnie w nich tkwi największa wartość rośliny. Autor opisuje też nowsze sposoby jej obrabiania oraz zapowiada, że właściwie przygotowany pantagruelion zyskuje niezwykłe zastosowania. Dalej rozwija uczony i żartobliwy wywód o tym, skąd rośliny biorą swoje nazwy: od odkrywców, miejsc, właściwości, podobieństw, kształtu albo działania.
Ziele nazywa się pantagruelionem, ponieważ Pantagruel odkrył jego szczególne użycie, a także dlatego, że przypomina go wielkością, siłą i doskonałością. Roślina ma liczne cudowne właściwości: pomaga w leczeniu, przydaje się w kuchni, ubiorze, piśmiennictwie, drukarstwie, rybołówstwie, wojsku, rzemiośle, transporcie i żegludze. Najważniejsze jest to, że dzięki pantagruelionowi ludzie mogą wiązać, podnosić, przenosić i żeglować, a więc przekraczać granice natury i docierać do odległych krain.
Autor opisuje szczególną odmianę pantagruelionu, czyli asbeston, którego ogień nie niszczy, lecz oczyszcza i wybiela. Roślina ta może okryć ciało lub przedmiot w taki sposób, że po spaleniu zachowa popiół oddzielony od reszty, a sama pozostanie nietknięta. Rozdział kończy się pochwałą Francji jako szczęśliwej ziemi, która rodzi cudowny pantagruelion, przewyższający inne słynne rośliny i materiały.
Autor zwraca się do opojów i podagryków, dziękując im za dar – rzekomy brewiarz, który okazuje się żartobliwym znakiem zachęty do picia i dalszego pisania historii pantagruelicznej. Przywołuje zabawną opowieść o bitwie szpaków ze srokami, z której wywodzi powiedzenie „chrupać sroczkę”, oznaczające mocne i wesołe picie. Następnie cieszy się, że czytelnicy dobrze przyjęli wcześniejsze księgi, zwłaszcza trzecią, i obiecuje kontynuować dzieło jako lekarstwo śmiechem dla chorych, cierpiących i znudzonych. Jednocześnie ostro atakuje potwarców i świętoszkowatych przeciwników swoich książek, porównując ich do ludzi plujących do wspólnej misy, aby innym obrzydzić dobrą strawę.
Autor w nowej przedmowie zwraca się do czytelników z życzeniami zdrowia i radości, podkreślając znaczenie pantagruelizmu, czyli pogodnego ducha i lekceważenia rzeczy przypadkowych. Rozwija myśl, że zdrowie jest największą wartością, a lekarz powinien troszczyć się także o siebie, bo bez zdrowia życie staje się jedynie udręką. Następnie przytacza przykłady umiarkowanych próśb wysłuchanych przez Boga oraz opowieść Ezopa o drwalu Jąderce, który dzięki uczciwości odzyskał siekierę i otrzymał jeszcze złotą oraz srebrną. Z tej historii wyprowadza naukę, że należy mieć umiarkowane pragnienia, bo chciwi naśladowcy Jąderki, wybierając złote siekiery, zostali ukarani, a czytelnicy powinni prosić przede wszystkim o zdrowie i cierpliwie czekać na dalsze przygody Pantagruela.
Pantagruel wyrusza z portu Talassy do wyroczni boskiej Flaszy Bakbuk, żegnany przez modlącego się Gargantuę. Towarzyszą mu m.in. Panurg, brat Jan, Epistemon, Gymnastes, Karpalim i Ksenomanes, a okręty zostają bogato zaopatrzone w ludzi, broń, żywność i pantagruelion. Wyprawa zaczyna się modlitwą, psalmem, ucztą i piciem, po czym flota obiera nową, pomyślną trasę przez morze.
Pantagruel dociera na wyspę Medamothi, gdzie trwa wielki jarmark pełen obrazów, tkanin, zwierząt i osobliwości z dalekich krajów. Towarzysze kupują dziwne dzieła sztuki, a Pantagruel nabywa gobeliny z życiem Achillesa, trzy jednorożce oraz taranta. Największe zdumienie budzi tarant, który potrafi zmieniać barwę skóry i sierści zależnie od otoczenia.
Do Pantagruela przybywa szybki statek Gargantui z posłańcem Malikornem, który przynosi list od ojca. Pantagruel najpierw wypuszcza gołębia z białą wstążką, aby Gargantua natychmiast dowiedział się, że syn jest zdrów i podróż przebiega szczęśliwie. List Gargantui wyraża ojcowską troskę, prośbę o wieści i pozdrowienia dla całej wyprawy.
Pantagruel odpowiada Gargantui listem pełnym wdzięczności, synowskiego oddania i zapewnień o pomyślnym początku wyprawy. Obiecuje prowadzić zapiski z podróży i przesyła ojcu cenne dary: taranta, trzy jednorożce oraz haftowane dzieje Achillesa. Malikorn i jego ludzie zostają hojnie ugoszczeni i obdarowani, po czym wracają do Gargantui, a Pantagruel rusza dalej.
Pantagruel spotyka francuski statek kupiecki wracający z kraju Latarneńczyków i dowiaduje się o zbliżającej się wielkiej kapitule Latarń. Radość z nowin zakłóca kłótnia Panurga z kupcem Jendorkiem, który wyśmiewa jego wygląd i nazywa go rogalem. Spór prawie kończy się walką, ale dzięki interwencji Pantagruela zostaje załagodzony przy wspólnym piciu.
Po pojednaniu Panurg zapowiada bratu Janowi i Epistemonowi, że zaraz urządzi dobrą zabawę, po czym zaczyna prosić Jendorka o sprzedaż jednego barana. Kupiec wyśmiewa go, przechwala się wartością swojego stada i przedstawia barany jako zwierzęta niemal cudowne. Panurg cierpliwie znosi drwiny i pokazuje pełną sakiewkę, dając do zrozumienia, że naprawdę chce dobić targu.
Jendorek dalej przesadnie wychwala swoje barany, przypisując im królewskie pochodzenie, niezwykłe mięso, lecznicze właściwości i cudowne rogi. Panurg zachowuje spokój i konsekwentnie prosi o sprzedaż jednej sztuki, aż kapitan statku przerywa gadulstwo kupca. Ostatecznie Panurg płaci wygórowaną cenę i wybiera najpiękniejszego tryka, którego beczenie natychmiast pobudza całe stado.
Panurg nagle wrzuca kupionego tryka do morza, a za nim wszystkie barany skaczą jeden po drugim, zgodnie ze swoją stadną naturą. Kupiec i pasterze próbują je ratować, lecz sami zostają porwani do wody i giną razem ze stadem. Panurg cieszy się zemstą za wcześniejszą obrazę, a brat Jan przestrzega go, że taka mściwość prowadzi go prosto do piekła.
Wyprawa dociera do trójkątnej wyspy Krewniaczej, zwanej dawniej Płaskonozją, ponieważ jej mieszkańcy mają nosy w kształcie treflowego asa. Wszyscy chełpią się tam pokrewieństwem, lecz ich związki rodzinne opierają się nie na normalnych relacjach, ale na dziwacznych parach nazw, takich jak flądra i sztokfisz, kabza i dukat, siekierka i drzewce. Pantagruel obserwuje te osobliwe zwyczaje z namysłem i uznaje je za bardzo dziwne.
Pantagruel przybywa na bogatą wyspę Szeli, gdzie król Panigon przyjmuje go z wielką dwornością i chce zatrzymać na dłużej. Brat Jan wymyka się jednak od ceremonii i zamiast całowania dam wybiera kuchnię, gdzie najchętniej korzysta z gościny. Mnich wyjaśnia rubasznie, że woli kuchenne przyjemności od dworskich ukłonów i całusów, przytaczając zabawną historię o panu Gierszy.
Epistemon, nawiązując do zachowania brata Jana, opowiada historię z Florencji o mnichu Bernardzie Lardonnie, który znał miasto głównie od strony kuchni, win i jedzenia, a nie zabytków. Rozdział rozwija żartobliwą myśl, że mnichowie szczególnie lubią przebywać tam, gdzie są dobre potrawy, napitek i zapachy pieczeni. W dalszej rozmowie pojawiają się kolejne anegdoty o odwadze, tchórzostwie i zręcznym tłumaczeniu własnego zachowania, po czym podróżnicy opuszczają wyspę Szeli.
Pantagruel dociera do Prokuracji, krainy pełnej Pozwańców, którzy zarabiają na życie tym, że są bici po doręczeniu pozwów. Tłumacz wyjaśnia, że bijatyka staje się dla nich źródłem zarobku, bo po obiciu otrzymują zapłatę i odszkodowanie. Panurg opowiada historię pana Busia, który znalazł sposób na natrętnych Pozwańców, urządzając pozorne wesele i każąc służbie tłuc ich wśród śmiechu i zabawy.
Po pobiciu Pozwańca pan Buś nagradza swoich ludzi i porównuje ich do aktorów z opowieści o mistrzu Franciszku Wilonie. Wilon, chcąc zemścić się na zakonniku, który nie chciał pożyczyć stroju do przedstawienia, wypuścił na niego przebranych diabłów, przez co zakonnik spadł z konia i zginął. Pan Buś chwali domowników za udane odegranie podobnej „tragicznej farsy” i obiecuje im większą płacę oraz liczne podarunki.
Do pana Busia przychodzi kolejny Pozwaniec, ale zostaje wciągnięty w tę samą sztuczkę z pozornym weselem. Po nakarmieniu i napojeniu bierze udział w „godowych upominkach”, które w rzeczywistości są brutalnym biciem żelaznymi rękawicami. Następnego dnia przeor wysyła jeszcze jednego Pozwańca ze świadkami, a dom Busia znów przygotowuje się do tej samej komiczno-przemocowej ceremonii.
Nowy Pozwaniec sam przypomina o zwyczaju rozdawania weselnych kuksańców, przez co nieświadomie daje sygnał do kolejnego bicia. On i jego świadkowie zostają dotkliwie poturbowani, lecz potem wszyscy udają, że była to tylko zabawna część godów. Od tej pory Pozwańcy zaczynają omijać pana Busia, a „gody Busiowe” stają się przysłowiem oznaczającym niebezpieczną gościnę.
Brat Jan sprawdza obyczaje Pozwańców w praktyce, oferując pieniądze temu, kto pozwoli się porządnie obić. Pozwańcy zgłaszają się tłumnie, a wybrany przez mnicha człowiek po ciężkim laniu jest szczęśliwy i gotów przyjąć kolejne za niższą cenę. Rozdział pokazuje absurd tej krainy, w której ból i upokorzenie stały się normalnym sposobem zarobkowania.
Pantagruel przepływa obok wysp Tohu i Bohu, gdzie brakuje jedzenia, ponieważ olbrzym Nosodmuch pożarł wszystkie naczynia kuchenne z powodu braku swojego zwyczajnego pożywienia – wiatraków. Jego żołądek nie potrafi strawić rondli i patelni tak dobrze jak wiatraków, przez co olbrzym ciężko choruje. Ostatecznie Nosodmuch umiera w osobliwy sposób, a narrator zestawia jego śmierć z innymi dziwacznymi zgonami znanymi z historii i anegdot.
Podróżnicy spotykają statki pełne mnichów płynących na sobór, a Panurg uznaje to za dobry znak i hojnie ich obdarowuje. Wkrótce jednak nadciąga gwałtowna burza morska, która zamienia morze i niebo w chaos piorunów, fal, wiatru i ciemności. Panurg wpada w panikę, wymiotuje, lamentuje, składa śluby i marzy tylko o tym, by znaleźć się na stałym lądzie.
Podczas burzy Pantagruel modli się i pomaga przy sterze, a brat Jan, Epistemon i inni pracują razem z załogą. Panurg natomiast trzęsie się ze strachu, płacze, krzyczy o spowiedź i uważa się za zgubionego. Brat Jan beszta go za tchórzostwo i bezczynność, przeciwstawiając jego lamentom własną energię, przekleństwa i gotowość do pracy.
Burza staje się tak silna, że żeglarze próbują ratować okręt, ale w końcu muszą zdać go niemal całkowicie na wolę żywiołu i Boga. Panurg dalej panikuje, prosi o sondowanie głębokości, chce rzucać kotwice, składać śluby i pisać testament. Brat Jan i załoga nadal walczą z burzą, a rozdział kontrastuje praktyczne działanie marynarzy z bezradnym strachem Panurga.
Panurg chce sporządzić testament, ale Epistemon tłumaczy mu, że w czasie burzy jest to niedorzeczne i bezużyteczne, bo albo przeżyją, albo dokument utonie razem z nimi. Panurg mimo to fantazjuje, że fale mogą wyrzucić jego testament na brzeg i że ktoś urządzi mu wspaniały pogrzeb. Brat Jan znów ostro go strofuje, bo zamiast pomagać załodze, Panurg tylko biadoli, obiecuje i myśli o własnej śmierci.
Pantagruel dostrzega ziemię i oznaki poprawy pogody, a sternik oraz załoga zaczynają naprawiać ustawienie masztów i żagli. Burza stopniowo ustaje, wszyscy odzyskują odwagę, a Epistemon rozpoznaje pomyślne znaki na niebie. Pantagruel podkreśla, że choć śmierć na morzu jest szczególnie straszna, nikt z wyprawy nie zginął, więc należy dziękować Bogu, a uszkodzone statki gruntownie naprawić.
Po ustaniu burzy Panurg natychmiast zaczyna udawać odważnego i pracowitego, choć wcześniej trząsł się ze strachu. Oferuje wszystkim pomoc, wyśmiewa brata Jana i twierdzi, że prawie wcale się nie bał. Jego przechwałki są komiczne, bo nadal zdradza lęk, mówiąc, że okręt dzieli od śmierci tylko dwa cale desek.
Panurg po burzy udaje wielkiego robotnika i pobożnego człowieka, ale brat Jan wyśmiewa go, twierdząc, że nie grozi mu śmierć przez wodę, lecz raczej przez ogień albo szubienicę. Mnich żartuje, że skóra Panurga byłaby doskonała na nieprzemakalne okrycia, bo woda najwyraźniej mu nie szkodzi. Panurg próbuje jeszcze pomniejszyć swój ślub złożony świętemu Mikołajowi, zapowiadając, że kapliczkę wrzuci na dno wody, co pokazuje jego spryt i niewierność własnym obietnicom.
Pantagruel ląduje na wyspie Makreonów, gdzie mieszkańcy przyjmują podróżników życzliwie, a załoga schodzi na ląd, suszy się, ucztuje i naprawia statki. Wyspa okazuje się pełna starych świątyń, grobowców, obelisków i napisów w różnych językach. Pantagruel rozmawia z Makrobem o przyczynach niedawnej burzy i wyjaśnia, że celem wyprawy jest wyrocznia Bakbuk i orędzie Boskiej Flaszy.
Makrob tłumaczy, że na wyspie mieszkają starzejący się bohaterowie i demony, a śmierć jednego z nich wywołała straszną burzę. Według niego zgon wielkich dusz powoduje znaki w naturze: wichry, zarazy, ciemności, lamenty i zamieszanie na morzu. Pantagruel rozwija tę myśl, porównując wielkie dusze do świecy, która za życia rozjaśnia świat, a przy zgaśnięciu zostawia przykry dym.
Pantagruel mówi, że przed śmiercią wielkich i bohaterskich dusz niebo często daje znaki, takie jak komety, dziwy powietrzne i zjawiska przeciwne naturze. Epistemon wspomina straszne znaki, które poprzedziły śmierć Wilhelma Dubiela, pana Langeńskiego, ważnego dla Francji rycerza. Brat Jan pyta, czy bohaterowie i półbogowie mogą umierać, a Pantagruel odpowiada, że choć ich życie bywa bardzo długie, dusze rozumne są nieśmiertelne.
Pantagruel przytacza historię egipskiego pilota Thamousa, któremu tajemniczy głos nakazał ogłosić, że wielki bóg Pan umarł. Gdy Thamous wypowiedział te słowa, rozległy się straszne lamenty i jęki, a wieść dotarła aż do Rzymu. Pantagruel interpretuje tę opowieść chrześcijańsko, odnosząc śmierć Pana do śmierci Chrystusa, po czym milknie i wzrusza się do łez.
Po naprawie okrętów podróżnicy przepływają obok Wyspy Ścichapęków, rządzonej przez króla Popielca. Ksenomanes odradza Pantagruelowi odwiedziny, opisując Popielca jako ponurego, postnego, nabożnego i dziwacznego władcę, żyjącego śledziami, sałatą i smutkiem. Wyjaśnia też, że Popielec prowadzi odwieczną wojnę z tłustymi Kiełbaskami, które mieszkają na Wyspie Dzikiej.
Ksenomanes tworzy groteskową „anatomię” Popielca, opisując jego organy wewnętrzne przez absurdalne porównania do naczyń, narzędzi, sprzętów i przedmiotów codziennych. W ten sposób Popielec zostaje pokazany jako poczwarny, śmieszny i nienaturalny twór, bardziej alegoria niż zwykły człowiek. Opis ośmiesza jego rozum, pamięć, wolę i sumienie, sugerując, że cały jego umysł jest równie zniekształcony jak ciało.
Ksenomanes kontynuuje opis Popielca, tym razem skupiając się na jego zewnętrznych częściach ciała. Każdy element jego wyglądu zostaje porównany do przedmiotów dziwacznych, brzydkich albo komicznie niepasujących, przez co postać staje się jeszcze bardziej groteskowa. Rozdział buduje obraz Popielca jako ucieleśnienia brzydoty, śmieszności i nienaturalności.
Ksenomanes opisuje cudaczne właściwości Popielca: z jego kaszlu, kichania, płaczu, potu czy ziewania wydobywają się potrawy, przedmioty i absurdalne zjawiska. Popielec wszystko robi na opak: pracuje nic nie robiąc, pości jedząc, łowi raki w powietrzu i boi się własnego cienia. Pantagruel porównuje go do dziecka Antyphysis, czyli przeciwieństwa Natury, z której rodzą się potworności, przewrotność i wszelkie wynaturzenia.
W pobliżu Wyspy Dzikiej podróżnicy dostrzegają ogromnego Physetera, potwora morskiego wyrzucającego wodę jak wielka rzeka. Flota ustawia się do obrony, brat Jan staje gotów do walki, a Panurg wpada w panikę i porównuje bestię do Lewiatana oraz potwora przeznaczonego dla Andromedy. Pantagruel uspokaja wszystkich, zapowiadając, że sam przebije potwora, lecz Panurg dalej widzi w nim pewną śmierć.
Physeter atakuje flotę strumieniami wody, a pociski i artyleria okazują się prawie bezskuteczne wobec jego skóry. Wtedy Pantagruel pokazuje swoją niezwykłą siłę i celność, trafiając potwora ogromnymi pociskami w szczęki, oczy, ogon, kręgosłup i boki. Ostatecznie Physeter ginie, a jego ciało, naszpikowane belkami, wygląda jak dziwaczne rusztowanie statku.
Po zabiciu Physetera podróżnicy przybijają do Wyspy Dzikiej, aby wysuszyć się, odpocząć i przygotować posiłek. Podczas uczty Pantagruel zauważa Kiełbaski wspinające się na drzewa, a Ksenomanes wyjaśnia, że są to mieszkańcy wyspy, od dawna walczący z Popielcem. Opowiada też, że konflikt między Popielcem a Kiełbaskami stał się tak zawzięty, iż nie da się ich pogodzić, podobnie jak kotów ze szczurami.
Brat Jan zauważa, że Kiełbaski mogą wziąć Pantagruela za Popielca, dlatego radzi przerwać ucztę i przygotować się do obrony. Pantagruel odkrywa zasadzkę: z jednej strony czają się tłuste Kiełbaski, a z drugiej nadciąga wielki oddział olbrzymich Kiełbasek w szyku bojowym. Towarzysze uznają, że trzeba zachować ostrożność, bo pozorna przyjaźń może być podstępem, a historia zna wiele przykładów zgubnych zasadzek.
Pantagruel, widząc zagrożenie ze strony Kiełbasek, każe sprowadzić załogę i rotmistrzów Łuszczykiełbasę oraz Siekajkichę. Epistemon uznaje ich imiona za dobrą wróżbę, a Pantagruel rozwija długi, uczony wywód o tym, że imiona mogą zapowiadać los, zwycięstwo albo klęskę. Na końcu Pantagruel przygotowuje żołnierzy do walki, ale zabrania im zaczynać bitwę jako pierwszym.
Narrator przekonuje czytelników, że Kiełbasek nie wolno lekceważyć, bo w historii i mitologii pojawiały się istoty podobne do kiełbasek, wężów lub półwężów. Przywołuje olbrzymów, węża kuszącego Ewę, Meluzynę i inne niezwykłe postacie, aby udowodnić, że kiełbasiana natura może być sprytna, groźna i godna uwagi. Rozdział jest żartobliwą obroną prawdziwości absurdalnej opowieści.
Brat Jan stwierdza, że z Kiełbaskami najlepiej poradzą sobie nie rycerze, lecz kucharze, bo to oni najlepiej znają się na krojeniu, smażeniu i oprawianiu podobnych przeciwników. Pantagruel pozwala mu działać, a mnich idzie do kuchni i zagrzewa kucharzy do walki. Kuchty z entuzjazmem uznają brata Jana za wodza i przygotowują się do bitwy pod hasłem Nabuzardan.
Na rozkaz brata Jana inżynierowie składają wielką machinę wojenną w kształcie maciory, przypominającą konia trojańskiego. W jej wnętrzu ukrywa się ponad dwustu kucharzy uzbrojonych i gotowych do walki. Rozdział wylicza komicznie ich imiona, podkreślając, że ta armia kuchenna ma stać się tajną bronią przeciw Kiełbaskom.
Gymnastes próbuje pokojowo przemówić do Kiełbasek, ale zostaje zaatakowany, więc rozpoczyna się bitwa. Pantagruel łamie Kiełbaski na kolanie, Łuszczykiełbasa i Siekajkicha sieką przeciwników, a brat Jan wypuszcza z maciory kucharzy, którzy uderzają na krwawe kiszki i serdelki. Walkę przerywa cudowny latający prosiak, który zrzuca słoiki musztardy i krzyczy „Zapusty”.
Pantagruel rozmawia z królową Kiełbasek, Niphleseth, która tłumaczy, że atak był wynikiem pomyłki, bo Kiełbaski wzięły go za Popielca. Królowa prosi o przebaczenie i oferuje mu lenne poddaństwo oraz coroczną daninę z kiełbasek. Pantagruel okazuje łaskę, przyjmuje pokój, a cudownego prosiaka uznaje się za Ideał Mięsopusta, opiekuna Kiełbasek.
Pantagruel trafia na wyspę Ruach, której mieszkańcy żywią się wyłącznie wiatrem. Biedniejsi używają wachlarzy, bogaci ucztują przy wiatrakach, a wszyscy rozmawiają o smakach różnych wiatrów tak, jak inni mówią o winie. Ich życie jest pełne wzdęć, czkania i chorób wietrznych, a dusze mieszkańców wychodzą z ciała przez zadek.
Pantagruel uznaje mieszkańców Ruach za szczęśliwych, bo ich pożywienie nic nie kosztuje, ale podesta wyjaśnia, że mały deszcz potrafi zniszczyć im całą ucztę, kładąc wiatr na ziemię. Opowiada też o olbrzymie Wiatrodmuchu, który co roku pożerał im wiatraki i mieszki z wiatrem. Pantagruel pociesza ich wiadomością, że Wiatrodmuch już nie żyje, bo udławił się maślanym placuszkiem.
Pantagruel dociera na wyspę Papfigów, dawniej Wesołków, którzy popadli w niewolę Papimanów za to, że jeden z nich pokazał figę portretowi papieża. Wyspa jest biedna, nieszczęśliwa i prześladowana, a mieszkańcy żyją pod ciężarem dawnej kary. W kaplicy podróżnicy widzą chłopa zanurzonego w kropielnicy, ponieważ przygotowuje się do starcia z małym diabłem, który rości sobie prawa do jego pola.
Chłop dwa razy oszukuje młodego diabła przy podziale plonów: najpierw oddaje mu podziemne ściernie pszenicy, a potem nadziemne liście rzepy. Diabeł za każdym razem wybiera gorszą część i zostaje wyśmiany na targu. W końcu proponuje pojedynek na drapanie, chcąc siłą odzyskać pole.
Żona chłopa obmyśla sposób na diabła i udaje, że mąż tylko lekko ją zadrapał, a już uczynił jej straszliwą ranę. Pokazuje diabłu swoje ciało w taki sposób, że ten, przerażony rzekomą siłą pazurów chłopa, ucieka i zrzeka się pola. Pantagruel, widząc nędzę Papfigów, zostawia w kościele dużą jałmużnę.
Pantagruel przybywa na wyspę Papimanów, których mieszkańcy czczą papieża jako „Boga na ziemi”. Gdy dowiadują się, że podróżnicy widzieli papieża, padają przed nimi na kolana i traktują ich jak błogosławionych. Biskup Homenas wita ich uroczyście i prowadzi na wyspę, gdzie kult papieża przybiera przesadną i satyryczną formę.
Homenas prowadzi podróżników do kościoła, aby pokazać im święte Dekretalia, księgę zawieszoną przy wejściu i bogato ozdobioną klejnotami. Twierdzi, że Dekretalia zostały zesłane z nieba i są ważniejsze niż zwykłe księgi, dlatego można je oglądać tylko ze szczególną czcią. Panurg i brat Jan szybko sprowadzają pobożną atmosferę do żartów o jedzeniu, piciu i pośpiechu.
Po mszy Homenas odsłania obraz papieża, zamknięty za licznymi kłódkami, i każe wszystkim całować kij, którym dotknięto wizerunku. Papimanie wierzą, że nawet oglądanie portretu daje odpust grzechów, a papież ma władzę karać królów, cesarzy i heretyków. Pantagruel i jego towarzysze widzą w tym przesadny, groteskowy kult, choć Homenas uważa go za najwyższą świętość.
Po mszy Papimanie urządzają wystawną ucztę, sfinansowaną z datków zebranych na cześć ludzi, którzy widzieli papieża. Homenas wygłasza długie pochwały Dekretaliów, Sekstów, Klementyn i Ekstrawagantów, przedstawiając je jako źródło szczęścia, pokoju i zbawienia. Cała scena ośmiesza ślepe uwielbienie dla kościelnych dokumentów, które zostaje zestawione z obżarstwem, piciem i zachwytem nad usługującymi dziewczętami.
Towarzysze Pantagruela opowiadają Homenasowi coraz bardziej absurdalne historie o tym, jak użycie Dekretaliów do zwykłych celów kończyło się karą, chorobą, zepsuciem towaru albo cudowną nietykalnością księgi. Homenas każdą taką opowieść uznaje za cud i dowód boskiej mocy Dekretaliów. Rozdział wyśmiewa zabobonną wiarę w świętość papieru oraz gotowość do widzenia cudu w każdej niedorzeczności.
Epistemon zauważa, że Dekretalia mają niezwykłą moc wyciągania z Francji do Rzymu ogromnych sum pieniędzy. Homenas uważa to za dowód ich wielkości i twierdzi, że żadna inna księga nie ma takiej złotopłynnej siły. Jednocześnie z fanatyczną gorliwością domaga się kar dla heretyków, co podkreśla satyryczny obraz chciwości i przemocy ukrytej pod pozorem religijności.
Po uczcie Homenas obdarowuje Pantagruela i jego towarzyszy pięknymi gruszkami, które nazywa po prostu gruszkami, choć później wychodzi na jaw ich nazwa chrześcijanki. Pantagruel chwali owoce i zastanawia się nad ich kulinarnym zastosowaniem. Rozdział kończy wizytę u Papimanów w tonie żartobliwym, łącząc religijne nazwy z przyziemnym apetytem.
Na pełnym morzu Pantagruel słyszy w powietrzu ludzkie głosy, choć nikogo nie widać. Pilot wyjaśnia, że są to słowa i odgłosy bitwy, które zimą zamarzły w powietrzu, a teraz odtajają pod wpływem ciepła. Towarzysze zaczynają słyszeć krzyki, szczęk broni, rżenie koni i inne głosy, co budzi w nich zdumienie i lęk.
Pantagruel rzuca na pokład garść zamarzniętych słów, które wyglądają jak kolorowe cukierki lub perełki. Gdy ogrzewają się w dłoniach, topnieją i zaczynają wydawać dźwięki, czasem niezrozumiałe, a czasem sprośne albo wojenne. Pantagruel nie pozwala ich zbierać na zapas, uznając, że słów jest dość na świecie i nie warto ich chować jak kosztowności.
Pantagruel dociera na trudną do zdobycia wyspę, której szczyt okazuje się piękny i żyzny jak raj, a włada nią Gaster, czyli Brzuch. Narrator przedstawia Gastera jako prawdziwego mistrza wszystkich sztuk, bo to głód i potrzeba jedzenia zmuszają ludzi do wynalazków, pracy, rzemiosł i podstępów. Rozdział pokazuje, że brzuch rządzi światem skuteczniej niż królowie, prawa i filozofia.
Na dworze Gastera Pantagruel spotyka Engastrimytów, czyli brzuchomówców i oszustów udających proroków, oraz Gastrolatrów, czyli czcicieli brzucha. Engastrimyci mamią prostych ludzi rzekomymi głosami z wnętrza ciała, a Gastrolatrzy całe życie podporządkowują jedzeniu i wygodzie. Pantagruel gardzi jednymi i drugimi, widząc w nich ludzi, dla których brzuch stał się bogiem.
Gastrolatrzy ustawiają się uroczyście przed Gasterem, niosąc poczwarny drewniany posążek Manduka, który wygląda jak karykatura żarłoczności. Następnie składają swojemu bogu ogromną ofiarę z potraw, mięs, pasztetów, kiełbas, owoców, ciast, konfitur i win. Rozdział jest przesadnym katalogiem obżarstwa i pokazuje, że kult brzucha zamienia się w religijną parodię jedzenia.
Gastrolatrzy w dni postne składają Gasterowi ogromne ofiary z ryb, kawioru, ostryg, jaj, sałat, kasz, owoców, bakalii i trunków, dbając, by nawet post był obfity i sycący. Pantagruel brzydzi się tym widowiskiem, bo kult brzucha przybiera tu formę parodii religijnej czci. Sam Gaster zaprzecza jednak swojej boskości i odsyła czcicieli do własnych wydzielin, pokazując, że ich „bóg” jest tylko nędzną cielesną potrzebą.
Pantagruel obserwuje Gastera jako pierwszego mistrza sztuk, który z potrzeby zdobycia chleba wynalazł rolnictwo, kowalstwo, młyny, pieczenie, transport, żeglugę, budowę miast i fortyfikacji. Gaster tworzy też sposoby ochrony zboża przed suszą, deszczem, gradem, wichrem, rabusiami i oblężeniami. Rozdział pokazuje, że głód i troska o pożywienie są źródłem wielu ludzkich wynalazków, także wojennych.
Gaster, chcąc bronić swojego chleba i zboża, wymyśla sposób zabezpieczenia się przed kulami armatnimi. Używa magnesu i innych osobliwych właściwości natury, aby zatrzymać pociski w powietrzu albo nawet odwrócić je przeciw nieprzyjacielowi. Cały wywód łączy fantastyczną technikę z przykładami cudownych mocy roślin, zwierząt i minerałów, podkreślając pomysłowość zrodzoną z potrzeby przetrwania.
W pobliżu wyspy Chaneph flota zatrzymuje się z powodu zupełnej ciszy na morzu, a towarzysze Pantagruela nudzą się i zajmują drobnymi czynnościami. Po przebudzeniu Pantagruela każdy zadaje mu własne pytanie, m.in. o sposób spędzania czasu, lekarstwo na nudę, ziewanie, drzemkę, głód i równowagę żołądka. Pantagruel odpowiada, że na wszystkie te problemy najlepszym rozwiązaniem jest posiłek, bo „zgłodniały żołądek nie ma uszu”.
Pantagruel nie odpowiada teoretycznie na pytania towarzyszy, tylko każe przygotować obiad, który praktycznie rozwiązuje ich dolegliwości. Załoga nie ląduje na wyspie Chaneph, zamieszkanej przez obłudników, pustelników i filutów, ale Pantagruel wysyła jej mieszkańcom jałmużnę. Po jedzeniu wszyscy czują się lepiej, a ich wcześniejsze problemy – ziewanie, senność, osłabienie i głód – znikają same.
Po uczcie towarzysze Pantagruela żartują, piją, rozmawiają i uznają, że jedzenie oraz wino uleczyły ich z trosk cielesnych i duchowych. Pantagruel wyjaśnia, że czas spędzili dobrze, bo odpoczynek, posiłek i picie przywróciły im siły, a nawet zbiegły się z powrotem pomyślnego wiatru. Rozdział chwali wesołą wspólnotę stołu, ale też żartobliwie dowodzi, że człowiek po jedzeniu i piciu staje się lżejszy, weselszy i bardziej gotowy do drogi.
Pantagruel zbliża się do wyspy złodziejskiej, ale nie chce na niej lądować, choć załoga potrzebuje wody i drewna. Panurg boi się mieszkańców, brat Jan chce się z nimi bić, a Pantagruel ufa wewnętrznemu przeczuciu, które odradza mu zejście na ląd. Zamiast tego każe oddać salwę z dział ku górze podobnej do Parnasu, aby żartobliwie pozdrowić Muzy.
Po huku armat Panurg wypada z kryjówki przerażony, brudny, półubrany i trzyma kota Sadłożreja, którego wziął za małego diabła. Brat Jan i Pantagruel odkrywają, że Panurg ze strachu pofajdał się, choć ten natychmiast próbuje udawać odważnego i tłumaczyć wszystko żartem. Rozdział kolejny raz ośmiesza jego tchórzostwo, przeciwstawiając wielkie przechwałki Panurga jego rzeczywistemu zachowaniu.
Autor zwraca się do czytelników w rubasznym tonie i rozważa powiedzenie, że „świat nie jest już durny”, tłumacząc je jako przejście od głupoty do mądrości dzięki popularności ksiąg pantagruelicznych. Przeciwstawia te wesołe, „soczyste” książki nudnym i ciemnym pismom, a zarazem atakuje świętoszków, mnichów i przeciwników literatury pantagruelicznej, którzy próbują obrzydzić ją innym. Na końcu skromnie przedstawia siebie jako pisarza rzeczy prostych i błahych, ale prosi, by jego dzieło przyjęto życzliwie, bo także ono może mieć wartość, humor i pożytek dla czytelników.
Pantagruel i jego towarzysze dopływają do Wyspy Dzwonnej, z której dobiega ogromny, nieustanny dźwięk dzwonów i śpiewów. Zanim mogą tam wejść, spotykają pustelnika Pludriana, który każe im odbyć czterodniowy post, co Panurg przyjmuje z wielką niechęcią i żartami.
Po poście podróżnicy trafiają do Odźwiernika, który wyjaśnia, że dawni mieszkańcy wyspy, Grajkowie Pogrzebni, przemienili się w ptaki. Ptaki te zachowują się jak ludzie, jedzą, piją, śpiewają i żyją w okazałych klatkach, a ich nazwy parodiują duchowieństwo i hierarchię kościelną. Wyspę zanieczyszczają jednak obrzydłe Kapuzy, których nie sposób wytępić.
Odźwiernik tłumaczy, że na wyspie może istnieć tylko jeden Papagos, tak jak w roju pszczół jedna królowa albo na niebie jedno słońce. Gdy kiedyś pojawiło się dwóch Papagosów, wybuchł ogromny rozłam, a ptaki zaczęły walczyć między sobą. Rozdział jest satyrą na spory o władzę papieską i kościelne podziały.
Pantagruel pyta, skąd biorą się ptaki-klerycy, a Odźwiernik wyjaśnia, że przybywają z krain Dzień-bez-chleba i Za-wiele-was-tu. Rodziny oddają na wyspę dzieci kalekie, nieudane albo nadliczbowe, a także ludzi biednych, leniwych, przegranych lub uciekających przed karą. Rozdział pokazuje, że Wyspa Dzwonna staje się schronieniem dla tych, którzy chcą żyć wygodnie bez pracy.
Podróżnicy oglądają dziwne ptaki zwane Komdorami, które nie śpiewają, ale za to jedzą podwójnie. Nie mają samic, są chorowite i noszą znaki przypominające godła oraz odznaki. Odźwiernik wyjaśnia, że szukają pewnych wielkich drapieżnych ptaków z innego świata, a potem prowadzi gości do uczty.
Odźwiernik wyjaśnia, że ptaki nie pracują i nie uprawiają ziemi, bo żyją z dochodów płynących z całego świata. Szczególnie chwali Turenię, która dostarcza im wielkich bogactw, dzięki czemu ptaki mogą jeść, pić i śpiewać przy stołach. Rozdział kpi z duchowieństwa utrzymywanego z cudzych majątków i danin.
Panurg opowiada bajkę o ośle, który trafia do końskiej stajni i zachwyca się dobrym jedzeniem, lecz ucieka, gdy dowiaduje się, że konie nie mogą tam swobodnie korzystać z miłosnych przyjemności. Alegoria odnosi się do życia na Wyspie Dzwonnej, gdzie wygoda i obfitość idą w parze z ograniczeniami. Odźwiernik rozumie aluzję i ucina rozmowę, a Panurg mimo to żartuje z pięknej przeoryszki-ptaka.
Pantagruelowi udaje się zobaczyć Papagosa, choć Odźwiernik ostrzega, że jest to ptak trudno dostępny i niebezpieczny. Panurg drwi z jego wyglądu, porównując go do dudka, lecz szybko zostaje uciszony, bo Papagos ma rzekomo moc rzucania piorunów, burz i klątw. Rozdział wyśmiewa nietykalność najwyższej władzy kościelnej i strach przed jej gniewem.
Podróżnicy trafiają na pustą wyspę, gdzie na drzewach rosną narzędzia, noże, miecze, piki i inne żelazne przedmioty. Wystarczy potrząsnąć drzewem, aby spadła broń lub narzędzie, choć trzeba uważać, by nie zostać przebitym. Wyspa ukazuje świat, w którym natura rodzi gotowe przedmioty wojny i pracy, czasem jednak popełniając komiczne pomyłki.
Na Wyspie Kosterów podróżnicy widzą wielkie kostki do gry, w których mieszkają diabły hazardu. Narrator żartobliwie dowodzi, że gracze, wołając nazwy oczek, w istocie przyzywają diabły i stają się ich wyznawcami. Pokazany im „święty Graal” okazuje się tylko głową pieczonego królika, co ośmiesza zabobonną cześć dla rzekomych relikwii.
Podróżnicy zostają uwięzieni w Kaźni przez Pazdura i Spaśne Koty, ponieważ ktoś z ich orszaku próbował sprzedać kapelusze rogate. Spaśne Koty są przedstawione jako drapieżne, krwawe i chciwe bestie, które zagarniają wszystko pod pozorem sprawiedliwości. Stary żebrak ostrzega, że ich władza opiera się na łupiestwie, strachu i przewrotnej sprawiedliwości.
Pazdur stawia podróżnikom absurdalną zagadkę i grozi im, jeśli nie odpowiedzą. Gdy narrator powołuje się na niewinność, Pazdur wyjaśnia, że w jego sądzie niewinność nie chroni nikogo, bo prawa łapią małych, a wielkim pozwalają uciec. Brat Jan oburza się na tę niesprawiedliwość i wdaje się z Pazdurem w gwałtowną kłótnię.
Panurg rozwiązuje zagadkę, mówiąc, że chodzi o czarnego robaka zrodzonego z białego bobu, po czym obrzuca Spaśne Koty obelgami. Najskuteczniejszym argumentem okazuje się jednak nie mądrość, lecz sakiewka pełna dukatów, którą Panurg rzuca na środek sali. Koty natychmiast łagodnieją, uznają proces za dobry i wypuszczają podróżników, żądając jeszcze dodatkowych podarunków.
Brat Jan widzi statki pełne zwierzyny, drobiu, jedwabiu i innych darów przeznaczonych dla Pazdura oraz Spaśnych Kotów. Dowiaduje się, że są to Kubany, czyli łapówki składane ze strachu przed ich okrucieństwem. Rozdział ukazuje społeczeństwo, które bardziej boi się skorumpowanych urzędników niż króla i prawa.
Brat Jan chce wrócić i rozprawić się ze Spaśnymi Kotami jak Herkules z potworami, aby uwolnić kraj od ich tyranii. Panurg stanowczo odmawia, bo nadal drży ze strachu po pobycie w Kaźni, a Pantagruel i inni nie podejmują walki. Ostatecznie odpływają, lecz gwałtowny wiatr prawie zawraca ich ku siedzibie Pazdura, co ponownie przeraża Panurga, szczególnie dlatego, że stracił tam swoją sakiewkę.
Pantagruel i jego towarzysze trafiają na wyspę Apedeftów, gdzie wszystko obraca się wokół pism, rachunków, podatków, poborów i urzędniczego wyciskania pieniędzy. Mieszkańcy, zwani „Panami”, mają długie palce i krogulcze pazury, którymi wyciskają z różnych „szczepów” złoto, czyli dochody z podatków, dziesięcin, domen i danin. Rozdział jest satyrą na bezduszną administrację skarbową, która pod pozorem prawa i rachunków ogałaca ludzi z majątku.
Podróżnicy trafiają do krainy Bukłaków, ludzi tłustych i workowatych, którzy rozcinają sobie skórę, aby wypuszczać nadmiar tłuszczu. Dowiadują się, że miejscowy gospodarz obchodzi „pękowiny”, czyli umiera przez pęknięcie brzucha z obżarstwa. Panurg próbuje doradzić, jak można by go opasać i uratować, ale wkrótce rozlega się odgłos śmierci, oznajmiający, że brzuch nieszczęśnika już pękł.
Statek Pantagruela wpada w niebezpieczny wir, a potem osiada na mieliźnie, co wprawia załogę w smutek, a Panurga w kolejną falę lęku. Z pomocą przybywa Henryk Chwost ze statkiem pełnym ludzi Pani Kwinty i za pomocą tysięcy przedziurawionych bębnów udaje mu się ściągnąć okręt z piasku. Po udzieleniu pomocy ich statek zostaje zalany przez wieloryby, co Panurg przyjmuje z ogromną radością i złośliwym śmiechem.
Podróżnicy docierają do królestwa Kwinty-Essencji, zwanego też Entelechią, gdzie już przy wejściu muszą uważać na właściwą nazwę królowej. Strażnicy objaśniają, że imię Entelechia jest jedyną poprawną formą, a wszelkie inne określenia są błędem uczonych mędrków. W pałacu podróżnicy widzą tłumy chorych, a królestwo od początku jawi się jako satyra na abstrakcyjną filozofię, uczoną gadaninę i sztuczną terminologię.
Królowa Kwinta-Essencja zostaje przedstawiona jako niezwykła władczyni, która potrafi leczyć wszystkie choroby samą muzyką, bez dotykania chorych. Na osobliwych organach, zbudowanych z elementów leczniczo-lewatywnych, uzdrawia trędowatych, zatrutych, ślepych, głuchych, niemych i sparaliżowanych. Jej przemowa jest pełna napuszonych abstrakcji, a gdy zaprasza podróżników na ucztę, okazuje się, że sama żywi się pojęciami i kategoriami, zaś gościom podaje się prawdziwe jadło.
Po obiedzie królowa i jej dwór oddają się osobliwym rozrywkom, tańcom i pokazom cudownych sztuk. Dworzanie Kwinty leczą choroby w absurdalny sposób: pantoflem, młotkiem, lisim ogonem, dziwnymi rytuałami i przemianami, a nawet odmładzają stare kobiety. Rozdział ośmiesza cudotwórczą pseudonaukę i fantastyczne obietnice lekarzy, alchemików oraz znachorów.
Dworzanie Kwinty wykonują kolejne niemożliwe albo bezsensowne czynności: wybielają Murzynów, sieją na piasku, doją kozły, łowią wiatr sieciami, krają ogień nożem i robią wielkie rzeczy z niczego. Ich zajęcia są parodią jałowej scholastyki, alchemii i pseudouczonych eksperymentów. Królowa uznaje jednak podróżników za godnych wtajemniczenia i nadaje im zaszczytną godność Abstraktorów.
Kwinta-Essencja wydaje rozkaz przygotowania wieczerzy w bardzo uczonym, przesadnie abstrakcyjnym stylu. Dwór i goście otrzymują wystawną ucztę pełną rzadkich potraw, ale królowa sama je wyłącznie ambrozję i nektar. Najdziwniejsze jest to, że nie gryzie samodzielnie: jej słudzy przeżuwają za nią jedzenie i wlewają je złotym lejkiem prosto do żołądka, co pokazuje jej sztuczność, oderwanie od życia i życie przez pośredników.
Po wieczerzy odbywa się niezwykły bal-turniej, który w rzeczywistości przypomina żywą partię szachów. Trzydzieści dwie osoby, podzielone na złoty i srebrny hufiec, poruszają się po szachownicy zgodnie z zasadami figur: królów, królowych, wież, konnych, łuczników i nimf. Całość łączy taniec, muzykę, strategię i dworską grę, tworząc widowisko pełne porządku, elegancji i taktycznych zasad.
Rozdział szczegółowo opisuje przebieg kolejnych części szachowego turnieju, w którym figury tańczą, walczą, biorą się do niewoli i próbują osaczyć króla przeciwnika. Najpierw zwycięża hufiec srebrny, potem znów srebrny, a w trzecim, najszybszym i najbardziej widowiskowym tańcu triumf przypada królowi złotemu. Widowisko zachwyca podróżników, ponieważ łączy muzykę, ruch, strategię i piękno w niemal nadludzką harmonię.
Podróżnicy przybywają na wyspę, gdzie drogi są istotami żywymi i same prowadzą ludzi do celu. Wystarczy wsiąść na odpowiednią drogę, aby bez wysiłku dotrzeć do młyna, gospody, miasta czy rzeki. Rozdział przedstawia też „zawalidrogi” i „szlifibruków”, którzy szkodzą drogom, przez co są surowo karani.
Na wyspie Trepków Pantagruel poznaje groteskowy zakon Braci Buczących, których wygląd, strój, obyczaje i modlitwy są odwróceniem normalnego porządku. Mnisi śpią w butach i ostrogach, ziewają jako formę śniadania, buczą zamiast śpiewać, a ich procesje, posiłki i ćwiczenia duchowe są pełne absurdu. Rozdział jest satyrą na dziwaczne reguły zakonne, pustą obrzędowość i monastyczne wynaturzenia.
Panurg wypytuje jednego z Braci Buczących o kobiety, jedzenie, obyczaje i życie klasztorne, ale mnich odpowiada wyłącznie krótkimi, jednosylabowymi słowami. Z tych odpowiedzi wyłania się obraz zakonu pełnego obżarstwa, lubieżności, przemocy i hipokryzji. Panurg zachwyca się zwięzłością braciszka, a brat Jan i Epistemon kpią z mnichów, którzy mówią mało, ale jedzą i używają życia bardzo dużo.
Epistemon krytykuje post, twierdząc, że zamiast umartwiać ciało, pobudza zmysły, choroby i obłudę. Wskazuje, że postne potrawy często rozpalają pożądliwość, a lekarze mogą bronić postu, bo dzięki niemu mają więcej chorych i zarobku. Panurg żartobliwie podpuszcza Brata Buczącego, aby uznał Epistemona za heretyka zasługującego na spalenie, co jeszcze mocniej ośmiesza fanatyzm i bezmyślność religijną.
Podróżnicy trafiają do krainy Atłasowej, gdzie drogi są z wełny, a drzewa, zioła, zwierzęta i ptaki z adamaszku, aksamitu i materii dywanowej. Oglądają tam niezliczone stworzenia znane z mitów i dawnych ksiąg: słonie, jednorożce, feniksy, hydry, mantykory, sfinksy, gryfy, satyry, centaury i wiele innych. Rozdział jest fantastycznym katalogiem cudownych istot, a zarazem żartobliwą grą z encyklopedyczną wiedzą, mitologią i dawnymi opisami przyrody.
W kraju Atłasowym podróżnicy oglądają cudowne morze pełne bóstw, potworów i ryb, a także filozofów oraz pisarzy, którzy wszystko opisują. Spotykają pana Podobno, ślepego i sparaliżowanego starca o wielu językach i uszach, wokół którego uczą się ludzie gotowi świadczyć o wszystkim „na wiarę Podobno”. Rozdział kpi z plotki, fałszywych świadków i bezkrytycznego powtarzania cudzych opowieści.
Po opuszczeniu niegościnnego kraju Atłasów podróżnicy docierają do krainy Latarników. Z daleka widzą na morzu latające ogniki, które początkowo biorą za dziwne ryby lub świecące owady. Pilot wyjaśnia im jednak, że są to latarnie straży, eskortujące inne latarnie zmierzające na kapitułę.
Pantagruel i jego towarzysze wpływają do portu Latarników, gdzie spotykają liczne sławne latarnie, m.in. z Roszeli, Faros i Aten. Proszą królową Latarników o latarnię, która poprowadzi ich do wyroczni boskiej Flaszy, a ta przyjmuje ich życzliwie i zaprasza na wieczerzę. Następnego dnia pozwala im wybrać przewodniczkę, dzięki której mogą ruszyć dalej.
Podróżnicy, prowadzeni przez wybraną Latarnię, docierają wreszcie na wyspę wyroczni boskiej Flaszy. Przechodzą przez winnicę Bachusa, gdzie muszą zjeść po trzy grona, włożyć liście winorośli do trzewików i nieść zieloną gałązkę w lewej ręce. Obrzęd ten ma symbolizować, że nie są niewolnikami wina, lecz potrafią nad nim panować.
Przed wejściem do świątyni narrator porównuje jej malowidła do piwnicy w Szynionie, które nazywa pierwszym miastem świata. Uzasadnia to żartobliwie tym, że pierwszym budowniczym miasta był Kain, więc pierwsze miasto mogło nazywać się Kainon, czyli Szynion. Następnie straż świątynna rozpoznaje przewodniczkę-Latarnię i wpuszcza podróżników do kapłanki Bakbuk.
Podróżnicy schodzą głęboko pod ziemię po symbolicznych, pitagorejskich schodach, których liczba wiąże się z tajemniczą matematyką i „psychogonią” Platona. Panurg ogarnia się wielkim strachem, sądzi, że wchodzą do piekła, i chce wracać, choć wcześniej tyle pragnął wyroczni. Latarnia przypomina mu, że po włożeniu liści winnych do trzewików nie może się już cofnąć bez odpowiedzi Flaszy.
U wejścia do świątyni podróżnicy widzą napis „W winie prawda” oraz spiżowe drzwi bez zamka i klamki. Latarnia uruchamia mechanizm, zdejmując diament i czosnek, po czym drzwi otwierają się same dzięki ukrytemu działaniu magnesu i stali. Cud okazuje się więc połączeniem tajemnicy, symboliki i sprytnej wiedzy o naturze.
W świątyni podróżnicy podziwiają niezwykłą mozaikową posadzkę z kosztownych kamieni, tak kunsztowną, że zdaje się niemal żywa i trójwymiarowa. Wzory winnych liści, gron, jaszczurek i gąsienic są tak realistyczne, że wędrowcy próbują je omijać, jakby naprawdę leżały na ziemi. Dalej świątynia okazuje się pełna symbolicznych obrazów i emblematów, zapowiadających historię zwycięstwa Bachusa.
Na ścianach świątyni przedstawiono, jak Bachus podbija Indie, pustosząc kraj ogniem, winem, krwią i szaleństwem swoich wyznawczyń. Indyjczycy lekceważą jego wojsko, bo składa się głównie z pijanych kobiet, satyrów i dziwacznych towarzyszy, lecz właśnie to okazuje się ich zgubą. Obraz pokazuje potęgę Bachusa, którego orszak łączy w sobie śmiech, przemoc, ekstazę i triumf wina.
Kolejne mozaiki pokazują samą bitwę: bachantki, satyrowie, Sylen i Pan atakują Indyjczyków, wywołując wśród nich paniczny chaos. Słonie i wojsko przeciwnika wpadają w popłoch, a bachiczny orszak zdobywa jeńców, sztandary i łupy. Na końcu Bachus odbywa triumfalny pochód, otoczony winoroślą, śpiewem i trofeami zwycięstwa.
Świątynię oświetla niezwykła lampa zbudowana ze złota, kryształu i drogich kamieni: ametystu, karbunkułu, opalu i antracytu. Jej płomień, podsycany specjalnym spirytusem i knotem z azbestowego lnu, daje światło tak jasne, że podziemna świątynia wygląda jak w pełne południe. Dodatkową ozdobą lampy jest rzeźbiona scena dziecięcej bitwy, która dzięki światłu wydaje się żywa i ruchoma.
Kapłanka Bakbuk prowadzi podróżników do cudownej fontanny stojącej pod lampą w centrum świątyni. Fontanna ma siedem boków, siedem kolumn z drogich kamieni i odpowiada siedmiu planetom, a jej ozdoby przewyższają bogactwa całego świata. Woda wydaje harmonijny dźwięk dzięki niezwykłemu mechanizmowi, co ma dowodzić, że forma, ruch i muzyka mogą tworzyć cudowną jedność.
Bakbuk częstuje podróżników wodą z fontanny, która najpierw wydaje im się zwykłą, czystą wodą. Kapłanka wyjaśnia jednak, że napój przybiera smak takiego wina, o jakim pijący pomyśli, i po kolejnych próbach każdy rozpoznaje w nim inne wyborne wino. Fontanna okazuje się więc symbolem cudu, wyobraźni i boskiej wszechmocy.
Bakbuk pyta, kto chce usłyszeć wyrocznię, a Panurg zgłasza się jako ten, który od dawna szuka odpowiedzi w sprawie małżeństwa. Kapłanka nakazuje mu słuchać jednym uchem, po czym ubiera go w uroczysty, groteskowy strój i poddaje licznym rytuałom. Następnie prowadzi go do osobnej kaplicy, gdzie w alabastrowej fontannie stoi święta, kryształowa Flasza.
Panurg całuje brzeg fontanny, tańczy i śpiewa pieśń pochwalną do Flaszy, prosząc ją o wyrok w sprawie swojego losu. Bakbuk wrzuca coś do źródła, woda zaczyna gwałtownie wrzeć, a ze świętej Flaszy wydobywa się tajemniczy dźwięk. Kapłanka oznajmia, że Panurg otrzymał niezwykle pomyślną wyrocznię i prowadzi go do jej objaśnienia.
Bakbuk wyjaśnia, że słowem boskiej Flaszy jest „Pij”, które uznaje za najprostsze, najpowszechniejsze i najgłębsze przesłanie. Zamiast czytać księgę, Panurg ma ją „wypić” – srebrna księga okazuje się flakonem falerneńskiego wina, który opróżnia z zadowoleniem. Panurg przyjmuje wyrocznię jako zachętę do życia, radości i małżeństwa, po czym ogłasza, że żeni się po trzykroć.
Po wysłuchaniu wyroczni Flaszy Panurg wpada w poetycki szał i zaczyna przemawiać rymami, co brat Jan początkowo wyśmiewa jako dziwactwo albo opętanie. Pantagruel tłumaczy jednak, że jest to bachiczna furia poetycka, wywołana winem i natchnieniem. Wkrótce także brat Jan zaczyna rymować, ale odrzuca myśl o małżeństwie, podczas gdy Panurg żartobliwie szydzi z jego niechęci i zachwala wyrocznię Flaszy.
Bakbuk żegna Pantagruela i jego towarzyszy, podkreślając, że w jej podziemnym świecie największym dobrem jest dawanie, a nie branie. Nakazuje im zapisać imiona w księdze, wręcza trzy bukłaki cudownej wody i poucza, że pod ziemią kryją się wielkie skarby, tajemnice i wiedza, których ludzie na powierzchni jeszcze nie poznali. Na koniec daje im list do Gargantui, zapewnia o pomyślnym powrocie i odsyła ich do okrętów przez krainę pełną rozkoszy i dostatku.
Aktualizacja: 2026-05-27 22:11:55.
Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.