Trans-Atlantyk – streszczenie

Autorka streszczenia: Marta Grandke.

Trans-Atlantyk” to jedno z najbardziej znanych i najważniejszych dzieł, których autorem jest Witold Gombrowicz. Tekst po raz pierwszy wydał w roku 1953 w Paryżu Instytut Literacki, w Polsce zaś premiera miała miejsce dopiero cztery lata później. Dzieło powstało dzięki rejsowi transatlantyku „Chrobry”, którym Gombrowicz przybył do Argentyny w sierpniu roku 1939, tuż przed wybuchem II wojny światowej. Powieść ma zatem wątki autobiograficzne, ale autor zarzekał się, że stanowi ona jego fantazję. Jest to jednak zapis jego doświadczeń na emigracji, które początkowo wiązały się z biedą oraz samotnością. Główny bohater powieści jest zarazem jej narratorem i także nazywa się Witold Gombrowicz.

Spis treści

Trans-Atlantyk – streszczenie krótkie

„Trans-Atlantyk” autorstwa Witolda Gombrowicza otwiera autorska przedmowa, w której pisarz polemizuje ze sposobem odbioru utworu, zwłaszcza przez polskich czytelników. Zaznacza, że dzieło bywa niesłusznie redukowane do satyry na ojczyznę i rodaków. Choć element kpiny jest istotnie obecny, nie stanowi najważniejszej esencji utworu. Gombrowicz podkreśla, że jego celem było zdystansowanie się wobec „polskiej formy” i przekroczenie ograniczeń narzuconych przez tożsamość narodową. „Trans-Atlantyk” łączy zatem satyrę, groteskę, absurd i krytykę, ale wymyka się jednoznacznej klasyfikacji, ponieważ jest wyrazem indywidualnej wizji autora. Choć narrator nosi cechy doświadczeń samego Gombrowicza, wydarzenia mają charakter fantastyczny.

Narrator opisuje swoje losy po przybyciu do Argentyny 21 sierpnia 1939 roku na statku „Chrobry”. Wśród pasażerów znajdują się ważne osobistości życia politycznego i kulturalnego. Po dopłynięciu do Buenos Aires Polacy dowiadują się o wybuchu wojny. Kapitan decyduje się płynąć dalej do Anglii, lecz Gombrowicz postanawia pozostać w Argentynie. Uznaje, że nie ma sensu kierować się do Europy, choć podkreśla, że do Polski wróciłby bez wahania. Opuszczając statek, wygłasza gorzką, pełną przekleństw tyradę przeciw ojczyźnie, którą przedstawia jako byt przeklęty, zawieszający ludzi między życiem a nieistnieniem.

Pozbawiony środków do życia Gombrowicz udaje się do dawnego znajomego, Cieciszowskiego, który udziela mu sprzecznych i chaotycznych rad. Ostatecznie sugeruje kontakt z trzema wspólnikami, czyli Baronem, Pyckalem i Ciumkałą, którzy prowadzą interesy dywidendowe. Gombrowicz ma spotkać się z każdym z nich osobno z powodu istniejących między nimi konfliktów. Równocześnie narrator decyduje się odwiedzić polskie poselstwo. Tam doświadcza arogancji i podejrzliwości radcy Podsrockiego, lecz zostaje przyjęty przez ministra Kosiubidzkiego. Rozmowa szybko przybiera patetyczny, narodowo-propagandowy ton. Minister chce uczynić z Gombrowicza „Wielkiego Polskiego Pisarza” i wykorzystać go jako narzędzie propagandowe, co wzbudza w pisarzu sprzeciw i irytację.

Po opuszczeniu poselstwa Gombrowicz spotyka Barona, który zgadza się przyjąć go do pracy. Wkrótce jednak pojawiają się Pyckal i Ciumkała, a między wspólnikami wybuchają kolejne kłótnie. Mimo to Gombrowicz zostaje zatrudniony i obserwuje groteskowe mechanizmy funkcjonowania firmy oraz absurdalną genezę sporów, które jednocześnie dzielą i łączą wspólników. Konflikty są tak rozdmuchane i chaotyczne, że stają się samonapędzającym się systemem, bez którego wspólnicy nie potrafią dalej istnieć.

Minister nie rezygnuje jednak z pomysłu promowania w Argentynie Gombrowicza. Narrator otrzymuje zaproszenia na spotkania artystyczne i zaczyna być traktowany jak narodowy geniusz. Podczas jednego z przyjęć zostaje skonfrontowany z Najsłynniejszym Pisarzem. Ich rozmowa kończy się kompromitacją Gombrowicza, który zostaje odebrany jako niedojrzały i pozbawiony oryginalności twórca. Zawstydzony próbuje odejść, lecz jego uwagę przyciąga tajemniczy mężczyzna o karminowych ustach, czyli Gonzalo.

Gonzalo okazuje się bogatym ekscentrykiem, który fascynuje się młodymi chłopcami i głosi ideę „Synczyzny”, czyli kultu młodości, syna i niedojrzałości, przeciwstawionego tradycyjnemu kultowi Ojca i Ojczyzny. W Parku Japońskim Gonzalo interesuje się młodym Ignacym Kobrzyckim, synem byłego majora Tomasza. Dochodzi do konfliktu i skandalu zakończonego rzutem kubka oraz symbolicznym rozlewem krwi. Następnego dnia Tomasz chce wyzwać Gonzala na pojedynek, aby zmyć zniewagę i plamę na honorze.

Gombrowicz próbuje zapobiec tragedii. Gonzalo zgadza się na pojedynek bez kul, licząc na zdobycie przychylności ojca i dostępu do syna. Sprawa zostaje jednak wciągnięta w machinę narodowej propagandy, ponieważ poselstwo planuje uczynić z pojedynku widowisko patriotyczne. W dniu starcia absurd osiąga apogeum, gdyż pojedynek nie przynosi rozstrzygnięcia, a chaos wywołany przez wystraszone zwierzęta kończy się heroicznym czynem Gonzala, który ratuje Ignacego. Tomasz uznaje go za przyjaciela.

Wszyscy udają się do rezydencji Gonzala, miejsca zbudowanego na kiczu, sprzecznościach i grotesce. Tam ujawnione zostają kolejne plany, ponieważ Tomasz, dowiedziawszy się o mistyfikacji podczas pojedynku, pragnie zabić syna, by ocalić jego honor, zaś Gonzalo snuje wizję ojcobójstwa dokonanego rękami syna. Gombrowicz znajduje się między Ojczyzną a Synczyzną, między tradycją a buntem. Kulminacyjnym momentem staje się groteskowy kulig, na którym Polacy bawią się mimo upadku ojczyzny. W chwili, gdy ma dojść do zbrodni, Ignacy wybucha śmiechem, a wraz z nim śmieją się wszyscy obecni, rozładowując napięcie i obnażając absurd całej sytuacji.

Trans-Atlantyk – streszczenie szczegółowe

W autorskiej przedmowie Gombrowicz odnosi się do sposobu, w jaki jego utwór jest odbierany poza krajem. Zwraca uwagę na to, że Polacy nadmiernie reagują na sprawy narodowe i bez potrzeby sprowadzają „Trans-Atlantyk” wyłącznie do roli kpiny z ojczyzny i rodaków. Owszem, element satyry jest w nim obecny, lecz nie stanowi całości. Pisarz zaznacza, że zależało mu przede wszystkim na zdystansowaniu się wobec polskiej formy. Pragnął przekroczyć ograniczenie bycia jedynie Polakiem. Sam „Trans-Atlantyk” łączy w sobie satyrę, krytykę, zabawę oraz absurd, ale nie da się go zamknąć w żadnej z tych kategorii, ponieważ jest owocem indywidualnej, twórczej pracy autora. Gombrowicz podkreśla, że pisze o sobie, choć wszystko, co czytelnik odnajdzie w „Trans-Atlantyku”, ma charakter czysto fantastyczny.

***

Autor decyduje się opisać swoje losy bliskim i znajomym. Dowiadujemy się, że 21 sierpnia 1939 roku przypłynął do Buenos Aires statkiem „Chrobry”. Jest młodym pisarzem, a w podróży towarzyszył mu Czesław Straszewicz. Na pokładzie znaleźli się także senator Rembieliński, minister Mazurkiewicz oraz wiele innych znaczących osób. Po przybyciu na miejsce urządzono przyjęcie, podczas którego Gombrowicz poznał między innymi ministra Kosiubidzkiego, przedstawiciela argentyńskiej Polonii. Gdy dociera do nich wiadomość o wybuchu wojny, kapitan decyduje się obrać kurs na Anglię. Polacy wzajemnie się mobilizują, jednak Gombrowicz wybiera inną drogę i postanawia nie wracać. Twierdzi, że do Polski wróciłby, lecz nie widzi sensu płynięcia do Anglii czy Szkocji. Czesław jest zaskoczony tą decyzją, ale nie próbuje go przekonywać. Doradza jedynie, by Witold zgłosił się do polskiego poselstwa, aby nie uznano go za dezertera. Gombrowicz wie, że musi opuścić statek, jeśli nie zamierza kontynuować rejsu, chciałby jednak zrobić to dyskretnie. Ostatecznie schodzi na ląd. Odchodząc, przeklina statek i pozostających na nim pasażerów. Zauważa, że wracają oni do przeklętego narodu, osobliwego cudu natury, czyli ojczyzny, która nie pozwala ani żyć, ani umrzeć, bo zawiesza ludzi między istnieniem a nieistnieniem. Nazywa ją przykładowo „Ślamazarą”. Po tej ostrej krytyce bohater rusza w głąb miasta.

Nie mając przy sobie wielu środków, udaje się zatem do dawnego znajomego mieszkającego w Buenos Aires, czyli Cieciszowskiego. Udaje mu się go odnaleźć. Podczas spotkania Cieciszowski kręci palcami młynka i zasypuje Gombrowicza sprzecznymi radami. Twierdzi, że nie jest czas ani na osądzanie, ani na brak sądu. Najpierw każe iść do poselstwa, by zaraz potem to odradzić. Raz sugeruje meldunek, innym razem uznaje go za zbędny. Sam nie wie, czy Witoldowi grozi tu niebezpieczeństwo. Podobnie niejednoznacznie wypowiada się na temat kontaktów z rodakami. W końcu dochodzą do konkretów. Najważniejsza okazuje się możliwość pracy u Polaków, z którymi Cieciszowski chce Witolda zapoznać. Chodzi o trzech wspólników prowadzących interes koński i psi, dywidendowy. Według Cieciszowskiego mogliby oni Gombrowiczowi pomóc, a jeśli nie, to chociaż być może zgodzą się zatrudnić go jako urzędnika lub pomocnika. Są to Baron, Pyckal i Ciumkała. Istotna rada dotyczy konieczności spotkania się z każdym z nich osobno, gdyż wzajemne konflikty sprawiają, że wspólna rozmowa nie przynosi efektów.

Gombrowicz wynajmuje pokój i odpoczywa po emocjonującym dniu. Następnego dnia spaceruje, rozważając, czy powinien pójść do poselstwa, czy lepiej z tego zrezygnować. Po długich wewnętrznych rozterkach decyduje się jednak na wizytę. Wtedy jego uwagę przykuwa mały robak wspinający się po źdźble trawy. Ten heroiczny wysiłek utwierdza go w przekonaniu, że decyzja jest słuszna. Udaje się zatem do poselstwa, gdzie natychmiast trafia na radcę Podsrockiego. Ten okazuje się pierwszą poważną przeszkodą. Jest zdumiony, że Gombrowicz chce rozmawiać bezpośrednio z Posłem, Ministrem, a nie z radcą, attaché czy konsulem. Nie rozumie, dlaczego minister miałby być potrzebny od razu. Zaczyna więc zasypywać go pytaniami o to, kim jest, po co przyszedł, kogo zna, z kim się przyjaźni. Staje się coraz bardziej natarczywy. Gombrowicz ma wrażenie, że radca popada w szał podejrzliwości wobec osoby, której w ogóle nie zna. W pewnej chwili z gabinetu wychodzi poseł, rozpoznaje Gombrowicza i zaprasza go do siebie. Postawa Podsrockiego zmienia się natychmiast, lecz dla Witolda nie ma to już większego znaczenia.

Minister Feliks Kosiubidzki jest człowiekiem nieco otyłym, a Gombrowicz opisuje go jako „cienko grubego”, człowieka z niewyraźnym spojrzeniem, wąskimi, pulchnymi palcami i mosiężną łysiną. Minister stara się jak najszybciej pozbyć pisarza, proponując mu drobne pieniądze i tłumacząc się wojną. Rozmowa schodzi na wieści z kraju, a potem na temat ojczyzny. Minister natychmiast przybiera podniosły, uroczysty ton i zapewnia, że Polska zwycięży. Przechadza się i wygłasza patetyczne przemowy. Nagle przypomina sobie, że rozmawia z literatem, co przecież można wykorzystać. Proponuje Gombrowiczowi pisanie pochwalnych artykułów o polskich pisarzach. Ten nie jest zachwycony i nieśmiało przyznaje, że byłoby mu niezręcznie tworzyć takie teksty. Reakcja ministra jest natychmiastowa i gwałtowna, gdyż zaczyna autora obrażać i krytykować. Po chwili jednak opanowuje się i wpada na nowy pomysł, mianowicie uznaje, że doskonałym chwytem propagandowym będzie oddanie Gombrowiczowi honorów jako Wielkiemu Polskiemu Pisarzowi, wspólnie z Podsrockim. Minister opracowuje plan polegający na zaprezentowaniu cudzoziemcom geniuszu Gombrowicza, wybitnego polskiego twórcy. Ma to służyć czystej propagandzie i budowaniu obrazu Polski jako kraju rodzącego kolejne genialne jednostki.

Wszystkie te pomysły doprowadzają Gombrowicza do ogromnego wzburzenia. Po wyjściu z poselstwa spotyka na ulicy Frida Cieciszowskiego. Chwilę później obaj natrafiają na Barona, który okazuje się niezwykle uprzejmy i serdeczny. Rozmowa o zatrudnieniu przebiega w doskonałej atmosferze, a Baron niemal natychmiast zgadza się przyjąć Gombrowicza na posadę sekretarza. Gdy wszystko wydaje się zmierzać ku dobremu, pojawia się Pyckal, wspólnik Barona, który się sprzeciwia. Między mężczyznami wybucha kłótnia. Dołącza do nich Ciumkała, który wita się z Gombrowiczem przyjaźnie, czym doprowadza Pyckala do furii. Napięcie rośnie, a speszony Ciumkała chowa rękę do kieszeni, co z kolei drażni Barona. Gdy wyciąga rękę, natychmiast zaczyna wypominać Pyckalowi dawny konflikt, wywołując tym kolejną sprzeczkę. Cieciszowski szybko znika, lecz wspólnicy nie pozwalają odejść Gombrowiczowi. Zabierają go do siedziby firmy i każą tam czekać.

Witold obserwuje pracę urzędników. Bawi go to, co widzi, czyli rytuał codziennego picia kawy, jedzenia bułki i powtarzania starych dowcipów. Scena jednocześnie go śmieszy i irytuje. Ostatecznie zostaje przyjęty do pracy po wielu trudnościach. Udaje mu się także zrozumieć powód konfliktu między wspólnikami i rozwój ich interesu. Spór zaczął się od sporu o młyn, który przypadł im w równym podziale. Później przeniósł się na trzy karczmy, następnie z kolei na gorzelnię, przybierając z czasem coraz ostrzejszą formę. Podział majątku okazał się niemal niemożliwy.

Wyrok, od którego trzykrotnie składano apelacje, był sześciokrotnie odkładany, aż w końcu z braku dowodów pisemnych sprawę umorzono, a specjalna wizja wykazała sprzeczności w rejestrach, jeszcze bardziej wszystko komplikując. Doszły do tego wzajemne pozwy o zabór mienia, groźby, zamiary zabójstwa, dwa pozwy o najazd oraz jeden dotyczący przywłaszczenia sześciu perłowych spinek i pierścienia. Liczba oskarżeń była tak duża, że można było podejrzewać, iż sami zainteresowani zaczynają się w tym wszystkim gubić. Paradoksalnie właśnie to jeszcze bardziej zacieśniło ich współpracę i wzajemne uzależnienie. Nie znaczyło to jednak, że zapomnieli o dawnych urazach, ponieważ wystarczyła drobnostka, by wybuchła kolejna awantura. Nie potrafili funkcjonować ani bez kłótni, ani bez siebie, co czyniło z nich osobliwe trio.

Gombrowicz zamierzał trzymać się z dala od ich konfliktów. Pierwszego dnia zajmuje się porządkowaniem akt na polecenie rachmistrza Popackiego. Minister jednak nie zapomina o swoim „wielkim” pisarzu. Po powrocie do pokoju Gombrowicz znajduje tam trzy bukiety kwiatów oraz zaproszenie na spotkanie Artystów i Pisarzy. Zaproszenie jest na wieczór u malarza Ficinatiego, gdzie ma wystąpić jako Mistrz Gombrowicz, czyli reprezentant Polski, i stanowi kolejny pomysł Ministra. Pod jego oknem dzieci śpiewają kantyczkę, co natychmiast wpływa na zmianę nastawienia otoczenia. Wieść o jego wyjątkowości szybko się rozchodzi. Gospodyni daje mu lepszy pokój. Następnego wieczoru odwiedza go Podsrocki, zupełnie inaczej się zachowujący niż podczas pierwszego spotkania. Zabiera go na przyjęcie, gdzie Gombrowicz znów witany jest z wielkimi honorami jako Geniusz Gombrowicz, Wielki Polak. Początkowe zainteresowanie szybko jednak słabnie, gdy rozmowy schodzą na kolejne tematy. Goście są wobec niego uprzejmi, lecz po chwili zdają się nim nie interesować, są bowiem pogrążeni we własnych myślach. Atmosfera staje się niezręczna, jakby Polacy nie wiedzieli, co zrobić. Radca próbuje zmusić Gombrowicza do zaprezentowania talentu, obawiając się własnej kompromitacji. Gombrowicz czuje rosnącą niechęć wobec zgromadzonych, ma wrażenie, że jego obecność ich nie cieszy, dlatego nie chce niczego demonstrować ani się popisywać.

W pewnym momencie pojawia się Najsłynniejszy Pisarz. Radca widzi w nim szansę na uratowanie sytuacji i chce doprowadzić do dialogu między nim a Gombrowiczem. Ten niechętnie się zgadza, czując wrogość sali. Zaczyna prowokacyjnie i mówi, że nie lubi, gdy Masło jest zbyt Maślane, Kluski zbyt Kluskowe, Jagły zbyt Jaglane, a Krupy zbyt Krupne. Pisarz odpowiada, że o maśle maślanym już mówiono, a podobną myśl wyraził Sartoriusz w „Bukolikach”. Rozmowa wydaje się bardzo osobliwa, lecz to Pisarz wygrywa, zbywając kolejne riposty Gombrowicza. W oczach gości bohater wypada jeszcze gorzej, ponieważ jawi się jako niedojrzały autor bez własnego głosu. Gombrowicz doskonale to wyczuwa i postanawia jak najszybciej wyjść. Gdy już zmierza do drzwi, odzywa się jego upór. Nie chce uchodzić za tchórza, więc ostatecznie zawraca. Zgromadzeni robią mu miejsce. Idzie pewnym krokiem, co wzbudza zdziwienie. Nagle zauważa, że ktoś idzie za nim, naśladując jego ruchy, odbierając im ich wyjątkowość.

Uwagę Gombrowicza przyciągają jednak przede wszystkim niezwykle czerwone, karminowe wargi tego mężczyzny. Bohater czuje, że już nie idzie, lecz uchodzi, próbując uciec. Rozpoznaje w nim „puto”, czyli mężczyznę, który nie chce być mężczyzną i ugania się za innymi. Próbuje uciec, lecz zostaje dogoniony. Mężczyzna uspokaja go, mówiąc, że Gombrowicz nie jest w jego typie. Wyruszają razem na spacer. Puto przedstawia się jako Gonzalo, niezwykle bogaty człowiek, którego pasją jest najwyraźniej pogoń za młodymi chłopcami. Ze względu na niebezpieczeństwo tej rozrywki udaje lokaja. W trakcie rozmowy dostrzega młodzieńca, za którym od dawna się uganiał, i rusza w jego stronę, a Gombrowicz idzie za nim.

Docierają do Parku Japońskiego, gdzie trwa ludowa zabawa. Gonzalo ukrywa się za drzewem i obserwuje blondyna zbliżającego się do starszego mężczyzny. Nie chcąc się ujawniać, tamten decyduje się wysyłać Gombrowicza na zwiady. Ten odkrywa, że są to Polacy, a dokładniej ojciec i syn. Gonzalo jest zachwycony i prosi o pomoc w nawiązaniu znajomości z chłopcem. Udają się do sali tańców. Gonzalo bez skrupułów okazuje im swoje zainteresowanie.

Zawstydzony Gombrowicz ucieka do toalety, gdzie spotyka Barona, Pyckala i Ciumkałę. Ci zauważyli go już wcześniej z Gonzalem i zorientowali się, że ten jest milionerem. Próbują zaprosić Gombrowicza na alkohol, a gdy ten chce się wymknąć, uznają go za kochanka Gonzala. Machają mu przed oczami banknotami, próbując w ten sposób kupić jego przychylność. Baron próbuje wręczyć mu pieniądze, udając, że ma dziurawą kieszeń, a pozostali robią to samo. Gombrowicz ucieka z toalety i wraca do Gonzala.

Wspólnicy jednak siadają obok, ośmieleni faktem, że ich pieniądze są w jego kieszeniach. Zaczynają do niego przepijać, a on, nie mając wyjścia, odpowiada na ten gest. Jednocześnie Gonzalo wkłada mu kolejne banknoty do kieszeni, by poszedł i przedstawił go dostrzeżonym wcześniej ojcu i synowi. Gdy sam zaczyna do nich przepijać, Gombrowicz przesiada się do Polaków, tłumacząc się tęsknotą za ojczystą mową, i przeprasza za swoich towarzyszy.

Starszy mężczyzna przedstawia się jako Tomasz Kobrzycki, były major, obecnie emeryt, oraz prezentuje syna Ignacego. Okazuje się, że planuje wysłać syna do wojska. Doniosłość tej deklaracji kontrastuje z zachowaniem Gonzala, który znów do nich pije. Gombrowicz, zniesmaczony i jednocześnie onieśmielony powagą majora, decyduje się wyznać mu zamiary Gonzala wobec Ignacego i proponuje ucieczkę. Tomasz jednak nie zamierza tego robić i unosi szklankę w stronę Gonzala. Ten wyczuwa zagrożenie, pije jak najdłużej, po czym rzuca kubkiem w majora. Szkło rozbija się nad jego okiem, powodując rozcięcie skóry, w związku z czym pojawia się krew, lecz obaj stoją nieruchomo. W końcu Gonzalo wychodzi, a Tomasz rusza za nim. Na szczęście na tym się wówczas kończy.

Nazajutrz rano Tomasz przychodzi do Gombrowicza z zamiarem wyzwania Gonzala na pojedynek. Witold próbuje go odwieść od tego pomysłu, twierdząc, że taki człowiek nie jest tego wart. Tomasz jednak jest nieustępliwy i chce zmazać plamę na honorze. Gombrowicz udaje się więc do Gonzala, który namawia go do porzucenia tradycyjnego myślenia, do odrzucenia kultu Ojca i Ojczyzny na rzecz Synczyzny. Choć początkowo niechętny pojedynkom, Gonzalo zgadza się na niego pod warunkiem, że Gombrowicz będzie obecny. Proponuje wyjąć kule z pistoletów, by uczynić starcie bezpiecznym. Wierzy, że po okazaniu odwagi zyska przychylność Tomasza i tym samym również dostęp do Ignacego.

To podejście poprawia humor Witolda, lecz w pamięci szczególnie zostaje mu idea Synczyzny. Chce też uniknąć rozlewu krwi. Tomasz pragnie zabić Gonzala, Gonzalo zaś nie chce ryzykować swojego życia w pojedynku. Gombrowicz decyduje się więc na kompromis i chce podmienić naboje, pozwalając obu stronom odnieść częściowy sukces. Sekundantami Gonzala mają zostać Baron i Pyckal. W pracy udaje, że ma kaca, a tak naprawdę czeka, aż oddali się Ciumkała, po czym wtajemnicza ich w plan. Po chwili, wypełnionej pewną niezręcznością, ustalają warunki pojedynku, na które Gonzalo przystaje.

Następnego dnia Gombrowicz zostaje wezwany do poselstwa. Minister, Podsrocki, attaché wojskowy i pułkownik Fichcik pozostają wobec niego chłodni. Wspominają nieudane przyjęcie, tłumacząc je jego pijaństwem. Potem przechodzą do sprawy pojedynku. Minister jest spokojny, jest również bowiem przekonany, że major nie splami honoru ojczyzny. Chce uczynić z pojedynku widowisko propagandowe dla cudzoziemców. Ponieważ nie wypada zapraszać na pojedynek, planuje polowanie, którego trasa przebiegać będzie obok miejsca starcia. Po spotkaniu Gombrowicz rozmawia z Baronem i Pyckalem, nie mając pewności co do ich intencji. Warunki pojedynku stają się coraz ostrzejsze, gdyż walka ma trwać aż do trzeciej krwi.

Po spotkaniu Gombrowicz spaceruje. Wieczorem, widząc światło w poselstwie, wchodzi i mówi posłowi, że Polska przegrała wojnę. Ten zaprzecza temu stwierdzeniu. Witold odchodzi i udaje się do Kobrzyckich. Po raz pierwszy czuje samotność. Dociera do ich mieszkania i znajduje śpiącego, nagiego Ignacego.

Pojedynek odbywa się rano. Strzały padają, lecz nikt nie zostaje trafiony. Kawalkada z poselstwa co chwilę się pojawia. Gombrowicz uświadamia sobie absurd ustaleń, ponieważ bez kul pojedynek nigdy się nie skończy. W pewnym momencie ogier Barona gryzie wierzchowca Pyckala. Wybucha chaos, psy szarpią się i wszyscy ruszają w krzaki, gdzie ukrywa się Ignacy. Gonzalo ratuje go w heroicznym geście, co sprawia, że Tomasz mu wybacza i uznaje za przyjaciela. Gonzalo zaprasza wszystkich do swojej estancji, a Gombrowicz próbuje ostrzec Tomasza, lecz ten nie chce słuchać jego porad. Gonzalo wydaje mu się dobroczyńcą i zbawicielem.

Posiadłość Gonzala zachwyca bogactwem i eklektyzmem. Wszystko tu do siebie nie pasuje: architektura, dzieła sztuki, nawet zwierzęta. Księgozbiór jest imponujący, choć sam gospodarz nie czyta, lecz wynajmuje do tego ludzi. Goście czują się nieswojo, ale są uprzejmi wobec dziwaka. Wrażenie potęguje strój Gonzala, czyli spódnica, osobliwa bluzka, kapelusz z kwiatami i parasolka. Tłumaczy, że to strój narodowy. Wzywa Horacja, chłopca od parady. Gombrowicz zauważa, że ten nie odstępuje Ignacego na krok. Ignacy dostaje pokój w innym skrzydle. Witolda niepokoi brak strachu. Wyznaje Tomaszowi prawdę o pojedynku bez kul. Tomasz postanawia zabić syna. Gombrowicz dostrzega pustkę widoczną w jego gniewie. Spotyka pijanego Gonzala, który planuje ojcobójstwo rękami syna, z pomocą Horacja. W Witoldzie ścierają się Ojczyzna i Synczyzna. Trafia do pokoju śpiącego Ignacego.

Podczas śniadania Tomasz zapowiada swój dłuższy pobyt. Gdy gra w palanta, Witold spaceruje. Pyckal, Baron i Ciumkała porywają go i wbijają mu ostrogę. Budzi się w piwnicy, gdzie rachmistrz przyjmuje go do Związku Kawalerów Ostrogi. Celem jest odmienienie losu Polaków. Gombrowicz przekonuje, że potrzebny jest czyn, czyli musi to być zabicie Ignacego. Ruszają do pałacu, lecz Witold ucieka i trafia na grę Gonzala z Ignacym. Gonzalo wierzy, że po dokonaniu zbrodni Ignacy łatwiej mu ulegnie. Dowiaduje się o planowanym kuligu i zabójstwie. Tomasz także planuje synobójstwo. Witold odczuwa trwogę z powodu jej braku. Nadjeżdża kulig – Polska upadła, lecz Polacy się bawią. W ogrodzie pojawiają się groteskowe postacie siejące grozę. To Baron na Pyckalu i Rachmistrz na Ciumkale, którzy zamierzają wzbudzać w towarzystwie strach. Gombrowicz uświadamia sobie, że zaraz dojdzie do synobójstwa, a także ojcobójstwa. W chwili, gdy ma dojść do zbrodni, Ignacy wybucha śmiechem, a za nim wszyscy pozostali, co pozwala na zażegnanie niebezpieczeństwa.


Przeczytaj także: Trans-Atlantyk – bohaterowie

Aktualizacja: 2026-01-06 16:35:11.

Staramy się by nasze opracowania były wolne od błędów, te jednak się zdarzają. Jeśli widzisz błąd w tekście, zgłoś go nam wraz z linkiem lub wyślij maila: [email protected]. Bardzo dziękujemy.