Dziady cz. II - streszczenie

Autorem opracowania jest: Adrianna Strużyńska

Dramat Adama Mickiewicza „Dziady cz. II” powstawał w latach 1820-1821 w Kownie. Został opublikowany w 1823 roku w drugim tomie „Poezji”, wraz z utworem „Upiór” i dramatem „Dziady cz. IV”. Z tego powodu, te dwie części trylogii są nazywane dziadami wileńsko-kowieńskimi.

Spis treści

Dziady cz. II - streszczenie krótkie

Wydarzenia prawdopodobnie mają miejsce w czasach współczesnych Mickiewiczowi, czyli pierwszej połowie XIX wieku. Rozgrywają się w Dzień Zaduszny, podczas nocy z pierwszego na drugiego listopada. Obrzęd dziadów odbywa się w opuszczonej, wiejskiej kaplicy na cmentarzu. Miejscem wydarzeń jest Litwa. Dramat ma formę jednej sceny, autor nie zastosował podziału na akty.

Późnym wieczorem, mieszkańcy wsi gromadzą się w kaplicy, aby wziąć udział w obrzędzie Dziadów. Przewodzi mu Guślarz. Wzywa dusze czyśćcowe, którym stara się pomóc w dostaniu się do nieba. Oferuje im jedzenie i modlitwę. Duchy pokutują na ziemi za popełnione za życia grzechy. W zamian za pomoc, udzielają rad żyjącym, ostrzegając ich jakich czynów powinni się wystrzegać. Guślarz nakazuje zasłonięcie okien i zgaszenie świec, a następnie rozpoczyna obrzęd. Najpierw zapala garść kądzieli i wzywa duchy lekkie. Do kaplicy przybywają Józio i Rózia, którzy zmarli w dzieciństwie, dlatego nie zdążyli zaznać cierpienia. Z tego powodu, nie mogą trafić do nieba. Ktoś, kto nigdy nie doznał goryczy, nie zazna słodyczy w niebie. Proszą więc o dwa ziarnka gorczycy. Guślarz spełnia ich prośbę, a dusze odchodzą.

Zbliża się północ, nadchodzi czas, aby wezwać duchy ciężkie. Guślarz podpala wódkę w garze. Za oknem pojawia się Widmo złego pana, okrutnego dziedzica tej wioski. Żarłoczne ptactwo nie pozwala mu na wejście do kaplicy i szarpie jego ciało. Widmo jest skazane na nieustanną tułaczkę, głód i pragnienie. Nigdy nie trafi do nieba, ale prosi o wodę i dwa ziarna pszenicy, aby dusza mogła opuścić ciało i powędrować do piekła. Ptactwo nie pozwala Widmu się posilić. Kruk opowiada, że za życia był biednym człowiekiem, który ukradł kilka jabłek z sadu pana. Został skazany na karę chłosty i zmarł. Swoją historię przedstawia także Sowa. Z dzieckiem na rękach, przyszła w Wigilię do domu pana i prosiła o jałmużnę. Ten jednak ją wygnał, a kobieta zamarzła przy drodze, razem ze swoją pociechą. Widmo przyznaje, że człowiek nie pomoże komuś, kto nigdy nie był człowiekiem. Guślarz każe mu odejść.

Guślarz prosi o wianek z poświęconych ziół i go podpala. Przychodzi czas na wezwanie duchów średnich. Pojawia się piękna pasterka Zosia, która za życia pasła baranki. Nie chciała wyjść za mąż i lekceważyła swoich adoratorów. Zmarła młodo, nie zaznając prawdziwego szczęścia ani cierpienia. Samotnie tkwi w stanie zawieszenia, między ziemią a niebem. Przestrzega, że ktoś, kto nigdy nie dotknął ziemi, nie może trafić do nieba. Prosi młodzieńców, aby przyciągnęli ją w dół, aż stopy zjawy dotkną podłogi. Jest to jednak niemożliwe. Guślarz przepowiada, że Zosia za dwa lata trafi do nieba i każe jej odejść. Obrzęd Dziadów dobiega końca. Niespodziewanie, pojawia się Widmo, którego nikt nie wzywał. Milczy i wpatruje się w Pasterkę, a z jego piersi cieknie krew. Guślarz każe mu odejść, ale Widmo go nie słucha. Uparcie podąża za kobietą, wyprowadzaną z kaplicy.

Dziady cz. II - streszczenie szczegółowe

Utwór otwiera motto, pochodzące z dramatu Williama Szekspira „Hamlet” („Są dziwy w niebie i na ziemi, o których ani śniło się waszym filozofom”). Jest listopadowy wieczór, w kaplicy zbierają się mieszkańcy wsi. Tworzą chór, któremu przewodzi Starzec. Guślarz rozpoczyna przygotowania do obrzędu Dziadów. Nakazuje zamknięcie drzwi, zgaszenie świec i zasłonięcie całunami okien, aby do środka nie wpadała księżycowa poświata. W kaplicy musi panować całkowita ciemność. Mieszkańcy wsi gromadzą się wokół trumny. Guślarz przystępuje do obrzędu Dziadów. Wzywa wszystkie cierpiące dusze, płonące w smole, marznące na dnie rzeki i płonące w żarze. „Duszeczki czyśćcowe” za życia dopuściły się złych uczynków, które muszą odpokutować, zanim zaznają wiecznego spoczynku. Dziady odprawia się, aby im pomóc. Dusze znajdą w kaplicy jałmużnę, jedzenie, napitek i modlitwę. W kaplicy panuje tajemnicza, niepokojąca atmosfera, którą potęguje Chór powtarzający wciąż „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Co to będzie, co to będzie?”.

Guślarz pali garść kądzieli, aby wezwać duchy lekkie. Są to dusze, które na ziemi rozbłysły, aby zaraz spłonąć, podobnie jak garść kądzieli. Nie przeszły jeszcze przez bramy nieba, dlatego wciąż unosi je wiatr. Chór pyta duchów lekkich, czego potrzebują. Pod sklepieniem kaplicy pojawiają się dwa aniołki ze złocistymi skrzydłami. Aniołek zwraca się do jednej z kobiet i pyta, czy nie rozpoznaje swoich dzieci. Mówi, że ma na imię Józio i przybył ze swoją siostrzyczką - Rózią. Znajdują się w raju, gdzie jest im lepiej, niż u matki. Mają tam wszystko, czego potrzebują, a całe dnie mijają im na zabawie. Nie są jednak być w pełni szczęśliwi, ponieważ dręczą ich nuda i smutek. Nie mogą dostąpić pełni niebiańskiego szczęścia.

Guślarz pyta, czego potrzebują Józio i Rózia. Proponuje im słodkie ciastka, owoce i modlitwę. Józio mówi, że nie trzeba im słodyczy, ponieważ właśnie przez swoje szczęśliwe życie na ziemi nie mogą wstąpić do nieba. W dzieciństwie nie zdążyli zaznać goryczy. Matka traktowała dzieci łagodnie i na każdym kroku je rozpieszczała. Józio przez cały dzień bawił się, śpiewał i zrywał kwiaty dla siostry. Rózia beztrosko bawiła się lalkami. Józio prosi tylko o dwa ziarna gorczycy. Ostrzega zgromadzonych, że „kto nie doznał goryczy ni razu, ten nie dozna słodyczy w niebie”. Chór powtarza te słowa, będące bożym prawem. Guślarz daje aniołkom gorczycę i każe im odejść w pokoju.

Zbliża się północ. Guślarz każe zamknąć drzwi na kłódkę i zapalić łuczywa. Na środku kaplicy ma znaleźć się gar z wódką. Starzec informuje go, że wszystko jest gotowe. Guślarz każe podpalić wódkę, nadszedł czas na wezwanie duchów ciężkich, które są silnie związane z ziemią przez liczne grzechy. Grozi im wieczne potępienie w piekle. Za oknem słychać głos, który odpędza kruki, sowy i orły. Duch prosi ptactwo, aby wpuściło go do kaplicy. Guślarz dostrzega w oknie przerażającego upiora. Ma bladą twarz, świecące oczy, potargane włosy, a nad jego głową unoszą się dym i błyskawice.

Upiór woła zza okna do zgromadzonych, pyta czy go rozpoznają. Okazuje się, że jest to Widmo złego pana. Był właścicielem tej wsi, zmarł trzy lata temu. Popełnił tak wiele grzechów, że nawet nie może wejść do kaplicy. Widmo jest skazane na ciągłą tułaczkę po ziemi. Cierpi głód i pragnienie, jest szarpane przez żarłoczne ptactwo. Guślarz pyta, czego potrzebuje, aby trafić do nieba. Widmo zdaje sobie sprawę, że nie ma dla niego nadziei, nigdy nie będzie zbawione. Chce tylko, żeby potępiona dusza mogła opuścić ciało. Ma dosyć swojej tułaczki, pragnie dostać się do piekła i tam znosić zasłużone męczarnie. Widmo każdego dnia widzi wspomnienia dostatniego życia. Dusza złego pana opuści ciało i zakończy tułaczkę dopiero, gdy ktoś z jego dawnych poddanych nie nakarmi go i nie napoi. Widmo prosi o wodę i dwa ziarna pszenicy.

Głos zabiera Chór ptaków nocnych. Nie pozwalają pomóc duchowi i bronią zgromadzonym dostępu do Widma. Okazuje się, że są to dawni poddani złego pana, których zagłodził na śmierć. Bez litości odbierają upiorowi jedzenie, ponieważ on też nigdy nie okazał im miłosierdzia. Gdy nie ma już pokarmu, ptactwo rozrywa ciało Widma na strzępy. Głos zabiera Kruk. Za życia odważył się ukraść z sadu pana kilka jabłek, ponieważ był bardzo głodny. Mężczyznę złapał ogrodnik i wypuścił za nim psy. Pan ukarał Kruka chłostą, na oczach wszystkich mieszkańców wsi. Mężczyzna nie przeżył. Swoją historię opowiada też Sowa. W Wigilię przyszła do domu pana z dzieckiem na rękach. Powiedziała mu, że jej mąż zmarł, córka została zabrana na dwór, a matka leży w domu chora. Pijany pan nakazał hajdukowi wypędzenie kobiety, aby nie przeszkadzała w biesiadzie. Sowa została wyrzucona na zewnątrz, prosto w śnieg. Nie znalazła schronienia i razem z dzieckiem zamarzła przy drodze. Ptactwo wciąż odbiera upiorowi jedzenie. Widmo przestrzega, że „kto nie był ni razu człowiekiem, temu człowiek nic nie pomoże”. Guślarz nakazuje panu, aby odszedł, ponieważ nie jest w stanie nic dla niego zrobić.

Guślarz podpala wianek z poświęconych ziół. Nadszedł czas, aby wezwać duchy średnie. Są to dusze ludzi, którzy żyli wśród ludzi, ale nie dla świata. Byli wolni od wszelkich trosk i wad. Nie popełnili poważnych grzechów, ale dystansowali się od innych, skupiając się na marzeniach. Pojawia się piękna dziewczyna w białej szacie z wiankiem na głowie i łzami w oczach. Towarzyszą jej baranek i motylek, którego wciąż próbuje chwycić. Okazuje się, że zjawa to pasterka Zosia, najpiękniejsza dziewczyna we wsi. Za życia pasła baranki. Zmarła młodo, mając zaledwie dziewiętnaście lat.

Zosia miała wielu adoratorów, ale odnosiła się do nich w lekceważący sposób. Była dumna i nieprzystępna, nie chciała nawet słyszeć o zamążpójściu. Wyśmiała Olesia, proponującego jej parę gołąbków za pocałunek. Z odmową spotkali się także Józio, dający jej wstążkę oraz Antoś, przysięgający miłość. Nie potrafiła zakochać się w żadnym mężczyźnie. Zosia zmarła, nie zaznając w życiu prawdziwego bólu ani szczęścia. Po śmierci, dziewczyna cierpi w samotności. Ponosi karę za obojętność wobec ludzi. Czuje, jak w jej wnętrzu płonie ogień. Symbolizuje on ogniste uczucia, do których dziewczyna nie była zdolna za życia. Pokutuje, ponieważ nie potrafiła docenić prostych radości. Zosia jest unoszona przez wiatr, nie może wznieść się do nieba ani dotknąć ziemi. Nie wie, czy należy do świata żywych, czy umarłych.

Guślarz pyta, czego dziewczyna potrzebuje, aby zostać zbawiona. Zosia nie chce jedzenia. Prosi tylko, żeby młodzi mężczyźni chwycili ją za ręce i przyciągnęli do ziemi. Chce poczuć grunt pod stopami, ponieważ „kto nie dotknął ziemi ni razu, ten nigdy nie może być w niebie”. Chłopcy nie mogą jednak chwycić Zosi, ponieważ ręce zjawy to tylko cienie, a dziewczyna jest unoszona przez wiatr. Guślarz ma dar jasnowidzenia, dlatego przewiduje, że Zosia za dwa lata trafi do nieba. Osiągnie wieczny spokój bez ludzkiej pomocy. Każe więc dziewczynie odejść.

Guślarz po raz ostatni wzywa wszystkie dusze. Rzuca dla nich mak i soczewicę w każdy róg kaplicy, aby się posiliły. Słychać pianie koguta, minęła północ, obrzęd Dziadów jest zakończony. Guślarz nakazuje otworzyć drzwi i zapalić świece. Niespodziewanie zapada się podłoga i pojawia się niewzywane przez nikogo Widmo. Jest to zjawa młodego mężczyzny. Patrzy dzikim, zasmuconym wzrokiem na Pasterkę w żałobnej sukni, siedzącą na grobie. Widmo ma bladą twarz i wskazuje na serce, z którego płynie krew, spływająca aż na stopy zjawy. Guślarz pyta Widmo, czego potrzebuje, aby dostać się do nieba. Widmo jednak uparcie milczy. Guślarz nakazuje mu odejść, skoro nie prosi o jedzenie ani modlitwę. Przepędza Widmo za pomocą zaklęć i kropidła. Upiór nie reaguje. Guślarz zwraca się do Pasterki. Pyta ją, dlaczego nosi żałobę, skoro jej mąż oraz wszyscy członkowie rodziny są zdrowi i żyją. Kobieta w odpowiedzi tylko się uśmiecha. Guślarz zapala gromnicę i każe wyprowadzić Pasterkę z kaplicy. Widmo podąża za nią. Chór martwi się o dalszy los kobiety, ponieważ z jakiegoś powodu, zjawa nie daje jej spokoju.


Czytaj dalej: Dziady cz. III - plan wydarzeń

Komentarze