O! moi bracia, wam się nie podoba,
Żem wybudował poezyi bożyszczu
Świątynię, w której kapłanem żałoba,
A płomień śmierci na ofiarnem zgliszcu;
Że samą uczuć krwiących się szkaradę,
Jako obiatę na jej ołtarz kładę.
Szemrzecie na mnie, że po jej sklepieniach
Ustawna burza mroczy się lub błyska;
Że dzikie tylko wiatry brzmią w jej pieniach;
Że w niej okropność i nieład, zwaliska,
Że się w niej roją same grobów larwy,
Że w jej obrazach same czarne barwy.
Bracia, usiądźcie w stuletnich drzew mroku,
Gdy ziemia zamknie dzienne swoje życie
W podwójnym nocy i burzy obłoku;
Posiedźcie chwilę, cóż tam zobaczycie?
Choć ziemia geniusz, geniusz w całej sile,
Co umie tworzyć rozlicznie i mile.
Za całą światłość z gęstwiny powicia
Błyszczą ci czasem sowy oczy kocie;
A ruch jedyny, jedyny znak życia —
Nietoperz w cichym przewinie się locie;
Albo ciężkiego podskoku ropucha
Głuchym tententem przerwie nudę ucha.
Rozpalcież słońce — a w tej samej stronie
Co barw, co kształtów, co dźwięków, co tonów
We mgnieniu oka ozwie się, zapłonie! . . .
O! póki ciemne słońce milionów,
Póty, o bracia, niech mię nikt nie wini,
Że tak ponuro w mych uczuć świątyni.
Źródło: Dzieła Seweryna Goszczyńskiego, 1852.