Złowrogich losów szaleje burza,
Żeglarza ziemi w jej topielcach nurza,
Tonie, tonie moja łódka,
Serce cały mój ładunek,
W tym śpiewie cały ratunek;
O jakże ciężka ta żegluga krótka!
Wybrnę czasami nad gorzkie fale,
I brzemię skonu piersiami odwalę.
A wtedy cała pociecha,
Że wciąż ta sama piosenka
Na rozliczne tony stęka.
I w szumie burzy szuka choćby echa.
Czasami, widzę, stoją zebrani
Słuchać u brzegu wołanie z otchłani,
Ale mało tam kto słyszy;
Ale jeszcze mniej rozumie.
Śpiew lub za cichy w tym tłumie,
Lub za okropny dla pieszczęńca ciszy.
I oto jednych gromy spłoszyły;
Innych odwodzi, tęczy widok miły.
Do uciech pobiegli biedni.
Nie wielu z nich pozostało
Słuchać w spółczuciu i śmiało,
Moich narzekań, sobie przepowiedni.
Skłatanego serca znajomi,
Mojego śpiewu żaden z nich nie zgromi,
Bo w pomroku takiej doby,
Gdzie czucie słabo przyświeca,
Jak w burzy oko księżyca,
Nikną dobrane, promienne ozdoby.
Smutne ofiary niszczących losów,
O przyjaciele tonącego głosów,
Dla was moja pieśń nie zginie;
Odejdziecie w myśl zamknięci;
Westchnienie po mej pamięci,
A łza topielca i wam z ócz popłynie.
Źródło: Dzieła Seweryna Goszczyńskiego, 1852.