Jakże luba ta altana,
Ocieniona żywopłotem,
Chłodzona wiatrów przelotem!
Ach! w twojej ciszy, moja kochana,
Powierniczko mego łona!
Czucie ziemskości do reszty kona!
Śród grających fal światłości,
Śród rzeźwego bytu wrzawy,
Jak płomyk mogił bladawy,
Przyćmiona dusza, w marzeń cichości,
Innem życiem tutaj dyszy,
Zaledwie widzi, zaledwie słyszy.
Któż mię z tego snu ocuci?
Ha! to słowik usiadł blisko,
Zahuśtał liści kołyską,
Zwrócił się ku mnie, tęsknie zanucił,
I śpiew, chwilkę postrojony,
Śpiew swój słowiczy w ludzkie zlał tony.
Tam nad kwiatkiem brzęczą pszczoły,
Tam ptaszyna za ptaszyną
Ślizga się giętką krzewiną,
Tu porze wiatry motyl wesoły.
Wszystko igra śród użycia,
Wszystko cię nęci, wzywa do życia.
A ty leżysz, jak zmartwiały,
Nic cię z dumań nie poruszy,
Czegoż trzeba twojej duszy?…
Nic jej nie trzeba, mój ptaszku mały,
Ni od ziemi, ni od nieba,
Tylko swobody, swobody potrzeba.
Źródło: Dzieła Seweryna Goszczyńskiego, 1852.