Zimowa burza we wściekłość się sili,
Nieba pomrokiem, jak morzem, zalewa,
Śniegiem, jak śniegu potopem, w dół spływa,
Olbrzymiem wichrów skrzydłem lasy chyli:
A ja sam stoję na pustem zamczysku,
Wsparty o drzewo nierodzinne, stoję,
Wlepiam wzrok w burzę i do wichrów pisku
Pośród gałęzi mieszam skargi moje:
Grobowy liści uwiędłych szelescie!
Burzo co nieba zawiejami mroczysz!
Szumie co wichry nad lasami toczysz,
Przynieście mojej duszy, o! przynieście
Ten obraz z mojej przeszłości wiosnowej,
Blask coraz lepszy w coraz mglistszem niebie,
Kiedym stał pośród Śmilánskiej dąbrowy
Jak dziś słuchając to burzy, to siebie.
Chmura, szumiąca nad głową jak morze,
Biła w twarz śniegiem jak morze pianami,
A tuż w gałęziach syczał stu żądłami
Wiatr co drzewami grzechotał po borze.
A ja co wesoły i szczęśliwy stałem,
Że w mroku burzy myśl świeciła mile,
Że w zgiełku burzy ciche serce miałem;
Wróć mi tę chwilę, burzo, wróć na chwilę!
Źródło: Dzieła Seweryna Goszczyńskiego, 1852.