Smutne nad ziemią błękitne pola;
Posępnym blaskiem słońce w ziemię strzela,
Jak z łez litości, oko przyjaciela,
Kiedy dniom drogim grozi niedola.
Niszczący powiew jesiennej doby
Z lica przyrody wdzięk po wdzięku zmiata,
A nowa troska i nowa utrata
Wypełnia kielich mojej żałoby.
Na chorą ziemię padam raz jeszcze
Jak na kochanki konające ciało,
Śledzę, przenikam gdzie życie zostało,
I pozostałe ogrzewam, pieszczę.
I sam moc tracę przez trud bezpłodny,
I sam omdlewam — szumi myśl drzew szumem,
Czasem wiatr życia zarzuci mię tłumem,
Czasem na lice pryśnie deszcz chłodny!....
Kiedym się w kwiatek życia rozwijał,
Kiedy uczucia w pączkach jeszcze spały,
Strumyk tęsknoty czysty był i mały,
Rajskie widziadła na dnie odbijał.
Pokornie płynął; a jeśli wylał,
Chętnie skąpałem serce w jego wałach;
Wybrnąłem we łzach, jak w rosy kryształach,
Łzami, jak rosą, życiem umilał.
Ach! cóż się stało z owemi dniami?
Strumień tęsknoty jak potok się ciska;
Źródło dla niego trumny, i zwaliska,
Krwią się zapienia, przybiera łzami.
A żadnej schrony za mną, przede mną.
Popatrzę w życie, widzę wkrąg pustynie;
Puszczę się myślą, myśl jak oko ginie.
Chcę naprzód lecieć — jak w piekle ciemno.
Chcę nazad wrócić — tam grobów strona
Tylko w jej słońca połyskach ostatnich
Miga mar kilka, kilka duchów bratnich;
Przeszłość i przyszłość równo zginiona.
Obejrzę na siebie — jam kwiat opadły,
Drżący, samotny śród zgubnej powodzi;
A tutaj fala po fali nadchodzi,
Bliżej i szerzej warczy wir zjadły.
Przyszła ci kolej upaść z korzenia,
Jak rozburzyły niesłychane klęski
Moją pierś młodą, mój świat czarnoksięski,
W rozpaczy tylko szukaj zbawienia.
Rzucam się w potok bez woli, siły.
Składam w krzyż ręce, i oczy zawieram,
W jedną myśl martwą wszelkie myśli zbieram;
Niech mię tak niesie choć — do mogiły.
O jakbym jemu pobłogosławił!
Gdybym aż w świata drugiego przezroczy
Musiał otworzyć te dłonie i oczy,
Gdyby mię w życie wieczne tak sprawił.
Źródło: Dzieła Seweryna Goszczyńskiego, 1852.