Dobry wieczór, wierzbo, tobie!
Tylko proszę, proszę wcześnie,
Niech liść żaden nie szeleśnie;
Jak drzemał, niech drzymie sobie.
Bo usnęło serce moje,
A zbudzić je tak się boję.
Jak miło w tem uciszeniu,
Żaden powiew nie oddycha;
Po cichem nieba sklepieniu
Senny księżyc stąpa z cicha.
Och! i cóż się tobie stało?
Westchnąłeś — a to westchnienie
Przerwało serca uśpienie,
Zbudziło przyrodę całą:
Księżyc chmurami się dąsa,
Wiater liściami potrząsa,
A mar ugłaskanych roje
Co śród gałązek usnęły.
Spadły znów na piersi moje,
Znowu serce ssać poczęły.
Och! dobranoc, wierzbo, tobie!
Próżne spokoju żądania!
Serce dalej mię pogania,
Ja idę dalej, ty szum, w żałobie,
Jak ja w żałobie odchodzę
Po ciernistej deptać drodze,
Szukać szczęśliwej uboczy,
Gdzie głaz wiecznego uśnienia,
To czujne serce przytłoczy;
Gdzie usną same westchnienia.
Źródło: Dzieła Seweryna Goszczyńskiego, 1852.