Wrzały burzą niebios głębie:
Na strzaskanym od burz dębie
Król ptaków się dąsał.
Patrzałem —
W około niego chmury, kłąb przy kłębie,
Wrony i kruki, nawał za nawałem.
Widziałem —
On tylko skrzydła zjeżone potrząsał.
Naraz ujrzałem,
Przez wrony i chmury
Pada promień z góry
Na ptaków króla:
Niebieskiem światłem oczy mu olśnęły,
Niebieskim wiatrem skrzydła się rozdeły,
Wrony się zbiły, chmura się stula,
A on na krzyżu skrzydeł rozpięty,
Przez wron chmury i chmur mgły,
Po jasnym niebios promieniu,
Dąży ku nieba sklepieniu.
Wrzawa i grzmoty wrą wkoło niego,
On się nie puszcza ślaku swojego,
A ziemia coraz niżej,
A niebo coraz bliżej.
I ot! pod orłem już chmury,
Pod orłem wrzaskliwe chóry.
Patrzałem, słuchałem —
A na podniebiu całem
Cisza i jasność — orzeł w słońcu zginął —
Jeden śpiew tylko na ziemię spłynął —
Śpiew to zwycięski w orlej dziedzinie;
Tylko w mojego ducha głębinie
Jak echem śpiewu zadrżałem,
To echo ducha na orła śpiewanie:
I jak zabrzmiało tak brzmi nieprzerwanie.
Gdy mię chór troski zagłuszy,
Ono budzi letarg duszy,
I w ślad orli w orle kraje
Nieść mię nieprzestaje.
Źródło: Dzieła Seweryna Goszczyńskiego, 1852.